Wróć do katalogu

Something....

coś innego niż zawsze pisałam

Karla, opublikowano , 17 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział I - Dzieciństwo

Bardzo odległego dnia w krainie, która nazywa się Phonter, pewien samotnik znalazł w gąszczu roślin, otaczających jego chatę, niemowlę. Człowiek ten liczył niewiele ponad trzydzieści lat. Posiadał jednak ogromną wiedzę, która nie była dawana w posiadanie każdego z potomków Starych Ludzi. Znał on także doskonale technikę walki mieczem oraz pozostałymi orężami. Nosił imię Xarxes. Znalezione przez niego niemowlę było płci żeńskiej. Xarxes nie był zadowolony z tego, że znalazł dziecko i że było ono takiej płci. Był on człowiekiem, który nie miał żadnego pojęcia o wychowywaniu dzieci, jednak obiecał sobie, że to zrobi. Pierwszą czynnością jaką wykonał w tym celu było zabranie dziecka do domu i nadanie mu imienia. Nazwał ją Yvett. Podejrzewał także, że dziewczynka może być dzieckiem, które będzie miało wiele do powiedzenia o losach świata, ale to miało się okazać dopiero w dalekiej przyszłości. Dziewczynka rosła zdrowo. Nazywała Xarxesa tatą, chociaż wiedziała, że tak naprawdę nim nie jest. Mężczyzna starał się przekazać jaj jak najwięcej ze swojej ogromnej wiedzy. Yvett była bardzo inteligentna i starała się doskonalić swoją wiedzę w najróżniejszych dziedzinach. Chętnie uczyła się od swojego ojca walki mieczem. Dziewczyna miała to jakby we krwi. Ponieważ wszystkie uniki, parady, bloki, flinty i inne najróżniejsze elementy walki wychodziły jej z niesłychaną lekkością. Pewnej letniej nocy siedemnastoletnia już wtedy dziewczyna postanowiła porozmawiać z Xarxesem o swoich snach. - Czasami mam dziwne sny. Śni mi się kobieta bardzo podobna do mnie i mężczyzna. Rozmawiają ze sobą i wtedy do komnaty wchodzi stara kobieta, która bez słowa wyjaśnienia zabiera znajdujące się w kołysce niemowlę i wychodzi. - Czy śni ci się coś jeszcze...? - Tak... widzę siebie stojącą pośrodku ogromnego pola z mieczem w ręku, który jest splamiony krwią, a wkoło mnie leży bardzo dużo ciał. Xarxesie jesteś mądrym człowiekiem, może wiesz co to może znaczyć, może ma to związek z moja przeszłością i moim przeznaczeniem? - Mogę się jedynie domyślać. Tych dwoje ludzi to prawdopodobnie twoi rodzice, a ten drugi sen, możliwe że będziesz musiała to sama sprawdzić. - Ale jak mam to zrobić...? - Musisz mnie opuścić i wyruszyć w podróż, możliwe, że spotkasz na swojej drodze wielu wrogów, ale wiem też, że spotkasz prawdziwych przyjaciół. - Dobrze, więc kiedy mam wyruszyć? - To już zależy tylko od ciebie Yvett, a ode mnie dostaniesz wszystko, co będzie ci przydatne w podróży. Zrobiło się już bardzo późno i oboje postanowili położyć się spać. Dziewczyna zdecydowało przed zaśnięciem, że rozpocznie swoją podróż następnego dnia. Zbudzili się o świcie. Xarxes dał Yvett następujące rzeczy: konia, miecz doskonałej roboty razem z pochwą, sakwę złota oraz rzecz, którą znalazł obok niemowlęcia siedemnaście lat temu, a był to medalion na złotym łańcuszku. Wisiorek ten przypominał gwiazdę. Przekazując go młodej podróżniczce powiedział, że wskaże on jej drogę do przeznaczenia.

Rozdział II - Podróż

Yvett była bardzo przygnębiona rozstaniem z Xarxesem, przypuszczała też, że już więcej go nie zobaczy. Nie zauważyła nawet jak szybko dojechała do miasteczka o nazwie Haz Fay. Była to mała mieścina zamieszkała głównie przez hobbity. Większością domów były norki, jedynie kilka budynków znajdowało się na powierzchni, między innymi była to gospoda " Wesoły hobbit" Dziewczyna postanowiła właśnie tam zatrzymać się na noc. Gdy weszła do środka zauważyła nie tylko hobbitów, było tam też wesołe grono krasnoludów, grupka elfów i kilku ludzi. Uwagę Yvett przykuł młodzieniec siedzący na podłodze obok kominka. Miał duże zielone oczy, długie kruczoczarne włosy przewiązane sznureczkiem. Dziewczyna usiadła na ławie znajdującej się w niewielkiej odległości od kominka. Siedziała w miejscu doskonałym do obserwacji nieznajomego. Nie wiedziała, dlaczego to robi. Może dlatego, że on po prostu jej się spodobał. Yvett nie zauważyła, że chłopak też jej się przygląda. Podszedł do niej karczmarz przynosząc jej piwo i pieczeń na dobry początek. Gdy odwróciła wzrok ku kominkowi, nie było już tego młodzieńca. W tym momencie usłyszała za sobą głos: - Dlaczego mi się przyglądasz tak uporczywie, może nigdy wcześniej nie widziałaś elfa? - Nie, to nie to, po prostu zainteresowałeś mnie. Jestem Yvett, a ty jak się nazywasz? - Mam na imię Earl. Dlaczego taka ładna dziewczyna jak ty podróżuje samotnie? - Skąd wiesz, że jestem sama na szlaku? - To widać. Jeśli chcesz mogę ci towarzyszyć, będziesz bezpieczniejsza. - O moje bezpieczeństwo martwić się nie musisz, ale możesz do mnie dołączyć, będzie mi raźniej. - A dokąd zmierzasz, jeśli wolno spytać? - Sama jeszcze nie wiem, chcę odnaleźć moje przeznaczenie. A ty jedziesz do jakiegoś konkretnego miejsca? - Nie, nie wiem dokąd zmierzają moje kroki, może się kiedyś dowiem, miałem jedynie przeczucie, że muszę tu dzisiaj być. Po prostu ciągnęło mnie w to miejsce, może było mi przeznaczone cię spotkać. - Może - westchnęła Yvett - dobrze, że się tu spotkaliśmy przyjacielu. Jutro wyruszamy w dalszą drogę. Następnego dnia wstali o świcie i spotkali się w izbie jadalnej na śniadaniu. Widać było, że Yvett źle przespała tę noc. Była jakby podenerwowana. Earl zastanawiał się, co mogło być tego przyczyna, ale bał się zapytać. Tak więc posiłek zjedli w milczeniu. Po śniadaniu zabrali swoje sakwy i udali się do stajni, aby osiodłać konie i wyruszyć w dalszą drogę. Opuściwszy bramy miasteczka mężczyzna odważył się rozpocząć rozmowę: - Czy mogłabyś mi wyjawić powody swojego niepokoju? - Znowu miałam sny, straszne sny, ja...miecz...krew...dużo...dużo krwi. - Nie myśl o tym Yvett, pomyśl o czymś przyjemnym. Nie bój się, ja jestem od teraz przy tobie i możesz mi mówić o wszystkim, masz we mnie sojusznika i twarde oparcie. - Będę o tym pamiętać. Po kilku milach wjechali do lasu. Był on bardzo piękny, ptaki śpiewały, wszystko wokoło było zielone, na mchach kwitły przepięknie kolorowe kwiaty. Jednak pomimo pierwszego wrażenia można było wyczuć jakiś ciężar w powietrzu. Jakby całe otoczenie na coś czekało. Droga przed nimi była równa. Nagle usłyszeli odgłos końskich kopyt. Wiedzieli, że to coś zbliża się do nich w zaskakująco szybkim tempie. Mogli już dostrzec małą plamkę na horyzoncie, która niezwykle szybko się zbliżała. Nie był to jeden jeździec, jak wcześniej przypuszczali, lecz trzech. Zsiedli z koni i odprowadzili je na bok. Stanęli na środku drogi i czekali na trzech jeźdźców. Coś wewnątrz nich mówiło im, że będą musieli za chwilę stoczyć walkę o swoje życie. Nareszcie nadjechali przeciwnicy. Widzieli, że są to ludzie zaprawieni w walkach, w których stawką było życie. Trzech mężczyzn błyskawicznie zeskoczyło z koni i rozpoczęło natarcie. Earl wziął na siebie dwóch przeciwników, aby odciążyć i zwiększyć szansę Yvett. Nie wiedział, jak dziewczyna radzi sobie z mieczem. Jego przyjaciółka zrobiła unik i natarła mocnym ciosem na przeciwnika, który po sprawnej paradzie ruszył do kontrataku. Ponownie natarł na nią, ale bez powodzenia, ponieważ dziewczyna wykonała szybki unik, dzięki któremu przeciwnik stracił równowagę. Dziewczyna wykorzystała to i odrąbała mu głowę. Bez chwili wahania Yvett rzuciła się z pomocą Earlowi. Zaatakowała jednego z dwóch jego przeciwników. Mężczyzna ruszył na nią z furią i chęcią zemsty za śmierć towarzysza broni. Niestety to go zabiło, ponieważ dziewczyna uchyliła się przed ciosem, a następnie przecięła mu brzuch. Mężczyzna upadł na plecy, a ona skróciła mu cierpienia wbijając miecz w serce. Earl także poradził sobie z przeciwnikiem. - Wstrętne ścierwa - powiedziała ze złością Yvett - dlaczego nas zaatakowali? - Nie wiem, ale możemy to sprawdzić przeszukując ich sakwy. Szybko sprawdzili nieliczne bagaże przeciwników, ale niestety nic w nich nie znaleźli poza paroma sztukami złota, które wzięli. Poczym ruszyli w dalsza drogę. - Jeśli byli to ludzie kogoś ważnego, możemy od tej chwili być ścigani za ich zbicie - powiedział Earl. - Tak szczerze, to mam to gdzieś, to oni pierwsi nas zaatakowali, a poza tym ja chcę tylko dowiedzieć się, co znaczą moje sny i odnaleźć rodziców.

Rozdział III - Miasto Garma

Po kilku dniach dotarli do jednego z większych miast tej krainy. Miasto to nazywało się Garma. Było zamieszkiwane przez ludzi, głównie utrzymywało się z handlu i pasterstwa, ponieważ otaczały je piękne łąki. Zatrzymali się w gospodzie o nazwie " Pod sokołem ". Nikt nie miał nawet bladego pojęcia, dlaczego ta gospoda się tak nazywa, ponieważ nigdy tu nie było…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych