Słodkogorzkie cz.5
Sami zobaczcie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
VII
Zrobiliśmy sobie grilla. Z tęsknotą patrzyłam na upieczone kiełbaski. Tak dawno ich nie jadłam. A gdyby tak zjeść chociaż kawałek… Nie powinno zaszkodzić… Nie! Nie wolno mi! – toczyłam ze sobą zewnętrzną walkę. Wystarczy, że przypomniałam sobie te wszystkie upokorzenia z przeszłości, całą drogę jaką pokonałam do swojego obecnego wizerunku, abym straciła apetyt. Kiedy Ewa nakładała mi na talerzyk moją porcję odmówiłam: - Wiesz, mnie nie nakładaj. Jakoś nie mam apetytu. Poza tym jutro musiałabym chyba dobiec do rosyjskiej granicy, żeby spalić tyle kalorii. - Alka, tu już przesadzasz, ale nie chce mi się z tobą kłócić – powiedziała ostro Ewka – Będzie więcej dla nas. Patrzyłam jak pochłaniają te kiełbaski i oczy zaszkliły mi się łzami. Wzięłam więc najmniejszy jaki był kawałek upieczonego chleba i postanowiłam wyobrazić sobie, że to gorący stek. Pomogło.
- Jakoś nie chce mi się spać – usłyszałam głos Ewy w ciemnościach. - To pewnie przez te ciężkostrawne kiełbaski z grilla – nie powstrzymałam się od ironii – Ale mnie też się nie chce spać. - Dobra, to chodźmy po chłopaków i wyciągnijmy ich na tę dyskotekę, o której czytałam dzisiaj w tym barze. - Hmm… wolę to niż leżenie w łóżku bezsensu i liczenie baranów. Ale skąd wiesz, czy Piotrek już wrócił? - To ja pójdę z Adrianem, a ty na kogoś zapolujesz… - Ewka dopadła do szafy i zaczęła wyciągać jakieś ciuchy. - Wiesz Ewa… Jest mały problem… Chyba nie mam co na siebie włożyć… - stwierdziłam nagle. - A co to za problem. Od tego są kumpelki – uśmiechnęła się z błyskiem w oku. To była chyba najbardziej kusa spódniczka, jaką w życiu miałam na sobie. Do tego bluzka z najmniejszymi plecami i największym dekoltem, jakie widziałam. Wszystko w kolorze czerwonego wina. - Nie włożę tego – oświadczyłam. - Owszem włożysz. - Nie zmusisz mnie. - A gdybym użyła starej, dobrej metody szantażu? Alka! Przecież wiesz, że ja chcę twojego dobra! Nie kazałabym ci tego założyć gdybyś źle w tym wyglądała! „ Jasne, zawsze chcesz mojego dobra, ale okazujesz to w specyficzny sposób” – przemknęło mi przez głowę, a powiedziałam tylko: - Nie. - Hmm… a zastanawiałaś się kiedyś, co powiedziałby Adrian na parę rewelacji, które o nim kiedyś wygłaszałaś? - Nie bądź okrutna – powiedziałam zimno – Założę to… - poddałam się. Nie chciałam więcej upokorzeń. Wiedziałam, że nie zrobiłoby na Adrianie wrażenia, gdyby dowiedział się, że kiedyś opowiadałam, iż jest moim chłopakiem. Od tamtego czasu minęło już wiele lat, a jednak nadal nosiłam w sobie wstyd za tamte wydarzenia i wolałam do tego nie wracać. - No i to mi się podoba. Przebierz się, a ja pójdę obudzić mojego – podkreśliła – chłopca. - OK. - Ale zamknę okno, żebyś nie uciekła. - Bardzo śmieszne. Wyszłam a ja bezwładnie opadłam na łóżko. Nie miałam siły walczyć. Posłusznie włożyłam ciuchy Ewy. Z lustra spoglądała na mnie smutnym, zrezygnowanym wzrokiem jakaś obca dziewczyna. To naprawdę byłam ja? - Idioci! – trzasnęła drzwiami Ewka – Nie chce im się iść. Adrian po dobranocce idzie spać, a Piotrek jest wielce zmęczony po powrocie. Okazało się, że odkrył jakąś galerię tych swoich gratów, które kolekcjonuje. - Gratów? – spytałam zaciekawiona. - No… on lubi sztukę ludową czy coś takiego. Nieważne. Zbieraj się. I tak impreza już się zaczęła. - Jak to? Chyba nie idziemy bez chłopaków? - Oszalałaś? Jasne, że idziemy. Musimy udowodnić im, że potrafimy bawić się bez nich. Westchnęłam. W myślach wymieniałam wszystkie znane sobie przekleństwa. Nienawidziłam uległości, ale tym razem nie miałam wyjścia.
W barze cuchnęło piwem, papierosami i potem. Wchodząc czułam na sobie spojrzenia jakiś ohydnych typów. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia. Tymczasem moja kumpelka poderwała już jednego z nich. Szli razem na parkiet, a on trzymał rękę na jej pośladku. Postanowiłam stamtąd zwiać. Ewka była tak zaaferowana, że nawet by tego nie zauważyła. Ruszyłam do wyjścia. - Zatańczymy laleczko? – odwróciłam głowę w stronę, skąd pochodził ten ochrypły głos. Przede mną stał na oko pięćdziesięcioletni facet, śliniący się i wlepiający we mnie głodny wzrok. - Nie sądzę – odpaliłam. Chciałam uciec stamtąd jak najszybciej. Odepchnęłam go i pobiegłam do wyjścia, jednak przeceniłam swoje siły. Tuż przy drzwiach złapał mnie z przegub dłoni. - A ja jednak sądzę, ze tak – władczo pociągnął mnie na parkiet. - Właśnie wychodziłam – Nie wiem po co to mówiłam. Przecież i tak nie było sensu rozmawiać z tym mężczyzną. Bez specjalnego wysilania się łatwo było zgadnąć jakie ma zamiary. - Tylko jeden taniec. Nie miałam wyjścia. Wolałam go nie rozwścieczać, bo nie miałam pojęcia do czego jest zdolny. Grali chyba jakąś piosenkę Lady Pank; trwało to wieczność. Jakimś cudem udało mi się utrzymać tego faceta na odległość, ale po zakończeniu utworu nadal mnie nie puszczał. - Szybki numerek na zapleczu i jesteś wolna, skoro ci się tak spieszy. Masz szczęście, że ja lubię krótko i głęboko – ukazał w uśmiechu rząd żółtych zębów. - Nie ma mowy – próbowałam się wyrwać, ale jego ręka zacisnęła się na mojej tak, że nie sposób było to zrobić – Niech mnie pan zostawi – powiedziałam trochę głośniej, ale nikt nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Dopiero teraz przypomniałam sobie o Ewce. Poszukałam jej wzrokiem, ale nigdzie jej nie dostrzegłam. Musiała wyjść, kiedy tańczyłam. Rozejrzałam się z przestrachem po całej sali. Nie było najmniejszej szansy na ratunek. Mimo to, nie poddawałam się. Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku i rzuciłam się pędem do wyjścia. Tam złapał mnie jakiś młody, wysoki chłopak i przyłożył do brzucha coś zimnego. Myślałam, że zaraz zemdleję. Bałam się spojrzeć w dół. Tak bardzo pragnęłam, żeby to nie było to, o czym myślę. A jednak… Od ostrego noża promieniowało na całe moje ciało niezwykłe zimno. Drżałam. Młodszy mężczyzna zaciągnął mnie z powrotem w miejsce, gdzie byłam wcześniej. Widocznie tamten był jego szefem, bo powiedział: - Przyprowadziłem pańska zgubę. - Brawo Młody, zasłużyłeś na podwyżkę – po czym przejął nóż. - Wolisz na dworze czy na zapleczu? – to z kolei skierowane było do mnie. Ledwo co powstrzymywałam łzy. Wciąż…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ronnie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…