Skrzydła
Krótkie opowiadanie w narracji pierwszoosobowej w klimacie fantasy z motywem religijno-filozoficznym.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Było bardzo zimno, gdy obudziłem się, leżąc na ulicy jakiegoś obcego miasta. Był środek dnia. Nie wiedziałem jak się tam znalazłem, nie wiedziałem nawet, który może być rok. Wokół nie było żadnych ludzi; tylko wychudzone psy i przerośnięte szczury grasowały w pobliskich śmietnikach. Nie byłem głodny. Nie w sensie, w jakim można rozumieć pojęcie „głód”, odczuwałem jedynie wielkie pragnienie poznania przyczyn swojego stanu. Zacząłem się zastanawiać dokąd pójść, gdy pojawił się przede mną mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze. Pomógł mi wstać, podając rękę. Była bardzo blada, ale za to przyjemnie ciepła. Uśmiechał się, gdy patrzył na mnie swoimi brązowo - zielonymi oczyma, podkreślonymi idealną linią brwi. Wyglądał na dwadzieścia pięć, góra trzydzieści lat. Miał długie, brązowe włosy splecione w warkocz opadający na plecy. Byłem zauroczony ich jedwabistym połyskiem. Wziął mnie za rękę i poprowadził; chwilę później wyszliśmy z tej zabiedzonej ulicy, po drodze mijając grupki żebraków. Wtedy, gdy spoglądałem na tych pokrzywdzonych ludzi, w mojej głowie pojawiło się pytanie: Czemu wybrał właśnie mnie? Dziś wiem już jaki był powód. Zatrzymaliśmy się po około dwudziestu minutach, przed wspaniałą bramą. Za nią znajdował się piękny, zielony ogród; na horyzoncie była widoczna wieża z białego kamienia. W tamtej chwili pomyślałem, że może to tylko sen. Brama otworzyła się, jednak nie zauważyłem by ktoś ją pchnął. Weszliśmy do ogrodu, mijając po drodze wspaniałe drzewa, pokryte kwiatami we wszystkich możliwych kolorach. Nie umiałem nazwać żadnego z nich, podziwiałem tylko piękno otaczającej mnie przyrody. W środku ogrodu znajdowało się jezioro, pełne krystalicznie czystej wody. Po jego powierzchni pływały białe oraz czarne łabędzie. Powoli zbliżaliśmy się do wieży, która okazała się być jedynie częścią dużego zamku, zbudowanego z białego marmuru. Pod murami kwitły róże, po lewej stronie tylko białe, po prawej czarne. Po raz pierwszy widziałem czarne róże. Miały w sobie coś elektryzującego, nie mogłem się powstrzymać przed zerwaniem jednej z nich, jednak ledwo jej dotknąłem, rozsypała się w proch skrzący się srebrnym blaskiem. - Nie dotykaj czarnych róż, one przeznaczone są dla kogoś innego. Niech to będzie pierwsza lekcja – nigdy nie sprzeciwiaj się przeznaczeniu, inaczej ono obróci się przeciw tobie – powiedział mężczyzna patrząc mi w oczy. Zaskoczyło mnie trochę słowo „lekcja”. W mojej głowie kłębiło się z tysiąc pytań, jednak nie potrafiłem ich zadać. Jeszcze nie. Weszliśmy do zamku. Nie był podobny do średniowiecznych fortec, przypominał raczej siedzibę jakiegoś bajkowego króla. Wszystko wydawało się takie nierealne, jednak to poczucie nierealności – paradoksalnie – nadawało właśnie zarys autentyczności. Pierwszą rzeczą, jaką w tym magicznym miejscu ujrzały moje oczy, były schody. Wyglądały jakby wiodły do nieba, nie mogłem dostrzec ich końca. Były białe jak alabaster, a lśniły jak kryształ. To było niesamowite odczucie, pomieszanie zachwytu z lękiem; nagle zdałem sobie sprawę ze swojej mizerności i kruchości. Przed schodami znajdował się miękki, purpurowy dywan, a za nimi ciągnął się rozświetlony korytarz. Podążyliśmy właśnie nim, aż do ostatniego pokoju. Mężczyzna otworzył drzwi za pomocą złotego klucza. Pomieszczenie nie było zbyt duże, jednak wystarczające by pomieścić w nim wszystko, co jest potrzebne człowiekowi do życia. Centralne miejsce zajmował okrągły, szklany stolik, wokół niego znajdowały się cztery zwykłe, czarne krzesła. Na wprost od wejścia znajdowało się łóżko, zasłane białą pościelą, tuż nad nim wisiał obraz, przedstawiający ogród. Bardzo dziwne było to, że w pokoju nie było ani jednego okna, przy czym wnętrze było bardzo dobrze oświetlone. Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy stoliku. - To jest teraz twój dom. Jeśli chcesz możesz zadać kilka pytań, jednak zanim to zrobisz, ja powiem kilka istotnych rzeczy. – mówiąc to, mężczyzna, rozsiadł się wygodnie na krześle i oparł ręce na stole. – Powinienem się najpierw przedstawić. Jestem twoim nauczycielem, na razie nazywaj mnie Mistrzem. Zapewne jesteś ciekaw, gdzie jesteś i po co tu jesteś. Na pierwsze pytanie, odpowiedź znajdziesz sam, a co do właściwego celu, poznasz go na końcu swej drogi. Jesteś tutaj aby się uczyć i poznać prawdę. To co widziałeś, to kawałek Królestwa, ten najmniej istotny kawałek. Teraz możesz pytać. – Mistrz skończył wpatrując się uważnie w moje oczy. Zastanawiałem się, czy może czytać w moich myślach. - Możesz czytać w moich myślach? – zapytałem niepewnym głosem. Mężczyzna roześmiał się, jednak nie był to kpiący śmiech. - Mogę, ale tylko jeśli ty wyrazisz na to zgodę. Wszystko zależy od ciebie, masz wolną wolę i podejmujesz decyzje. Ja mogę tylko wskazać drzwi, ale otworzyć musisz je sam. Nie bój się mnie, jestem twoim przyjacielem – mówiąc to uśmiechnął się ukazując doskonałą biel swoich zębów. Wtedy postanowiłem zadać pytanie, które nurtowało mnie od kiedy obudziłem się na ulicy. - Powiedz mi, proszę. Nie pamiętam nawet jak mam na imię. Skąd ta dziwna amnezja? – mój głos stał się pewniejszy, puściłem wodze ciekawości i postanowiłem zaufać Mistrzowi. - Tu gdzie jesteś, tożsamość nie ma znaczenia, tak naprawdę liczy się tylko indywidualność, dobroć i miłość. Na imię trzeba sobie zasłużyć. Zrozumiesz to wszystko podczas nauki. Nie interesuje cię czasem ten ogród i zamek w centrum miasta? – mężczyzna spojrzał teraz na obraz wiszący nad łóżkiem i zaczął bawić się swoim, imponującej długości, warkoczem. - Bardzo interesuje, o to miałem zapytać. I przepraszam za tamtą róże. Ja nie wiedziałem. - Tym się nie przejmuj, to była pierwsza lekcja. Dokładnie według planu. A teraz posłuchaj mnie uważnie, gdyż to co powiem to druga lekcja. To miejsce nie jest widoczne dla ludzi, oni nie widzą ani zamku, ani ogrodu. Aby zobaczyć to wszystko trzeba wyzbyć się przywiązania do materii, przywiązania do szarej rzeczywistości świata. Ludzie widzą, ale nie potrafią zobaczyć. Trwają z uporem w swoim małym, brudnym świecie i mało kto z nich, chce poznać prawdę. Trzeba mieć wielką odwagę, czyste serce i wrażliwość. Do tego co piękne, można dojść tylko poprzez ból. To jest bardzo ważna rzecz – cierpienie. Nie należysz już do świata ludzi, oni nienawidzą takich jak ty. Zamknij oczy i chwyć mnie za rękę. Pokażę ci o co chodzi. Chwyciłem dłoń Mistrza i zamknąłem oczy, tak jak mi kazał. Nagle wszystko zaczęło wirować, najpierw poczułem powiew wiatru, potem przyjemne ciepło. - Teraz otwórz oczy. Patrz i ucz się – powiedział nauczyciel, po czym nagle zniknął, rozpływając się w powietrzu. Zostałem sam w jakimś ciemnym pokoju,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil black_angel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…