Spotkania z wulkanem
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tutaj jest ich kilka...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
JEGO OCZAMI
Bezmyślność turystów nie zna granic! – pomyślał Alesso, przewodnik górski specjalizujący się w prowadzeniu grup zorganizowanych na Etnę. Najwyższy, czynny wulkan w Europie.
Siedział teraz wygodnie w swoim mieszkaniu w Katanii, sączył zimne piwo i oglądał wiadomości. Od maja miał przymusowy urlop i nie prowadził turystów na najwyższy szczyt wulkanu, tj. na wysokość 3329 mnpm. Etna ożyła i znów była niebezpiecznie aktywna. Z wnętrza wulkanu unosiły się ciemne kłęby dymu i sadzy, a ze stożka i bocznych nowopowstałych szczelin wypływała lawa i kilometrami spływa w dół. Kolejka linowa ze schroniska górskiego Rifiugio Sapienza zamknięta była do odwołania. Nie było żadnych wycieczek zorganizowanych, ani indywidualnych wypraw w rejon aktywny wulkanicznie.
Wiadomości skończyły się, Alesso wyłączył telewizor, wyszedł na balkon i pił w milczeniu piwo. Przypomniał sobie zdarzenie sprzed pół roku, z października. Był to słoneczny, upalny dzień, jednak w górach było zdecydowanie chłodniej i wiał bardzo silny wiatr. Wejście na najwyższy szczyt było zagrodzone szlabanem, z wyraźnym zakazem wstępu napisanym w kilku językach m.in. włoskim, angielskim i niemieckim.
Prowadził wtedy grupę Japończyków. Wszyscy posłusznie szli za nim ubrani w specjalne, wypożyczone kombinezony i kaski. Maszerowali za nim gęsiego, a w przerwach robili zdjęcia. Zmierzali w kierunku krateru wulkanu, który już od dawna spokojnie drzemał. Przytulony obok był najwyższy stożek, bardziej aktywny, bowiem regularnie wydobywały się z niego kłęby dymu tworząc ciemne chmury na niebie. W powietrzu czuć było zapach siarki, a na zboczach góry, z oddali można było dostrzec żółte plamy wskazujące na jej ciągłą obecność.
Obejrzał się i zobaczył, że od strony zagrodzonego szlabanem wejścia zmierzają w ich kierunku dwie osoby. Chyba mężczyzna i kobieta, ale nie widział dobrze, bo byli jeszcze daleko. Poczekał na nich z grupą.
- Nie możecie tu można być! Wracajcie! To jest niedozwolone! – powiedział do nich po włosku, rozeźlony, że złamali zakaz.
Kobieta i mężczyzna spojrzeli po sobie z dziwnymi minami i nie ruszyli się z miejsca. Powtórzył więc jeszcze raz dobitniej:
- E vietato (po włosku) – i nic, żadnej reakcji. - It’s forbidden (po angielsku) – znowu żadnego śladu zrozumienia w oczach pary. - Skąd wy jesteście?!? – wrzasnął wściekły na nich, że tu są, nie rozumieją go i zabierają mu cenny czas poświęcony dla grupy. - Wracajcie! Musicie wracać!
Kobieta i mężczyzna stali w bezruchu, jakby wcale nie zamierzali wracać. Pomachał do nich ręką, tak jak się odgania muchy. Dwójka została na ścieżce, a grupa z przewodnikiem na czele ruszyła dalej. Alesso myślał, że sprawa nierozważnych turystów już się zakończyła i spokojnie realizował plan wycieczki. Na dłuższym postoju zobaczył ich jednak ponownie. Pokazał im z daleka skrzyżowanymi kijkami trekkingowymi znak zakazu. Kazał im wracać i tym razem chyba posłuchali, bo zobaczył, że zawrócili.
Grupa zboczyła z głównej ścieżki i szła wytyczonym szlakiem omijając różne formy i zagłębienia stworzone przez zastygłą dawno temu lawę. Był to monotonny krajobraz, którym idąc powoli, krok za krokiem, zbliżali się do podnóża góry. Potem wspinali się stromą, szeroką ścieżką, aby dalej trawersować wzdłuż brzegów krateru. Wąska ścieżka była bezpieczna, a ściana wulkanu chroniła ich przed gwałtownymi podmuchami wiatru. Nareszcie ostatnie podejście i oczom grupy ukazał się wielki, wygasły krater, który powstał po wielkim wybuchu wiele lat temu. Grupa zatrzymała się i z bezpiecznej odległości, z trwogą podziwiała piękną i groźną naturę. We wnętrzu wulkanu głębokim na trzy kilometry snuła się gęsta mgła, która za sprawą silnego wiatru lub różnicy ciśnień wypływała na powierzchnię tworząc magiczną aurę. Czuli intensywny zapach siarki.
Przewodnik nakazał Japończykom schować się za wielkim kamieniem i odpocząć zanim ruszą dalej. Sam poszedł naprzód i ku swojemu wielkiemu zdumieniu zobaczył znów tę nierozważną parę, która zadrwiła sobie z wszelkich zakazów. Szli nieosłoniętym brzegiem krateru, wiatr był tak silny, że po prostu zwiewał ich z powierzchni. Widać to było po napełnionej powietrzem kurtce kobiety i chustce, która wirowała wokół jej głowy. Musiała być odważniejsza, bo to ona zbliżyła się niebezpiecznie blisko do brzegu krateru, walczyła z wiatrem. Po chwili położyła się i czołgając po czarnej ziemi zajrzała do wnętrza przepaści. Aż odskoczyła z przerażenia i szybko zaczęła się wycofywać. Jej towarzysz robił w tym czasie zdjęcia jej i wulkanu. Po tym głupim wyczynie zeszli w dół i idąc bezpieczną ścieżką usiedli schowani za małym kamieniem. Kiedy Alesso zbliżył się do nich, siedzieli sobie spokojnie jedząc banany i czekoladę. Popijali je wodą z przezroczystej butelki.
- Co wy tu robicie?!? – wrzasnął do nich wściekle po angielsku.
Znów spojrzeli na siebie spojrzeniem idiotów, którzy nic nie rozumieją, nie znają języka, ani nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Skąd wy jesteście?!? Jakim językiem mówicie?!? – nie dawał za wygraną i znów ich wypytywał ze złością.
Na wszelkie jego zapytania przeczyli głowami. Ani po angielsku. Ani po włosku. Ani po rosyjsku. Ani po niemiecku. Jakby się zmówili.
- Łotwa – rzuciła w końcu kobieta i dalej powoli jadła banana.
Nie znał tego języka. Nawet nie wiedział, gdzie dokładnie ten kraj się znajduje.
- Nie możecie tu być! – krzyczał przerażony po angielsku – Tu jest niebezpiecznie!!!
Miał już ich po prostu dosyć. Albo byli głupi, albo udawali głupich. Gdyby był sam to na pewno by ich wylegitymował lub kazał zapłacić mandat za niestosowanie się do zakazów. Ale oni nawet nie znali angielskiego i nie wiedział jak się z nimi porozumieć. Zostawił tę dziwną dwójkę i wrócił do grupy. Zaczęli wspólnie oglądać wnętrze krateru krocząc wzdłuż jego brzegów z bezpiecznej odległości. Gdy odwrócił się w kierunku kamienia, pary turystów już tam nie było. Zobaczył ich jak szybko schodzą ścieżką w dół. On z grupą też niedługo będzie wracał.
Co za nierozsądna para! Przecież mogli wpaść do krateru lub po prostu zostać wessani silnym ciągiem powietrza! – pomyślał stawiając pustą szklankę po piwie na stoliku. Gorące powietrze było nie do zniesienia. Wrócił więc do chłodniejszego pokoju i sięgnął po kolejną butelkę.
ICH OCZAMI
Cicho otworzyła kluczem drzwi mieszkania. Mąż pewnie jeszcze spał po nocnej zmianie. Tak, sprawdziła i zamknęła sypialnię. Zrobiła sobie kawę w kuchni, usiadła przy oknie ich małej mansardy i patrzyła jak za oknem pada deszcz. Dudnił głośno o dach i parapet okienny, a krople łączyły się w rzeki i spływały po szybie. Zupełnie jak rozzłoszczony wulkan wyrzuca z siebie kamienie i skały, które z hukiem spadają na ziemię. Jak lawa spływa w dół pokrywając wszystko grubą warstwą, zabijając po drodze rośliny i zwierzęta.
Tak mało czasu spędzali razem, wszystko przez tę Piotra pracę. Mijali się. Ostatnim wspólnym wyjazdem była wyprawa na Sycylię, na Etnę. To było jesienią pól roku wcześniej, gdy wulkan był jeszcze uśpiony. Teraz to co innego. Stał się niebezpieczny, w maju obudził się do życia, wylewał z siebie strumienie lawy, wyrzucał popioły i kamienie. Jest niedostępny.
Agnieszka uśmiechnęła się na wspomnienie dnia, w którym zdobywali Etnę. Wyruszyli wcześnie rano autokarem z Katanii, który w ciągu dwóch godzin zawiózł ich do podnóża wulkanu. Ze schroniska Rifiugo Sapienza wjechali koleją gondolową na wysokość 2900 mnpm. Kolejnym etapem była podwózka jeepem do samego wulkanu. Tylko nieliczni zdecydowali się iść pieszo w tumanach kurzu i przy silnym wietrze, Agnieszka i Piotr należeli do tej mniejszości. Maszerowali z kijkami trekkingowymi ubrani w cieple kurtki, długie spodnie i obuwie górskie. Po drodze mijały…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…