Wróć do katalogu

Skrzaty z Ciechocinka

Trochę zmienione opowiadanie, które kiedyś napisałam. Teraz w tą historię wplecione zostały nowe postacie. Trójka małych dzieci bardzo chce pomóc swojemu dziadkowi po stracie psa.

bsm1972, opublikowano , 27 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie można napisać, że działo się to dawno, dawno temu, bo działo się to w ubiegłe wakacje. Nie można też napisać, że działo się to za górami za lasami, bo działo się to tuż za płotem- w małym, przepięknie ukwieconym miasteczku o nazwie Ciechocinek. Tam przy jednej z ulic mieszka kilka zwykłych rodzin. Rodziny Śmiesznych i Wesołowskich żyją po sąsiedzku. Śmieszni posiadają małego brązowego jamnika Brutusa, a Wesołowscy dużego rottweilera Puszka. U Śmiesznych zawsze na podwórku bawi się trójka miłych dzieciaków. Dziesięcioletni Oskar, siedmioletni Maks i sześcioletnia Alicja. Dziadkowie to Jadwiga i Leon, którzy pod nieobecność pracujących w pobliskich sanatoriach rodziców opiekują się swoimi ukochanymi wnukami. Właścicielami Puszka są Hanka i Rysiek Wesołowscy, małżeństwo w średnim wieku. Historia ta zaczęła się właśnie tak. Pewnego zwykłego ranka jamnik Brutus nie witał swojego pana. Zaniepokoiło to staruszka Leona, który zawołał swoją żonę i zapytał. - Jadźka, gdzie jest Brutusek? - A skąd ja mogę wiedzieć? Pewnie gdzieś lata – odpowiedziała kobieta. - A co skrzydła mu wyrosły, że zaczął latać?- zdziwił się mężczyzna. - Znowu się czepiasz człowieku- powiedziała zdenerwowana Jadwiga. Razem poszli do garażu, gdzie znajdowało się posłanie psa. - Brutus! Brutusek! – krzyknął Leon patrząc na leżącego psa. - Nie krzycz tak stary –powiedziała do męża Jadwiga. - No zobacz, że się nie rusza- odpowiedział jej staruszek. - No chyba widzę, ślepa nie jestem- stwierdziła Jadwiga. Na posłaniu leżał pies, który faktycznie nie dawał znaku życia. - Chorował i stary był – powiedziała kobieta machając ręką. - Ja też stary i co żyję- zdenerwował się Leon. - Głupi jesteś. To przecież tylko pies. Zdechł i koniec i co mam po nim płakać?- zapytała Jadwiga. - Proszę tak nie mówić o moim Brutusku – odpowiedział pan Leon bardzo związany z jamnikiem i poprosił żonę.- Mogłabyś wyprawić mu pogrzeb.? Ja nie mogę. Jadwiga zabrała zaraz zwłoki psa i postanowiła zakopać go za domem. Zauważyły to dzieciaki, które biegały dookoła stawiku ze złotymi rybkami. -Babciu co się stało?- zapytała Ala. - Widzisz skarbie- nie wiedziała co powiedzieć Jadwiga.- Nasz kochany Brutus postanowił iść do nieba. - Do nieba?- zapytał Maks.- Przecież psy nie idą do nieba. Tak mówiła nam pani na religii. - A ja widziałam bajkę jak pies poszedł do nieba i był w psim niebie- powiedziała Ala. - Oj Ala!- powiedziała babcia- to przecież tylko bajka. - A świętego Mikołaja też nie ma? – zapytał Maks. - No dobrze- powiedziała Jadwiga- włóżmy Brutusa do pudełka. Dzieciaki przełożyły psa do kartonowego pudła po kozakach i wsunęły do niewielkiego dołu wykopanego przez babcię. - Babciu, to co będzie z naszym Brutuskiem teraz?- zapytał Maksiu.- Pójdzie do nieba czy nie? -Oczywiście, że pójdzie, ale tak jak było w bajce do nieba psiego- uspakajała dzieci babcia- a na nim posadzimy drzewo i jak w baśni będzie to czarodziejskie drzewo. - A jakie drzewo?- zapytała Alicja. - Nie wiem. A jakie chcecie? – spytała Jadwiga. - Jabłoń! – krzyknął Oskar – Ja bardzo lubię jabłka. - Tak, tak – wtórował Maks i Ala – my lubimy jabłuszka. - I będą to czarodziejskie jabłuszka- oznajmiła babcia. - Ze złota?- zapytał Maks. - Coś ty Maks złote nie nadają się do jedzenia- stwierdził Oskar i dodał.- Wszystkie mleczaki byś połamał. - Ale złote można sprzedać i kupić za pieniążki normalne jabłka- poparła brata Ala. Babcia tylko się uśmiechała pod nosem słuchając swoich wnucząt. - Babciu teraz zrobimy pomnik?- zapytał Oskar. - Nie Oskarku- powiedziała babcia.- Zwierzętom nie robi się pomników takich jak ludziom. - A dlaczego?- zapytała Ala - Dlatego, że posadzimy na nim drzewko. Tak jak chcicieliście- oznajmiła babcia- i to będzie taki psi pomnik. - Acha! – stwierdził Maks- Już rozumiem. Teraz Brutus nie będzie psem tylko zaczarowanym drzewem. Ale babciu ja widziałem, że psom robi się pomniki. - Ale to są takie specjalne miejsca, które nazywają się cmentarzami dla zwierząt, a w Ciechocinku nie ma takiego - odparła babcia i dodała.- Nie chciałbyś chyba Maksiu mieć cmentarza w ogródku? - No dobrze babciu, niech będzie to drzewo- powiedział Maks. - Maksiu nie mówi się „no” – pouczyła malca kobieta.

Na drugi dzień Wesołowscy przed wyjściem do pracy jak co dzień wypuścili z domu na podwórko swojego psa Puszka. Po powrocie z pracy usiedli do obiadu. - Ty wiesz co wymyślił ojciec? – zapytała Hanka. - Jaki ojciec? – nie zrozumiał Rysiek. - No jaki? Twój- zdenerwowała się kobieta. - Co takiego znowu zbroił?- zapytał Rysiek. - Tydzień temu był u dentysty- odpowiedziała Hanka. - No wiem- stwierdził Rysiek. - No i miał zrobić zdjęcie któregoś tam zęba- kontynuowała. - Tak. I co z tego?- znów zapytał Wesołowski. - A to z tego, że dziadek dzisiaj wyciągnął zdjęcie z jakiejś starej legitymacji i zaniósł? –odpowiedziała kobieta. - I co? – zdziwił się Rysiek. - No i to, że dentysta miał ubaw- mówiła.- Przecież lekarzowi nie chodziło o fotografię. Ojciec zapytał dentystę czy takie stare zdjęcie może być, bo nie chce mu się jeździć do fotografa. - Ha, ha, ha! A to numer. Mógł zawieść zdjęcie rodzinne, może zrobiliby mu wtedy wszystkie trzy zęby, które jeszcze ma- zaśmiał się Wesołowski. Do kuchni wpadł Puszek trzymający w pysku jakieś zwierzę. - Co ten kundel znowu przytargał? - zapytała kobieta i zwróciła się do męża.- Nie mam siły na tego psa. Małżonkowie przyglądali się dokładnie zwierzęciu, które było całe w ziemi. - Może to wiewiórka?- zastanawiała się Hanka- weź zobacz co on tam ma. - Sama jesteś wiewiórka. Ty, pies zażarł jamnika Śmiesznych. Oj! Nie będzie wesoło. No chodź tu. Pokaż panu co tam przyniosłeś. Oddaj! – zawołał do psa. Pies wyrzucił z pyska zdechłego jamnika. - Przez ciebie zwariuję – zwrócił się znów do psa.- Jak nie gołębie Polanoskich, czy koty od Spychalskich to teraz jamnik Śmiesznych. I co teraz? - I co teraz? – powtórzyła za mężem Hanka. - Nie wiem. Nie patrz tak na mnie. Co mam mu zrobić usta, usta? A może zadzwonić po pogotowie?- zażartował Rysiek. - No może trochę jeszcze żyje- odparła mu żona. - Gdzie tam żyje. Zobacz, że jest już sztywny- stwierdził mężczyzna. - Przynajmniej nie będzie już mnie podgryzał- odparła Hanka. - Co ty opowiadasz kobieto? Trzeba pomyśleć. Poczekaj. A jak bym go umył z tej ziemi i postawił im obok domu. Mógł przecież zdechnąć tak sam z siebie- kombinował Rysiek. - Ty to masz wyobraźnię. Chyba oglądasz za dużo horrorów- stwierdziła kobieta. - Masz lepszy pomysł?- zapytał. - No nie , ale trzeba coś z tym zrobić. Powiedzieć o tym Śmiesznemu? Jeszcze Leon to Leon. Gorsza jest ta jego czarownica. Ale to co chcesz zrobić jest trochę makabryczne. Możemy odkupić psa i podstawić- powiedział kobieta. - I nie poznają swojego kundla? Oszalałaś?- odparł. - To już nie wiem. Zresztą zrób co chcesz- oznajmiła Hanka. Pies jednak nic złego nie zrobił. Podczas kiedy Wesołowscy byli w pracy, Puszek biegał przed domem i jak zwykle przeszedł przez dziurę w płocie do sąsiadów. Tam znalazł bardzo ciekawe miejsce. Pomyślał, że zapach wkoło przypomina aromat jego kości, które tak uwielbiał. Zaczął kopać. I co znalazł? Znalazł w pudełku swojego wroga, rudego jamnika, który przeganiał go z podwórka Śmiesznych. Chcąc przypodobać się swoim właścicielom zaniósł go do domu. A tam z nieznanych mu powodów zamiast zostać pochwalony, został zganiony i wywołał ogólną panikę.

W tym samym czasie dzieci siedziały w pokoju Oskara i zastanawiały się nad tym jak pocieszyć swojego dziadka. - Słuchajcie musimy coś zrobić, żeby dziadziuś nie był taki smutny- powiedziała Alicja. - Ale co my możemy zrobić? – zapytał Oskar. - Gdyby Mikołaj Kopernik tak mówił to do tej pory ludzie by myśleli, że Słońce krąży wokół Ziemi- wymądrzał się Maks. - A tak nie jest? – zapytała Ala. - Ala! – spojrzał na dziewczynkę Oskar.- To, że nasza Ziemia i inne planety krążą wokół Słońca to już wiadomo od bardzo dawna. - Mieliśmy zastanawiać się jak pomóc dziadkowi?- przerwał Maks. - A ja mam pomysł!- krzyknęła Alicja. - To mów- powiedział Oskar. - Słuchajcie! Babcia mi czytała taką bajkę, w której chłopiec przeniósł starą babcię przez rzeczkę i dostał od niej czarodziejski pierścień, za pomocą którego spełniał swoje marzenia- powiedziała Alicja. - Ale, które z nas przeniesie jakąś starszą panią przez rzekę. Nawet ja nie dam rady- stwierdził Oskar. - Oskarro daj mi dokończyć- zdenerwowała się dziewczynka. - My przecież nie będziemy nikogo przenosić przez rzekę. Po pierwsze Wisła jest za szeroka, po drugie jesteśmy za mali. Jednak możemy przeprowadzać staruszków przez ulicę. Za to możemy dostać napiwek. - Co?- zapytał Maks. - Taki jesteś uczony, a nie wiesz co to jest napiwek?- śmiała się dziewczynka.- Napiwek to taka zapłata za dobrze wykonaną pracę. - To jest dobry pomysł- przerwał Oskar. Dzieciaki nie mogły jednak wyjść poza ogrodzenie podwórka bez pozwolenia. Rodzice jeszcze byli w pracy, więc postanowiły zapytać dziadka, o to czy mogą pójść do centrum. -Dziadku możemy iść na lody?- zapytał najstarszy wnuk. - Tylko uważaj na Alę i Maksia jak będziecie przechodzić przez ulicę- powiedział mężczyzna. - Dobrze dziadku- odpowiedział malec. - Pamiętaj, że przez jezdnię przechodzi się po pasach. A przed wejściem na pasy musisz sprawdzić czy coś nie nadjeżdża- pouczał chłopca staruszek. - Dobrze dziadku- powiedział chłopiec. - Tylko dobrze się rozejrzyj- mówił dalej Leon. - Tak, będę pamiętał- znów odpowiedział Oskar. - A macie na lody?- zapytał odchodzącego chłopca mężczyzna. - Nie mamy- oznajmił chłopiec. - To za co chcieliście je kupić? Proszę macie tutaj dziesięć złotych. Powinno wam wystarczyć- stwierdził dziadek dając banknot wnukowi. Oskar poszedł po rodzeństwo i razem poszli w stronę fontanny „Grzybek”. Po drodze postanowili sprawdzić, ile potrzebują pieniędzy na nowego psa dla swojego dziadka. Weszli do jednego ze sklepów. - Dzień dobry- powiedzieli razem do ekspedientki. - Dzień dobry – odpowiedziała kobieta i zapytała- W czym mogę wam służyć? - Proszę pani chcieliśmy kupić pieska- oznajmiła Ala. - Ale ja nie sprzedaję maskotek- powiedziała sprzedawczyni. - My nie chcemy kupić pluszaka tylko żywego pieska jamnika- uświadomił kobietę Maks. - Żywego psa chcecie kupić w sklepie spożywczym? – zapytała ekspedientka.- Tutaj ze zwierząt mam kurczaki i ryby, ale tylko mrożone. - Mrożone?- zdziwiła się Ala. - Proszę pani my chcemy się tylko zorientować, ile kosztuje taki pies i gdzie można go kupić?- zapytał grzeczne Oskar. - Dzieciaki zwierzęta kupuje się w sklepie zoologicznym lub w schronisku. A ile może kosztować jamnik?- zastanawiała się kobieta. - A tak w przybliżeniu? – dopytywał dalej Oskar - Sto, dwieście złotych. Sama nie wiem- odpowiedziała. - Dziękujemy pani bardzo i dowidzenia- powiedział wychodząc Oskar. Za nim wyszło również młodsze rodzeństwo grzecznie żegnając się z kobietą. - Słuchajcie! Mamy tylko dychę – stwierdził Oskar.- Musimy zabierać się więc do pracy, jeżeli chcemy zrobić przyjemność dziadkowi. Chodźcie! Podbiegli do jezdni przyglądając się przechodzącym ludziom. - Ja zacznę!- powiedziała Alicja i podeszła do starszego pana. - Dzień dobry panu! – grzecznie się ukłoniła.- Czy mogę pana przeprowadzić przez ulicę za dziesięć złotych monet? - A idź mi stąd! – krzyknął staruszek i zapytał.- Rodzice wiedzą co ty robisz? Te dzisiejsze rozkapryszone dzieciaki- po tym stwierdzeniu odszedł. -Ala coś ty! – krzyknął Oskar- tak nie można. - Przecież byłam grzeczna- odpowiedziała dziewczynka. - Teraz ja- przerwał Maksymilian podchodząc do starszej kobiety, która była tak wymalowana i wystrojona, że przypominała świąteczną choinkę- Proszę starszej pani, czy mogę pomóc pani przy przechodzeniu przez jezdnię? - No też mi coś- powiedziała oburzona staruszka odchodząc szybko od dzieciaków. - Teraz ja wam pokarzę jak to powinno się robić. O paczcie ta pani mieszka na naszej ulicy- oznajmił Oskar podchodząc do kolejnej starszej pani- Proszę pani czy mogę pani pomóc? - W czym chcesz mi pomóc chłopczyku?- zapytała kobieta. - Chciałbym pani pomóc w przejściu po pasach przez tą bardzo ruchliwą jezdnię- powiedział bardo poważnie Oskar i dodał do rodzeństwa- najważniejszy jest marketing. - Czy tam stoi twoje rodzeństwo?- zapytała staruszka wskazując na Maksa i Alę. - Tak proszę pani- odpowiedział chłopiec i zwrócił się do rodzeństwa- Chodźcie! - Słuchajcie, może razem pomożecie mi przejść przez ulicę- poprosiła dzieci kobieta. Dzieci rozejrzały się w prawo, w lewo i ponownie w prawo. Nic nie jechało. - Proszę przechodzimy – wydał polecenie Oskar. Starsza pani i dzieciaki przeszły przez ulicę. Kiedy byli już po drugiej stronie kobieta powiedziała. - Dziękuję! - A napiwek?- zapytał Maks - Napiwek? – zdziwiła się kobieta, jednak wyciągnęła z kieszeni złotówkę i dała malcowi.- Dobre uczynki robi się teraz za napiwek? - Proszę pani my zbieramy na pieska dla naszego dzidziusia, który jest bardzo smutny, więc niestety musimy brać napiwki- usprawiedliwiał się Maks. - Aha!- powiedziała kobieta.- Słuchajcie, pomimo jednak tak dobrych intencji nie powinniście zaczepiać obcych ludzi. - A dlaczego?- zapytała Ala. - To niebezpieczne- odparła kobieta. - A dlaczego? – dalej pytała Ala. - A dlatego, że obcy człowiek może to być zły człowiek i zrobić wam krzywdę- oznajmiła staruszka. -Nie pozwolę na to- stwierdził Oskar- jestem już duży. - A jak ktoś będzie większy i silniejszy od ciebie to jednak może zrobić wam krzywdę- pouczała dzieci kobieta. - Ale my wiemy co robić w takich sytuacjach- powiedziała bardzo poważnie Alicja.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych