skrytka pełna skarbów
Dziecinstwo spędził u babci, gdzie w przedszkolu poznał swoją pierwszą miłość. O tym, że stara miłość tak łatwo nie rdzewieje przekonał się osobiście, ale co by było gdyby, tego nigdy się nie dowiemy...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy miał, bodajże dwa latka, babcia wzięła go do siebie, na wieś. Przyjechała kiedyś do córki, w odwiedziny i gdy zobaczyła w jakim stanie jest jej wnuk, postanowiła zabrać go z miasta, by go podkurować, by jego rodzice mogli w tym czasie normalnie pracować, a nie bezustannie kursować między żłobkiem, a lekarzami. Wieś, a właściwie małe miasteczko, gdzie mieszkała, to miejscowość powstała wokół dużej stacji kolejowej, gdzie niemal każdy pracował na kolei.. Dziadek Maćka był maszynistą parowozu. Mieszkali na parterze wielorodzinnego domu, zajmowanego wyłącznie przez rodziny kolejarzy. Każda z rodzin miała swój kawałek ziemi, tzw. ogródek, gdzie uprawiali warzywa, owoce, gdzie stawiali komórki, altany, kurniki, gołębniki . Każdy trzymał kilka kur, kilka królików i niemal każdy tuczył w chlewiku wieprzka. Dlatego, pomimo tego, że Kasia, babcia Maćka miała na utrzymaniu jeszcze pięciorga swoich dzieci, w wieku szkolnym, to jedna dodatkowa mała buzia do wykarmienia w tych warunkach nie stanowiła problemu. Ponieważ Kasia prócz zajmowania się domem wyjeżdżała co dwa dni do miasta, na targ, gdzie handlowała kwiatami i warzywami, musiała Maćka posłać do Przedszkola. Jeśli można mając dwa, lub trzy latka być zakochanym, to Maciek był, w Basi, koleżance z przedszkola. I choć na początku go ignorowała, a nawet wodziła za nos, jak to kobieta, bawiąc się też z innymi chłopcami, to ich, nazwijmy to przyjaźń, rozwijała się i dojrzewała. Pewnego razu, w kilka dni po tym, jak Maciek zaczął chodzić do przedszkola, Basia dała mu w szatni buziaka... Nie wiadomo, czy to on był taki szybki, czy ona taka łatwa? Bawili się z sobą i innymi dziećmi, także tymi, które do przedszkola nie chodziły, również całymi popołudniami, ponieważ Basia mieszkała z babcią Maćka po sąsiedzku. Któregoś popołudnia Maciek spytał się jej, czy chciałaby zobaczyć jego sekret? Nie, nie, wcale nie o tym mowa, zbereźniki, miał na myśli pewną skrytkę, o której istnieniu nikt nie wiedział prócz niego. W pierwszej chwili przytaknęła, ale kiedy okazało się, że skrytka mieści się w piwnicy, ponurej i zimnej, i musiałaby tam z Maćkiem zejść, zrezygnowała, choć bardzo była ciekawa tych skarbów, które ponoć tam były. Być może faktycznie chciał jej odkryć swoją tajemnicę, a może tylko zamierzał jej skraść drugiego buziaka, ale faktem jest, że w samym końcu piwnicy, w miejscu gdzie sufit gwałtownie się obniżał, tworząc trudno dostępne miejsce dla osoby dorosłej, była w ścianie dziura, którą Maciek sprytnie zakamuflował, zasłaniając ją dwoma cegłami. Te skutecznie udawały, że ściana jest bez dziur, a ciemności dodatkowo maskowały schowek. Tam trzymał metalową szkatułkę po jakiejś herbacie, a w niej swoje bezcenne skarby! A były nimi : pusta paczka po długich papierosach Pall Mall, ( strasznie rzadko spotykana rzecz w tamtych czasach) dwa ołowiane żołnierzyki, jedna odznaka, którą dostał kiedyś od radzieckiego żołnierza, kilka kolorowych kamieni oraz stara niemiecka moneta, znaleziona koło śmietnika. Chęć pokazania Basi swoich skarbów było wielce wymownym gestem, którego ona wtedy raczej nie zrozumiała. Nigdy więcej nikomu nawet nie wspomniał o schowku, a co dopiero mówić o pokazywaniu go.
To, że Basia jest kimś wyjątkowym dla Maćka musiało się rzucać w oczy, bo jego nieletnie wówczas ciotki często drażniły się z nim, pytając jak tam jego nażeczona, albo kiedy ślub i wówczas Maciek wpadał w szał przezywając je słowami, które w ustach małego dziecka brzmiały bardzo zabawnie, (co jeszcze bardziej je rozochocało do przedrzeźniania) a których na pewno nie usłyszał na niedzielnych mszach, na które chodził regularnie z babcią co niedziela. Trzy lata tak ze sobą „chodzili”, do czasu, kiedy rodzice zabrali go do siebie, do miasta. Jak na prawdziwego twardziela przystało, Maciek bardzo szybko zapomniał o Basi, gdyż w nowym przedszkolu, w swoim mieście już pierwszego dnia zakochał się w Ewie... A później w kilku innych pięknych młodych damach, a bywało, że nawet w kilku jednocześnie… Ale nie wiedział jeszcze wtedy, że stara miłość tak łatwo nie rdzewieje... Czas leciał, Maciek poszedł do szkoły podstawowej, poznał nowych kolegów i koleżanki, podkochiwał się w wielu z nich, ale jak to z miłostkami w tym wieku bywa, szybko się kończyły nie pozostawiając po sobie zbyt trwałych wspomnień. Przynajmniej raz w roku, zwykle na wakacje, ale również na święta, jeździł w odwiedziny do babci. I zawsze im bliższa była data wyjazdu, tym częściej myślał o Basi i nie mógł doczekać się chwili kiedy ją zobaczy. Ciekaw był jak wygląda, czy go pamięta i czuł dziwne podniecenie na myśl, że wkrótce się przekona. A kiedy już to następowało nie mógł nacieszyć się jej widokiem. Sprawdzał, czy wciąż na jego widok się czerwieni i peszy, dzięki czemu miał poczucie, że jego wizyta wciąż nie jest jej obojętna. Marzył wówczas o niej nocami i wyobrażał sobie różne z nią sytuacje; jak się z nią spotyka, jak razem spacerują, jak są ze sobą, jak się całują ... Po powrocie od babci na jakiś czas zupełnie o niej zapominał, by znowu sobie o niej przypomnieć przy okazji kolejnych odwiedzin. I tak przez całą podstawówkę. Niby nic ich nie łączyło, jeśli nawet ze sobą rozmawiali, to w obecności innych kolegów i koleżanek, gdzieś przy trzepaku, po wyjściu z Kościoła, ale niemal każdy wiedział, że między nimi coś iskrzy, że mają się ku sobie. Kończyła się podstawówka, zaczęła szkoła średnia. Maciek coraz rzadziej przyjeżdżał do Kamieńca, ale ilekroć w domu rozmawiali na temat babci, zawsze wówczas przypominał sobie Basię i przez jakiś czas zajmowała mu jego myśli. Był za bardzo wstydliwy, by spróbować zbliżyć się do niej, zaprosić na spacer, czy na lody, zwłaszcza kiedy z ładnej dziewczynki przemieniła się w piękną kobietkę, o której względy zabiegało wielu miejscowych chłopców. Może, gdyby to było duże miasto, to prędzej by się zdecydował na jakiś ruch, a tak, zakompleksiony młody chłopak, który tylko raz na jakiś czas pojawiał się w jej życiu nie miał odwagi zrobić żadnego kroku, który mógłby zamienić ich znajomość w coś więcej niż przyjaźń. Zwłaszcza, że ona też prócz zagadkowych uśmiechów i rumieńców na jego widok nie czyniła żadnych dodatkowych gestów, które by go zachęciły do działania, czy dodały odwagi. Żył, uczył się, czas leciał, zakochiwał na chwilę w różnych dziewczynach, ale wciąż, choć miał już siedemnaście lat, nie spotkał tej, która zawróciłaby mu w głowie, która byłaby jego treścią życia i sensem istnienia. Tego lata, razem z trzema kolegami pojechał w góry, w Kotlinę Kłodzką, do rodziny jednego z kolegów. Zawiózł ich tam ciężarówką tata tego kolegi, który miał akurat kurs po towar w tamte strony. Rozbili namiot w sadzie i codziennie łazili sobie po górach. Po około dwóch tygodniach, kiedy z kieszeni znikł nawet zapach pieniędzy, trzeba było wracać do domu, pociągiem. Okazało się, że będą przejeżdżać przez Kamieniec. Wprawdzie od roku już tam babcia Maćka nie mieszkała, ale już sama myśl o tym, że będzie tamtędy przejeżdżał zelektryzowała go jak nic od bardzo dawna. Naturalnie od razu pomyślał o niej. Czy wciąż tam mieszka, jak wygląda? Kiedy pociąg wjechał na stację w Kamieńcu, gdzie mieli dziesięciominutowy
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marulek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…