Wróć do katalogu

Śmieszek

Krótka przygoda w świecie post-apo

Soldierski, opublikowano , 11 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Od godziny Marvin tkwił nieruchomo na metalowej szafce w szkolnej szatni. W ciągu tego czasu przeleciały mu przez głowę miliony myśli i możliwych scenariuszy tego, co za chwilę może się wydarzyć. Ścierpły mu już nogi od ciągłego leżenia w tej samej pozycji i pokusa wydostania się, była silniejsza niż strach, który trzymał go w miejscu. Będąc tak blisko sufitu miał pewną przewagę – mógł prześliznąć się pod kolejny szyb wentylacyjny i przemknąć niezauważalnie, o ile również będzie dostatecznie cichy. Nie dawało to jednak pewności, że uda mu się wyjść na zewnątrz. Szyb mógł być tak samo zawalony jak ten, z którego przyszedł. Powrót nie wchodził w grę, to oczywiste. Odnogi były w pełni porośnięte jakimś paskudztwem, droga w górę zbyt wysoka. Zresztą ledwo co udało mu się zwiać od tych stworzeń, których mutacja była już tak zaawansowana, że sylwetką już nawet nie przypominały ludzi. Pozostawały jeszcze drzwi. Prowadziły bezpośrednio na boisko, ryzyko było jednak zbyt wielkie. Marvin ciężko przełknął ślinę. Jeszcze raz wychylił się, żeby spojrzeć w kierunku wyjścia. Dalej tam był - siedział oparty o ścianę z głową zwieszoną na kolanach i splecionymi rękoma. Wyglądał jak zwykły chłopiec. „Chyba niewiele młodszy ode mnie” pomyślał Marvin. Niestety siedział w takiej pozycji, że nie było można zobaczyć jego twarzy. Odkąd tylko tu zszedł, Marvin nie zauważył, żeby młodzieniec się ruszał. Mógł zwyczajnie nie żyć, jednak dookoła nie było śladów krwi. Po zapachu też by nie rozpoznał, czy to trup, bo w tych czasach wszystko nim śmierdziało. „Może umarł z głodu?”. Zostawały jeszcze uszy. Według tego, co opowiadał Herbert, tak samo jak oczy i zęby, uszy powinny, po przemianie, być wyraźnie większe. Ale ten tutaj miał uszy raczej normalne. W każdym razie nie wyglądały na zmutowane. Dzieciak mógł mieć po prostu duże uszy. Dłonie miał zakryte, a na stopach buty, więc pazurów też nie było widać. Śmieszka, jak żartobliwie nazywał tego stwora Herbert, można poznać oprócz pazurów tylko po zmianach na głowie. „A ten, cholera, jakby specjalnie ją przede mną chował” zezłościł się Marvin. Po raz setny przekierował swoją uwagę na drzwi, żeby dodać sobie pewności w podjęciu decyzji. „Schodzę cichutko na ławkę i jak człowiek, wychodzę przez drzwi. Łepek przecież nie siedzi aż tak blisko”. Pistolet został na górze. Wypadł Marvinowi, kiedy wskakiwał do szybu. Jeden celny strzał wszystko by załatwił. „Cholera, a może on nie wylazł przez te drzwi, bo są zamknięte?” pomyślał. Wahał się jeszcze przez chwilę nerwowo przygryzając wargi. „Niech to szlag”. Wymacał w kieszeni kurtki małą latarkę, zacisnął zęby i powoli, bezszelestnie zaczął przesuwać się w kierunku drugiego otworu od wentylacji. Chłopiec pozostawał w bezruchu. Jego brak reakcji na nowo rozpalał nadzieje na ucieczkę przez drzwi. Decyzja jednak została podjęta i Marvin nie chciał już dłużej tkwić w bezruchu na szczycie szafki zastanawiając się „co by było gdyby?”. Ostrożnie wsunął się do tunelu. Ten nie cuchnął tak strasznie, jak poprzedni. „Dobry znak, może wychodzi na zewnątrz” Marvin pocieszył się w myślach. Doszedł do miejsca, w którym korytarz skręcał. Zajrzał za róg. Droga była czysta, ale kończyła się po dwóch metrach. Jedyny kierunek, jaki mógł obrać, prowadził w górę. Z powrotem do tych stworzeń, może do innej sali. Na chwilę opuścił głowę i zaczął się zastanawiać, czy to rzeczywiście dobry pomysł. Za sobą miał Śmieszka, a przynajmniej na Śmieszka mu to wyglądało. Tutaj nie wiedział, czego ma się spodziewać. Podsunął się pod spad tunelu, żeby ocenić swoje szanse na wspinaczkę. Ściany czyste, po drodze jakieś odnogi. Coś zamajaczyło w górze. Przyświecił latarką. Napchano tam drutu kolczastego, albo jakiegoś okablowania. Wyglądało na to, że tunel posłużył komuś do ucieczki. Gdyby drutu było dużo, na pewno mógłby zatrzymać delikwentów. Marvin liczył, że tak nie jest, wtedy próbując przez niego przebrnąć najwyżej tylko by się trochę pokaleczył. Mimo wszystko postanowił zaryzykować. Zaczął wspinaczkę. Opierał plecy o jedną ścianę, nogi o drugą i ślamazarnie podnosił się coraz wyżej. Dotarł do odnogi. Pełen nadziei poświecił w nią latarką, ale cała była zapchana grzybem i zmutowanymi porostami. Ruszył dalej. Przy następnej odnodze to samo - na całą szerokość i wysokość tunelu witki, narośle i inne niezidentyfikowane struktury. Marvin wkurzony nieprzychylnością losu posuwał się w górę tunelu. Doszedł do miejsca, w którym mógł ocenić charakter przeszkody, jaka stała na jego drodze. Drut kolczasty, na szczęście nie był upakowany gęsto. Marvin zaczął się przez niego przeciskać. Szło mu to niezdarnie i powoli. Zaczął sobie wmawiać, że gdyby go teraz Herbert zobaczył, albo Gruba, to nie miałby w grupie spokoju. Wszyscy by się z niego śmiali. Przedzieranie się przez drut stało się jeszcze bardziej frustrujące i denerwujące, w miarę jak ta wyimaginowana historia rozwijała się w głowie Marvina. Był najmniej sprawny z całego zespołu, a dzisiejsze zadanie miał wykonać po to, by poprawić swój wizerunek w oczach innych. Najbardziej zależało mu na tym, żeby wreszcie Markus zaczął traktować go poważnie. A teraz Marvin utknął w plątaninie drutu kolczastego w tunelu wentylacyjnym. Pomyślał przez chwilę, uspokoił się, powoli ruszył dalej. Odczepiał drut od ubrania, przedzierał się

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych