Słodkogorzkie, cz. 10
;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
XV
- Wchodzisz na samą górę? – spytał Piotrek, wyciągając do mnie rękę. - Jasne – zachwiałam się, bo znowu pojawiły się zawroty głowy, ale nie miałam zamiaru się do tego przyznawać. - Co się dzieje Ala? Nie podoba mi się to – zbliżył twarz do mojej twarzy i wyszeptał – Przecież Adrian mówił, że nie jesteś… - Tak, to musi być od czegoś innego – odpowiedziałam równie cicho. - Zostaję z Alicją na dole – dodał już głośniej. - Wszystko w porządku? – zaniepokoiła się Ewka. - Tak. Idźcie już. – wydukałam i zaczęliśmy schodzić z powrotem na dół po długich, kręconych schodach. Pocieszałam się, że gdy spadnę, przynajmniej raz na zawsze skończą się wszystkie moje cierpienia. Miałam wrażenie, iż wszystko tańczy mi przed oczami. Nie wiedziałam, co się dzieje – Piotrek, zatrzymaj te schody – próbowałam żartować, ale on nawet się nie uśmiechnął tylko wziął mnie na ręce. Objęłam go mocno za szyję i nie puściłam póki nie znaleźliśmy się na dole. Usiedliśmy na ławce pod latarnią. - Nie chcę się wtrącać, ale musisz coś z tym zrobić. Tak dłużej być nie może. Przecież to nie jest normalne. Przełknęłam głośno ślinę. - Wiem. Jak tylko wrócimy do Łodzi, pójdę do lekarza. - Oj Ala… - westchnął – Jesteś pewna, że to nie ciąża? - Właśnie… Teraz już sama nie wiem… - Nie martw się. Ewka uważa, że to moje dziecko. - Co? – poderwałam się z miejsca, prawie krzycząc – No tak… Mówiła coś, ale myślałam, że to tylko żarty. Jezu, tak bardzo cię przepraszam, że cię w to wplątałam. - Spokojnie… Jakby co, jestem do usług. - Wolę udawać, że tego nie usłyszałam. Nawet o tym nie myśl – pogroziłam mu palcem, ale już widziałam, iż mój opór na nic się nie przyda. - Gdybym był na jego miejscu, nie wypuszczałbym cię z rąk nawet na moment. Ależ z niego kretyn. - Dobrze wiesz, że to ja mu nie pozwalam się do siebie zbliżać. - Tak… Robisz błąd. Wielki błąd, ale przecież to nie moja sprawa, więc nie mogę się wtrącać. - Piotrek. Nie ma żadnej sprawy. Nasz związek to już przeszłość. Zresztą nigdy… - O czym tak gawędzicie? – przerwała mi w pół zdania Ewka, skradając się cicho od tyłu, co było ostatnio jej specjalnością. - O niczym ważnym. - Chodź, kochanie. Najwyraźniej chcą się nas pozbyć – powiedział swoją pierwszą od dłuższego czasu kwestię Adrian. On już taki był. Potrafił zawzięcie milczeć w sytuacjach, kiedy inni już dawno straciliby nad sobą panowanie. Gdy już zdecydował się zabrać głos, jego wypowiedź niejednokrotnie zwalała mnie z nóg. Tak było i tym razem. Jak on ją nazwał? Kochanie?! Musiałam mieć straszny wyraz twarzy, bo Piotrek uścisnął moją dłoń. Jednak nie w moim stylu byłoby publiczne okazywanie swoich słabości. Przekonywałam samą siebie, że potrafię być silna. - Od kiedy kogoś nazywasz „kochaniem” – prychnęłam z wyższością – Kim jesteś i co zrobiłeś z Adrianem? - No nie… Znowu zaczynacie? A już się w ogóle nie kłóciliście – Ewa mówiła zrezygnowanym tonem. - Otóż to. Najwyższy czas sobie przygadać, prawda? – niespodziewanie Adrian obrócił wszystko w żart. - Tak, o niczym innym nie marzę – wstałam, widząc ironiczne uśmieszki na ich twarzach - Chodźmy gdzieś na obiad, a potem na plażę. Nie mam ochoty siedzieć w pokoju. Wysłaliście już kartki? - No nie! – Ewa trzepnęła Adriana w ramię – Obiecaliśmy twoim rodzicom, że przyślemy im pocztówkę! O czym ty pamiętasz? – strofowała go. Nie skomentowałam już tego. Zacisnęłam zęby i ruszyłam przed siebie, a reszta towarzystwa poszła w moje ślady. - Mówisz więc, że to przez lęk wysokości? – zagadnęła podejrzliwie Ewka. - A przez co innego? Skończ już z tymi insynuacjami. Czy muszę to oficjalnie powiedzieć? – mój głos zaczął robić się niebezpiecznie piskliwy – Skoro tak, to powiem to publicznie. Nie jestem w ciąży. To pewne. Dotarło do wszystkich, czy mam może komuś przesylabizować? Tego nikt się nie spodziewał. Nie przewidzieli, że ja – taka sympatyczna i zrównoważona – mogę stać się szorstka i niemiła. Nie znali mnie. Ja nigdy nie byłam potulna. Zawsze targały mną sprzeczne uczucia, które prędzej czy później doprowadzały mnie na skraj wytrzymałości, przejmując kontrolę nad moim postępowaniem. Tak było i tym razem. Nienawidziłam tej obłudy i krzywego uśmiechu Ewy. Musiałam dać temu upust. Szłam przed siebie, nie zważając na nikogo i na nic. Marzyłam tylko o tym, by zostać sama. Musiałam sobie wszystko poukładać, ale widocznie nie było mi to dane, bo Ewka błyskawicznie znalazła się przy mnie. - Przepraszam, nie chciałam żeby tak wyszło. - Nic się nie stało, ale mogłaś spytać wprost, a nie robić te ciągłe podchody – powiedziała już normalnym, opanowanym głosem – A teraz chodźmy już na plażę. - Właśnie. Jakoś nie możemy tam dojść – wtrącił się Piotrek, jak zawsze dla rozładowania atmosfery. Morze. Jedno spojrzenie w tę nieogarniętą ludzkim umysłem błękitną dal, potrafi ukoić zszarpane nerwy. Wywiera tajemniczy, paranormalny wpływ na człowieka, jego sposób rozumowania. Gdy tylko poczułam pod stopami miękki, wilgotny piasek zapomniałam o całym uczuciowym bałaganie. Byłam tylko ja i morze. - Wolałabym… Nie zrozum mnie źle – tłumaczyłam Piotrowi pokrętnie. Było mi o tyle trudniej, że miał on jak najlepsze intencje i nie mogłam mu nic zarzucić. Ale zrozumiał i tym razem. - Wiem, że chcesz zostać sama. Nie ma sprawy – kiwnął głową z aprobatą, jak zawsze, kiedy chciał wzmocnić kogoś psychicznie i podnieść na duchu. W tym geście musiały chyba skupiać się całe pokłady pozytywnej energii, ponieważ niezmiennie czułam się po nim silniejsza. Cała sztuka polegała na tym, by się wyciszyć. Odpłynąć wraz z tymi mlecznobiałymi obłoczkami, sunącymi po błękicie leniwie, tak by się przypadkiem nie zmęczyć. Znaleźć swoją wewnętrzną muzykę, zrównując ja z szumem morza. Czerpać garściami siłę, płynącą z tak bliskiego kontaktu z naturą. Bo wszystko istnieje po to, by nadawać sens drugiemu istnieniu i na odwrót. Tak. Uświadomiłam sobie, że ktoś to musiał już nazwać przede mną. - Harmonia – jej przenikliwość po raz kolejny wzbudziła we nie lęk. Ta jej wiedza, umiejętność odgadywania myśli sprawiała, iż nikt nie mógł czuć się przy niej bezpieczny – Wiedziałam, że cię tu zastanę – powiedziała Nuka z uśmiechem, który ukazywał prześliczne dołeczki w policzkach. - Nie wiem, co powiedzieć. Za każdym razem zaskakujesz mnie coraz bardziej – przyznałam. Bez sensu byłoby ukrywanie przed nią czegokolwiek, skoro i tak odgadłaby prawdę, bez najmniejszego wysiłku – Czy ta wiedza nie jest dla ciebie uciążliwa? – spytałam. - Tylko, jeśli chcę, wiem o czym ktoś myśli – przyznała. - Skoro wiesz… To na pewno mogłabyś mi pomóc w sprawie, z którą tu przyszłam. - Cóż… Nie pomyślałaś, by po prostu zrobić test ciążowy? Teraz naprawdę opadła mi szczęka. Wcześniej chyba nie do końca dawałam wiarę jej zdolnościom. Tym razem, nie dało się zaprzeczyć faktom. Zwyczajnie brak było jakiegokolwiek wyjaśnienia, a już na pewno nie racjonalnego.
Serce waliło mi jak młotem. Miałam wrażenie, jakby parzyła mnie torebka, w której tkwił ten nieszczęsny test. Małe pudełeczko skrywało rzecz, która mogła raz na zawsze odmienić moje życie. Jednak daleko mi było do szczęścia. Weszłam do swojego pokoju. Czułam się jak dziecko, robiące coś zakazanego. Myślałam, że jeśli okaże się, iż jestem w ciąży to nic gorszego nie będzie mogło mnie już spotkać. Nawet nie miałam pojęcia w jak wielkim tkwię błędzie. - Ala! Nie uwierzysz! – krzyczała do mnie Ewa, kiedy tylko pojawiłam się w drzwiach. - Co się stało? Dziś nic mnie nie zdziwi. - Jestem w ciąży. Osłupiałam. Jakby jakaś nieziemska siła cisnęła mną o ścianę albo ktoś wymierzył mi siarczysty policzek. Sama nie wiem, czy te dwie rzeczy nie byłyby lepsze od tego, co usłyszałam. Nie dowierzałam własnym uszom. - Słucham? – spytałam, chyba mając nadzieję, że się przesłyszałam. - Dobrze słyszałaś. Adrian i ja zostaniemy rodzicami. Czy to nie wspaniałe? – rzuciła mi się na szyje. Stałam tam. Znieruchomiała. Niemożliwym wydawało się poruszenie. Zrobiło mi się zimno. Od stóp po czubek głowy owionęło mnie lodowate powietrze, mimo połowy lipca. Osunęłam się bezładnie na łóżko. - Wszystko w porządku? – usłyszałam. - Taaak… Cieszę się z twojego powodu, ale wiesz, nie za dobrze się czuję… Nie mogłam czekać ani chwili dłużej. Desperacko pragnęłam poznać prawdę. Prawdę, która mogła okazać się zabójcza. - Dlaczego? – szeptałam sama do siebie. Nie wiedziałam, co robię. Przestałam panować nad ciałem, emocjami. Liczyło się tylko jedno. Dwie kreski. Po paru minut zaczęłam znowu oddychać. Minęło najgorsze. Nie można było cofnąć już raz wypłakanych łez. Niespodziewanie przyszła radość. Wkradła się do mojego pokoju rankiem wraz z promieniami słońca. Poczułam spokój. Ukojenie. Ubiegłej nocy walczyły we mnie wszystkie sprzeczne uczucia. Teraz już wiedziałam. Kocham je. Dziecko moje i miłości mojego życia. Urodzę tę małą istotkę, wbrew wszystkiemu i wszystkim, choćbym miała zostać potępiona na wieki. ONO zostało zesłane po to, żebym nie była sama. Musiałam w to wierzyć. Inaczej mogłabym posłuchać tych innych myśli, które teraz napawają mnie obrzydzeniem.
XVI
To dziwne, ale obudziłam się zupełnie wypoczęta i gotowa, by stawić czoła całemu światu. Powoli wstałam z łóżka i wyjrzałam na balkon. Wszyscy tam byli. Przemknęło mi przez głowę, że najważniejsze to zachować naturalność, a wtedy nikt się niczego nie domyśli. - Jeszcze wam nie pogratulowałam – powiedziałam, więc głośno ze sztucznym uśmiechem numer sześć do Adriana i Ewy. Piotrek spojrzał na mnie z podziwem – Tak więc, teraz to robię. Usiadłam na plastikowym krzesełku i spojrzałam na stół. - Same smakołyki – gadałam bez sensu. Zupełnie niespodziewanie dla siebie samej, zaczęłam…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ronnie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…