Spełnione marzenia
O tym, jak ulotne jest szczęście. Część pierwsza.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był piękny, wrześniowy dzień. Słońce świeciło swymi ostatnimi ciepłymi promieniami, a w powietrzu czuć było zbliżającą się jesień. Julia szła ubrana w ciemnobrązowe spodnie i narzucony na ramiona cienki, beżowy płaszczyk. W ręce trzymała skórzaną torbę, która dodawała jej postaci wrażenie dorosłości, które kłóciło się z młodą twarzą. Była śliczną, niską blondynką, o jasnych długich włosach i o wielkich, błękitnych oczach. Usta, pełne i czerwone, w tej chwili rozchylone na skutek przyspieszonego oddechu wywołanego szybkim chodem, w postronnym obserwatorze wywoływały chęć pocałunku. Pogrążona w myślach, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy, zwracała na siebie uwagę przechodniów. -Jeszcze chwilkę, jeszcze parę metrów i już będę w moim kochamy domu- myślała. Nie mogła się doczekać, kiedy dotrze na miejsce. Do jej oazy spokoju i wytchnienia od pracy i związanych z nią problemów. Julia od niedawna pracowała w firmie ubezpieczeniowej ,. Dostosowanie się do systemu pracy zajęło jej trochę czasu, ale ostatnio coraz lepiej dawała sobie radę. Cieszyła się, że ją ma, jednak uwielbiała chwile powrotu do domu, kiedy mogła w końcu przytulić się do ukochanego mężczyzny i w ciszy słuchać jego spokojnego oddechu. Takiego uspokajającego, dającego poczucie bezpieczeństwa. Na samą myśl o tym, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Ciekawe jak dziś spędzą wieczór- pomyślała i poczuła dreszczyk podniecenia przebiegający jej po plecach. Na pewno Piotr już uszykował dla niej jakąś niespodziankę. Zamieszkali ze sobą jakieś trzy miesiące temu. Wcześniej przez prawie rok spotykali się w weekendy i w dni wolne o ile tylko napięty plan zajęć im na to pozwalał. A teraz w końcu udało się spełnić wspólne marzenia. Marzenia, wydawałoby się, nierealne, a jednak udało się. Julia nie posiadała się ze szczęścia, gdy pewnego dnia usłyszała w słuchawce podniecony głos Piotra oznajmującego, że znalazł dla nich dom, w którym razem zamieszkają. To były cudowne chwile. Pogrążona w myślach, dotarła na miejsce. Przystanęła podziwiając z daleka jej, od niedawna, ukochane miejsce. Cudownie wyglądał, po prostu cudownie. Jej wyobraźnia nigdy nie potrafiłaby stworzyć tak pięknego widoku. Dom, co prawda był za duży tylko dla nich dwojga, ale za to dawał poczucie swobody. Gdyby nie niski czynsz, który zaoferował właściciel, pewnie nie zdecydowałaby się tu zamieszkać. Patrzyła w okna, w których odbijał się blask zachodzącego słońca. Podziwiała wspaniałą konstrukcję budynku, świeżo odmalowane ściany, solidne dębowe drzwi. Tak, to właśnie tam jest to moje eldorado. Jeszcze tylko kilka kroków i będzie u celu. Odszukała w torebce klucze i otworzyła drzwi. Już od progu poczuła piękny zapach, który nęcił jej zmysł węchu. -Mmm ciekawe, co tym razem ugotował? Pachnie jak spaghetti zapiekane z serem.- pomyślała i zamknęła za sobą drzwi. Widocznie Piotr ją usłyszał, bo po chwili wyłonił się z kuchni. Oparł się o framugę drzwi patrząc jak Julia z gracją zdejmuje buty, posłał jej szeroki uśmiech. -Cześć kochanie. -Cześc- odparła z uśmiechem -Długo nie wracałaś. Stało się coś? -Przepraszam, wiem jak nie lubisz, gdy się spóźniam, ale sam rozumiesz. Ta na nowa sprawa, o której ci wczoraj opowiadałam, przysporzyła mi trochę kłopotów. Myślałam, że już wszystko załatwione, a tu nagle, gdy umowa została sporządzona i warunki wynegocjowane, klient zaczyna marudzić- nie mogła zatrzymać potoku słów. -Tak to jest z tymi biznesmenami, zawsze mają nadzieję na dodatkową forsę- odparł. -Dokładnie, żebyś wiedział. Dlatego musiałam zostać trochę dłużej i poprzeglądać jeszcze parę przepisów, aby przekonać się czy nie można by tego odszkodowania podwyższyć. -Opłaciło się? -Ależ skąd! Straciłam tylko czas i nerwów udowadniając mu, że to już wszystko, na co może liczyć. Jestem wykończona- odetchnęła ciężko. W końcu uporała się z garderobą i stanęła wyprostowana przed Piotrem zaglądając mu głęboko w oczy. -Po tak ciężkim dniu należy mi się, chociaż buziak na przywitanie, nie uważasz?- zapytała zaczepnie. -No nie wiem, to zależy.- udawał, że się zastanawia. Uwielbiała, gdy w ten sposób droczył się z nią. -Od?- przechyliła głowę i spod zmrużonych powiek obserwowała jego twarz. Chciała go zbić z tropu. Nie udało się, -Od tego czy obiecasz zjeść całą porcję spaghetti, które dla nas przygotowałem- ciągnął dalej niezrażony. -Tylko tyle?- odparła ze śmiechem. -Nie, to nie wszystko. Potem zrobisz mi cudowny masaż. -Dobrze, a teraz dostanę w końcu tego buziaka? -Stóp- dokończył udając, że nie słyszy rzuconego przed chwilą pytania. Teraz już nie mogła się powstrzymać, wybuchnęła nieposkromionym śmiechem. -Jesteś okropny. Wiesz, że cię nie lubię? -Wiem. Ty mnie kochasz- rzucił, po czym przytulił ją mocno do siebie i namiętnie pocałował.
Rzeczywiście jedzenie, które przyrządził było pyszne. Julia była potwornie głodna, więc w szybkim tempie opróżniła swój talerz. Teraz przyglądała się w Piotrowi, który pochłaniał ostatnie nitki. Wiedział, że się w niego wpatruje, więc rzucił: -Dasz mi dokończyć w spokoju? Patrzysz na mnie, jakbyś była głodna, a dopiero co opróżniłaś swój talerz. -Lubię patrzeć jak jesz, to wszystko- uśmiechnęła się zalotnie. -Z tym uśmiechem wyglądasz jak mała dziewczynka. Myślałaś o tym, co będziesz robić, gdy dorośniesz?- rzucił Zaskoczyło ją to pytanie. -Jak to? A mogę być bardziej dorosła? Mam dwadzieścia pięć lat, właśnie zaczęłam żyć samodzielnie, zarabiam na siebie, czy nie tak zachowują się dorośli? -Myślałem o czymś innym. Zastanawiałaś się, co będzie za klika lat, gdzie chciałabyś pracować, kim być? -Jak to, przecież właśnie dostałam pracę. Może na razie nie jest rewelacyjnie, ale to dopiero początek. Wierzę, że będzie dobrze, wszystko się ułoży. Może z czasem założę własną firmę. A jeśli nie, to znajdę sobie jakąś inną pracę. -Jaka?- przyjrzał się jej uważnie. -A choćby i sprzedawcy w sklepie z ciuchami! Wyobrażasz sobie mnie wśród wieszaków z wytwornymi ubraniami! Przecież to jest raj dla kobiety!- zachichotała -Myślisz, że dałabyś sobie radę?- zapytał -Wiesz babcia zawsze mi powtarzała, że mogłabym być świetną aktorką. Potrafię się wcielić w każdą postać, być kim chcę. Muszę tylko odpowiedni się do tego przygotować. Skąd wiesz, może rola ekspedientki byłaby dla mnie wymarzoną!- wykrzyknęła po czym przybrała wyszukaną pozę pań z ekskluzywnych butików. Zrobiła to tak autentycznie, że Piotr nie mógł się powstrzymać od śmiechu. Uwielbiał ją taką, nieprzewidywalną i pełną wiary we własne możliwości. Nie potrafiła być długo poważna, zawsze wymyśliła jakiś żart, chcąc rozładować napięcie, pojawiające się zawsze przy rozmowach na trudne tematy. -No dobrze- rzucił rozbawiony- To chodź moja aktorko, przećwiczymy parę scen z „Dziewięciu miesięcy”- rzucił chichocząc. Zbliżył się do dziewczyny i zaczął delikatnie rozbierać. Tego dnia więcej nie rozmawiali, o niczym.
Boże, co się stało? Gdzie ja jestem? Czemu, do cholery, jest tu tak ciemno? – myślała zdezorientowana. Co się dzieje? Stała nie ruszając się, nasłuchiwała. Co to było, jakby coś upadło z łoskotem na podłogę, coś ciężkiego- czuła się niepewnie. Serce zaczęło walić niesamowicie szybko, miała wrażenie jakby chciało jej wypaść z piersi. Zaraz się uduszę, do cholery gdzie ja jestem? Przyzwyczaiła się do ciemności, zaczęła odróżniać kształty mebli. Zrobiła parę niepewnych kroków. I wtedy usłyszała ten dźwięk, To był przerażający wrzask, który wgryzł się w jej głowę, paraliżując do reszty jej zmysły.
Obudziła się zlana potem. Była kompletnie zdezorientowana i wyprowadzona z równowagi. Boże, co to było- pomyślała. -Kochanie nic ci nie jest?- usłyszała zaspany głos Piotra -Nie wiem, miałam okropny sen. Śniło mi się, że słyszałam krzyk kobiety. Był taki przerażający. -To nie był sen, to ty krzyczałaś. Właśnie dlatego się obudziłem. -Ja? Nic z tego nie rozumiem.- niepewnie spojrzała na niego- Przytul mnie, tak bardzo się boję.
Te
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mayahuel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…