Wróć do katalogu

Spoglądając w Słońce

Jak to Bóg tworzył świat...

MrTeaCup, opublikowano , 19 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ścieżka Niebios

Zaczęło się od ciszy. Nieprzeniknionego bytu, łączącego w sobie niebiański spokój, ale też szatański krzyk. Tak niewiarygodnie zdradliwa, a zarazem tak oczywista i klarowna. Jednak czegoś brakowało. Wtedy też spojrzała w dół i zobaczyła Pustkę – jeszcze bardziej nieprzewidywalne zjawisko, które wiło się po Niczym. Niestety Cisza nie mogła nic zrobić. Patrzyła na swojego brata – na Czas, a gdy ten przybył wszystko zaczęło płynąć. Nic i Pustka pogrążyły się w dzikim tańcu, po czym zrodziły z siebie Chaos – Niespokojnego Syna, który zapragnął Wszystkiego. Rozlał się więc po swoich matkach i tak powstało Morze Chaosu, nad którym roztaczała się Cisza… a Czas płynął. Tak też mijały eony pełne Niczego, aż nagle rozniósł się krzyk. To Echo, który niegdyś usłyszał ciche słowa Boga, podstępnie uniósł się z nad Chaosu i ugodził Ciszę swym głosem. Odwieczna równowaga została przerwana, a Nieprzenikniony byt upadł pod naporem słów Echa – pojedynczej kropli krwi, która uderzyła o taflę niewzburzonego morza. Jednak Wieczność i Nieskończoność dążą do równowagi, więc zagrzmiały razem: „Cisza!”, a ta wróciła i z powrotem roztaczała się nad Morzem Chaosu. Wypowiedziano pierwsze słowa…

- Przyjacielu – oznajmił głos, płynący z każdej z nieskończonych stron Wszystkiego. – Oddaj mi należyty szacunek. Przywitaj swojego stwórcę. - Witaj – odparła mu Cisza, po czym rozbiła się na niezliczoną ilość kawałków lustra, a te znów uderzyły o Morze Chaosu, raniąc Niespokojnego Syna. - Dość Wszystkiego w Pustce! – oznajmił głos. – Od tej pory Wszystko będzie miało cztery strony, Chaos zamknięty zostanie w głębiach morza, które stworzył, a wy – Wieczności i Nieskończoności płyńcie tak długo, aż spotkacie koniec ścieżki, którą wam obrałem. I zaczął tworzyć. Tworzył przez sześć dni, a siódmego odpoczywał. Spojrzał znad nieboskłonu na świat, który narysował, ale w swej nieskończonej Mądrości postanowił zapomnieć o Chaosie, który niespostrzeżenie zabrał Stwórcy kawałek kredy, którą ten wcześniej rysował świat. Bóg nie zawołał za Chaosem, mimo że wiedział, co się stanie. Niespokojny wkroczył pomiędzy Wszystko a Pustkę i kopiował podle to, co stworzył Najwyższy.

* * * * *

- Ewo – zawołał uradowany Bóg, doglądając swojej podopiecznej. - Ojcze! W końcu jesteś! – odparła Ewa, schodząc z drzewa palmowego, na którym siedząc, zawsze spoglądała w słońce. - Kochana, rozdarłaś sobie sukienkę – powiedział Stwórca, gdy dziewczynka stała już przy nim. - Ach, tak. Rzeczywiście – wymruczała Ewa. – Wybaczysz mi, tato? - Oczywiście moja droga. Jednak pamiętaj – przestrzegł ją Bóg. – Ty i Adam jesteście jeszcze dziećmi, a każda skaza, którą nabędziecie za młodu, będzie się ciągnąć, póki jej nie uleczę – powiedział, po czym wziął w swą dłoń podarty skrawek sukienki, a ta zrosła się i znów była cała. – Jednak nie będę tego robił ciągle, a skazy te możecie nabyć wszędzie, ale przede wszystkim, gdy zatracicie siebie i oddacie się słowom osób, których nie znacie…, ale… powiedz mi lepiej gdzie jest Adam – uśmiechnął się. - Jest jeszcze w domu, pilnuje róży – odparła spokojnie Ewa. - To bardzo dobrze – ocenił Stworzyciel. – Teraz Cię zostawię. Udam się do Adama i dojrzę jak rośnie jego kwiat. - Dobrze – rzekła Ewa i radosnym krokiem ruszyła w stronę stawu. Dziewczynka była bardzo młoda. Dowiedziała się od Ojca, że ma dopiero siedem lat i jest to najcudowniejszy okres, który Ojciec dał człowiekowi. W swej niewinności spoglądała na świat, który ofiarował jej Bóg. Zawsze radosna, zawsze szczera, zawsze naiwna… Po paru chwilach była już nad stawem. Ten był niewzburzony i cichy. Słońce odbijało się w tafli wody, a wiatr delikatnie muskał skórę młodej Ewy, która siedziała pod drzewem jabłoni. Swymi dłońmi mierzwiła soczyście zieloną i pachnącą trawę, aż nagle dotknęła czegoś małego i nieregularnego. Szybko podniosła swoją dłoń i spojrzała na palce lekko ubrudzone białym proszkiem. Już chciała płakać, bo wiedziała, że wszystko, czego nie zna, nie pochodzi od Boga, ale usłyszała delikatny, chłopięcy głos. - Ewo, spokojnie – oznajmił. - Kim jesteś i gdzie jesteś? – zapytała, a do jej oczu napłynęły łzy. - Jestem twoim przyjacielem, nie musisz się mnie lękać – rzekł. - Tata powiedział, że mam nie rozmawiać z tymi, których nie znam. - Ale ty mnie znasz – wyszeptał, po czym Ewa zobaczyła małego węża, który wił się w trawie. - Nie dotykaj mnie, bo jeśli to zrobisz o wszystkim dowie się Bóg! – zagrzmiała Ewa. - Nie wołaj Ojca, ja chcę się tylko z tobą zaprzyjaźnić. - Naprawdę? - Tak – rzekł wąż. – A na dowód mej przyjaźni weź proszę ten kawałek kamienia, który zwie się kredą i rysuj nią, co tylko zechcesz. Teraz Ewa wiedziała, że ten mały przedmiot to kamień. Tak. Był biały, połamany i na dodatek brudził ręce. - Nad czym się zastanawiasz, Ewo? – spytał wąż. – Weź kredę. - Boję się, że pobrudzę sukienkę, a Ojciec powiedział, że nie będzie ciągle zmazywał skaz, które na niej powstaną. - Oj, ja mogę ci ją wtedy wyczyścić – zaoferował wąż. - Potrafisz to? – zapytała zaciekawiona Ewa, popełniając pierwszy grzech. - Oczywiście, że potrafię, ale żeby coś zrobić najpierw musisz się pobrudzić. Idź więc i rysuj. Tylko nie mów Ojcu, że z tobą rozmawiałem. - Dobrze – powiedziała Ewa, a wąż słysząc jej słowa ruszył w przeciwną stronę. – A mogę chociaż wiedzieć jak masz na imię? – zawołała, po czym nagle – zamiast odpowiedzi – usłyszała w swojej głowie mnóstwo słów, których nie rozumiała. Postanowiła, więc szybko zapisać je na jabłoni, przy której siedziała, by następnie spytać Boga, co znaczą. Pisała je szybko, ale dokładnie, a biały proszek, który był jeszcze przed chwilą częścią kredy, pozostawał na korze rośliny, układając się w najróżniejsze słowa, takie jak: „żal”, „smutek”, „zdrada”, „nienawiść” czy „zło”…

- Adamie, jak tam twoja róża? – spytał Bóg, wchodząc do dużego pokoju o jednym oknie, przy którym stał mały stoliczek, a przy nim z kolei mały chłopiec doglądający kwiatka wyrastającego z blatu stołu. - Ojcze, dlaczego nie pozwalasz mi jej dotknąć? Jest przecież tak piękna – rzekł Adam. - Właśnie dlatego, że jest tak piękna – odparł Bóg. - Słucham? - Twój kwiatek jest bardzo ładny, ale jak już pewnie zauważyłeś ma kolce. - I co z tego? – wtrącił szybko Adam. - Posłuchaj. Kwiatek, który Ci dałem rósł kiedyś na szczycie góry stojącej samotnie pomiędzy lasami obcego świata. Ogłosiłem wszystkim i wszystkiemu, że każdy, kto go zerwie dostąpi łaski Wieczności i Nieskończoności, czyli – Bóg uśmiechnął się - będzie Nieśmiertelny. - Tak jak My? - Dokładnie tak, ale wracając. Mimo, że wszystko co stworzyłem pragnęło tego przywileju, nikt nie odważył się sięgnąć po różę, gdyż wiedzieli oni, że w jej – tak delikatnych z pozoru płatkach, płynie jad, który może odebrać im życie. - Odebrać życie? A co to jest życie? - Życie, mój drogi Adamie, to wielki dar, który posiadają wszyscy poza Tobą, Mną i Ewą. - A dlaczego my nie otrzymaliśmy tego daru? – ciągle pytał Adam. - Bo nam życie nie jest potrzebne, ale musisz wiedzieć, że jeżeli skaleczysz się kolcem róży to utracisz nieśmiertelność. Dlatego właśnie nie chcę byś dotykał jej płatków. Kwiat ten nie ma dla Ciebie nic poza rychłą śmiercią…

Ewa w końcu skończyła pisać słowa, które wpadły jej do głowy, gdy zapytała węża o jego imię. Teraz niemal całe drzewo było białe. Gdzieniegdzie tylko widać było korę jabłoni, pod którą zawsze siadała dziewczynka. „Zmęczyłam się” – pomyślała, po czym przysiadła przy drzewie ponownie spoglądając w stronę spokojnego jeziora. Pogrążyła się w głębokim śnie, który zawiódł ją w miejsca, których nigdy nie odwiedzała. Ujrzała bowiem wielkie drzewo, znacznie większe od tego, pod którym zasnęła, znacznie większe od tego, na które wspinała się i spoglądała w Słońce, które gdy tylko zanurzało się w nieskończonym Ocenie, wyłaniało się w tej samej chwili na drugim końcu Raju. - Witam – zawołała głośno, rozglądając się wokoło. - Witam, witam, witam – usłyszała w odpowiedzi, która unosiła się ze wszystkich stron. Słowa te wypowiadały na pewno dziewczynki nie starsze od Ewy. Każda z nich mówiła jednak ciszej od poprzedniej, tak jakby ta ostatnia umierała sama w cichym pokoju w piwnicach Domu Boga. - Kim jesteście?! – krzyknęła Ewa. - Kim jesteście, kim jesteście, kim jesteście? – powtórzyły głosy. - Ja jestem tutaj sama! – odparła dziewczynka, szukając wzrokiem osób wypowiadających te słowa. - Ja jestem tutaj sama, ja jestem tutaj sama, ja jestem tutaj sama – ponownie powtórzyły głosy. Ewa tupnęła nogą ze złości. Popełniła drugi grzech. Następnie podeszła do wielkiego drzewa, by przyjrzeć się jego rozłożystym gałęziom. Ku zdziwieniu dziewczynki roślina była twarda, krucha i sucha, nie była taka jak te w Raju. Ta była… martwa. - Co się panu stało? – spytała grzecznie. - Co się panu stało, co się panu stało, co się panu stało? – powtórzyły natrętne głosy, jednak Ewa nie zwracała już na nie uwagi. - Jeżeli coś Pana boli, mogę powiedzieć Ojcu. On na pewno pomoże – zaoferowała, gdy nagle zawiał mocniejszy wiatr, który niemal przewrócił ją na ziemię. Złapała więc…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych