Spowiedź inna niż wszystkie
„Bezdomność to stan umysłu... I nie chodzi tu o samotność. Znam ludzi, którzy nawet mając dom i rodzinę wciąż szukają swojego miejsca na ziemi”.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Dobry wieczór!
Pozdrowienie padło nie wiadomo skąd. Siedząca na ławce w miejskim parku kobieta rozejrzała się dookoła i wróciła do swoich posępnych myśli.
- Dobry wieczór!
Kobieta wstała i z wrażenia aż przysiadła z powrotem. Za oparciem sterczał olbrzymi ślimak i wpatrywał się w nią z zainteresowaniem. Na grzbiecie miał wielki, typowy dla swego gatunku, dom.
- Dobry wieczór! – przywitał się – To ja do pani mówię, cały czas ja. Nikt inny!
Niewiasta gapiła się na dziwacznego mięczaka nie potrafiąc wydobyć z siebie słowa.
- Powinienem się przedstawić. Na imię mam Seweryn. Obserwuję panią od dawna, przychodzi pani tutaj prawie codziennie i siada dokładnie w tym miejscu, pod olbrzymim dębem. - To moja ulubiona ławeczka. A ja mam na imię Ludmiła – oswoiła się w końcu z odmiennością swojego rozmówcy. - Czy mogę spytać dlaczego spędza pani tu prawie każde popołudnie lub wieczór? - Jestem bezdomna... - wyznała wstydliwie. - Nie wygląda pani na bezdomną. Patrząc na panią nigdy bym tego nie powiedział.
Rzeczywiście, było tak jak mówił ślimak. Ludmiła ubrana w czarne obcisłe spodnie, ciepłą kurtkę z szarym kołnierzem, wygodne obuwie i zieloną czapkę niczym nie różniła się od mijanych na ulicy kobiet. Miała długie, kasztanowe włosy, o które najwyraźniej dbała, bo lśniły w promieniach zachodzącego słońca. Obok niej spoczywała wielka torba.
- Ale mnie pani zadziwiła – kontynuował Seweryn – I nie ma pani czerwonego nosa! - Dlaczego miałabym mieć czerwony nos?! – oburzyła się Ludmiła – Czy bezdomny to synonim alkoholika? - Nie, nie – zaczął wycofywać się niezręcznie jej towarzysz – Tak sobie powiedziałem. Czasem mówię szybciej niż myślę. Proszę wybaczyć moją niezdarność. - Wybaczam – odrzekła łaskawie. - W ramach przeprosin zapraszam na ciepłą herbatę. Pewnie zmarzła pani siedząc tutaj tak długo. - Co racja, to racja. Nie odmówię. Ręce mam skostniałe z zimna. Dokąd pójdziemy? - Jak to dokąd?! Do mnie! – wskazał jednym rożko-okiem na olbrzymią muszlę – Zaraz panią wpuszczę.
*****
Z zewnątrz willa ślimaka do złudzenia przypominała fasadę Casa Mila. Kolory i wypukłości były prawie identyczne, okna tylko trzy, pięknie zdobiony balkon i szerokie drzwi wejściowe. Seweryn wślizgnął się do domku, a po chwili uchylił wrota i wpuścił gościa do wnętrza. Ozdobnymi schodami, pozbawionymi ostrych linii i kantów prowadził ją na piętro. Wspinając się wodziła palcami po gładkim murze upstrzonym maleńkimi świetliko - witrażami, zaś obustronne łuki płynnie stykały się pod owalnym sufitem.
- Zapraszam, zapraszam – powtarzał wesoło – proszę tędy, do salonu. A ja tymczasem posunę do kuchni, aby przygotować herbatę. Jaką pani lubi? - Obojętne. Ważne, żeby była gorąca.
Ludmiła usiadła na wygodnej, pokrytej pluszem kanapie i bacznie obserwowała pokój. Ściany pokryte były stonowanymi kolorystycznie tapetami, a na nich wisiały piękne obrazy z motywami kwiatów. Żyrandol w kształcie płatków lilii wodnej łagodnie oświetlał pokój. Urozmaiceniem były rzeźby przedstawiające wróżki i motyle. Na pustym stoliczku stała lampka ze zwisającymi z klosza szklanymi paciorkami, mieniącymi się barwami tęczy. Secesyjny wystrój mieszkania był odzwierciedleniem słynnej, barcelońskiej Casa Batllo. Uśmiechnęła się do siebie, jej oczy lubiły piękno. W przeszklonej, niebieskiej, kuchennej ścianie zamigotała postać mięczaka.
- Już jestem – wkroczył ślimak – Podoba się pani mój dom? - Bardzo! Chciałabym taki mieć... - wyznała smutno.
Zapadło ciężkie milczenie, w którym słychać było tylko siorbanie przez nich gorącego napoju. Odstawili potem kubki na stolik i nastała głucha cisza. Kobieta zdjęła kurtkę i czapkę.
- Dlaczego… Czy… - Seweryn nie wiedział jak zacząć - Czy mogę mówić do pani po imieniu? - Nie mam nic przeciwko. - Ludmiło! Chciałbym usłyszeć twoją historię. Dlaczego taka kobieta jak ty jest bezdomna? - To długa historia... - Mamy czas, przed nami cała noc. Chyba, że musisz i masz dokąd się śpieszyć. - Szczerze? Wolę zostać tu z tobą niż wracać tam gdzie mogę...
Ślimak podał jej ciepły koc, zgasił górne oświetlenie i sam przykrył się drugim pledem.
- Cały zamieniam się w słuch.
Ludmiła zamyśliła się. Czerwonawa łuna światła odbijała się na jej zmęczonej życiem i pooranej zmarszczkami twarzy. Westchnęła głęboko i zaczęła snuć opowieść:
- Jestem sierotą. Nigdy nie poznałam mojej matki. Wiem tylko, że zostałam podrzucona do przyszpitalnego okna życia. Nikt nie chciał mnie adoptować, więc trafiłam do domu dziecka. Ciężkie to były lata, które zahartowały mnie. Personel, pozbawiony czułości i jakichkolwiek przyjaznych uczuć, traktował nas jak zło konieczne. To była prawdziwa szkoła życia. Ciągła walka ze współlokatorami, regularne kradzieże, przemoc fizyczna i doszukiwanie się nieistniejących oznak sympatii u opiekunów. Gdy miałam siedemnaście lat uciekłam stamtąd...
Ślimak odczekał cierpliwie, aż nasyci się wspomnieniem, po czym znów, delikatnie, musnął ją pytaniem:
- Dokąd uciekłaś? - Na ulicę! No, może nie dosłownie, trafiłam do burdelu. Uznałam, że w szkole niczego przydatnego się nie nauczę, to była strata czasu. Najlepszym nauczycielem jest samo życie. Postanowiłam, że zostanę luksusową prostytutką. Urody mi nie brakowało, pewności siebie również, musiałam jedynie zdobyć niezbędną wiedzę i praktykę do wykonywania tego zawodu. Edukacja jest ważna w każdej dziedzinie. Zdobywałam ją latami, a to dzięki urozmaiconej klienteli, różnym wymaganiom, dziwnym przypadkom. Cieszyłam się powodzeniem, grono stałych klientów powiększało się, a ja przymilnie spełniałam ich seksualne zachcianki i gromadziłam sute napiwki. W wieku dwudziestu jeden lat usamodzielniłam się. Opuściłam burdel mamę i rozpoczęłam biznes na własną rękę. Uzbierałam tyle środków, że mogłam wynająć apartament w ustronnej dzielnicy. Stał się on moim domem i miejscem pracy. Stali klienci otrzymali moje wizytówki i odeszli wraz ze mną, do nowego lokum. Reklama czyni cuda. Polecana ustnie, przez jednych panów innym panom w potrzebie, stałam się popularna w niszowych kręgach. Poszukiwacze miłosnych przygód bezbłędnie trafiali pod mój adres: mężowie znudzeni marudnymi żonami, młodzi adepci sztuki kochania chcący zdobyć doświadczenie, bogaci i sławni aktorzy, reżyserzy, dziennikarze, biznesmeni. Wszyscy oni pragnęli gibkiego ciała, otwartości na ich wymyślne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…