Wróć do katalogu

Śledztwo w Malwinach Górnych

Świetny kryminał z dodatkim nietuzinkowego humoru!

vanbobson, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Praca zbiorowa

Rozdział I Trzy trupy i pani kapitan.

Porucznik Tomasz Koper raz za razem zerkał na przegub dłoni i sprawdzał, która godzina. Do ósmej brakowało niespełna dziesięciu minut. Oczami wyobraźni widział siebie w domu, a konkretniej we własnym łóżku. Po dwudziestoczterogodzinnym dyżurze czuł się nie lada zmęczony. Wprawdzie w powiatowym komisariacie w Malwinach Górnych, jedynym zajęciem dyżurnego było śledzenie wyświetlanych w telewizji seriali oraz regularne picie herbaty, to Koper dość miał tkwienia w ciasnej, odrapanej klitce bez okien. Na progu, po drugiej stronie drzwi ktoś energicznie wycierał buty, wytrzepując je z mokrego śniegu. - Uff, w końcu jest i Bogusław! - ucieszył się porucznik- dobrze, że tym razem się nie spóźniłeś. - Cześć pracy! - wraz z wdzierającym się do środka podmuchem wiatru, rozległ się gromki głos sierżanta Bogusia Deca. - I tobie również! Co za szczęśliwe wiatry przywiały cię dziś punktualnie? - A, wyobraź sobie, że zszedłbym na tym przystanku, gdyby nie Matysiak. Wracał właśnie z Geesu i mnie podwiózł. - A trzeźwy? - zażartował Koper ubierając kurtkę i szalik. - Trzeźwy, trzeźwy! Tym razem powinienem mieć spokojną nockę - roześmiał się Dec- No ale ty już spadaj, ja wypełnię dzienniczek i widzimy się jutro wieczorem! - No to cześć pracy! - zasalutował Koper - i spokojnego! Jakby na przekór tym słowom, na biurku rozdzwonił się telefon. - Komisariat Policji Malwiny Górne posterunkowy Dec przy telefonie. Tak słucham... Koper zatrzymał się niezdecydowanie na progu i patrzył na Bogusia odbierającego telefon. Próbował wyczytać z jego oczu czy sprawa jest poważna i czy kolega poradzi sobie bez niego. - Matysiak, jeszcze raz, tylko powoli! Powoli mówię!... gdzie dokładniej?!... nic nie ruszajcie, aż do naszego przyjazdu! Słyszysz Matysiak! Osobiście ci dupę skopię jak wyssałeś sobie tę opowiastkę z palca i będzie to na gruncie prywatnym, po służbie słyszysz! Bogusław odłożył słuchawkę i zaczął z powrotem zakładać kurtkę. - Mam dla ciebie nieprzyjemną wiadomość - zwrócił się w końcu do zastygłego Kopra - Za chałupą Matysiaka, w tej nieużywanej studni, w której chłodzi bimber leżą zwłoki. - Zwłoki?! - W studni? Daj spokój, prędzej uwierzę, że Matysiak ma delirkę - odparł zdumiony porucznik. - A jednak dziesięć minut temu przywiózł mnie tutaj i był trzeźwiutki jak świnia. - Słuchaj Boguś! Przecież jak tam ktoś naprawdę leży, to dzwoń do cholery po pogotowie, może jeszcze żyje, trzeba pomóc - gorączkował się Koper. - Może jeszcze żyje - cmoknął szyderczo Dec - ale wiesz, nie powiedziałem ci jednego. Podobno delikwent nie ma głowy... - Na pewno Matysiak coś ma z tą głową, znaczy się ze swoją głową!-krzyknął Koper -Jedźmy tam i przekonajmy się. Wyszli przed posterunek. Dec zamykał drzwi, a Koper podskakiwał starając się nie zmarznąć. -Szefie szybciej bo mi ręce odpadną! -Mówiłem tyle razy abyś coś zrobił z tym zamkiem. Nie mogę go zamknąć! Po krótkiej chwili szarpaniny , udało się zamknąć posterunek. -Tomek leć do Krzaczastego, niech wyciągnie tego swojego trupa i odpala-krzyknął Dec. Pieprz…redukcja budżetu – pomyślał Koper – Już lecę! Nagle od strony pola zaczął silnie wiać wiatr powodując zamieć potęgującą uczucie mrozu. Bogusław szybko schował się pod wiatę przystanku PKS. -O przepraszam, ale mnie pani wystraszyła! Nie spodziewałem się o tej porze nikogo na przystanku. -Mnie się pan władza nie boi. Ja do rodziny, z Petersburga jadę. Spojrzał na kobietę. Była ubrana w czarną kurtkę typu bamberka, na głowie miała chustę z ludowym wzorem , a na nogach szpilki. Od razu wydała mu się podejrzana. -A jak się rodzina nazywa, może podwiozę panią? -Ja wiem, że on Matysiak jest. Bursztyny mu wiozę. Na cholerę mu bursztyny- pomyślał Boguś. -Chyba nie odpowiednia pora na odwiedziny Matusiaka. Wie pani, u niego trupa znaleźli. -Trupa? Aaaa w piwnicze? A tego drugiego też znaleźli? -Nazwisko-krzyknął do kobiety. -Prorok, Joanna Prorok z domu Kuzniecow. Skąd ja znam to nazwisko, zamyślił się sierżant. - Żartowałam , nie bądźcie głupsi niż wyglądacie - z zadumy wyrwał go głos kobiety, z którą przed chwilą rozmawiał - macie minę jak nie przymierzając kot srający w puszczy. Kapitan Joanna Prorok - Komenda stołeczna! - dodała kobieta zdzierając z głowy chustkę, pod którą znajdowała się policyjna czapka - byliście u nas na szkoleniu z metod śledczych w październiku, z marnym skutkiem sierżancie jak widzę... Bogusław szybko oprzytomniał i zasalutował. - Proszę wybaczyć pani kapitan, ale co ludzie ze stołecznej robią na naszym terenie?! Matysiak dopiero przed kwadransem... - Baran jesteście! - przerwała mu kobieta - nasi wywiadowcy pracują tu już od sześciu miesięcy... ale was poza dwoma bimbrownikami i pornolami schowanymi pod biurkiem nic nie interesuje. - Śmiem zaprotestować! - Boguś poczuł napływającą wściekłość - Gdyby nie ja i Koper, do dzisiaj sprawa skażonego alkoholu byłaby nie rozwiązana, to my w tamtym roku rozwiązaliśmy do końca aferę przemytu fajek i wódki w kostkach... - Już dobrze - kobieta w uspokajającym geście uniosła dłoń nikt wam nie umniejsza zasług. Teraz jednak mamy do czynienia z grubszą sprawą, a wasza rozeznanie terenu może okazać się niezastąpione. Obydwoje obejrzeli się za siebie. Z mroku powoli wydobywały się światła i warkot nadjeżdżającego samochodu. -To Koper - uspokajająco stwierdził Bogusław. - Dobra zabieramy się na miejsce. O szczegółach opowiem wam w aucie - odpowiedziała kapitan Joanna zajmując miejsce obok kierowcy. Śnieg sypał coraz mocniej. A więc tak... Joanna nie wiedząc od czego zacząć w zamyśleniu przygryzała dolną wargę. - Nie jest dobrze. Pewnych rzeczy w ogóle nie powinniście wiedzieć...ale trudno, dla dobra całej operacji muszę was wtajemniczyć, i oczywiście nie muszę chyba przypominać o tajemnicy służbowej! - No to okej - dodała już łagodniej widząc oburzenie malujące się na twarzach Deca i Kopra. Nie wiem czy słyszeliście o Waniuszy Piechaczek, - kontynuowała - to gruba ryba wołyńskiej mafii, oskarżony o sześć zabójstw, w tym na wysokim rangą funkcjonariuszu policji, o innych jego przekrętach nie wspominając. - Tak słyszeliśmy. - A więc mam uzasadnione podejrzenia, że w tej studzience leży nie kto inny jak sam Piechaczek vel Waniuszka biała kreska. - To niemożliwe, u nas? - Koper nie mógł uwierzyć w to co słyszy. - Niemożliwe, to jest zapłacić kartą w Biedronce poruczniku - burknęła kobieta. - Ale skąd wiadomo, że ciało należy do niego, - dopytywał się Dec - przecież po pierwsze, odnaleziono je przed kwadransem a po drugie Matysiak zarzekał się, że trup nie ma głowy. - Ano właśnie sierżancie - Prorok pokiwała potakująco głową, - a przed sześcioma miesiącami, zaniepokojona długą nieobecnością kochasia a co za tym idzie jeszcze dłuższym brakiem gotówki, konkubina Waniuszki w swej blond bezmyślności zgłosiła nam zaginięcie ukochanego...nie, no dzień później wycofała swoje zgłoszenie oświadczając, że Waniuszka zbiegł poza granice Unii Europejskiej, o czym ją telefonicznie powiadomił. Dziwnym trafem, blondynka już w tydzień później szastała pieniędzmi na prawo i na lewo, a nam udało się wyśledzić, że dostaje je regularnie co miesiąc zza wschodniej granicy. - No ale przecież to całkiem prawdopodobne - stwierdził Koper, że Waniusza naprawdę wyjechał. - Mogłoby być. - odparła Prorok - gdyby w zeszłym tygodniu przy wymianie krat ściekowych ujścia waszej rzeczki, robotnicy nie wyłowili czegoś, co na pierwszy rzut oka nie wyglądało nawet na ludzką głowę, ale z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych