Skrytobójca
Po wyjściu z więzienia Karol dostaje niestandardową ofertę pracy. Nie może znaleźć inne go zajęcia, więc wstępuje do tajemniczej organizacji
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Karol zamknął oczy i głęboko zaciągnął się świeżym powietrzem. Tak wspaniale było znowu być wolnym, tego uczucia nie da się porównać z żadnym innym. Ostatnie dziesięć lat, które powinny być najpiękniejsze w życiu, spędził w więzieniu. Dziś ma dwadzieścia osiem lat, postanowił, że nie straci już ani jednego dnia. Najpierw musi zorganizować swoje życie, znaleźć pracę, może nawet pomyśleć o zakupie mieszkania, chociaż to już dalsza perspektywa. Teraz marzy tylko o ustatkowaniu się i powrocie do normalności. Na początek zatrzymać się w mieszkaniu siostry, wyprowadziła się za swoim facetem, niedługo po zakupie mieszkanie w Warszawie. Teraz planowała sprzedanie lokum, ale nie śpieszy jej się z tym i może poczekać kilka tygodni, ewentualnie miesięcy. Pieniądze na start Karol ma ze spadku, podczas odsiadki zmarli rodzice, majątek został podzielony na pół, między niego i Aśkę, jego siostrę, jedynych spadkobierców.
Do mieszkania dotarł wieczorem, klucze dostał od Aśki podczas jej ostatniej, trzeciej wizyty. Pierwszy raz przyszła powiedzieć o śmierci matki, drugi o śmierci ojca. Miesiąc temu była się pożegnać. Wiedziała, że wychodzi i przyszła zaproponować swoją pomoc, oraz prosić, aby jej nie szukał, nie starał się kontaktować. Nie był to jej pomysł, tylko jej męża, dopiero wtedy dowiedział się, że wyszła za mąż. Związała się z jakimś politykiem, posłem czy senatorem i nie chce on być łączony z byłym więźniem, mordercą. Siostra nie zostawiła aktualnego adresu, nawet nie powiedziała, do jakiego miasta się wyniosła. Nic. Przeprosiła jedynie i stwierdziła, że tak będzie najlepiej dla wszystkich.
Wziął prysznic i położył się. Nie miał zamiaru się opijać, iść na dziwki, czy coś jeszcze innego. Nie potrzebował odreagowywać po odsiadce, nie czuł takiej potrzeby. Chciał spać w wygodnym łóżku, to był jego sposób na uczczenie wolności.
W środku nocy coś wyrwało go ze snu, jakieś dziwne uczucie, że ktoś lub coś go obserwuje. Rozejrzał się, ale nie dostrzegł nikogo. Za oknem wiatr świstał, z oddali dobiegał sygnał karetki, normalna noc w mieście. Uśmiechnął się do siebie, było za cicho, żeby stary więzień mógł spać spokojnie, nikt nie krzyczał, ani nie starał się zagadywać z innej celi. Kiedy spokojnie kładł się na poduszce wydawało mu się, że w kącie pokoju coś się poruszyło. Podniósł się ponownie i teraz widział już wyraźnie. Z cienia w kącie sypialni wyszedł jakiś mężczyzna w długiej czarnej szacie, na głowie miał kaptur, na tyle duży, że niemal zasłaniał całą twarz, widać było jedynie usta i oczy, przerażające, całe białe, wyglądały jakby nie miał źrenic. Postać podeszła do łóżka bezszelestnie, nie zakłócał niczym ciszy panującej w pokoju. Karol nie mógł się poruszyć, był całkowicie zaszokowany. - Witaj i nie obawiaj się, nie przyszedłem cię skrzywdzić, gdybym miał taki zamiar, już bym to zrobił – nieznajomy mówił równym głosem, niemal bez emocji, było to przerażające, ale w jakiś sposób wywoływał spokój i zaufanie. Karol chciał się odezwać, ale nieznajomy go ubiegł – Nie mów nic. Dziś ja mówię, ty słuchasz. Przy naszym kolejnym spotkaniu, jeżeli kiedykolwiek nastąpi, wysłucham ja ciebie. Jestem jedynie posłańcem, przychodzę do ciebie z propozycją. Dziesięć lat temu zabiłeś człowieka, może wydawać ci się, że był to wypadek, ale ja wiem, że tak nie było. Proponuję ci wstąpienie w szeregi Dzieci Mroku, organizacji zrzeszającej skrytobójców, bractwo. Jeżeli będziesz zainteresowany moją propozycją zapal w nocy tą świeczkę w oknie sypialni. – wskazał ręką świeczkę w oknie, na której widniał wizerunek sztyletu – Gdy znak zostanie dostrzeżony otrzymasz instrukcje, co do pierwszej misji, chrztu. Teraz wróć do snu.
Postać wolno wycofała się w cień, Karol przewrócił się na bok i zasnął momentalnie.
Wstał rano i poszedł pod prysznic, ciekawiło go, co sprawiło, że miał taki dziwny sen. Zaproszenie do bractwa skrytobójców, bezszelestny mężczyzna z białymi oczami. Wychodząc z łazienki włączył telewizor na kanał z muzyką i poszedł do sypialni się ubrać. To, co zobaczył przeraziło go na dobre. Na oknie stała świeca, pamiętał doskonale, że nie było jej wieczorem, gdy się kładł spać. Podniósł ją i obejrzał dokładnie. Miała znak sztyletu z wygrawerowaną różą, płatki kwiatu płonęły. Świeca była spora i ciężka. Schował ją do szafy, nie chciał na nią patrzeć. Wtedy uświadomił sobie, że ktoś musiał tu być, nocny gość był prawdziwy. Tylko jak wszedł do mieszkania? Biegał od okna do okna i oglądał parapety i okiennice, nigdzie nie było nawet śladu, żeby ktoś je otwierał. Oczywista było, że to drzwi musiały być wyłamane, inna możliwość nie istniała. Nie miała prawa istnieć. Sprawdził zamek, drzwi, całą futrynę, centymetr po centymetrze. Nie było śladu, nawet najmniejszego by ktoś coś z nimi robił. Pół dnia siedział zastanawiając się jak nocny gość wszedł. Doszedł do wniosku, że musi wyjść zanim zwariuje, wystarczająco długo już siedział w zamknięciu.
Kupił gazetę w kiosku koło parku i poszedł do małej kawiarenki. Rozłożył gazetę na stronach z ogłoszeniami o pracę i wertował je. „Służba celna – niekarany” – odpada, „Doradca kredytowy” – ale nic nie wie o kredytach i bankowości – odpada, „Magazynier” – ma trochę większe ambicje. Popołudniu wybrał się do kawiarenki internetowej i szukał ogłoszeń o pracę na portalach, ale nic ciekawego nie znalazł. Cały tydzień wyglądał tak samo. Do wielu prac miał za słabe wykształcenie, inne wymagały niekaralności, te, do których spełniał wymagania, nie spełniały jego oczekiwań. Trafił kilka ciekawych ogłoszeń, ale aplikacje wysłane przez niego nie doczekały się odpowiedzi. Starał się miesiąc, aż stracił nadzieje i wiarę, że coś może się zmienić.
Wieczorem, kolejnego dnia zwątpienia, przypomniał sobie o świecy pozostawionej prze tajemniczego gościa. Nie miał nic do stracenia, mógł się z nimi skontaktować. Przestało mu zależeć tak bardzo na wolności, entuzjazm związany z wyjściem już opadł, nie miał przyjaciół, siostra nie chce z nim utrzymywać kontaktu, nie miał, dla kogo żyć. Gdy uświadomił sobie, że nachodzą go myśli depresyjne postanowił zaryzykować i skontaktować się z bractwem. Zapalił świeczkę i czekał na gościa, jednak nikt nie przychodził. Czas płynął, a on stawał się senny, aż zmęczenie wzięło górę. Usnął na kanapie w salonie
Rankiem po otworzeniu oczu ujrzał przed sobą list i zawiniątko. Otworzył kopertę:
{i} Witaj! Jesteśmy szczęśliwi, że zdecydowałeś się wstąpić w nasze szeregi. Jednak zanim Cię przyjmiemy musimy być pewni, że nas nie zawiedziesz. Musimy się również upewnić, że nadajesz się do współpracy z nami. Testem jest prosta misja. Po jej wykonaniu odwiedzę Cię w bezpiecznym miejscu. Powodzenia Niech skrywa Cię noc{/i}
List wyjaśniał sporo, ale zasiał również nowe wątpliwości. Domyślił się, że w pakunku znajduje się zadanie. Odpakował płótno, skrywało sztylet, identyczne jak ten ze świecy, na rękojeści miał wygrawerowaną płonącą różę. Wykonany był w całości ze srebra, jedynie kwiat i płomień był kolorowe. W paczce znajdował się również klucz i list ze szczegółami zadania. Klucz otwiera drzwi w pewnym hotelu o nazwie Południca na mazurach.
Spakował w plecak jedynie najpotrzebniejsze rzeczy, nie było ich wiele. Bez większego namysłu udał się na stację kolejową, by złapać pierwszy pociąg na mazury. List opisujący zadanie zawierał dokładne informacje gdzie, jak i kiedy Karol ma się dostać, co ma powiedzieć i jak się zachować. Bractwo postarało się, żeby wykonywał wszystko dokładnie według ich instrukcji, w paczce znajdowały się bilety i dokładnie odliczone pieniądze z celami, na jakie ma je przeznaczyć.
Karol nie lubił długich podróży, głównie tych spędzanych samotnie, jest za dużo czasu, z którym nie ma, co robić. Nie miał ze sobą żadnej książki, ani gazety. Całe sześć godzin spędził na rozmyślaniu. Starał się wymyślić, co zrobi później, kiedy już wróci. Starał się nie myśleć o wydarzeniach, jakie będą miały miejsce w ciągu najbliższych trzech dni, tyle czasu dostał na „wykazanie się”. Mógł spokojnie powiedzieć, że stał się mistrzem odpędzania złych myśli, trzy tysiące sześćset pięćdziesiąt trzy dni w więzieniu nauczyły go tego doskonale.
Wieczorem wysiadł na jakieś stacyjce pośrodku niczego, w zabitej dechami dziurze. Według instrukcji miał teraz dotrzeć na rynek i wziąć taksówkę do hotelu. Z niewielką pomocą miejscowych dotarł do celu, nawet samemu nie zeszłoby mu o wiele dłużej. Miejscowość była tak mała, że w dwie godziny spokojnie można je obejść wzdłuż i w szerz. - Wczasy, czy tylko szybki odpoczynek? – taksówkarz starał się zagadywać. W innych okolicznościach Karol chętni pogadałby z kierowcą, teraz jednak musiał być jak najmniej widoczny, nie gadatliwy, ale też nie zbyt cichy. - Jeszcze nie wiem, zobaczymy jak będzie. - Ale nazwe to se tego hotelu wybrali, co? – taksówkarz zdawał się być rozbawiony – Ja tam to bym się w takim nie zatrzymał. - A to niby czemu? Nazwa jak nazwa. - Co pan? Nie wiesz pan, co to południca? – kierowca nie dał czasu na odpowiedź, ale Karol i tak wiedział, że cokolwiek nie powie to i tak zostanie zapamiętany, tyle zostało z nie wychylania się - To taka zjawa, demon. Jak byłem mały to babka mnie nią straszyła. – po tym już umilkł, nie odzywali się już do końca trasy, jakieś pół godziny. Zmrok zapadł błyskawicznie, kiedy pociąg zajechał na stację słońce wciąż pięknie świeciło, teraz, kiedy dojeżdżali do hotelu była już zupełna noc.
Hotel był imponujący, schody prowadziły dwoma łukami wokół fontanny prosto do wielkich drzwi, przy których stał odźwierny. Wchodząc przez nie Karol poczuł się dziwnie dobrze, pierwszy raz w życiu drzwi otwierał mu ktoś nieuzbrojony i nie w mundurze. Na podłodze głównego holu wyłożone były trzy podłużne czerwone dywany z bokami zdobionymi obszyciami ze złotych nici, idąc po nich poczuł się jak gwiazda filmowa na ceremonii rozdania Oscarów. Na widok Karola recepcjonista wyraźnie się ożywił, wstał z krzesełka i uśmiechał się w kierunku wchodzącego właśnie gościa. Karola obleciał strach, że go nie wpuszczą. Starał się zachowywać naturalnie, szedł wolno rozglądając się wokoło. Po obu stronach holu znajdowały się drewniane niskie stoliki otoczone skórzanymi kanapami. Po trzy takie stanowiska na stronę, rozdzielały je kolumny obstawione imponującymi egzotycznymi kwiatami. Sufit zdobił piękny ogromny żyrandol z kryształu, pasowałby do filmów katastroficznych, w każdym z nich taki żyrandol spada zabijając kogoś. Za kanapami znajdowały się szklane ściany odgradzające restaurację po jednej stronie i bar po drugiej od głównego holu. - Dobry wieczór panie Grabowicz, czy wycieczka się udała? – chłopak w garniturze stojący za wysoką hebanową ladą zdawał się rozpoznawać Karola, chociaż zwracał się do niego złym nazwiskiem. - Było wspaniale, ale teraz muszę szybko się wykąpać – odpowiedział z lekkim uśmiechem starając się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Minął chłopaka i poszedł schodami za recepcją na górę cały czas powtarzając w głowie numer pokoju, do którego zmierzał. Mógł użyć windy, ale nie był zwolennikiem małych zamkniętych pomieszczeń. Kiedyś miał klaustrofobię, więzienie wyleczyło go z tej dolegliwości lepiej niżby to zrobił niejeden psychiatra. Teraz nie bał się już zamknięcia, ale i tak wolał go unikać.
Pokój znalazł bez problemu. Po wejściu do środka szybko wskoczył pod prysznic. Po odświeżeniu się przeszukał szuflady i szafki. Znalazł w nich nowy, jeszcze zapakowany zapas bielizny na kilka dni. W szafie czekały dwa wytworne garnitury i kilka krawatów. Ubrał się elegancko i stanął przed lustrem wypinając się. - Czego pani się napije? – rzucił szarmancko w powietrze prężąc się przed swoim odbiciem – Może Martini? Znakomicie. Barman! Dla pani Martini, a dla mnie Whisky. O nie, niech mnie pani nie obraża, ja zapłacę za drinki – włożył rękę do wewnętrznej kieszeni marynarki udając, że sięga po portfel, zamiast niego wyczuł list, wyjął go i otworzył. W środku oprócz wiadomości znajdował się klucz, podobny do tego, jaki otrzymał w poprzedniej paczce i zdjęcie starszego mężczyzny.
{i} Witam w kulminacyjnym momencie, zdjęcie, które otrzymałeś przedstawia Twoją pierwszą ofiarę. Jest to pewien zgryźliwy bogacz, na którego nadszedł czas. Zabijesz go w nocy i musisz sprawić, żeby wszystko wyglądało na wypadek lub samobójstwo. Staruszek codziennie rano biega po okolicznym lesie od 8:00 do 9:00. Później do 12:00 spędza czas na odnowie biologicznej. Od 12:00 do 15:00 jest czas drzemki. Od 15:00 do 16:00 je obiad w restauracji hotelowej. Później do 20:00 zajmuje się interesami w specjalnym zamkniętym pokoju. Od 20:00 do 22:00 ponownie spędza czas w restauracji, przez resztę wieczoru można go spotkać w barze. Około północy chodzi spać do swojego pokoju. Mieszka naprzeciw ciebie. Istotną informacją może być to, że o 8:00, 12:00 i 19:00 bierze leki na serce. Do południa znajdują się w szafce nocnej, później nosi je ze sobą. Klucz dołączony do tej wiadomości otwiera drzwi do jego apartamentu, pamiętaj jednak, że kiedy jest w środku, na zewnątrz stoją ochroniarze. Chodzą za nim wszędzie, jednak nie mają wstępu do pokoju. Pamiętaj, że plan jego dnia może się zmienić, lub zostać naruszony przez jakieś wydarzenie.
Powodzenia Niech skrywa Cię noc!{/i}
Spojrzał na zegarek, zbliżała się dziewiąta. Uznał, że najwyższa pora coś zjeść, nie tylko czas wydawał mu się odpowiedni, od początku podróży nic nie jadł. Wcześniej nawet o tym nie myślał, teraz jednak poczuł jak żołądek zaczyna przyrastać mu do kręgosłupa. Przyjrzał się jeszcze raz dokładnie zdjęciu, chciał mieć pewność, że dobrze zapamiętał twarz, schował je powrotem do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyszedł.
Restauracja hotelowa była imponująca, wielka, przestronna sala wypełniona zastawionymi elegancko stolikami. Między nimi znajdowało się wystarczająco miejsca, aby zapewnić wygodę zarówno gościom już siedzącym, jak i tym szukającym dopiero miejsca. Dobra organizacja przestrzeni pozwalała na przyjęcie dużej ilości klientów w jednej chwili, jednocześnie nie dając wrażenia zatłoczenia na sali. Wchodząc Karol wzrokiem wyszukał swoją ofiarę, nie było to z resztą trudne, zajęte były jedynie dwa stoliki. Wybrał takie miejsce, z którego mógł swobodnie obserwować swój cel, ale nie absorbować niczyje uwagi. Pobieżnie przejrzał menu, nie szukał w nim nic specjalnego, czegoś normalnego, przypominającego domowe jedzenie. Niestety w takich miejscach dostępne są jedynie wykwintne dania, wybrał szaszłyk z baraniny uznając, że będzie to dla niego najlepszą propozycją. Kilka stolików dalej siedział obserwowany przez niego starzec i gestykulując coś zamaszyście rozmawiał z jakimś mężczyzną w podobnym wieku. Towarzysz słuchał uważnie nie przerywając. Przy stoliku obok siedzieli ochroniarze, dwaj łysi, barczyści mężczyźni obserwujący otoczenie z lekkim znudzeniem. Przewinął się koło ich stolików kelner i zebrał pustą zastawę. Starzec i jego towarzysz wstali, pożegnali się i mężczyzna wyszedł. Cel Karola również skierował się do wyjście, a za nim podążyli ochroniarze. Szli w kierunku przejścia prowadzącego do baru. Nie śpiesząc się Karol spokojnie dojadł swoją kolację i najedzony udał się za nimi. Zajął miejsce przy barze i zamówił Whisky, niestety nie było kobiety, której mógłby postawić Martini. Siedział, więc sam popijając małe łyczki ze szklaneczki i ukradkiem obserwując dziadygę, który miał więcej szczęścia. Siedziały z nim dwie panienki w wieku dwudziestu kilku lat chichoczące cały czas bez powodu. Na pierwszy rzut oka było widać, co to za typ, dawały się obmacywać obleśnemu staruchowi w zamian za drinki, żałosne. Po wypiciu dwóch małych szklaneczek Karol spojrzał na zegarek, zbliżał się północ. Wstał i poszedł do pokoju, teraz pozostało mu jedynie cierpliwie czekać przy wizjerze i obserwowanie korytarza. Nie musiał czekać długo, po kilku minutach dobiegły go z oddali zbliżające się śmiechy panienek, pierwszy w zasięgu wzroku pojawił się starzec, otworzył drzwi i wszedł do środka, towarzyszki nie czekając na zaproszenie weszły za nim. Drzwi się zatrzasnęły, a po obu ich stronach stanęli ochroniarze.
Tej nocy Karol położył się do łóżka tej nocy zadowolony z siebie. Pierwszy raz, od kiedy wyszedł z więzienia coś wyszło mu tak jak należy. Zamknął oczy i otulił się mięciutką kołdrą. Dopiero teraz dotarło do niego, co tak naprawdę robi, w co się wplątał. Nie chciałby wrócić do więzienia, obiecywał sobie, że nie wróci i chociaż przeżył chwilę załamania to i tak nie chciałby tam wracać. Dziesięć lat temu nie miał wyjścia, musiał zabić. Teraz jednak robi to z własnej woli, nie zmusza go sytuacja. Pamiętał rozprawę, sędzia uznał, że to nie była konieczność i skazała go jak najbrutalniejszego mordercę. Zdarzyło się to podczas włamania, ale i tak uważał, że to, co zrobił było samoobroną, nie chciał zabijać. Teraz jednak w pełni świadomie podjął decyzję o popełnieniu zbrodni, złą decyzję, która może go znowu zaprowadzić za kratki. Obleciały go wątpliwości, chciałby się wycofać, jednak był pewien jednego, jeżeli nie wykończy staruch to ktoś przyjdzie i wykończy go. Zastanawiał się jak mógł się w to wplątać, co sobie myślał podejmując taką decyzję, takie wyzwanie. Kilka tygodni wolności, a on już nie może usiedzieć uczciwie na dupie.
Przez kilka godzin nie mógł zmrużyć oka, zdawał sobie sprawę, że takie rozwodzenie się nad swoim losem nic nie da, ale co mógł zrobić. Starła się skierować myśli na jakiś inny tor, ale nie potrafił. Doszedł do wniosku, że teraz już nic nie zmieni, co ma być to będzie. Ustawił budzik na siódmą trzydzieści, przekręcił się na bok i z całych sił starał się zasnąć.
Alarm budzika wyrwał go ze snu, wyszykował się momentalnie i czekał przy wizjerze obserwując pokój starca. Drzwi się otworzyły i wyszedł z nich dziadyga w krótkich spodenkach i koszulce na ramiączka. W ręku trzymał podróżną torbę, którą rzucił w jednego ze swoich goryli i poszedł wzdłuż korytarza do wyjścia z hotelu. Ochroniarze poszli za nim, jeden niósł torbę. Nigdzie nie było śladu panienek, które weszły tam wieczorem, pewnie musiały wyjść w nocy. Nie chciał jednak ryzykować, że wejdzie do pokoju i je tam zastanie, stał przy wizjerze jeszcze przez godzinę, aż twarz mu całkowicie zdrętwiała. Nie mógł sobie pozwolić na dłuższe czekanie, wziął z nocnej szafki klucz, który rzekomo pasować do drzwi starca i wyszedł z pokoju. Najciszej jak potrafił wyszedł na korytarz obserwując czy nikt nie nadchodzi, miał szczęście. Podszedł do drzwi i wsunął klucz w zamek, delikatnie przekręcił. Prze te kilka sekund, kiedy klucz przesuwał się w zamku wszystko wokół zamarło, nawet serce Karola przestało bić. Czas zdawał się zatrzymać i na dźwięk przesuwającej się zapadki wszystko ponownie ruszyło. Odetchnął z ulgą znów czując jak krew krąży mu w żyłach. Szybko wszedł do środka zamykając za sobą drzwi. Widok, jaki pojawił się przed nim całkowicie wprawił go w osłupienie, pokój był całkowicie inny od tego, który on zajmowała. Na wprost drzwi stało wielkie łoże z baldachimem, w rogach, na prawo i lewo, stały szafy. Za łóżkiem było wyjście na wielki taras. Podszedł do okna, z tarasu można było zeskoczyć na polną dróżkę prowadzącą do lasu, nie było zbyt wysoko, jakieś dwa, może dwa i pół metra. Ewentualna droga ucieczki. Odwrócił się i omiótł pokój wzrokiem, ściany były pokryte jasną złotobrązową farbą. Obok łóżka stała malutka szafka nocna, to zapewne w jej szufladzie są leki na serce. Otworzył ją, miał rację, niewielka fiolka z kilkoma tabletkami leżała w środku pustej szuflady. Na szafce stała szklanka z wodą, widać było na niej ślady ust, zapewne popijał nią tabletki. Przeszedł do łazienki, była olbrzymia, na środku stała wielka wanna z jacuzzi. Z jednej strony znajdował się zlew, nad nim wmontowane w ścianę było wielkie lustro, obok stała toaletka do nakładania makijażu, czy czego dusza zapragnie. Na jej blacie pomiędzy kosmetykami stała kolejna fiolka zawierająca bardzo silne środki nasenne, Karol znał je z jakiegoś programu telewizyjnego oglądanego na świetlicy więziennej. Jego uwagę jednak najbardziej przykuła brzytwa, nie było maszynki, ani normalnej, ani elektrycznej. Kto w tych czasach używa brzytwy? Pamiętał, że jeszcze, jako dzieciak widywał takie jedynie u fryzjera, albo w filmach. Dziadek ma kasę i fantazję, albo sentyment, pomyślał patrząc na archaiczny przedmiot. W drugiej części łazienki była wbudowana w ścianę kabina z natryskami z każdej strony, zapewne bicze wodne.
Po rozeznaniu się w pokoju ofiary wrócił do siebie, żeby obmyślić jakiś plan działania, dziś w nocy musi zająć się starcem. Resztę dnia spędził trzymając się w miarę blisko ofiary, starał się być niewidoczny dla ochroniarzy, choć czasami było to trudne.
Wieczorem po kolacji udał się do baru, dziś jednak nie pił alkoholu, chciał pozostać w pełni sił na noc. Po jedenastej wstał od lady i przechodząc obok stolika starca wyszedł z sali, tego wieczoru dziadyga miał tylko jedną towarzyszkę. Karol udał się najpierw do swojego pokoju, zabrał sztylet z emblematem skrytobójców i klucz do apartamentu ofiary. Wyjrzał na korytarz, panowała zupełna cisza, nikogo chyba nie było w całym skrzydle hotelu. Szybko przeszedł z jednego pokoju do drugiego. W środku apartamentu starca szybko wbiegł do łazienki, w pośpiechu wsypał sobie do kieszeni kilka tabletek nasennych i schował się w pokoju w szafie między garniturami. Drzwiczki zostawił lekko uchylone, żeby obserwować sytuację.
Zamek w drzwiach chrzęstnął, z korytarza dobiegał kokieteryjny śmiech dziewczyny i głos starca, gadał jakieś głupoty, a ona i tak się śmiała, w końcu płacił za to jej. Dziewczyna rzuciła się na łóżko, przeciągała się i mruczała jak kociak. Starzec zamilkł i zdawał się nie zwracać na nią uwagi, jakby zapomniał o jej istnieniu. Stanął przy nocnej szafce, wyjął z kieszeni marynarki fiolkę z tabletkami i wrzucił ją do szuflady. Dziewczyna podniosła się na ręce i nogi, podeszła do starca wolnym krokiem dala zachowując się jak kocica, bardzo seksowna kocica. - Leżeć! – bez ostrzeżenia mężczyzna uderzył ją w twarz otwartą dłonią. Panienka upadła na łóżko, z nosa pociekła krew – Jesteś suką, a nie kotem i masz leżeć! Masz robić to ci…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil go24
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…