Wróć do katalogu

Śladami białego kruka- Prolog

Istotny dla całej historii prolog wprowadzający w świat Ellisonu.

Sanguis, opublikowano , 17 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Słońce stało w zenicie, wychylając się nieśmiało zza potężnej góry. Popielaty ptaszek zwabiony śpiewem innego, poderwał się z ośnieżonej gałązki i trzepocząc małymi skrzydełkami przeleciał nad murem zamku. I gdyby ptak mógł się zawieść, zrobiłby to zapewne w tej chwili. Śpiew, który słyszał, był istotnie melodią wygrywaną na instrumencie. Dźwięk małej piszczałki niósł się wesoło po placu zamkowym nad głowami przechodniów. Młodzik ubrany w kolorowe sukna z dwoneczkami umocowanymi u kostek nóg przyciągał uwagę prostych ludzi, Ci o wyższym statusie społecznym omijali grajka, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Na skrzyni tuż obok chłopaka siedziała młoda dziewczyna z piegami na zaróżowionym od lekkiego mrozu nosie, w dziwacznie sterczących włosach na głowie, i uderzała tamburynem w takt muzyki. Dzieci nieśmiało przyglądały się wyczynom tej pary, tłumek gapiów stał w kole, robiąc miejsce dla tańczącego chłopaka z piszczałką. Melodia stawała się coraz weselsza i bardziej żywa, pomruk aprobaty przetoczył się wśród ludzi. Z tłumu wyszła jakaś brązowowłosa dziewczyna, i ciągnąc za sobą dwie małe dziewuszki, weszła w pląs wraz z grajkiem. Po krótkiej chwili dołączyła do niej reszta dzieci. Starsi zaśmiali się, dziewczyna tańczyła żywo, jakby zapominając o całym świecie, dzieci chichotały, melodia stawała się głośniejsza, napastliwa, dziewczyna szalała wśród maluchów jak opętana, zamiatając szarą suknią i płaszczem brukowany, przysypany śniegiem dziedziniec. Ludzie przyglądali się jej wyczynom, kiwając głowami i klaszcząc do taktu. Piszczałka w dłoniach grajka stała się niebiańskim instrumentem, a proste dźwięki najpiękniejszą muzyką. Dziewczyna z tamburynem podniosła się na swojej skrzyni i zaczęła uderzać o nią obcasami. Tancerka zaśmiała się w głos i porwała do tańca kogoś w tłumu. To nieco ośmieliło ludzi, którzy również podeszli bliżej, zaczęli skakać, klaskać, pokrzykiwać. Grajek szalał wśród tłumu, dziewczyna na skrzyni silnie uderzała dłonią w tamburyn. Tancerka w szarej sukni gdzieś znikła. Melodia urwała się. Chłopak i dziewczyna ukłonili się, patrząc chciwie na dziesiątki monet, które rzucali im szczęśliwi, oklaskiwujący ich wyczyny ludzie. - Oktawio, co Ty tutaj robisz? Dziewczyna w szarej sukni została pociągnięta w bok przez wysokiego mężczyznę w stroju podróżnym. Dziewczyna spojrzała mu w twarz i poznała natychmiast. Zamiast słów powitania z głośnym śmiechem zarzuciła mu ręce na szyję. - Och Libercie, jeszcze nigdy nie bawiłam się tak wspaniale, jak przy dźwiękach tej melodii!- wykrzyknęła, a w jej delikatnym jak śpiew słowika głosie brzmiała radość i podniecenie. Mężczyzna ostrożnie odsunął ją od siebie. - Miałem okazję zauważyć- powiedział cierpko, a na jego młodej, acz poważnej twarzy, pojawiła się nuta złości.- Królewnie nie przystoi tak... wśród zwykłych ludzi... - Ja też jestem zwykła!- sprzeciwiła się Oktawia, patrząc błagalnie na Liberta. Oddychała szybko ze zmęczenia, a gorąca para wylatywała z jej bladoróżowych ust- Jestem taka, jak wszyscy, tyle że mieszkam z dala od nich! I z dala od Ciebie...- ściszyła nieznacznie głos. Mężczyzna zamknął oczy i westchnął ciężko.- Libercie, kiedy przyjmiesz do wiadomości, że pragnę być z Tobą? Kiedy zrozumiesz, że... - Ja wiem, Oktawio, wiem o tym.- przerwał jej Libert, spuszczając głowę.- W tym rzecz, że... - Że nie powinnam, wiem. Wiem o tym.- Oktawia odwróciła głowę i spojrzała w tłum. Grajek zebrał już wszystkie monety i zaczął grać kolejną melodię, równie skoczną i wesołą co poprzednia.- Ta świadomość co wieczór nie pozwala mi zasnąć, i co ranek sprawia, że nie mam ochoty się obudzić. - Oktawio, myślisz, że nie odwzajemniam Twojego uczucia?- Libert ujął królewnę za lewą rękę i pocałował sygnet na jej palcu.- Ten pierścień powinien Ci o tym przypominać o każdej porze dnia i nocy. Oktawia ponownie spojrzała na mężczyznę, a w jej oczach zapłonęły iskry. - Pozwól więc, że i ja podaruję Ci rzecz, która będzie Ci przypominała o mnie i mojej miłości do Ciebie. - Na to nie mogę się zgodzić.- zaprotestował Libert stanowczo.- To nie przystoi... - Czy Ciebie- wtrąciła Oktawia- przez pół życia uczono, co nie przystoi? - Przez całe.- sprostował z lekkim uśmiechem mężczyzna. - Nie daj się prosić.- królewna zbliżyła się do Liberta nieco.- Właściwie to jest rozkaz. - Raczej szantaż? - Też. Oktawia uśmiechnęła się perliście i puściła się biegiem przez zaludniony dziedziniec. Libert pognał za nią, starając się nie spuścić jej z oczu, a jednocześnie nikogo po drodze nie stratować. Potrącając przechodniów, dopadł Oktawię pod samymi murami pałacu. - Chodź!- królewna pociągnęła go za ręce i oboje pobiegli wzdłóż muru. Przeszli przez bramę z kutego mosiądzu i okrążyli budynek skarbca. - Wejdziemy tędy.- Oktawia, coraz bardziej zdyszana, wskoczyła na kamienne schodki i wydobyła pęk kluczy. Mężczyzna obejrzał się za siebie. Z placu dobiegała jeszcze cicha melodia grajka i jego wspólniczki. Ponad murami królowały wysokie szczyty górskie, a śnieg na stokach skrzył się niczym diamentowy pył w promieniach zimowego słońca. Szlak przyzywał Liberta bezgłośnie. - No chodź!- Oktawia wyrwała mężczyznę z zamyślenia i pociągnęła go w głąb korytarza, który właśnie otworzyła. Libert posłusznie poszedł za nią, nie mówiąc ani słowa. Chłodne kamienne ściany oświetlone przez pochodnie odbijały ich szybkie kroki echem. Dotarli do kolejnych drzwi. Oktawia ponownie wydobyła pęk kluczy i sprawnie odnalazła ten pasujący do zamka. - Od kiedy królewna ma w zwyczaju nosić wszystkie pałacowe klucze?- zapytał zdziwiony Libert. Oktawia zaśmiała się. - Od nigdy. Ale przypuśćmy, że miała okazję podebrać kilka od służby.- pchnęła lekko drzwi, a te ustąpiły bez trzasku. W pomieszczeniu było nadzwyczaj zimno.- Zaleca się patrzenie pod nogi- uśmiechnęła się królewna, sięgając po wetknięte w ścianę płonące łuczywo. Weszła do środka, Libert podążył za nią. Pod stopami zabrzęczały monety. - Czyli tak wygląda królewski skarbiec?- zapytał prawie szeptem, urzeczony ilością przedmiotów, o których marzy każdy człowiek na świecie. Wokół niego piętrzyły się kryształowe i dębowe skrzynie pełne kamieni szlachetnych, kamienne ściany obwieszone były obrazami w kunsztownie i bogato zdobionych ramach, na wymyślnych hebanowych stolikach poustawiane były niedbale figurki i rzeźby ze złota, srebra, kute w wielkich bryłach czerwonego granatu i zielonego szmaragdu. - Czyżby jeden z tych kamyczków wpadł Ci do gardła?- zapytała śpiewnie Oktawia, przesypując z ręki do ręki kilkanaście obsydianów, nie zważając na to, że wypadały jej spomiędzy palców i toczyły się po kamiennej posadzce. - N...Nie.- wydusił w końcu Libert.- Po prostu... Nigdy nie widziałem takiej ilości bogactw w jednym czasie i w jednym miejscu.- wyjaśnił. - Ojciec jest maniakiem.- stwierdziła gniewnie Oktawia, ciskając ostatnim obsydianem w drugi koniec skarbca- Gdybym mogła, rozdałabym to wszystko najbiedniejszym. Widziałeś ich tam, dzisiaj, na dziedzińcu.- przypomniała gorzkim tonem- Chciałabym, żeby wszyscy ludzie mieli w życiu trochę szczęścia. Jeżeli nie mogę im go zapewnić złotem, to staram się chociaż rozweselić ich... Choć trochę.- Urwała, wpatrzona w swoje szare trzewiki.- Przepraszam, że Cię zanudzam. Nie przyszliśmy tutaj rozmawiać o moich marzeniach.- potrząsnęła dziarsko swoją piękną głową i przyjrzała się zawartości jednej ze szkatułek.- Upatrzyłeś już coś? Libert nie słuchał tego, co mówiła do niego Oktawia. Stał niczym stare drzewo z długimi korzeniami zapuszczonymi głęboko w ziemię i wlepiał wzrok w średniej wielkości figurkę. - Libercie?- królewna odłożyła do szkatułki perłową broszkę i podeszła do mężczyzny- Och, spodobało Ci się to?- chwyciła w dłoń posążek. Był to misternie wyrzeźbiony w doskonale białym jadeicie biały kruk, symbol całej krainy należącej do Menarine, symbol bóstwa czczonego w świątyniach i wywyższanego ponad wszelkie istnienie. Oktawia przyjrzała się posążkowi dokładnie. Był idealny, jakby wykonany nadludzką ręką.- Dostałam go na moje urodziny. Możesz go wziąć. - Mhm...- mruknął tylko Libert i ukrył posążek w wewnętrznej kieszeni skórzanej kamizeli.- Dziękuję. Królewna zmarszczyła delikatnie czoło. - Coś nie w porządku?- zapytała ostrożnie.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych