Wróć do katalogu

Spatchowany

Jak to jest zawierać w sobie błąd, mający wpływ na rzeczywistość? Jak to jest być nienormalnym?

Gamepad, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień byłby zapewne piękny; liście zaczynały już brązowieć i powoli, majestatycznie opadać z drzew nie niepokojone nawet najmniejszym podmuchem wiatru. Jednakże dzień wcześniej padało, w związku z czym mgła nie tylko ograniczała widoczność ale również zmieniła kolorystykę jesieni z karnawałowej na postną. Mogłoby to przygnębić niejednego człowieka i zapewne przygnębiło. Ja jednakże nie miałem czasu na zastanawianie się nad otaczającą mnie rzeczywistością (o ironio!) – musiałem iść do pracy. W życiu zajmowałem się wieloma rzeczami. Starałem się być dobrym operatorem łopaty, dobrze układać książki, dobrze obsługiwać klientów, dobrze kłamać przez telefon, dobrze wychowywać dzieci by później dawać im dużo dobrych pieniędzy; wszystko, czego się dotknąłem miało być zrobione dobrze. Tak mi przynajmniej mówiono. Z perspektywy czasu widzę, że to nie było aż tak istotne. Przysłówek ‘dobrze’ wraz ze wszystkimi jego wariacjami był tylko słowem. Nie przekładało się ono na praktykę; tym bardziej że, jak wielu uważa, dobro jest pojęciem względnym. Einstein też był względnie normalny (ba-dum tss). Nie chcąc spóźnić się do pracy postanowiłem nie polegać na wątpliwie efektywnej komunikacji miejskiej. Wsiadłem więc do mojego wysłużonego renaulta i wyruszyłem w podróż, z której, jako jedyny, miałem już nie powrócić.

***

Pierwszym co zdefiniowało moją chwilową rzeczywistość były korki. Wraz z obrazem, dźwiękiem i zapachem przyszły emocje. Ciało migdałowate spełniło swoją rolę idealnie: byłem wkurwiony. Nie bez powodu, sądziłem w końcu, że szybciej dotrę do pracy samochodem niż autobusem. Okazało się, że to nieprawda. Prawy pas był zarezerwowany właśnie dla autobusów i w momencie, gdy spojrzałem z tęsknotą na tenże pusty zupełnie pas przejechał po nim autobus numer 33; ten, którym zawsze jeżdżę do pracy. Emocje odebrały mi chyba rozum bo puściłem prawy kierunkowskaz i wcisnąłem się na prawy pas. Chwilę później stałem na poboczu zatrzymany przez stojących za zakrętem policjantów. Tłumaczenia na nic się nie zdały; poza tym, że dostałem prezent w postaci mandatu to jeszcze zostałem okradziony w cennego czasu – byłem już pół godziny spóźniony. Początek dnia nie nastrajał pozytywnie, ale to jeszcze nie mógł być powód, by nie iść do pracy. Wymówka znalazła się później. Chcąc nadrobić stracony w korkach i przy postoju czas na pustej drodze prowadzącej do miejsca pracy popuściłem wodze fantazji i zwiększałem prędkość. Zostały mi do pokonania jakieś cztery kilometry, droga natomiast prowadziła przez las. Asfalt był położony kilka tygodni temu dzięki czemu wysoka prędkość nie była szczególnie odczuwalna. I stało się światło. Zabawne jak został zaprojektowany silnik fizyczny ludzkiego świata. Przód wysłużonego renaulta wgniatał się powoli, jakby w zwolnionym tempie; ale w co się wgniatał? W dwa wiszące kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią światła. Nie było żadnej ciężarówki, żadnego fizycznego obiektu; zwykłe nic poza parą świateł. Zdążyłem pomyśleć, że to przecież niemożliwe. I wtedy czas jakby przesunął się, wszystko wróciło do normalnego tempa, a ja zostałem zgnieciony. Tak, w samochodzie, a raczej w tym, co po nim zostało, znajdowała się mięsna papka. Tak zakończyłem moje pierwsze życie.

***

- Nie sądzisz, że powinniśmy się bardziej do tego przyłożyć? - Nie, dlaczego? Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie ma mowy o żadnych błędach. Taka moc obliczeniowa jest nieomylna. - Dobrze.

***

Leżałem w łóżku i to dosłownie. Nie na łóżku, nie pod kołdrą, ale tak, jakbym nie był materialny. Wtopiłem się? Jestem duchem? Pamiętałem, że przecież zginąłem w wypadku samochodowym. Nie żyję! Logiczne było więc założenie, że nie żyję. - Dzień dobry – głos dobiegał z mojej prawej. Spojrzałem tam. Była to moja żona. – nie idziesz dziś do pracy? Spojrzałem na budzik; dwadzieścia po ósmej. Do pracy miałem na szóstą. Mam wymówkę, ale nie odpowiedzi na pojawiające się pytania. Postanowiłem spróbować wstać. Nie było w tym nic trudnego, jak się okazało. Wstawanie takie jak za każdym razem, tyle, że do kolan zapadłem się w podłogę. Panika? Powinienem chyba w nią wpaść. Żona mnie widziała, ale nie zdradzała zainteresowania moim położeniem; w ogóle wiedziała co się dzieje? Widziała? - To idziesz do pracy czy nie? Zaryzykowałem: - Widzisz co się ze mną dzieje? - Co się dzieje? - To! – wskazałem na zatopione w podłodze kolana. - Nie rozumiem. Ale ja zrozumiałem. W każdym razie częściowo. Ona nie patrzyła na mnie jakbym był niższy o pół metra (była w końcu mojego wzrostu), ale wzrok kierowała tam, gdzie powinna być moja twarz gdybym nie był wtopiony w podłogę. - O co chodzi? – zapytała. Nie za bardzo wiedziałem co odpowiedzieć. Tysiące pytań, a jedno wybijało się ponad inne: Co się dzieje? - O nic. Pochyliłem się i szarpnąłem nogawki. Poruszały się normalnie. Fizyka działała. Częściowo.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych