Wróć do katalogu

Smocza Trójca

Anderel nie widział swojego brata, Magronian, od piętnastu lat. Nie dziwne więc, że jest zdziwiony na wido słynnego Łowcy Volirów. Ale Magronian nie przybywa sam. Towarzyszy mu ktoś, kogo Anderel wogóle się nie spodziewał...

Mateusz Nawrocki, opublikowano , 27 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

1 Anderel wstał wcześnie rano, mając zamiar udać się dzisiaj do centrum miasta. Wengina, jego córka, miała dziś przyszykować obiad, więc postanowił trochę rozprostować nogi. Jego izba była dość okazała, z wysokim stropem i pięknymi, rzeżbiomymi meblami, wśród których znajdowały się łóżko z kolumienkami, szafa garderobiana, z lustrem na drzwiach oraz biurko, teraz zawalone licznymi zwojami pergaminów. Pokój miał jedno okno, z widokiem na las. Oprócz tego, większą częśc pokoju zajmował staroświecki regał, całkowicie zawalony kziążkami, o zupełnie różnych tematykach. Anderel sprowadził się do miasta Gromeln kilka lat po narodzinach swojej córki. To ciche i spokojne miasteczko wydawało mu się najlepszym miejscem na wychowanie jedynego dziecka. Wengina nie znała swojej matki, a Anderel nigdy jej o niej nie opowiadał. Nie był nawet do końca pewny, czy jest ojcem Wenginy. Dokładnie osiemnaście lat temu znalazł ją pod drzwiami wynajętego przez siebie pokoju. Od tamtej pory traktował dziewczynę jak córkę. Teraz Anderel nałożył długie, skórzane buty i zszedł na parter, do kuchnii, gdzie już krzątała się Wengina. - Witaj,Wengino. Czy jest coś, co mógłbym zjeść? - zapytał Anderel, wciągając nosem apetyczny zapach mięsa, warzyw i ziół. -Dopiero, gdy wrócisz z miasta, ojcze. - odparła Wengina. - Pieczeń będzie gotowa za jakieś półtorej godziny, nie prędzej. Anderel skinął głową, wziął leżącą na stole pajdę chleba, nałożył płaszcz i wyszedł z domu. Pogoda nie była piękna, nad miastem ponuro unosiły się burzowe chmury. Anderel otworzył furtkę i wyszedł na trakt, prowadzący do miasta. Razem z córką mieszkał tuż na skraju miasteczka, zaraz pod lasem, który ludzie zwali Wornelowym Lasem. Anderel miał zamiar kupić kilka rzemieni, które mogły mu się przydać w ogrodzie, do podwiązania warzyw, a także trochę zapasów do kuchnii. Zwykle polował sam, bo tutejszy las dostarczał dość zwierzyny, lecz mleko, sery, a przede wszystkim tytoń do jego fajki nie rosły na drzewach. Wyposażony w ciężką sakiewkę, rozkoszował się spacerem. Ależ dawno nie odbywał żadnych wypraw, będzie ponad dziesięć lat stawał się coraz bardziej uczony, siedząc nad księgami i rzadko wyglądając przez okno. Owszem, czasami wybierał się do lasu, lecz zaraz potem wracał, szybko upolowawszy królika, czy też kilka ptaków. Dzięki tym polowaniom przed oczami stawał mu dawny żywot wiecznego wędrowca i tropiciela, który nigdzie nie mieszkał dłużej, jak trzy dni. Który zawsze podbierał myśliwym zwierzynę, niesamowicie celnie strzelając z łuku. Nieustanne ucieczki przed bandami rozeżlonych Volirów, które smakowały w ludzkim mięsie. Ileż razy zakopywał ścierwa tych okrutnych stworów, mając na względzie okolicznych mieszkańców. Teraz jego życie ciągneło się w żółwim tempie, od jednej przestudiowanej księgi do drugiej. Od jednego polowania, do następnego. Od comięsiecznych wypraw do miasta. Trochę żal mu było jego dawnego życia, ale jednak ponad wszystko kochał podrzuconą córkę. Przyspieszył nieco kroku i wkrótce zobaczył pierwsze budynki Gromeln. Po kilku minutach już lawirował między budynkami, zmierzając w stronę straganu. Kilku mieszkańców pozdrowiło go głośno, machając rękami. Odpowiadał grzecznie, choć nie wszystkich poznawał, pogrążony w myślach. Doszedł do stoisk i zaczął się rozglądać za rzemieniami. W końcu przystanął przy stanowisku starego młynarza, Gobela, który uśmiechając się do niego, zachwalał swój towar. Liny, linki i rzemienie leżały nieskładnie poukładane na szerokim, składanym stole. - Skąd je masz, Gobelu? - spytał nieco podejrzliwie Anderel. - Jesteś przecież młynarzem, chyba, że nie jestem na bieżąco. Starzec nieco spochmurniał. - Zdobyłem je uczciwie, Drel. Możesz być spokojny. Anderel, mimo tego, że nie do końca przekonany, jednak zaczął oglądać poszczególne rzemienie i liny. Był w tych sprawach niezwykle doświadczony i nie miał zamiaru dać sie oszukać Gobelowi, który śledził jego ruchy zbyt uważnie. Anderelowi niemile kojarzyło się to ze wzrokiem tropiącego Volira. - Wezmę te dwa rzemienie i jedną linkę, gdyby oba zawiodły - powiedział w końcu, wskazując Gobelowi wybrane rzeczy. Ten obejrzał je szybko i sprawdził na swojej rozpisce ich cenę. Wreszcie uśmiechnął się i podał cenę, która, ku zaskoczeniu Anderela, była niezbyt wygórowana. Mając lekkie wyrzuty sumienia, z powodu złego ocenienia Gobela, mężczyzna zapłacił za towar i poszedł dalej, omijając inne stanowiska. Sprzedwacy głośno się licytowali, przekrzykując konkurentów i wymieniając między sobą wyzwiska i grożby. Anderel u młodego kupca kupił litr koziego mleka i kilka pudełek sera, do końca opróżniając swoją sakiewkę ze złota. Miał już wracać do domu, kiedy jeszcze naszła go ochota, by wstąpić do karczmy Bolmera, na szklanicę wina. Karczma była ciemnym, niskim pomieszczeniem, o dwóch salach. W jednej się piło, w drugiej jadło i piło. Z sufitu zwisały dwa lampiony, dawające nikłe światło. W karczmie siedziało kilka osób, które zupełnie nie zwróciło uwagi na nowego gościa. Albo też po prostu wogóle nie byli przytomni. Kilku z nich chrapało głośno z głową wspartą na ramionach. Anderel roześmiał się w duchu i podszedł do baru. - Szklanicę wina korzennego, jeśli łaska - rzucił krótko w stronę Bolmera, tęgiego i niskiego mężczyznę, który na chwilę zniknął pod kontuarem, po czym wychylił się szybko, ze szklanką w jednej, a pękatą butelką pełna ciemnoczerwonego płynu w drugiej ręce. Anderel skinął mu głową w podziękowaniu i położył na stole dwie złote monety, które mu jeszcze pozostały. Sakwa była całkowicie pusta. Do karczmy wszedł następny gość. Był niesamowicie wysoki i muskularny i musiał uchylić nieco głowę, by nie wadzić nią w sufit. Był szczelnie otulonu brązowym płaszczem a na głowie miał kaptur, choć jeszcze nie padało. Usiadł nieopodal Anderela i zamówł kufel piwa. Anderelowi jego głos kogoś przypominał, ale nie potrafił sobie przypomnieć. Był to niski, mruczącu głos, z nutą pogardy w głosie. Anderel zerkał chwilę na nieznajomego. Spod kaptura błysnęły oczy. Anderel szybko dopił wino i wyszedł. Szedł główną ulicą, kierując się w stronę traktu, po którym wyjeżdżało się z miasta. Po półgodzinnym marszu był już z powrotem w domu. Przez drogę cały czas odnosił wrażenie, że nie idzie sam, ale postanowił ani razu nie odwrócić głowy. Kiedy wszedł do wnętrza mieszkania, od progu wyczuwał gorący obiad. Zrzucił z siebie płaszcz, zaniósł rzemienie i linę do schowka, a mleko i sery do spiżarni. Wszedł do kuchnii, gdzie na stole stał już talerz, a na nim leżała soczysta pieczeń z młodego zająca, którego upolował dwa dni temu. Jego córka krzątała się w ogrodzie, widocznie już najedzona. Anderel zjadł wszystko i poszedł do swojej izby, by zagłębić się w kolejnej księdze. Zasiadł z wydętym brzuchem do biurka, wygrzebał spod innych pergaminów, to, czego szukał i zaczął zachłannie czytać. Treść dotyczyła zamierzchłej historii Wspólnoty, kiedy jeszcze Aneldorn był jej główną stolicą. Anderel tak zagłębił się w lekturz, że nie zauważył kiedy zaczęło robić się ciemno. Westchnął i odłożył papier na bok, mając zamiar wrócić do niego jutro. Zszedł ponownie na dół, by zobaczyć, co porabia Wengina. Ta jednak zasnęła w bujanym fotelu, w którym kiedyś siedział Anderel, trzymając ją na kolanach i opowiadając baśnie o elfach, smokach i krasnoludach. Anderel rozczulił się na ten widok i delikatnie biorąc Wenginę na ręcę, zaniósł ją do łóżka. Wrócił do izby i na miejsce córki zasiadł w wiklinowym fotelu na biegunach, który zakupił wiele lat temu od przyjezdnego handlarza. Pogrążył się we wspomnieniach, kiedy to co wieczór brał małą Wenginę na kolana i opowiadał jej historię na noc. Teraz jednak ona wyrosła na dorosłą niemal kobietę i ze wstydem Anderel przyznał, że wykonywała za niego połowę pracy w domu. Nagle coś wyrwało go z rozmyślań, mianowicie głośne walenie we frontowe drzwi. Anderel wstał cicho z fotela, odruchowo sięgając ręką do pasa, gdzie jednak od dawna nie wisiał nóż. Wziął go z kuchnii i ruszył ostrożnie do drzwi. Walenie powtórzyło się. Anderel otworzył drzwi i cofnął się. W drzwiach stał wysoki, barczysty mężcżyzna, z głową nakrytą kapturem. Anderel poznał, że ów jegomość odwiedził dzisiaj karczmę Bolmera. - Kim jesteś? - rzucił szybko Anderel. W razie czego nie obawiał się walki, ale olbrzym mógł okazać się trudnym przeciwnikiem. Spod kaptura dobiegł krótki, nieco drwiący śmiech. Anderel z szokiem uświadomił sobie, że słyszy go na pewno nie po raz pierwszy. - Jak zwykle ponad miarę ostrożny i wybitne nieufny. - drwina w grubym głosie było łatwo dosłyszalna. Anderel zbliżył się o kilka kroków, nie wierząc własnym uszom. Nieznajomy zdjął kaptur. Anderel oniemiał. Patrzył prosto w przystojną, naznaczoną kilkoma bliznami twarz, z niebieskimi, przenikliwymi oczami i wydatnym, orlim nosem. Nie widział tej twarzy od dokładnie dwunastu lat. Była to twarz jego młodszego brata, Magroniana.

2

Anderel oniemiał. Magronian uśmiechnął się łobuzersko, ukazując białe zęby. Magronian, brat Anderela, syn Bondrela i sławny łowca Volirów. Ile razy ratował całe wioski przed atakami gangów, wyjętych spod prawa stworów. Ile razy odnosił poważne rany i w tamtych chwilach Anderel drżał o jego życie. Wciąż miał w pamięci ich rozstanie nad rzeką Minneter. Ich ostatnią rozmowę. Magronian siedział na swym wiernym koniu, Abertasie, którego nie sbosób było przegonić, w srebrnej zbroi i z mieczem u boku. - Niedługo się zobaczymy, nawet nie zdążysz zatęsknić - mówił wtedy jego młodszy brat. - Wiesz, że możesz iść ze mną i nie narażać się Horganowi - odparł Anderel. - Razem zamieszkamy w Gromeln i będziemy wspólnie wychowywać Wenginę. Tylko musisz póść ze mną Magronian zaśmiał się tylko i pokręcił głową. - To nie mogło by być moje życie. Znasz mnie. Już lepsza śmierć. - dodał z ironią. Anderel zsadził go siłą z konia i uściskał. - Tylko uważj na zatrute ostrza, bracie - powiedział. Magronian uśmiechnął się, wskoczył na konia i wkrótce zniknął w gęstwinie Mrocznego Lasu. Od tamtej pory Anderel nie widział więcej swojego brata, aż do dzisiejszej wizyty. - Wpuścisz mnie? - spytał lekko Magronian. Anderel bez słowa usunął się na bok, wpuszczając brata, a następnie zatrzasnął i zaryglował drzwi. Tymczasem Magronian wszedł do kuchnii, powiesił płaszcz na oparciu krzesła i sam na nim usiadł. - Masz coś do jedzenia? - spytał Anderela. - przebyłem jednak spory kawał drogi. Anderel podał mu resztki zimnej już pieczeni z królika. Magronian natychmiast zabrał się do jedzenia. Jego starszy brat usiadł naprzeciwko niego, wpatrując się weń intensywnie. - Zmieniłeś się nieco - powiedział w końcu Anderel. Głos miał trochę ochrypły, przez panujące dotąd milczenie. Magronian uśmiechnął się krótko. - Owszem, przybyły mi dwie blizny - wskazał ręką na jedną, ciągnącą się od brwi do nosa, a potem na drugą bliznę, która przecinała twarz od lewego ucha do warg. - Myślałem, że nie żyjesz - rzekł cicho, niemal niedosłyszalnie Anderel. Magronian spoważniał. Przełknął ostatni kęs pieczeni i czknął cicho. - Chodziły takie pogłoski. Ale to jednak były tylko pogłoski, Anderelu. Anderel spuścił nieco głowę. Nagle wstał gwałtownie, przewracając krzsło. Magronian, jakby przewidziawszy takie zachowanie, siedział spokojnie, wpatrując się w brata. -NIE DAWAŁEŚ ZNAKU ŻYCIA PRZEZ PONAD DWANAŚCIE LAT ! - ryknął potężnie Anderel, a na jego twarzy malowała się wściekłość. - MYŚLAŁEM WTEDY, ŻE WRÓCISZ ZA PARĘ MIESIĘCY I DOŁĄCZYSZ DO MNIE W GROMELN ! ALE TY OCZYWIŚCIE, JAK ZWYKLE PRZECIĄGAŁEŚ WYPRAWĘ ! GDY NIE POJAWIŁEŚ SIĘ PRZEZ SZEŚĆ LAT, WYPRAWIŁEM CI POGRZEB, TY PLUGAWCU ! CO SOBIE WYOBRAŻAŁEŚ ? ŻE O TOBIE ZAPOMNĘ ? ŻE ZAPOMNĘ O SWOIM MŁODSZYM BRACIE, KTÓRY WŁÓCZY SIĘ PO CAŁEJ WSPÓLNOCIE ? A WIĘC MYLIŁEŚ SIĘ, ROZUMIESZ ? MYLIŁEŚ SIĘ ! W końcu podniósł krzesło i opadł na nie ciężko. Dyszał z gniewu. Magronian wpatrywał się w niego ze spokojem, choć na jego twarzy odmalowało się poczucie żalu. - Masz mi coś może do powiedzenia? - spytał nieco już spokojniej Anderel. - Masz coś chociaż na swoje usprawiedliwienie? Magronian wyprostował się na krześle i spojrzał bratu w oczy. - Mam, owszem. To bardzo mocny argument. Ale to bardzo długa historia. Jesteś gotów jej wysłuchać? Anderel w odpowiedzi jedynie skinął głową. - Gdy się rozstaliśmy - zaczął Magronian. - Wtedy, nad Minneter, poprzysiągłem sobie, że wrócę z tej wyprawy, by razem z tobą wychowywać twoją córkę. Szczerze mówiąc, miałem dość ciągłych wypraw i przenosin z miejsca na miejsce. W końcu chciałem osiąśdż, przybić wreszcie do portu, jak po bardzo długim rejsie. Przeszedłem Mroczny Las, mając kilka starć z Volirami. Chciałem dotrzeć do Farthloren i dołączyć do króla Zaltana. Udało mi się. Po rozmowie w cztery oczy wziął mnie do swojej armii i ogłosił przywódcą. Tymczasem do miasta zbliżała się liczna armia Volirów. Domyśliłem się wtedy, że ci w Lesie, to była jedynia straż przednia. Wysłali mały oddziałek, by wybadali sytuację króla. Trochę im pokrzyżowałem plany - uśmiechnął się z zadowoleniem. Anderel słuchał w milczeniu. - Bitwa odbyła się trzy dni po moim przybyciu. Odparliśmy Voliry, jednak wzięli mnie do niewoli, podobnie jak wielu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych