Wróć do katalogu

Spotkanie w lesie

przybysze z kosmosu

mesueopublikowano 16 stycznia 202216 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

R 16 Spotkanie w lesie

Szukała w swej pamięci małego szczegółu, punktu zaczepienia, czegoś.co wydarzyło się wówczas, gdy ją porwano, a ona o nim zapomniała. - Nie dam rady chyba bez uruchomienia kodu siódmego. - Wiesz, że to niebezpieczne nawet dla ciebie. Nie musisz teraz zastanawiać się nad tym. Może jak odprężysz się wtedy ci pójdzie lepiej. Niedaleko jest knajpka. Chciałbym coś zjeść. - Zostanę w aucie. Kup coś na wynos. - Nie ma mowy. Idziesz ze mną. Odpowiadam przed starym za ciebie. - Tak tylko zaproponowałam. Też jestem głodna. Zjemy na miejscu. Zbyt wielkiego wyboru nie mieli. Barman podgrzał pizzę, zrobił kawę i podał do stolika. Zjedli w milczeniu. - Ciągle szukasz? - I tak i nie. Jeśli byłbyś porwany, to o czym byś myślał. - Oczywiście o ucieczce. - I o czym jeszcze? - Jak ich przechytrzyć. - A gdybyś nie miał jak uciec? - Trudne pytanie, ale i tak próbowałbym szukać wyjścia. Wiele zależałoby, od tego, czego ode mnie by chcieli. Może udałbym, że z nimi chcę współpracować. Nie wiem. Nigdy nie byłem porwany, aczkolwiek chciałbym aby porwała mnie piękna kobieta i więziła mnie. - Idiota. Mówisz o celu porwania. Mnie dobrze traktowali, choć siedziałam sama w zamkniętym pokoju bez okien. Przychodzili do mnie w nocy. Nachylali się nade mną i coś mówili. Nie rozumiałam ich. Rankiem dostawałam śniadanie i znowu mnie zamykali w tym strasznym pokoju. Później przychodzili nauczyciele i uczyli mnie, ale nigdy nie pokazywali twarzy. Mieli je zasłonięte. Chociaż raz jeden na krótki moment odwrócił się i odsłonił lekko twarz. Kątem oka zobaczyłam, że on nie ma twarzy. Nie ma oczu, nosa, ust, tylko jedna tafla. Zdrętwiałam. Zaczęłam gubić się na lekcji. Nie rozumiałam poleceń, ani nie potrafiłam odpowiadać na pytania. Ciągle miałam w pamięci obraz jednego z nich. Dali mi wtedy zastrzyk i zasnęłam. Następnego dnia już nie przyszli. Przestali mnie uczyć i zabrano mnie w inne miejsce. - Czym jechałaś? - Nie jechałam, ja się przeniosłam z jednego domu do drugiego, albo mnie oni przenieśli. Teraz już tego nie pamiętam. - Może to była mistyfikacja, a właściwie zostałaś w tym samym domu, tylko w innym pokoju. - To możliwe. Byłam wtedy jeszcze mała i łatwo było mnie zmylić. Próbowali mi wmówić, że nie jestem Leą, tylko jakąś Roną. Przychodził do mnie niby mój ojciec. W nocy próbowali coś mi włożyć, ale nie dawałam się. - Czyli próbowali zmienić twoją świadomość, poprzez zamianę ciała astralnego. - To zrozumiałam o wiele później. - Jak wydostałaś się z tamtąd? - Nie wydostałam się sama. Rozgryźli ich czuwający i mój dziadek. Tropiciele wytropili, gdzie jestem, a reszta mnie uwolniła. - Czekaj, próbowali zmienić ciebie w Ronę, ale o ile wiem, to wróciłaś do domu bardzo szybko. - Wszyscy to kupili, ale to nie byłam ja. To właśnie była Rona. - Czy wiesz jaki był cel tej zamiany? - Mogę zabrać już talerze? Ktoś o was pytał, a teraz węszy przy waszym samochodzie. Za ubikacją jest tylne wyjście - Tak, może pan zabrać. Już zjedliśmy. - Nie smakowało pani? - Nie to. Nie jestem głodna. Źle się czuję. Dziękujemy. Najpierw pójdę kochanie do toalety. Zaczekaj na mnie, a później ulatniamy się. - Idź. Bartek wstał i wychylił się nieco przez okno. - Jasnym gwint. Namierzyli nas. Podszedł do bufetu niby od niechcenia. Kupił dwie kawy. - Na wynos? - Tak. Wypijemy w samochodzie. Dziękuję. - Z tyłu stoi samochód. Trzy patyki i jest pana. - Dobra Ile płacę za kawę? - 3 złote. - Miłej podróży. Wolnym krokiem ruszył w kierunku tylnego wyjścia. Wsiadł do auta i uruchomił silnk. Lea zorientowała się, że nie ma czasu na toaletę i ruszyła za Bartkiem. - Wskakuj i chowaj się. Może mnie nie rozpoznają. - Oni wiedzą dokąd jedziemy. - Może nie doceniliśmy Konrada i Ani. - Może. Co teraz? - Pojedziemy inną drogą, okrężną, ale może bardziej bezpieczniejszą. - Tym starym autem nigdzie nie dojedziemy. - Nie mamy innego. Zapłaciłem za niego trzy patyki. Pewnie stary zmyje mi głowę, ale nie było wyjścia. Na piechotę się nie da, a ja nie umiem latać na miotle ani znikać. To twoja profesja. - Moja też nie. - Czasami myślę, że lepiej być ptakiem. Są wolne i nie muszą bać się. - Nie jest to tak do końca. Boją się drapieżników i człowieka. - Nie mają jednak świadomości umierania. - Nie wiem. Nie jestem ptakiem. - Człowiek boi się wszystkiego. Może dlatego, że zbyt daleko zaszedł i za dużo stworzył sobie sam zagrożeń. - Albo za dużo posiada i boi się to stracić. A tak naprawdę to co cię naszło teraz na filozofowanie? - Nic, nie wiem. Czy myślisz, że gdyby nas złapali to przeżylibyśmy? - Bartek! Po co te spekulacje? Komu jest to potrzebne? Zjedz do lasu. - Na siusianie? - Tak. - Już się robi. - Tam nad lasem! Czy widzisz te niebieskie światło? Co to takiego? - Chyba to nie oni. Lea to jakieś sztuczki. Może puszczają fajerwerki. - A jeśli to oni? - Raczej nie. Wyłącz silnik. Przeczekamy. Muszę zobaczyć co to? - Zgłupiałaś? Ledwo uszliśmy jakimś ciemnym typom, a ty chcesz znowu w coś się pakować. Nie ma mowy. Jedziemy dalej. - Nie. Zatrzymaj się. - Jak chcesz, ale pamiętaj, że ostrzegałem. Przykryli samochód gałęziami i ruszyli w kierunku niebieskiego światła. Schowali się za drzewa i przypatrywali się. - To nie oni – powiedziała szeptem. - A kto? - Nie wiem. Bądź cicho i obserwuj. Z rakietnicy wyszedł Tal, a za nim Alan. - Chyba coś znowu poszło nie tak. Gdzie my jesteśmy? Co to za gałęzie? - Nie rozumiem. Kursor wskazał, że lądujemy w Polsce, ale czy widzisz tutaj domy, ludzi? - Nie. Nasz komunikator mówi, że to las, a do Poznania mamy około 120 kilometrów. - To znaczy, że nie wylądowaliśmy tam gdzie trzeba. Nie rozumiem dlaczego nasz kursor się tutaj zmienia. Może przy nastawianiu nie wziąłeś pod uwagę kąta odchylenia, albo ich atmosfera coś zmienia. - Nie wiem, ale chyba tutaj nie możemy zostać. Teraz jest ciemno, ale po nocy nastaje dzień i wtedy jest jasno. Może być niebezpiecznie. - Musimy zadzwonić do Franciszka. - Wiesz, że kazał tylko w szczególnych przypadkach. - I tak właśnie jest teraz. Lea wyszła z za drzewa i ruszyła w stronę przybyszy. Bartek za nią. - Ty zostajesz. Jak mi się coś stanie, to wsiądziesz do samochodu i zawiadomisz bazę. - Nie jestem tchórzem. - To nie o to chodzi. Jedno z nas pójdzie, a jedno będzie czekało. Zrozumiałeś? - Tak. - Zaczekaj Lea, ja pójdę. Kiedy wrócę pójdziesz. Dla ciebie to niebezpieczne. - Afa? Skąd ty, tutaj? - Jestem zawsze tam, gdzie jestem potrzebny. Zostań z Bartkiem. Oni mnie nie zobaczą. Zwinę się w kulkę i tyle. Wywącham, czy są w pokojowych zamiarach. Jak zwinę się w trójkąt, to przyjdziesz, a jak w kwadrat to nie. Wtedy musicie uciekać. Zrozumiano? - Ale… - Nie ma żadnego ale. Lecę. - Zawsze jest, gdy go potrzebuję, nawet jeśli nie myślę o nim. O! Trójkąt. Mogę iść, ale ty Bartek zostań. Nigdy nie wiadomo. Lea stanęła naprzeciwko Alana. Starali się zachowywać spokojnie. Oglądali siebie wzajemnie i każdy chciał poznać intencje tego drugiego. Żadne z nich nie pozwoliło drugiemu wtargnąć do swojego mózgu. W końcu Lea przerwała ciszę. - Skąd jesteście i co tutaj robicie? – zapytała. - Przybyliśmy z samtąd - powiedział Alan. - Z gwiazd? - Nie dokładnie. A ty kim jesteś? I co ty tutaj robisz? - Nazywają mnie Lea. Zobaczyłam niebieskie światło i chciałam dowiedzieć się co to takiego. Tak trafiłam tutaj. - Jesteśmy widoczni? - Nie wiem, ale światło tak. My? To znaczy jest was więcej? - Tak. Mieliśmy wylądować pod Koninem. - To daleko stąd. Co to jest? - To jest rakietnica, na której przylecieliśmy. - Rakietnica? - Tak. - Co? A skąd jesteście? Nie mówisz czysto po polsku i jest jakiś pogłos. - Mam wbudowanego mówcę. Nie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych