Wróć do katalogu

"Srebrne Wilki" rozdział 1

Historia walki o wolność kraju opanowanego około 19 lat wcześniej przez sąsiada.

anna-ludwika, opublikowano , 33 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zara słyszała pianie zamkowego koguta, ale nie chciało jej się wstawać. Poprzedniego dnia do późna się uczyła i nie miała ochoty wracać do nauki. Wiedziała, że ojciec się zdenerwuje, jeśli nie zejdzie na czas na śniadanie do sali jadalnej, ale chęć snu była od strachu silniejsza. Zaczęła się przeciągać. Wydawało jej się, że o czymś zapomniała, ale nie wiedziała o czym. Gdyby nic specjalnego nie miało się tego dnia wydarzyć, to przecież by nie wstała tak wcześnie. Była niedziela, a więc dzień przeznaczony na odpoczynek. W pewnej chwili usłyszała pospieszne kroki na korytarzu. Do jej komnaty wpadła młoda dziewczyna ubrana w męski strój.

-Zara, ty jeszcze nie ubrana? Spóźnimy się na śniadanie!

-Nie widzę żadnych problemów.

-Jeśli się spóźnimy, to ojciec nie pozwoli ci jechać.

-A niech to.....Zapomniałam o przejażdżce z Sarane! Pomóż mi coś znaleźć!

Nie trzeba było długo szukać. Na stołku przy łóżku leżał przygotowany strój do jazdy konnej. W momencie, gdy Zara zakładała pelerynę usłyszały wołanie na śniadanie. Zeszły, zostawiając swoje rzeczy w komnacie Zary. Przywitał je wysoki człowiek ubrany w najprzedniejsze szaty, jakie można było wtedy dostać.

-Na pewno chcesz jechać moja droga?

-Tak tato. Od dawna mam na to ochotę i musze skorzystać z tego, że w okolicy nie ma tego stada wilków, przez które nie pozwalałeś mi jechać.-Odpowiedziała Zara. -Co na śniadanie?

Sala jadalna była w rzeczywistości salą balową, zamienioną czasowo w jadalnię ze względów praktycznych. Razem z Zarą, jej ojcem i przyjaciółką posiłki jadali tu doradcy i dowódcy, aby, nawet przy śniadaniu, pan na zamku mógł kontrolować podwładnych. Jedyną osobą wśród ważniejszych postaci na zamku, która nie jadała posiłków w Wielkiej Sali, była Sarane- nauczycielka Zary. Ta jadała posiłki w swojej komnacie, lub w zamkowym ogrodzie, w którym pan nie bywał, jeśli w ogóle jadła.

Ojciec Zary był władcą państwa, Terrany- potężnego państwa składającego się z wielu prowincji. Rzadko wyjeżdżał na inspekcje, wysyłał swoich zaufanych doradców, a jeśli już to tylko dla tłumienia buntów w największej prowincji- zajmującej ponad połowę kraju Arancji. Jeden z buntów musiał tłumić prawie dwa lata, co bardzo nie podobało się dziesięcioletniej wtedy Zarze. Dziewczyna nigdy nie poznała matki- powiedziano jej, że kobieta zmarła podczas porodu, ale Zara czuła kłamstwo w tych zeznaniach i zawsze, gdy ktoś wspominał o dawnych czasach próbowała wyciągnąć z ojca prawdę.

Jednym z milszych wspomnień Zary było pojawienie się w zamku Sarane. Miała wtedy pięć lat i z początku nie ufała obcej, ale poczuła się raźniej, gdy pod opiekę kobiety oddano także jej rówieśniczkę- sierotę Marenę. Po roku sytuacja gruntownie się zmieniła. Dziewczynki zostały przyjaciółkami, a Sarane traktowały obydwie jak matkę. Potem przyszło wielkie powstanie w Arancji, Sarane jakby oddaliła się od swych wychowanek. Pisała wiele listów i całe dnie spędzała przed oknem oczekując posłańca z listem do niej. Niestety żaden nie przyjechał. Doszedł wtedy w ciągu roku jeden list oznajmiający o dużej przewadze króla nad buntownikami, po którego przeczytaniu nauczycielka zniknęła na trzy dni z okładem. Zaczęły się nieporozumienia pomiędzy królem a nią. Król zaczął bardziej zajmować się córką, wywierać na nią większy wpływ. Tak zostało do obecnego dnia.

Kiedy Zara i Marena wyszły na dziedziniec ze swymi rzeczami na plac zamkowy czekała już tam na nie średniego wzrostu kobieta, ubrana w szeroką, fioletową suknię niewyszukanego kroju, z jedną jedynie ozdobą, różą wyszytą na lewej piersi srebrną nicią. Okrycie stanowiła peleryna tego samego koloru z ornamentem- wzorem róż przy brzegach także wyszytym srebrną nicią.

-Przepraszamy za spóźnienie!

-Nic nie szkodzi. Idźcie po konie, a ja tu chwilę poczekam.

Zara jeździła na wysokim karym ogierze, o niespotykanie łagodnym charakterze, a jej towarzyszka miała kasztanowatą klacz. Obydwa konie były już osiodłane, a obok boksu stał młody chłopak.

-Dzięki Mikel. Dzięki tobie zyskamy na czasie.

-Spóźniałyście się, więc pomyślałem, że zaspałaś i zrobiłem to za was. Jaką nagrodę dostanę Zaro?

-Odczep się z tymi nagrodami, to twoja praca.

-Prawdziwa następczyni tronu...

-Musisz mi dzisiaj dopiekać?!

-Dobra, dobra. Jak się nie podobam to spadam.

Wychodząc z końmi na plac dziewczyny usłyszały kawałek rozmowy pomiędzy kobietą a starym stajennym.

-Pamiętaj o zakazach króla.

-Pamiętam. Ale mam złe przeczucia.

-Jakie, jeśli można wiedzieć?

-Nie później niż za rok już mnie tu nie będzie.

-Czemu?

-Zara jest dorosła, ma już 18 lat. Przestanę być potrzebna i jako wróg skończę żywot w jakimś obozie śmierci, jakich wiele. Jestem zbyt niebezpieczna, żeby mnie tu trzymać.

-Srebrna róża, czy tak?

-Skąd wiesz?

-Uczestniczyłem w powstaniu. Pytali o ciebie, ale ciebie nie było...zdrajczyni!

Stary stajenny odszedł z wyrazem pogardy w oczach, a pod Sarane ugięły się nogi. Siadła na piętach i ukryła głowę w kolanach, jakby chroniła uszy od jakichś potwornych krzyków. Dziewczyny usłyszały ciche łkanie. Zawróciły konie i idąc w kierunku placu umyślnie głośno stukały okuciami butów, aby nauczycielka na czas zdołała się podnieść. Ich działania odniosły pożądany skutek i gdy powolnym krokiem dotarły na placyk Sarane już wstała.

-Gotowe?

W jej głosie nie było już słuchać wzruszenia.

-Oczywiście, że gotowe. Wreszcie jazda w terenie, a nie na placu.

-W takim razie, gdy tylko bramy zostaną otwarte wyjeżdżamy.

Wkrótce otwarto bramy i dwie młode dziewczyny wyjechały przez most zwodzony za swoją nauczycielką. Gdy tylko znalazły się w lesie, konie przyspieszyły. Pierwszy raz od paru lat miały przed sobą jedynie leśną drogę i żadnych drewnianych belek. Czuły się, mimo jeźdźców na grzbietach, wolne jak ptaki... Dokładnie tak samo czuły się jadące na nich kobiety.

W pewnym momencie Sarane zrobiła coś dziwnego. Zeskoczyła z konia, zdjęła długie buty, włożyła je do juk, rozpuściła długie włosy, zwykle ciasno zaplecione i wskoczyła na swojego konia. Wtedy dopiero pokazała szybkość swego rumaka, który z puszczoną luźno wodzą biegł cwałem z wiatrem wyglądając jak pegaz. Przesuwały się obok nich piękne krajobrazy. Wiosna przyozdobiła drzewa w radosne barwy, jakby wiedziała, że ma to być jedna z piękniejszych chwil w dotychczasowym życiu dwóch młodych dziewczyn.

Po pewnym czasie Sarane wstrzymała swego konia- Tylko do tego miejsca możemy dojechać.

-Czemu? Czy coś nie tak?

-Twój ojciec zabronił. Ale cieszmy się tym, co mamy. I dajcie koniom odsapnąć, bo padną.

Nauczycielka zeskoczyła ze zgrzanego, spienionego konia i zdjęła z niego ogłowie i kulbakę.

-Mały, bądź w pobliżu. Jeśli będę cię potrzebować zawołam.

Sama zaś siadła na zielonej trawie i rozkoszowała się przestrzenią. Zara i Marena przywiązały swe konie do drzewa i usiadły obok nauczycielki. Siwek bryknął, wierzgnął i odbiegł kłusem w las.

-On ucieka!

-Tylko się odpręża. On nie ucieknie. Nie on.

-Zdejmiesz rękawiczkę z prawej ręki i pokażesz nam wreszcie tą dłoń?

-Nie proś więcej. Znasz odpowiedź. I nie bądź taka wścibska Zaro.

-Czy tak wygląda cała Terrana?- zmieniła temat Marena.

-Jest bez porównania piękniejsza, zwłaszcza Arancja... kiedyś same się przekonacie.

Wtem wszystkie usłyszały szelest w krzakach. Po chwili wyłonił się z nich słaniający się na nogach wychudzony, mocno ranny człowiek. W dłoni trzymał srebrny wisiorek w kształcie litery ,A’. Sarane poderwała się i podbiegła do niego. Przytrzymała go, gdy upadał.

-Gdzie... Srebrna...Róża.....-zdołał wyksztusić zanim usłyszeli tętent kopyt.

Z lasu wypadło trzech strażników ze straży ojca Zary. Z uśmiechem na ustach zsiedli z koni, gdy Sarane leczyła magią rany biedaka. Wspomagały ją znające się trochę na czarach uczennice. Zara spostrzegła w dłoni człowieka jakiś kawałek papieru. Wyjęła mu go, ale nie wspomniała o tym, gdyż zdążyła się zorientować, że nie są sami.

-A więc buntownikom się pomaga...-rzekł pogardliwie jeden ze strażników.

-Dobij...-prośba buntownika nie została spełniona. Strażnicy zdołali już skrępować Sarane ręce i odciągnąć ją daleko.

-Panienko, to buntownik, sprzeciwia się twemu ojcu i podlega karze śmierci...nie chciałbym cię aresztować za pomoc we wszczynaniu wojny domowej.

Zara i Marena odsunęły się i przerażone patrzyły na szarpiącą się Sarane. Ich nauczycielka pomagała zdrajcom. Nie wiedziały z początku, co myśleć. Zara postanowiła najpierw udać się do ojca z prośbą o ułaskawienie Sarane. Graniczyło to z cudem, ale było najlepszym, co mogły w tej chwili zrobić. Siadły więc na konie i pojechały za strażnikami prowadzącymi Sarane za końmi. Dziewczynka zauważyła, że podąża za nimi siwy koń Sarane i że on także jest zaniepokojony.

Król czekał już przed główną bramą zamku z uśmiechem na ustach. Porozmawiał cicho ze strażnikami, po czym przemówił głośniej.

-Ostatni raz to toleruję. Jeden wybryk więcej i po tobie. Zaręczam. Do pokoju z nią. A wy, młode panny, musicie na nią uważać, bo nie jest całkowicie wierna i może być nieprzewidywalna.

Sarane odprowadzono do jej komnaty, a dwie młode dziewczyny razem z królem poszły do sali tronowej. Straszna cisza panowała w całym zamku, jakby coś miało się zaraz wydarzyć. Tymczasem król wprowadził je obie do pustej sali tronowej i zamknął drzwi.

-Przepraszam, to moja wina, że pojechałyście ze zdrajczynią.

-Czy to naprawdę był buntownik?

-Tak. Przenosił pewien list. Nie wiecie przypadkiem gdzie on jest?

-Żadnego listu nie widziałyśmy ojcze.-skłamała Zara.

-Proszę was o właściwe zachowywanie się i nie ukrywanie niczego, abym nad wszystkim zapanował i nie musiał nikogo karać, dobrze? Teraz idźcie do siebie, a wieczorem ktoś przyjdzie po was i coś zjemy.

-Do wieczora ojcze.

Podczas rozmów z królem Marena rzadko cokolwiek mówiła.

Gdy dwie dziewczyny opuszczały salę tronową widziały prowadzoną do niej Sarane. Wyglądała na bardzo zmęczoną i wystraszoną. Nic strażników nie obchodziło, że nogi uginają się pod nią. Przeciwnie, popychali ją i kopali, gdy się przewróciła. Raz jeden spojrzała na swe podopieczne, zaraz potem spuściła oczy i szła dalej nie przejmując się upokorzeniem. Do sali tronowej weszło tylko dwóch z dziesięciu eskortujących Sarane żołnierzy. Dwóch przyjaciół króla, przed którymi miał mniej sekretów niż przed Zarą.

-A więc pomagałaś buntownikowi...gdzie list?

-Nie wiem o żadnym liście.

-Nie kłam. Miał przy sobie list, którego nie znaleziono przy nim później. Musisz mieć go ty.

-Nie mam go.

-Denerwujesz mnie. To ostatnia nasza rozmowa o buntownikach. Następne nie będą tak przyjazne. Rozwiążcie ją i zostawcie nas samych.-zwrócił się do mężczyzn.

-Ależ panie, ona...

-Ja tu decyduję. Wara stąd. Potem was zawołam.

Mężczyźni wykonali rozkaz bez szemrania, lecz z widocznym zdziwieniem. Tymczasem Zara i Marena udały się na mały balkonik, którego klucz zaginął dawno temu i nie troszczono się o sprawdzanie będąc pewnym, że nie można się na niego dostać. Tymczasem kluczyk trafił w ręce Zary i właśnie była okazja do użycia go. Młoda dziewczyna nie zawahała się ani minuty. Weszły z Mareną na balkonik, położyły się na jego podłodze, aby ich nie dojrzano i słuchały...

-A więc...- Król podszedł do rozcierającej obolałe nadgarstki Sarane- znów dajesz mi się we znaki. Kolejny wybryk nie ujdzie ci na sucho, jak ten. Tym razem cię oszczędzę, ale jeszcze raz...i sama się domyśl.

-Wiesz co mi powiedział ten buntownik zanim go zabrali? Wiesz Terronie?

-Pamiętasz jeszcze moje imię?- zapytał głosem pełnym czułości.

-Imienia kata swego brata się nie zapomina. Powiedział mi ten biedak, że po wielkim powstaniu kazałeś z zimną krwią zamordować tysiące kobiet i dzieci.

-To byli buntownicy. -król wyraźnie zaskoczony tym pytaniem zacisnął pięści.

-Kobiety i dzieci... - tym razem słowa te były zaakcentowane.

-Zdrajców!

-Kobiety i dzieci! Potwór.

Terron nie wytrzymał. Podszedł do Sarane, uderzył ją w twarz z taką siłą, że upadła na ziemię i wyjął z pochwy miecz. Podszedł do niej, podniósł rękę, wymamrotał pod nosem parę słów i nagle Sarane została podciągnięta do góry z nadgarstki, jakby przez niewidzialne sznury podwieszone do sufitu.

-Bolą cię nadgarstki? Może to cię uspokoi.

-Drań, oprawca!

-Być może tak to się nazywa...Czarna magia. Twoje przekleństwo, prawda? Sprawia ci ogromny ból, jakby tysiące igieł...warto było zadawać się z tą kobietą? Gdyby nie ona pewnie byłabyś niepokonana...razem rządzilibyśmy światem.

-Zbyt duża cena. Cieszę się, że twoje marzenia o władaniu światem się nie ziściły.

-Nie widzisz? Już nie dużo mi brakuje. Tylko zgniotę twoich buntowniczych przyjaciół z tą denerwującą elfką na czele i droga wolna. Nikt mi nie zagrozi...

-Nie wygrasz!

-Senne marzenia buntowników. Zniszczę tych, którzy wprowadzają zamęt. Zginą w okrutnych męczarniach.

Terron podszedł do unieruchomionej Sarane od tyłu i pogładził jej włosy.- A mogło być tak pięknie...

-Nie mogło!- krzyknęła Sarane w przypływie sił.

Teraz dopiero oprawca wykorzystał swój miecz. Złapał Sarane za włosy, pociągnął je do tyłu i odciął tuż przy głowie jednym, szybkim, brutalnym ruchem. Potem wziął ze stołu puchar napełniony winem i wmusił jego zawartość biednej, zmęczonej kobiecie nie mającej już siły się opierać. W tym momencie niewidzialne łańcuchy puściły i nieprzytomna Sarane upadła na posadzkę. Terron zawołał strażników, którzy wynieśli ją do jej komnaty. Zara i Marena, które mimo rozdrażnienia nie straciły zdolności sprawnego podejmowania decyzji, wycofały się spokojnie z balkoniku i wróciły do swoich komnat, każda z poczuciem nieładu w sercu.

***

Następnego dnia przebudzenie okazało się dla Sarane wyjątkowo nieprzyjemne. Była cała obolała, a głowa niemiłosiernie bolała. Spojrzała w lustro stojące przy posłaniu.- Czyli to jednak nie był tylko zły sen...mogłam się domyśleć, że Terron coś takiego wymyśli.

-Pomóc w czymś?- usłyszała za sobą głos Zary.

-Co ty tu robisz?

-Pomyślałam, że może potrzebujesz pomocy i posiedziałam tu trochę.

-Ale jeszcze nie było świtania, wiec jakim cudem...

-Siedziałam tu cała noc na wszelki wypadek.

-Król ci pewnie nie pozwolił tu przychodzić, więc idź. Jeśli Marena nie znajdzie cię w pokoju tego ranka, to...

-Co nie jest zabronione, jest dozwolone, mam rację? Przed świtem wrócę do siebie. Pomóc w czymś?

-Jeśli możesz, to podaj mi buteleczkę z czerwonym, matowym płynem, bo mam wrażenie, że coś mi podano. I to na pewno nie była mikstura na wzmocnienie.

-Trucizna?

-Być może, ale to chyba nie twoja sprawa. A tak właściwie, to czemu nie przyszłaś z Mareną, pokłóciłyście się?

-Mamy w pewnych sprawach różne zdania i nie mam ochoty dostać bury. Ona nic nie ukryła by przed moim ojcem.

-Może lepiej, żebyś się przyłączyła do niej i przyswoiła jej poglądy?- Sarane badała Zarę.

-Nie mam ochoty. Proszę, buteleczka.

Sarane jednym haustem wypiła zawartość sporej buteleczki i od razu poczuła się lepiej.

-Wiesz coś może o liście, jaki mógłby mieć ze sobą ten buntownik?

-Może...ale odpowiedz mi na pytanie, które zadam- Sarane skinęła głową na znak zgody.- Czy ty naprawdę sprzyjasz buntownikom?

-Odpowiedzieć tak, jak chciałby twój opiekun, czy szczerze?

-Wiem co o tym sądzi mój ojciec. Chcę się dowiedzieć, co ty myślisz i czujesz.

-Ci ludzie są mi bardzo bliscy i przy każdej okazji będę im pomagać. Tak. Sprzyjam buntownikom. Nigdy nie zrobię nic, co mogłoby przyczynić się do ich klęski. A teraz list. Masz go ty, prawda?

-Mam, ale on jest do kogoś chyba zaadresowany, więc nie mogę ci go oddać- Zara pokazała Sarane kopertę, na której wyszyta była srebrną nicią róża.

Sarane westchnęła -Nie drocz się ze mną- Ale Zara nie myślała wcale się poddawać.

-Chyba będę musiała pokazać ci w końcu ten sekret, który tak cię dręczył.

W momencie, gdy jej nauczycielka zdjęła pierwszy raz w jej obecności rękawiczkę z prawej dłoni, Zara mało nie zemdlała. Na prawej dłoni Sarane, srebrem wytatuowana była róża. Upuszczony list został przez Sarane podniesiony i szybko przeczytany. Na jej twarzy zagościł smutek i przygnębienie.

-Coś się stało?

-To list wysłany do mnie trzynaście lat temu przez przyjaciółkę.

-Coś osobistego?

-Chciała się dowiedzieć co się ze mną dzieje...nieważne. -Sarane wrzuciła list w ogień paleniska.

-Twoi przyjaciele wiedzą, gdzie jesteś?

-To moje sprawy osobiste i nic ci do nich.

-Powiem ojcu jeśli będziesz coś przede mną taić.

-Nie powiesz. A on i tak nie ma dosyć wymyślnych tortur, aby cokolwiek ze mnie wycisnąć.

-O czym ty mówisz?

-To już sprawa między tobą i twoim opiekunem. Ja się do tego mieszać nie będę. Idź już na śniadanie, bo będziesz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych