Wróć do katalogu

SPADEK cz.2

W kamienicy Małgosi dzieją sie coraz dziwniejsze rzeczy. Rozmowy, szepty, cienie i tajemniczy witraż sprawiają, że dziewczyna nie czuje się tutaj bezpiecznie.

ABujakopublikowano 14 października 200955 min czytania 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 6

Kilka tygodni później herbaciarnia Janka została praktycznie ukończona. Topolnicki postanowił otworzyć ją dwudziestego lipca, który wypadał w ostatni piątek miesiąca. Małgorzata także nie próżnowała. Udało jej się zdobyć potrzebny kredyt i pozwolenia. Ekipa, która kończyła herbaciarnię Jaśka, miała potem zabrać się za wykończenie poczekalni i gabinetu pediatrycznego. Megi zamierzała przyjmować pacjentów na zmianę jeszcze z dwoma lekarkami, które poznała w krakowskim szpitalu. Ostatnie dni były dla niej tak pracowite, że nawet nie miała za wiele czasu na spotkanie się z Jankiem. Musiała pojechać też na kilka dni do swoich rodziców, ponieważ ojciec nagle zachorował na ostre zapalenie płuc i musiał spędzić w szpitalu ponad tydzień. Megi nie chciała zostawić matki samej, więc wyżebrała kilka dni wolnego u swojej szefowej. Janek w tym czasie doglądał kamienicy i ogródka. Dwa dni przed powrotem do Krakowa Małgorzata zadzwoniła do Janka, by spytać czy w domu wszystko w porządku. - Oczywiście – wyraźnie się cieszył, że ją usłyszał. – Jak na razie nie ma żadnych głosów, zapachów i tym podobnych. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. - Może rzeczywiście przez jakieś wywietrzniki było słychać rozmowy z sąsiednich kamienic? - Wątpię – stwierdził Janek. – Ale możemy trzymać się tej wersji, jeżeli to poprawi ci humor. - I to znacznie! - Jest tylko jeden maleńki problem. - Jaki? – Zaniepokojona wstała z fotela. Jej matka spojrzała na twarz córki z troską. - Powiedziałaś, że mogę schować kartony z filiżankami w twojej piwnicy… - Jasne, jest tam dużo miejsca. - No właśnie, nie mogę otworzyć drzwi. Jesteś przekonana, że dałaś mi właściwy klucz? - Dostałeś cały pęk kluczy. Nie odpinałam żadnego, a to jest jedyny cały komplet. Może próbowałeś otwierać niewłaściwym? - Skąd! – Zaperzył się Janek. – Do piwnicy jest ten rzeźbiony, z końcówką w kształcie gwiazdy. - Zgadza się. Janek wziął głęboki oddech. - No właśnie on nie pasuje. - Niemożliwe! – prawie krzyknęła – przecież otwierałam drzwi przy tobie. Klucz rzeczywiście chodzi dość ciężko, ale daje się otworzyć bez większych problemów. - Co się dzieje? – Wtrąciła cicho matka. - Janek nie może otworzyć drzwi do piwnicy – dziewczyna przysłoniła na chwilę słuchawkę, by przekazać matce wiadomość. - Dobra, nie ma co się martwić. Zostawię te filiżanki gdzie indziej. Mogę je dać do twojego przyszłego gabinetu. - Tam jest dużo rzeczy – Pokręciła głową. – Lepiej zanieć je na górę i połóż w kuchni. W rogu jest dużo miejsca. Szkoda by było to wszystko potłuc. - Nie chcę łazić po twoim mieszkaniu. - Oj nie przesadzaj. Po prostu je zanieś i połóż. - Dobra dzięki. Pożegnała się z Jankiem i odłożyła telefon. - Widzę, że polubiliście się z Jasiem – zauważyła Anna spokojnym głosem, starając się ukryć zainteresowanie. - To TYLKO przyjaciel – żartobliwie pogroziła matce palcem. – Nie próbuj mnie z nim swatać. - Nawet nie próbuję. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Zostawiłaś mu wszystkie klucze? Masz do niego dużo zaufania. Dziewczyna wzruszyła ramionami. - Ktoś musi podlewać kwiaty i dbać o ogród. Przecież nie poprosiłabym o to tego prawnika. - Granickiego? – Roześmiała się Anna. – Rzeczywiście mógłby to potraktować jako żart. - Albo policzyć mnie tak, że musiałabym się zadłużyć na wieki. – Dodała Megi. - Jakoś trudno mi go sobie wyobrazić z konewką. Podlewającego sadzonki pod ścianą kamienicy.

Małgorzata wróciła do Krakowa w piątek wieczorem. Z dworca odebrał ją Janek, który jak najszybciej chciał pokazać jej prawie ukończoną herbaciarnię. Dziewczyna była zachwycona wspaniałym wnętrzem, jaki udało się wyczarować ekipie remontowej przez ostatnie kilka dni jej nieobecności. - Bardzo tutaj przytulnie – powiedziała z zadowoleniem, opierając się o drewniany kontuar, rzeźbiony po bokach we wzory podobne do splecionych herbacianych liści. – Ten kontuar musiał ciebie kosztować majątek. Chłopak pogłaskał pieszczotliwie drewniane rzeźby. - Akurat to było najtańsze – powiedział cicho – sam to zrobiłem. Dziewczyna aż zaniemówiła z wrażenia. - Nie wierzę – powiedziała w końcu. – To wygląda jakby miało wiele lat. - Bo ma – Janek roześmiał się widząc jej zadziwioną minę. – Odkupiłem kiedyś starą ladę od jednego gościa. Właśnie upadła mu księgarnia i sprzedawał, co się tylko dało. Z tego co wiem, gość chciał wyjechać do Stanów. Kupiłem od niego tę ladę za tysiąc złotych. - Niesamowite. – Megi ze zdumieniem kręciła głową. - Oczywiście te boki były bardzo zniszczone. Musiałem sporo się nagimnastykować, żeby to odnowić. A te herbaciane liście sam dodałem. Zostało trochę drewna z półek po drugiej stronie lady. Tam wstawiłem szklane, a z oryginałów zrobiłem ozdoby. Małgorzata obeszła cały kontuar podziwiając pracę Janka. - Podoba ci się? – Zapytał z uśmiechem. - Jest rewelacyjny! – Krzyknęła. – Nigdy bym nie pomyślała, że masz taki talent. - Mój dziadek był renowatorem mebli. Dużo mnie nauczył. Wiele rzeczy w tym pomieszczeniu tez zrobiłem sam. Megi przeszła się po pomalowanym na pastelową zieleń i brąz pomieszczeniu. Na ścianach wisiało kilka obrazów przedstawiających ludzi pijących herbatę z eleganckich filiżanek. Gdzie nie gdzie ściany zdobiło kilka luster oprawionych w ciężkie, rzeźbione ramy z drewna. Za kontuarem zamontowano ogromne podświetlane lustro, poprzecinane kilkoma półkami. Na środku kremowego sufitu wisiał wspaniały rzeźbiony żyrandol. W miejscach, gdzie zaplanowano postawienie stolików zamontowano dodatkowe oświetlenia w postaci ozdobnych kinkietów. - Za ladą na tych półkach będą puszki z herbatami przeznaczonymi do sprzedaży. - A gdzie będziesz robił herbaty? - Tutaj oczywiście. Chcę, żeby kupujący widział jak będzie przyrządzona herbata. - A zmywanie? Janek się roześmiał. - Na zapleczu oczywiście. Tego akurat klienci nie muszą oglądać. - Będziesz tym wszystkim sam się zajmował? - Na razie sobie poradzę. W razie czego zagonie do pracy moją kuzynkę. Akurat zaczyna wakacje, więc zgodziła się bez problemu. - W jakich godzinach chcesz mieć otwarte? - Pewnie gdzieś od jedenastej do ostatniego klienta. - Wiec będziesz musiał kogoś poszukać do pomocy. Przecież nie dasz rady siedzieć tutaj tyle godzin. Janek wziął głęboki oddech. - Na razie chce dokończyć przygotowania. Trzeba jeszcze tyle zrobić… To mówiąc wyciągnął z kieszeni pęk kluczy i podał je Magorzacie. - Otwarłeś w końcu te piwnicę? – Zapytała. - Próbowałem jeszcze ze dwa razy, ale chyba zamek się zaciął. Jutro przyjdzie do mnie ślusarz, założyć dodatkowe zamki na drzwi do herbaciarni. Poproszę go, żeby otworzył te do piwnicy. - Aż muszę to sama sprawdzić – mruknęła, wychodząc na zewnątrz. Janek zatrzasnął drzwi i pognał za nią. - Którym kluczem otwierałeś? – Zapytała, gdy stanęli w holu kamienicy. Światło słońca padało przez ogromny witraż na półpiętrze, rzucając na kremową posadzkę i ściany tysiące kolorowych plamek. Przesuwające się na niebie chmury, co chwila przysłaniały słońce, przez co kolory z witraża zdawały się wirować po wysokim pomieszczeniu. Hol wyglądał przez to jakoś nienaturalnie. Zupełnie jakby przy suficie kręciła się dyskotekowa kula. - Tym otwierałem – powiedział Janek pokazując palcem na stary, rzeźbiony klucz. – To ten z wyrytym pentagramem. - Zgadza się – odparła Megi. Włożyła klucz do zamku i przekręciła. Zapadki szczęknęły bez oporu. Dziewczyna nacisnęła klamkę i lekko uchyliła drzwi do ciemnego pomieszczenia. - Widzisz? Nie ma problemu – Powiedziała rozkładając ręce. - Jak to możliwe? – Zadziwił się Janek. – Przecież nie dało się ich otworzyć. - Może za bardzo szarpałeś? – Wzruszyła ramionami. – Albo kręciłeś w drugą stronę? - Tak mówisz jakbym nigdy w życiu nie otwierał drzwi przy pomocy klucza. – W głosie chłopaka dało się wyczuć nutkę irytacji. Megi bez słowa zamknęła drzwi i przekręciła klucz, po czym wcisnęła go do ręki Jaśka. - Próbuj! – Powiedziała z naciskiem w głosie. Ten bez słowa wetknął klucz. I szarpnął kilka razy. Zamek nie ustąpił. - Nie chce się przekręcić – sapnął tarmosząc się z kluczem. – Tak jakby nie pasował. - Żarty sobie robisz? – Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. – Przecież sam widziałeś jak lekko chodzi. Złapała dłonią koniec klucza i bez problemu przekręciła w jedną i drugą stronę. - No spróbuj jeszcze raz. Janek popatrzył na nią i ze złością chwycił wystającą z zamku część klucza. - Aaaauu! – krzyknął nagle odskakując prawie pod przeciwległą ścianę. - Co jest? – Wystraszona Megi podbiegła do niego. - Poparzył mnie. Ten cholerny klucz był wrzący. Przyciskał do piersi zaciśniętą w pięść prawą rękę. - Pokaż mi! – Miała taką minę jakby miała wybuchnąć śmiechem. Była przekonana, że Janek ją nabiera. Tymczasem chłopak wyciągnął rękę i lekko rozchylił. Pierwsze trzy palce i część środkowa dłoni były mocno zaczerwienione. Na palcu wskazującym zaczynał robić się bąbel od oparzenia. - Chryste. Ale piecze. – Jęknął Janek przez zaciśnięte zęby. - Chodź szybko na górę. Musimy to opatrzyć. - Ale jak mogłem się poparzyć. Jak? Megi podeszłą do zamka i wyciągnęła rękę do wiszącego pęku kluczy. Zbliżyła trzęsące się palce do jego końca i z wahaniem spojrzała w twarz Janka. - Lepiej zostaw. – Upomniał ją. Dziewczyna szybko dotknęła klucza i natychmiast odsunęła dłoń. A potem ponownie położyła ją na kluczu i wyciągnęła go z zamka. - Jest letni. Ale nie gorący. – Powiedziała z zaciekawieniem. Janek bez słowa przyciskał sparzoną rękę do piersi. Megi zaprowadziła go do kuchni, posadziła na krześle i przyniosła piankę na poparzenia. - To powinno ci pomóc – mruknęła rozprowadzając lekarstwo na zaczerwienionej skórze. – Zaraz przestanie piec. Zaraz dam ci środek przeciwbólowy. - Jak to jest możliwe? – Zastanawiał się na głos Janek, spoglądając na dziewczynę. – Przecież ten cholerny klucz nie może zmieniać temperatury w ciągu kilku sekund. - Nie mam pojęcia. – Rzekła, podając mu tabletki i wodę do popicia. – Kiedy ja go dotykałam, był jak normalny metal. Chociaż nie zdążył się zrobić aż tak zimny. Zupełnie jakby wcześniej trzymał go ktoś w ciepłej dłoni. - A teraz jaki jest? Dziewczyna wzięła do ręki klucz. - Normalny. To znaczy zimny. Janek na chwile popadł w zadumę. - Mam wrażenie, że ta piwnica nie chce, żebym do niej schodził –powiedział w końcu? Megi prychnęła. - Czy ty słyszysz co mówisz? Wygadujesz jakieś głupoty. – Stanęła nad nim. – Jak piwnica może nie chcieć żebyś do niej wchodził? - Po prostu – wzruszył ramionami. – Może jest w niej coś, co nie chce mojej osoby. Ale ty najwyraźniej mu nie przeszkadzasz. – Dodał po chwili. - To bzdury! – Machnęła ręką. - To jak wytłumaczysz to? – Wyciągnął do niej poparzoną dłoń. – Jak? - Nie wiem! – Odgryzła się. – Może na kluczu były resztki jakiejś substancji, która weszła w reakcję z twoją skórą. - To dopiero wytłumaczenie. Żywcem jak z filmów fantastycznych. - A ty się chyba za dużo naoglądałeś „Z archiwum X” – Odbiła piłeczkę. - Baaardzo śmieszne – wywrócił oczami. – Jednakże z jakiegoś powodu mam poparzoną rękę. I to akurat teraz, gdy jest tyle do zrobienia. - Powinno szybko się zagoić. – Megi obejrzała jeszcze raz jego dłoń. – Bąbel wyjdzie ci tylko na drugim palcu. I to nieduży. - Może umówimy się dzisiaj na kolację? – Wyrzucił z siebie szybko zaproszenie, rumieniąc się lekko. Małgorzata pokręciła głową. - Przykro mi, ale dzisiaj wpadają do mnie trzy przyjaciółki z pracy. Umawiam się już z nimi od dwóch tygodni. Janek przyklapł nieco. - Ale jutro kończę dyżur w pracy o osiemnastej. Możemy umówić się na późny obiad. - Stoi! – Podniósł się zza stołu. – Muszę lecieć. Mam odebrać dzisiaj pierwszą partię herbaty. Dziewczyna odprowadziła go na dół i zamknęła za nim drzwi. Stała przez chwilę w pustym korytarzu i patrzyła na zamknięte drzwi do piwnicy. - Jak to się mogło stać? – Mruknęła biorąc do ręki rzeźbiony klucz. Obracała przez chwilę niewielki przedmiot, czując przez skórę jego stalowy chłód. Wtem usłyszała jakieś uderzenie na półpiętrze. Ze strachu upuściła klucz, który z brzękiem odbił się kilka razy po posadzce i potoczył na sam środek holu. Dziewczyna podeszła do niego i schyliła się, by go podnieść. Wtedy zauważyła, że klucz upadł akurat w taki sposób, że naokoło niego padało czerwone światło rzucane przez ogromny witraż. Sam klucz otoczony czerwoną poświatą i leżący na pomarańczowym skrawku blasku, wydawał się płonąć. Zadziwiona wyprostowała się i wolno obeszła leżący na ziemi klucz. - Popadam w paranoję – mruknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Spojrzała na witraż i poszukała miejsca, gdzie naokoło czerwonych szybek, miał znajdować się kawałek pomarańczowej, jednakże takiego fragmentu nie była w stanie znaleźć. - Dziwne – pomyślała, oglądając uważnie witraż. Ubrany na biało anioł stał w takiej pozie, jakby miał za moment zadać oglądającemu silny cios mieczem, który dzierżył w dłoniach. Dziewczynie wydało się, że wcześniej anioł stał bardziej bokiem. Nad postacią zauważyła tabliczkę z drobnymi napisami. Tylko tabliczka miała kolor jasnożółty. Megi przypomniała sobie, ze prawie taki sam witraż znajdował się na cmentarzu w grobowcu ciotki Aurelii. Wzięła klucz do ręki i podeszła do witraża. Chciała przyjrzeć się co jest napisane na tabliczce. Niestety napis był zbyt wysoko, by udało się poznać drobne literki. Małgorzata po chwili zastanowienia wpadła na pomysł, że może przecież zrobić zdjęcie i potem powiększyć go na komputerze. Przyniosła z sypialni aparat cyfrowy i zrobiła kilka ujęć witraża. Następnie pognała do kuchni i włączyła laptopa. Czekając na jego uruchomienie, włączyła telewizor, i ustawiła go na jakiś muzyczny program. W końcu wyciągnęła z aparatu kartę pamięci i umieściła ją w porcie komputera. Po chwili skopiowała obrazy na pulpit i otwarła pierwszy z nich. Obraz był dziwnie zamazany, zupełnie jakby robiła go przez gęstą mgłę. Albo raczej, jakby ktoś przy niej palił cygaro. Strużka dymu unosiła się przez całe półpiętro i docierała prawie do końca witraża. Dziewczyna doszła do wniosku, ze być może ustawiła się pod złym katem i padające przez witraż światło słoneczne, musiało jakoś odbić się w obiektywie. Otwarła więc następną fotografię, zrobioną z najwyższych stopni schodów. Tutaj witraż był widoczny lekko z boku. Megi zdziwił fakt, iż przez środek tej fotografii także przechodzi smuga dymu. Tutaj miała ona kształt zbliżony do wydłużonego trójkąta i znajdowała się prawie na równi z witrażowym aniołem. Przez kolejne fotografie prześwitująca plama unosiła się coraz wyżej by w końcu przeniknąć przez górną część witraża. Megi przejrzała zdjęcia pobieżnie, szukając ostatniego ujęcia, gdzie zrobiła największe przybliżenie tabliczki z napisami. Otwarła zdjęcie i aż jęknęła. Tabliczka była widoczna prawie na cały ekran laptopa. A przez jej środek przechodziła rozcapierzona przejrzysta dłoń. Wyglądało to tak, jakby ktoś chciał ręka zedrzeć napisy. - Jezu Chryste. – Wyrwało się Małgorzacie. Przybliżyła twarz do ekranu i próbowała przyjrzeć się napisom. Jednak zauważyła z zawodem, że nie były to zwykłe litery, tylko zbiór kresek i kropek. Zawiedziona westchnęła głęboko i oparła się o ścianę, z niepokojem zerkając na widmową dłoń. - I co mam teraz zrobić? – Mruknęła patrząc w monitor. Kiedy tak siedziała zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbiegła po schodach i z głośnym chrzęstem odkręciła zamek. - Niespodzianka!!! – Krzyknęły dwie dziewczyny wkraczając do holu. – jesteśmy trochę wcześniej. Marlena przyjdzie tak za godzinkę. Musi odwieźć swoje dzieciaki do dziadków. - Wchodźcie na górę. – Megi wskazała im ręką schody. - Ale wyrąbisty hol. – Zachwyciła się jedna z nich, rozpinając sweterek. – A te światełka od witraża. Super. Wygląda jak w kościele. - Możesz powiesić sweterek tutaj, Elka. – Odparła Megi, wskazując ręką stojący w rogu drewniany wieszak. Elka – wysoka, szczupła blondynka – była niewątpliwie najładniejszą pielęgniarką w szpitalu, gdzie wszystkie pracowały. Energicznym ruchem podeszła do wieszaka i zawiesiła puszysty sweterek. Agata, była z kolei logopedą. Dzięki intensywnym ćwiczeniom, jej ciało pomimo wieku (miała ponad 40 lat, chociaż nikt nie wiedział ile dokładnie), było prężne i gładkie. Agata miała fioła na punkcie swojego wyglądu i Megi była przekonana, że kobieta nie jeden przeszła już spotkanie z botoksem. - Chodźmy na górę. Zrobię wam cos do picia. - Czekaj, musimy zobaczyć całe mieszkanie. Przecież nie widzieliśmy tego cacka. Ela kocimi ruchami obeszła cały hol, zajrzała przez szybę na niewielki ogródek i podeszła do rzeźbionych drzwi. - A to gdzie prowadzi? – Zapytała, łapiąc je za klamkę. - Do piwnicy. – Odparła krótko Małgorzata. - Zimne jak cholera. – Stwierdziła Elka, kładąc rękę na drzwiach. – W ogóle dziwne jakieś. - To zabawne, bo kilka godzin temu mojego znajomego poparzyły. - Jaja sobie robisz? – Nie uwierzyła Agata, również kładąc ręce na drzwiach. – Rzeczywiście bardzo zimne. Jak wnętrze lodówki. Mają maksymalnie dwa stopnie temperatury. - Może lepiej chodźcie na górę. - A co jest na dole? – Zainteresowała się Ela, naciskając klamkę. - Zamknęłam je na klucz – wtrąciła Megi. - Co trupa tam trzymasz czy jak? - Ha, ha. – Roześmiała się Agata. – pewnie ma tam chłodnie. - Bardzo śmieszne – Megi nie miała ochoty na podobne żarty. – Na dole są puste pomieszczenia. Najwyżej kilka mebli i rupieci. - Możemy tam zejść? Dlaczego zamknęłaś je na klucz? – Dopytywały się przyjaciółki. - Sama nie wiem – Megi zastanowiła się na głos. - Otwieraj je. Chcemy zobaczyć co jest na dole. Małgorzata z pewnym oporem otwarła drzwi. W środku panował miły chłód, ale nie było tak zimno, jak można się było tego spodziewać po temperaturze klamki. Dziewczyny zeszły po schodach i stanęły w niewielkim pomieszczeniu. Agata podziwiała ceglane stropy. - Kurcze, to jest super miejsce na zrobienie jakiejś knajpy. - Bo tu była jakaś knajpa – powiedziała Gośka – Wiele lat temu. Potem wybuchł pożar, od tego czasu jest to kamienica w całości prywatna. Elka obeszła całe wnętrze i zajrzała do sąsiedniego, znacznie większego. W środku zobaczyła kilka szafek poupychanych pod ścianą i starą rzeźbioną misternie lampę. Ela odsłoniła pierwszą szafę, zakrytą starym prześcieradłem i otwarła drzwiczki. - Tu są jakieś książki i listy. – Powiedziała, zerkając do środka. - To jeszcze po ciotce – rzuciła Megi niedbale. – Muszę kiedyś to przejrzeć i powyrzucać co niepotrzebne. Nagle w piwnicy zgasło światło. Dziewczyny natychmiast znalazły się w kompletnych ciemnościach. - Idziemy na górę – rozkazała Megi. – Chodźcie za mną. Ale już! - Czekaj mam taką małą latarkę w torebce. – Agata chwilę poszperała i w końcu zapaliła niewielkie światełko. Powoli przesuwały się w stronę schodów. Kiedy Agata postawiła nogę na pierwszym stopniu za ich plecami nagle coś upadło. Przerażone aż krzyknęły łapiąc się za ramiona. - Jezu, co to było? - To chyba książka wypadła z tej szafki – powiedziała Megi popychając dziewczyny na górę. – Wyłaźcie. Szybko pognały na parter i wreszcie z uczuciem ulgi Megi zamknęła drzwi do piwnicy, oraz przekręciła kluczyk w zamku. - Chyba tam masz jakieś duchy. – Zawyrokowała Elka. – Mam pomysł. Zadzwonimy do Marianki i powiemy jej żeby wzięła ze sobą tę tablicę do rozmowy z duchami. - To raczej kiepski pomysł. – Megi uniosła dłonie. - Czemu? Będzie fajnie. – Marianna usiadła za stołem kuchennym i poszukała swojego telefonu komórkowego w kieszeni spodni. – Ona ma też różne karty, wiesz takie z rysunkami… - To się tarot nazywa. – Agata pokręciła głową. – Tym się wróży. Tymczasem Elka zadzwoniła do przyjaciółki by poprosić ją o wzięcie tablicy i zestawu kart. - Będzie tutaj za pół godziny. Akurat dopadłam ją jak się przebierała w domu. – Powiedziała Ela chowając telefon. – Któryś z dzieciaków wylał na nią sok porzeczkowy. Dziewczyny poczekały na ostatnią przyjaciółkę popijając miętową herbatę. Małgorzata opowiedziała im o dziwnych wydarzeniach, pokazała witraż i zdjęcia, które wykonała tuż przed ich przybyciem. - Moim zdaniem masz tutaj ducha – stwierdziła znowu Agata. – Prawdę mówiąc nie wierzę w takie rzeczy, ale ta ręka na ostatniej fotce, wygląda tak strasznie. - Marlenka będzie w stanie to ocenić – wtrąciła Elka. – Kiedyś się chwaliła, że umie stawiać tarota, wróżyć i takie tam. - To nie to samo co rozmowa z duchami – Megi była raczej ostrożna. – Może lepiej nic nie robić, żeby go nie zdenerwować. Nie widziałyście poparzeń na ręce Janka. - A właśnie! – Przypomniała sobie Agata. – Wiesz. Chcielibyśmy poznać tego twojego Janka. - On wcale nie jest mój – Megi poczuła, ze się rumieni. – Po prostu wynajmuje parter mojej kamienicy. - I chyba nie tylko kamienicy – zachichotała Elka. – Musi być fajny gość z niego. Na szczęście rozmowę przerwała Marlena, która wpadła cała zadyszana, niosąc w torbie zamówiony przez dziewczyny film, karty i tablicę Ouija. - Mam wszystko czego nam potrzeba, a nawet troszkę więcej – krzyknęła wydobywając z przepastnej torby butelkę wina. – Całe szczęście, że jutro żadna z nas nie ma dyżuru, to będziemy mogły sobie spokojnie konać po przepiciu. - Chyba nie masz wprawy w piciu – mruknęła Agata. – Jedną butelką zamierzasz sponiewierać cztery kobiety? Nawet łącka śliwowica nie podołałaby temu zadaniu w tak małej ilości. - Co to jest śliwowica? – Zapytała Megi kładąc na stole szklanki do wina. - Czysty promil – Elka machnęła ręką. – prawie jak spirytus. Rzuca na kolana po dwóch kieliszkach. Ma chyba z dziewięćdziesiąt procent. - Żartujesz. – Małgorzata rozszerzyła oczy ze zdziwienia. - No mniej trochę ma. Ale rzeczywiście idzie w łeb jak ta la la. – Zanuciła Marlena. – Niestety prawdziwą śliwowicę dostaniesz tylko w okolicach Łącka. - Jestem przekonana, że to wino nam wystarczy – stwierdziła cierpko Agata, widząc rozchichotane koleżanki. – Zachowujecie się jak jakbyście już miały ze dwa promile we krwi. Zanim Megi znowu opowiedziała historię o dziwnych zdarzeniach, dziewczyny zdążyły opróżnić przyniesioną butelkę. - Powiedz no Gośka, po co kazałaś mi taszczyć tablicę Ouija? – Marlena wyciągnęła sfatygowane pudełko i położyła na środku stolika. - To nie był mój pomysł tylko dziewczyn – odparła Megi. – Twierdzą, że mam w domu ducha. - Żeby to jednego – roześmiała się Elka. – Stado chyba całe. - Bardzo śmieszne. Tymczasem Marlena wyciągnęła tablicę z pudełka i położyła ja na stole. Agata aż cmoknęła ze zdziwienia. Tablica wyglądała jak plansza do gry. Wykonano ją z ciemnego drewna. Litery i cyfry wypalono na prawie czarny kolor. Na niej Merlena położyła wskaźnik, który wyglądał jak odwrócone serce, z oszkloną w środku dziurką, przez którą było widać wskazywane przez rzekomego ducha cyfry. - Nie wygląda to groźnie. – Stwierdziła Elka przybliżając twarz do blatu. - To co, siadamy? – Zapytała Marlena sprzątając ze stołu lampki po winie. – Zapal no kilka świeczek jak masz. Megi przyniosła siedmioramienny lichtarz i postawiła go na ladzie kuchennej, jakieś dwa metry od stołu. Pojedynczą grubą świecę dała na ławę, gdzie leżała rozłożona tablica ouija. - Co teraz – zapytała Megi, gdy wszystkie świece płonęły już pomarańczowym światłem. - Potrzebuje ząbek czosnku – mruknęła Marlena. – może nas ochronić przed złymi duchami. Małgorzata wyciągnęła czosnek z szafki i podała go koleżance. Ta ułożyła kawałki ząbka na każdym zaokrąglonym rogu stolika. - Dobra, teraz odmówimy krótka modlitwę. Zanim zaczniemy chcę, żeby każda z was wyobraziła sobie, że jest otoczona białym ciepłym światłem. To bardzo ważne, ponieważ to światło ochroni was przed wpływem złych duchów, które mogą potem uprzykrzyć wam życie. - Coraz mniej mi się to podoba. – Powiedziała Megi sceptycznym tonem. – Może lepiej weźmy się za oglądanie filmów, zgoda? - Oh, daj spokój – Agata złapała ją za rękę. – Przecież miliony ludzi używa tablicę uoija i nic się nie dzieje. Zresztą to zabawka dla dzieci. Marlena opowiada te bzdury o białym świetle i czosnku po to, by nas nastroić. Megi bez przekonania stanęła przy boku stolika i chwyciła drugą ręką dłoń Eli. - Odmówcie w myślach krótką modlitwę za dusze zmarłych. – Powiedziała cicho Marlena. Wszystkie skupiły się na modlitwie i wyobrażeniu sobie białego światła. - Jak nazywał się właściciel tego domu? – Zapytała po chwili Marlena. - Marian Jaworski. – Odparła Megi. - My zebrani w tym pokoju, wzywamy do siebie ducha Mariana Jaworskiego. Duchu przybądź, a na znak swej obecności przesuń planszetę na „tak” Tę formułkę Elka wymówiła kilkakrotnie. Małgorzata przyglądała się twarzy swoich koleżanek i już miała parsknąć śmiechem, kiedy nagle pod palcami poczuła jak wskaźnik lekko przesuwa się w stronę wyrytego na planszy „tak”. Ciekawa była, która z koleżanek popycha drewniany wskaźnik. - Witamy cię duchu, cieszymy się z twoich odwiedzin… Tymczasem wskaźnik zaczął przesuwać się po rzędzie liter. Zdziwiona Małgorzata czytała litery, na których strzałka zatrzymywała się na krótką chwilę. - m a l o c z a s u - Czy to mieszkanie jest nawiedzone przez duchy? – Dopytywała się Marlena. Strzałka przesuwała się po kolejnych literach. - w i t r a z - Coś o witrażu. – Szepnęła Agata. – Tak mi się wydaje. - Czy w witrażu są duchy? – Zapytała zdziwionym tonem Marlena. - w i t r a z - Co jest na witrażu? – Zapytała Megi głośno. - s l o w a Wskaźnik przesuwał się po literach coraz szybciej. Megi przestraszona puściła planszetę, podobnie zrobiły inne koleżanki. - Koniec tego. – Powiedziała Elka, unosząc ręce do góry, jakby się poddawała. - Nie możemy tak przerwać! – Marlena spojrzała przyjaciółce w oczy. – Musimy odesłać ducha. Tymczasem planszetka zaczęła sama się poruszać. w i t r a z w i t r a z w i t r a z - Ciągle pokazuje „witraż” – Powiedziała Megi wstrząśnięta widokiem szalejącym po tablicy wskaźnikiem. - Teraz jest cos innego… - Wtrąciła Marlena. s l o w a w i t r a z s l o w a m a l o c z a s u m a l o W pokoju zaczęło robić się zimno. Agata objęła się za ramiona i szepnęła do Marleny. - Każ mu wracać skąd przybył. W i t r a z P i w n i c a C h r o n i c h C h r o n d r z w i B l a g a m W pomieszczeniu dało się wyczuć zimny wiatr. Gdzieś w pokoju obok trzasnęło okno. - Dziękujemy ci duchu za wszystko. Dziękujemy za pomoc. Wróć teraz tam skąd przyszedłeś i zaznaj wieczny spokój. – Głos przyjaciółki był pełen napięcia. C h r o n i c h C h r o n i c h B l a g a m Szalał wskaźnik po tablicy z coraz większą prędkością. Dziewczyny odsunęły się od stolika patrząc z mieszanką fascynacji i strachu na twarzach. Marlena krzyknęła jeszcze raz: - Duchu dziękujemy za kontakt. Wróć tam skąd przyszedłeś! Stół wpadł w dziwne wibracje. Stojąca w rogu blatu szklanka zatrzęsła się i przesunęła w stronę brzegu, po czym runęła na podłogę z hukiem, roztrzaskując się na drobne kawałeczki. - Jezuuu. – Jęknęła Elka. – Kończmy to. - Myślcie o białym świetle które was otacza! – Krzyknęła Marlena. Dziewczyny usilnie skupiły się na wyobrażeniu światła, tymczasem ziąb w kuchni robił się coraz bardziej dotkliwy. Planszeta szalała po tablicy coraz szybciej. Litery można było czytać płynnie niczym wydrukowany tekst. u w a z a j w i t r a z e c h r o n i c h c h r o n p o r t a l d z i e n n i k p i w n i c a b l a g a m n a d c h o d z i u c i e k a j c i e U C I E K A J C I E - Wracaj duchu skat przybyłeś! – Darła się Marlena. – Megi daj mi sól. Dziewczyna wyciągnęła rękę po słoik z solą i podała go przyjaciółce. Marlena chwyciła sypki proszek w garść i zaczęła rozsypywać naokoło stołu krąg krzycząc jakieś słowa. Zanim skończyła plansza do ouija poderwała się w powietrze i z łoskotem rąbnęła o ścianę. Szklanki po winie, stojące na ladzie spadały, tłukąc się na części. Drzwi od szafek zaczęły się otwierać i zamykać, a światła w całym domu migały, jakby ktoś bawił się włącznikami. Dziewczyny krzyczały ze strachu, tylko Marlena starała się jakoś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych