Słoneczniki
Misterium tworzenia obrazu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Promień światła wpadł przez uchyloną okiennicę sypialni i zatrzymał się na poduszce. Vincent otworzył oczy i zacisnął je znowu mocno, jak najmocniej, żeby zatrzymać resztki snu. Było mu dobrze z dala od rzeczywistości. Nie udało się, światło przedostało się już pod powieki, rysując pod nimi czerwone i żółte kółka wirujące w jakimś niesamowitym tańcu. Vincent usiadł na łóżku, leniwie wsuwając nogi w chodaki. Był zmęczony jak po długim biegu i przygnębiony, ale bezczynność podsuwała jego chorej wyobraźni coraz to nowe obrazy, wstał więc, by w końcu zająć czymś ręcei umysł. Zaparzył herbatę, bursztynowy płyn podniesiony na wysokość oczu ładnie załamywał słoneczne promyki. To było właśnie to, co Vincent lubił najbardziej - gra świateł, świetlista harmonia całego świata, piękno przedmiotu, które tylko pędzel mistrza może wynieść z mroku dodając mu barw i odpowiedniej oprawy. Herbata już dawno wystygła a on siedział tak, wpatrzony w złote refleksy. Kromka chleba z poprzedniego dnia leżała obok, ledwie nadgryziona. Nigdy nie czuł głodu. Przygotowywał sobie jedzenie tylko po to, żeby móc na chwilę zając się czymś sensowniejszym od własnych urojeń. Odstawił szklankę, oparł brodę na dłoniach i patrzył przed siebie. Stół zasłany był okruszkami chleba, sera, plamami po herbacie i zupach, które czasem gotowała mu gospodyni. Na środku stołu stał pękaty wazon pełen ściętych jeszcze niedawno słoneczników. Vincent nie pamiętał, kto je tu przyniósł. Gospodyni czy on sam, z jednej ze swych licznych wędrówek w pogoni za słońcem. Kwiaty stały dumnie wyprostowane, obracając do słońca swoje piegowate buzie obramowane złocistymi płatkami. Zginały wdzięcznie grube łodygi żeby obrócić się ku źródłu, od którego czerpały swoją nazwę. Wydawało mu się, że to swoiste przedstawienie na jego cześć a może raczej spektakl skierowany przeciwko niemu, żeby przypomnieć mu, że sam jest nikim, zupełnie nikim i nie ma prawa cieszyć się słońcem tak jak one. Złapał gwałtownie wazon chcąc cisnąć nim o nierówne deski podłogi. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Postawił go ponownie na stole i pobiegł w kąt pokoju gdzie leżały sztalugi i kilka płócien. Na czystej bieli pojawiła się pierwsza plama farby. Żółta, ciepła, słoneczna. Potem następna w tonacji ciepłego brązu, potem następna i następna. Łączyły się ze sobą niedbałymi pociągnięciami pędzla, na jeszcze przed chwilą czystym płótnie pojawiały się kolory, jawiło się słonecznikowe misterium trwania, ich nieśmiertelność, ich słoneczne dusze uwiecznione na zawsze w impaście. Kwiaty żyły, nawet na płótnie łapały słońce, złamujące się na grubych warstwach farby. Były dumne, pewne siebie,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fantasmagoria
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…