Wróć do katalogu

SKRZYDŁA ANIOŁA

czasem rzeczywistość potrafi wykręcić łeb i zmusić do popatrzenia z innej perspektywy...

Brian, opublikowano , 12 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

SKRZYDŁA ANIOŁA

Zobaczyłem ją i świat się zatrzymał. A właściwie zwolnił raczej. Może tak czasem macie. Coś się wydarza i ciarki przechodzą po plecach, a po chwili człowiek zauważa, że wstrzymał oddech i zamarł, żeby tego czegoś nie spłoszyć. Tak było i tym razem. Zobaczyłem ją i wszystkie inne szczegóły wycofały się wstydliwie w tło. I wyblakły. Była śliczna. Miała kręcone blond loki opadające na ramiona i roześmiane niebieskie oczy, szczupłą bladą twarz i piegi na małym nosku. Uśmiechała się do mnie, a ja nie wiedziałem co zrobić, więc udałem, że patrzę gdzie indziej. Miała długą białą szatę, co było dość dziwaczne, jak na słoneczny wprawdzie, ale zimny jesienny dzień w środku miasta. Była aniołem. Miała skrzydła…

Ludzie przechodzi i nie zauważali jej. Jak mogli? Ja nie widziałem nic innego. Zapomniałem gdzie jestem i co się dzieje. Zapomniałem o Julce. Szliśmy deptakiem Monte Cassino w Sopocie i właśnie przechodziliśmy koło Krzywego Domku (jeśli byliście w Sopocie, to wiecie o czym mówię). Tłum był umiarkowany jak na tą porę roku, to znaczy dało się przejść pomagając sobie łokciami. Julka miała ochotę na lody. Pięcioletnie dziewczynki zawsze mają ochotę na lody. Jeśli pojawi się w zasięgu wzroku budka z lodami, mała dziewczynka nagle dokładnie wie, o czym właśnie marzyła. - Jest jesień, za zimno na lody – powiedziałem. - Tato… prooooszęęęęę – wlepione wielkie szare oczyska zawsze działały i wiedziała o tym świetnie. Tak, przyznaję, miałem problem z moją córką. Uwielbiałem ją. Uwielbiałem patrzeć, jak z wielką uwagą oblizywała loda „naobkoło”, żeby nie zdążył roztopić się i płynąć jej po brodzie i muszę przyznać, że od jakiegoś czasu całkiem nieźle jej to wychodziło.

Julka wzięła ode mnie monetę i pobiegła w stronę budki z lodami. Szedłem za nią uważając, żeby nie stracić córki z pola widzenia w tłumie turystów i wtedy właśnie zobaczyłem ją. Ją. JĄ !!! Skrzydła miała pokryte puchem, a długa szata zasłaniała jej nogi łącznie z butami. Szła powoli, a wyglądało to, jakby płynęła w powietrzu. Rozdawała jakieś ulotki. Wziąłem jedną bezmyślnie, bezwiednie, nawet na nią nie spojrzawszy. A ONA uśmiechnęła się do mnie uśmiechem, za który tysiące mężczyzn szło od wieków w ogień wojny i jeszcze byli szczęśliwi ginąc… Spuściłem wzrok i udałem, że zainteresowało mnie coś szczególnie przyciągającego uwagę w ulicznym bruku.

Przypomniałem sobie o córce i rzuciłem okiem na budkę z lodami. Nigdzie nie dostrzegłem Julki. Rozejrzałem się wokół. Przeskanowałem wzrokiem tłum w poszukiwaniu czerwonego płaszczyka i czarnych kucyków z czerwonymi kokardkami. Nic. Zrobiłem to jeszcze raz bezskutecznie, a potem wskoczyłem na ławkę i rozejrzałem się bardziej z góry. Nigdzie ani śladu Julki. No i drugi raz ciarki przeszły mi po plecach i wstrzymałem oddech. - Gdzie ona do cholery jest? – pomyślałem.

[…]

- Zaparzę Ci herbaty… - moja mama spojrzała pytająco. - Nie lubię herbaty, mamo – powinna już się przyzwyczaić. Nie piję herbaty od co najmniej dziesięciu lat. Zawsze proszę o kawę. Ale dla niej jestem jeszcze ciągle małym Krzysiem, który pije herbatę i zajada maślane bułki z dżemem. - nie dziękuję… może małą filiżankę kawy…

Moja mama krzątała się w kuchni stojąc tyłem do mnie cicho sobie coś nucąc. Robiła tak odkąd pamiętam i właściwie nic się nie zmieniło poza włosami, które teraz były zupełnie siwe, a nie kasztanowe, jak dwadzieścia lat wcześniej. Kuchnia mojej mamy zawsze pachniała kawą i drożdżówką, a w porze obiadu smakowitymi sosami. Siedziałem oparty łokciami o stół, który stał u nas w kuchni odkąd pamiętam. Niespiesznie wyjmowała to i owo z szafek, a stół kuchenny niespiesznie zapełniał się drobiazgami. Wyjęła cukier i mleko do kawy, choć żadne z nas nie słodziło i nie dolewało mleka. Ale ceremonia, to ceremonia i wszystko musi być jak należy. Patrzyłem na nią i poczułem, że coś jest inaczej niż zwykle. Nie umiałbym powiedzieć skąd wiedziałem, ale coś ewidentnie było nie tak. I nagle dotarło do mnie, że nie patrzy na mnie. Zawsze zerkała z nieznacznym uśmiechem ukrywanym skrzętnie, ale dziś było inaczej. Jakby unikała mojego wzroku. - Mamo… - Tak? – nie odwróciła się, a pytanie zdało się być kurczowo niedbałe. - Co się stało? – odwróciła się i wtedy zobaczyłem, że oczy ma zaszklone łzami, które usiłowała powstrzymać. Patrzyłem na nią i mimowolnie zacząłem snuć hipotezy. Pierwsze dotyczyły jej zdrowia…

Nalała kawę kończąc tym samym całą złożoną procedurę. Usiadła i zapatrzyła się w swoją filiżankę. - Julka… - zaczęła, ale zawahała się i nie skończyła zdania. Patrzyłem wyczekująco. Moja mama pokiwała prawie niezauważalnie głową, jakby podejmowała decyzję, żeby jednak mi powiedzieć, choć z wyraźnym oporem. - Julcia powiedziała mi, że… - znowu się zawahała i przełknęła łzy. - Powiedziała, że tata kupi jej skrzydełka i że… poleci do nieba. – powiedziała bardzo szybko, jak gdyby chciała mieć to już za sobą zawahawszy się tylko przez moment po „że”. Patrzyła na mnie zdziwiona, że mnie to nie poruszyło. - I Ty pomyślałaś sobie… - uśmiechnąłem się. Moja mama miewała przeczucia. Miewała sny, które się spełniały. Nie wprost i nie dosłownie, ale jednak trudno było zaprzeczyć, że coś przepowiadały. Zauważała różne rzeczy, choć nie potrafiła powiedzieć jak to robi. Po prostu przeczuwała. Podśmiewaliśmy się z niej, że jest wiedźmą, a ona machała na nas ręką, żebyśmy się odczepili. Oczywiście dla mnie i dla moich sióstr, to była tylko woda na młyn. Kiedyś kupiliśmy jej nawet miotłę na urodziny, bo przecież czarnego kota już miała. Czarny kot był kotką o imieniu Alicja. Przybłąkała się kiedyś i moja siostra uprosiła mamę, żeby mogła zostać. Teraz Alicja nie była już czarna. Miała posiwiały pysk i dużo spała, ale ciągle żyła i nic jej nie było mimo siedemnastego roku życia. Dokuczaliśmy mamie, że długowieczność zawdzięcza swojej „czarownicy”. - … pomyślałaś sobie… - uśmiechałem się do mamy uspokajająco. - … to po…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych