Slazacy i Gorole
Historia slazakow, ich przezycia podczas okupacji i po.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jan Hasse, jak co dnia, przygotowywał się do wyjścia. Podczas golenia spojrzał na swoją twarz w lustrze i długo się jej przyglądał. Głębokie zmarszczki przypominały mu, że kawał życia ma za sobą. Dzisiaj przygotowywał się jednak bardziej starannie, niż co dnia. Długo zmywał mydło z twarzy, przyciął nawet włosy wystające z nosa. Oliwką, która została mu na dłoniach z natłuszczania twarzy, poprawił resztkę włosów. -To dzisiaj- szepnął sam do siebie. Nadszedł wreszcie jego dzień, dzień sprawiedliwości, być może ostatnim w jego życiu, a z pewnością ostatni w tym mieszkaniu. Jan ubrał swój świąteczny garnitur ten, w którym odbierał niemieckie obywatelstwo, to prawdziwe, a nie hitlerowskie, dowód wolnego człowieka w wolnym świecie. Wtedy też myślał, że to jego dzień. Jakże się jednak mylił! Niezwykle starannie wyczyścił swoja laskę, poprawił nawet papierem ściernym tak, by dostała matowego, srebrnego połysku. Jeszcze raz sprawdził wbudowany mechanizm i sprężynę, która go poruszała. Wszystko działało bez zarzutu. Gdy wyszedł z ubikacji, przyjrzał się dorobkowi swojego życie. Wszystko, co zdobył przez lata, to kilka mebli, ciuchy oraz telewizor. Nie o takim majątku marzył w tym nowym świecie. Gdy zbierał się do wyjścia, przeżegnał się, jak co dzień. Zrobił to odruchowo, co akurat dzisiaj nie miało sensu a właściwie było zaprzeczeniem tego, co planował w tym momencie. Zrozumiał idiotyczność sytuacji. Idzie przecież zrobić coś, co odbierze mu jego ostatnią nadzieję, jaką jeszcze w życiu miał- wiarę w życie w niebie. Zaśmiał się, bo przecież zawsze w jego życiu tak było– gdy już szczęście było blisko, to nagle coś stawało na drodze, a nadzieja na szczęśliwe życie pryskała jak mydlana bańka. Na zebranie, dojechal metrem. Zawsze lubiał jeździć kolejką, pełno ludzi. Ich twarze-lubił przyglądać się im, próbował rozgryźć, co w nich tkwi, odgadnąć ich losy. Twarze zawsze zostawały mu w pamięci, tyle ich widział tyle pożegnał. Przed budynkiem zgromadziło sie wiele osób. Byli to politycy, artyści, ale głównie ci starej daty, IV rzesza emerytów, szczęśliwych, że w końcu osiągnęli swój cel, mają swoje muzeum i wystawę. Najważniejsze jednak, że dzisiaj na otwarcie przybędzie on, ich bohater deputowany do parlamentu oraz prezes powiernictwa Herr Steinbaum. Kiedy patrzył na tych rozentuzjazmowanych starców, próbował sobie ich wyobrazić kilkadziesiąt lat młodszych, krzyczących z zachwytu na widok przejeżdżającego czarnego cabrio mercedesa Adolfa. Przypominał sobie te mdlejące panny, które gotowe były na wszystko dla swojego führera. W tym momencie pod budynek podjechał olbrzymi Mercedes, ten był jednak zamknięty i opancerzony. Gdy otwarły sie drzwi, z auta wyszedł, a raczej, pomimo protezy, wyskoczył starszy mężczyzna o sportowej sylwetce. Jak na swój wiek był bardzo przystojny, z pewnością miał powodzenie wśród kobiet co zresztą było widać po zachwyconych staruszkach. Tak to był Steinbaum. Pierwszy raz spotkał Steinbauma w przededniu wojny w 1939 roku a- dokładniej powiedziawszy znalazł go z krzakach. Było to w dniu, gdy podniecony, ale i trochę przestraszony przygotowywał sie do wstąpienia do polskiego wojska. Był koniec sierpnia. Prawie wszyscy koledzy z jego rocznika dostali wezwanie do najbliższej jednostki. Wojna była prawie pewna. Co niektórzy po otrzymaniu wezwania uciekli na drugą stroną rzeki do Reichu, bo nie chcieli służyć w polskim wojsku, chcieli być ze zwycięzcami, a to gwarantował tylko Wermacht. Wszystkie gazety niemieckie bębniły o sile swojej armii, jej potędze i doskonałym wyszkoleniu. Gdy pakował torbę prześladowała go myśl o idiotycznym położeniu, w jakim sie znalazł. Zawsze marzył o czymś nowym, o życiu pełnym przygód. Wreszcie koniec z monotonią i nudą małego miasteczka, co tam miasteczka, zapadłej wsi. Z drugiej strony przerażała go myśl, że nagle wśród najbliższych przyjaciół, kolegów, z którymi przeżył wiele wspaniałych chwil teraz będzie musiał widzieć wroga, a może będzie musiał do nich strzelać. Do tej pory nigdy nic ich nie różniło byli kumplami, choć jeden mial przodków niemieckich, ten polskich, a jeszcze inny czeskich. Jednak dla siebie byli Ślązakami to nie oni stawiali granice, to nie oni walczyli w powstaniach po prostu ich to nie interesowało. Od pewnego jednak czasu powoli wszystko sie zmieniło. Gdy Hitler doszedł do władzy, ich wioskę jak szarańcza nawiedzały oszołomy. Opowiadali o związkach krwi, o wyższości narodu wybranego i nic nieznaczące „pierdoły”. Jednak te słowa zaczęły działać, szczególnie, gdy poparte były różnymi prezentami. Po dobrym piciu każdy zaczął coś czuć, a to więzy krwi, a to swoją wyższość, gdy stary, żyd nie dał na krechę i wyrzucił z szynku. Coraz częściej dochodziło do bijatyk jak to na wsi, ale to już nie była przyjaźń czasami ktoś rzucił jakaś obelgę, inny obraził się. Z zamydlenia wyrwał go sygnał alarmowy z remizy. Oznaczało to tylko jedno - pali się. Wybiegł przed dom, zobaczył jak plonie stodoła Strzelczyka –gospodarza, który jako pierwszy mówił o wyższości niemieckiego narodu. Podobno jeździł do Reichu na ćwiczenia i mial mundur SA schowany w szafie. Nikt go nie lubił, wszyscy ruszyli jednak do pomocy w gaszeniu. Ogień mógłby sie przenieść na całą wieś. Jeden przez drugiego szukali winnego. Gadali, że to zrobili polscy harcerze z obozu nad rzeka, bo byli bardzo zażarci na Niemców. Gdziekolwiek byli, ciągłe powtarzali ze wszystkich zniemczanych Ślązaków, trzeba pogonić z Polski. Parę razy dostali za to nieźle po mordzie. „Za głupio godka” –oberwali od wszystkich, bo wszyscy poczuli sie urażeni. Gdy jednak harcerze wrócili z wycieczki po kopalni to trochę im nosy opadły. Wtedy zobaczyli, kto pracuje w polskich i niemieckich kopalniach I po co Bóg stworzył Ślązaka. Jednak, gdy, harcerze tez przybiegli gasić to nikt już nie wiedział, co się stało na koniec wypadło na Strzelczyka może sam coś zaprószył, bo przecież ćmił jak komin. Gdy pożar udało sie opanować Jan zauważył, że w krzakach nad rzeką coś sie rusza. Kilku chłopów rzuciło sie w te stronę i wywlekło młodego mężczyznę. Nie mówił słowa po polsku, tylko cały czas wywrzaskiwał coś po niemiecku. Mial jednak dziwny akcent, nikt nic nie rozumiał pomimo ze każdy po niemiecku umiał. Gdy okazało się, że ręce mu jeszcze śmierdziały na benzynie, a pusty kanister leżał w lodzi, było jasna że to on podpalił. To był właśnie Steinbaum. Nikt dalej nic nie rozumiał więc, co niektórzy chcieli go po prostu utopić w rzece. W ostatnim momencie przybiegł stary, Schulz, który pracował na Westfalii i rozpoznał akcent Niemca. Okazało sie ze podpalacz mówił z polodniowoniemieckim akcentem i dlatego nikt nie rozumiał. Schulz wziął obcego na bok i zaczął z nim spokojnie rozmawiać. Obcy próbował sie bronić i opowiadał, berybojki, że to nie on tylko polscy bandyci napadają na uczciwych Niemców i już niedługo rzesza tu przyjdzie i wymierzy sprawiedliwość. Gdy jednak ludzie to usłyszeli to od razu chcieli go zatłuc widłami. Wtedy dopiero Steinbaum przyznał sie i potwierdził ze należy do grupy dywersyjnej i taki dostał rozkaz. Słysząc to sołtys stwierdził, że to sprawa państwową i podpalacza trzeba odprowadzić na komisariat a oni już zdecyduj, co z nim zrobić. Ludzie mieli duży szacunek do sołtysa, więc powoli rozchodzili sie do domu na odchodnym kopiąc Niemca w dupę. Odprowadzić Steinbauma na posterunek mial Jan, bo i tak idzie do miasta do jednostki no, więc będzie mu po drodze.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil slaskibyt
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…