Wróć do katalogu

Smok w Dolinie Lekkogłowych

Opowiadanie w tematyce okołobaśniowej pisane kilka lat temu.

Vowas, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Smok w dolinie Lekkogłowych

Dawno, dawno temu, pośród bezkresnych, gęstych lasów, będących od tysiącleci ojczyzną i domem setek tysięcy najrozmaitszych istot, wznosiły się niewysokie góry, zwane Ciepłymi Wzgórzami ze względu na wulkany, których lawa znajdująca się pod ziemią grzała obficie, zmieniając klimat na powierzchni. Okolica, choć górzysta, jak najbardziej nadawała się do zamieszkania. Toteż za dom obrały ją sobie wszelkie słabsze i spokojniejsze plemiona ras zamieszkujących tamte tereny- od mnóstwa najróżniejszych słabszych odmian trolli, poprzez bardziej ustatkowane rody krasnoludów i leśnych skrzatów, aż po gnomy, choć o nich raczej nie można powiedzieć, że są słabi. Plemiona gnomów z Ciepłych Wzgórz, o charakterystycznych nazwach, jak: Szybkonodzy, Wielkoocy czy Krótkoręcy zajmowały bowiem całkiem spory teren. Jednemu z tych plemion, mianowicie Lekkogłowym przydarzyła się niegdyś nieprzyjemna historia, którą potem wspominali przez wiele lat. Mówią, że w Ciepłych Wzgórzach jest tyle strumieni ile drzew- niezależnie jednak od ich ilości, wszystkie posiadają jedną wspólną cechę- spływają od strony szczytów i płyną do lasów otaczających góry. Jeden tylko był inny- nadpływał z zachodu, z innych jeszcze gór, a potem biegł gdzieś na wschód, zahaczając tylko o jedną małą kotlinkę. Właśnie w tej kotlince żyło plemię Lekkogłowych. Czerpali oni z dostępu do strumienia ogromne korzyści, zamieszkiwały go bowiem setki wielkich ryb, które sprytne gnomy łowiły i sprzedawały plemionom z sąsiedztwa. Ale niejeden mądry druid, który odwiedził tamtą okolicę, uważał że ów strumień przyniesie kiedyś Lekkogłowym wielkie kłopoty. I tak się w końcu stało. Któregoś dnia rybacy dostrzegli nadpływających ku nim wielką, szarą bestię. - Smok! Smok!- rozległy się okrzyki gnomów rozbiegających się w popłochu. Potwór wyskoczył na brzeg i pomknął przed siebie. Kto mógł, umykał mu z drogi, jednak smok swoim ciężarem narobił sporo bałaganu w wiosce, roztrącając wielkim cielskiem drewniane chatki i łamiąc, na co nadepnął. Nieliczni zobaczyli jeszcze, że pobiegł w stronę okolicznego wulkanu, zwanego Wielkim Dziadkiem, i zadomowił się na szczycie. Na całe plemię padł strach i trwoga. To nie przyjemność mieszkać pod okiem smoka, który w każdej chwili może napaść na wioskę i nie pozostawić po niej śladu. Jednak Lekkogłowi nie podjęli się wcale produkcji broni i prób obeznania z nią; wpadli na znacznie lepszy pomysł: sporządzili całą stertę ulotek z prośbą o pomoc i rozesłali innym mieszkańcom gór, nie zapominając też opatrzyć nimi większości drzew w pobliżu. Po prostu podróżni nie mieli najmniejszych szans na ominięcie kilku z nich. Niestety- przeróżni łowcy smoków raczej nie zapuszczali się w te obszary, i nie bez powodu: na ziemiach, na których skrzaty nie potrafiły nawet walczyć kijem, a krasnale nie dałyby sobie rady z większym psem smoki po prostu nie żyły. Tak więc mijały tygodnie a żaden ochotnik nie zgłaszał się do walki z bestią. Mimo wszystko jednak Lekkogłowym dopisało szczęście w nieszczęściu. Któregoś dnia w okolicy pojawił się człowiek z dalekiego zachodu, jeszcze spoza lasów, łowca smoków i poszukiwacz przygód zwany wśród swoich Leumukiem Szeroką Gębą, jako że wolał raczej opowiadać o swoich wyczynach, niż podejmować się kolejnych. Wcale nie miał w swoim kraju dobrej opinii, mówiono że jest raczej poszukiwaczem guzów niż przygód, chwalipiętą i tchórzem, a ponadto drobnym oszustem i kanciarzem, nie wspominając już o jego pociągu do gry w karty. Jeśli udało mu się cokolwiek zdobyć, nie cieszył się tym długo- grał tak długo, aż stracił wszystko. Już dawno przegrał cały swój majątek i został nędzarzem, włóczęgą, który utrzymuje się raczej z opowiadania o swoich przygodach, niż z ich realizowania. Prawdę mówiąc, bardzo też wątpliwe, czy porwał się kiedyś nawet na niedźwiedzia w pojedynkę i to nie tylko przez tchórzostwo- wolał raczej na wszelkie sposoby bogacić się tak, by samemu nie kiwnąć palcem. Gdziekolwiek się tylko pojawił, po jakimś czasie zostawał wypędzony przez wrzeszczący tłum. W końcu orzekł, że wyrusza na wschód, aby zdobyć bogactwo. Jakimś cudem przeszedł góry i zawędrował do lasów. Obawiał się, ze na północnych ziemiach może rzeczywiście natknąć się na smoka, toteż skierował kroki ku południu i niebawem znalazł się w Ciepłych Wzgórzach. Po krótkim czasie natknął się na drzewo z ulotką tej treści:

Uwaga, uwaga! W obrębie terenu plemienia Lekkogłowych pojawił się smok. Rada plemienna prosi o pomoc. Osoba, która zgładzi lub przepędzi bestię, zyska sobie niewysłowioną życzliwość plemienia oraz możliwie największą nagrodę w złocie!

Leumuk zamyślił się. „Nie wiem, co mi przyjdzie mi po tej całej życzliwości plemienia, jednak nagroda w złocie… warto byłoby spróbować. Kiedyś udało mi się pokonać jakiegoś smoka, który wlazł mi w drogę. Wprawdzie z drobną pomocą elfickiej armii, ale zawsze!” Pełen entuzjazmu i dobrych myśli skierował się ku dolinie Lekkogłowych. Tam przyjęto go z nie mniejszą radością. Wódz i jego świta wyznaczyli mu najlepszą chatkę w wiosce, nie zapomnieli też o wyszukanym pożywieniu, co szczególnie uradowało Leumuka. Niestety, nie dano mu długo posiedzieć na miejscu. Już po tygodniu gnomy zaczęły przypominać mu o zadaniu jakiego zdecydował się podjąć, a po dwóch kazano mu ruszać. Leumuk nie przejął się zbytnio- spakował tyle jedzenia, ile zmieścił, po czym ruszył w kierunku Wielkiego Dziadka. Kilka minut później zostawił za sobą budynki i znalazł się u stóp wulkanu. Spojrzał w górę i zmartwił się. - Niedobrze, niedobrze! Stroma ściana, bez sprzętu do wspinaczki nie zdołam dostać się na szczyt. Nie wziąłem go ze sobą, bo nie starczyło mi nań miejsca w torbie z jedzeniem. Rozmyślał długo( trochę się przy tym przespał) aż postanowił rozbić obóz do postoju. Zanim rozłożył namiot, słońce zaczęło się chylić ku zachodowi. Nie dał sobie jednak zepsuć humoru i postanowił, że z rana, po odpoczynku umysłu z pewnością wpadnie na jakiś doskonały pomysł. Nic nie zakłóciło jego nocnego spoczynku, ale w końcu nadszedł świt, a jemu nadal nic nie przychodziło do głowy. I to go jednak nie zasmuciło- po sporej kolacji i śniadaniu zwolniło się miejsce i Leumuk zdecydował się wrócić do wioski po sprzęt do wspinania. Gdy go tylko Lekkogłowi zobaczyli, wpadli w niesamowitą radość. Od razu wyprawiono wielkie święto i Leumuk, jako bohater zasiadł na honorowym miejscu. Znów zaczęły się długie uczty, aż w końcu wódz wioski usiadł koło niego i spytał: - Jakżeś tego dokonał? Doprawdy, nie było cię tylko jeden wieczór! - Czego dokonał?- spytał Leumuk nie przestając jeść. - Pytam, jak żeś zgładził tego smoka. - Aa, smoka! Nie, nie, nie! Ja jeszcze nie byłem na górze! Wróciłem tylko po sprzęt do wspinaczki, bo nie mogłem wejść na szczyt po stromym zboczu. To, że wódz i reszta ludu nie byli zadowoleni, to mało powiedziane. Natychmiast wyrzucili Leumuka z wioski, mówiąc jeszcze, że po drugiej stronie wulkanu jest łagodnie pochyła ściana, po której będzie mógł wejść. Leumuk jeszcze bardziej się ucieszył: zamiast sprzętu wziął jeszcze jedzenia i wznowił podróż. Wrócił pod górę i ruszył wąską ścieżką, która biegła wzdłuż ściany wulkanu. Nie spieszył się w ogóle, ale w końcu dotarł do miejsca, w którym droga pod górę nie była tak stroma. Problem tylko w tym, że całe zbocze porosło ciernistymi krzakami. - Czas wsławić się bohaterstwem i siłą- zakrzyknął wędrowiec, po czym dobył miecza i zaczął nim torować sobie drogę na szczyt. Ale minęła niemal godzina, a on przedarł się tylko przez kilka metrów ścieżki i w końcu zmęczył się. Poza tym, poranił nogi o kolce. - Jasne, że każdy bohater tego świata, zanim dowiódł swych cnót jakimś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych