Stalowy Rumak
karą za grzechy będzie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stalowy Rumak
-„Stalowy Rumak wjedzie na tor trzeci przy peronie drugim”…Odezwał się dziwnie suchy, ledwo zrozumiały głos. Stojąc na malutkiej zakurzonej stacji i spoglądając na krzątających się tu i ówdzie ludzi, cieszyłem się, że będę mógł na jakiś czas, a może nawet na zawsze, opuścić to miejsce. Rozglądając się za pociągiem, który lada chwila miał pojawić się na peronie próbowałem raz jeszcze przypomnieć sobie jak doszło do tego, że tu jestem. Moje rozbiegane spojrzenie to jedyny dowód na to, że dzisiejszy dzień nie należał do tych najspokojniejszych, kiedy to zrelaksowany budziłem się skąpany w słońcu i radośnie krzątałem po mieszkaniu. Wszystko zaczęło się tydzień temu, kiedy to dostałem niespodziewany telefon informujący mnie o wygraniu tygodniowej wycieczki do Rumunii, w samo serce Karpat. A jednak… pomyślałem, rozwiązywanie tych głupich krzyżówek w końcu się opłaciło. To moja pierwsza wygrana w całym trzydziesto czteroletnim życiu. Byłem taki szczęśliwy. Od dziecka pragnąłem zwiedzić Karpaty. Było w nich coś takiego…niezwykłego, tajemniczego, co ciągnęło mnie do nich jak niewidzialny magnes. Teraz kiedy było stać mnie na taką podróż czułem, że życie jest piękne. Wyjazd miał mieć miejsce w poniedziałek o godzinie 18:00 ze stacji w Czarnym Dworze a zakończyć we wtorek o 6:00 w Britz. Tam miałem odnaleźć hotel „Pałacowy sen” i pokazać otrzymane zezwolenie na darmowy pobyt i wszystkie atrakcje motelu. Jednym słowem czekało mnie 12 godzin jazdy do jednego z najdroższych i najbardziej luksusowych Rumuńskich Hoteli. Niedzielę spędziłem na ciągłym pakowaniu i rozpakowywaniu walizki. Na nic konkretnego nie mogłem się zdecydować. Raz chciałem wziąć więcej rzeczy ciepłych myśląc iż będzie zimno a innym razem pakowałem rzeczy eleganckie z nadzieją, że spotkam kogoś z kim będę mógł miło spędzić czas. Być może jakaś piękna pani przewodnik wyłapie mnie z tłumu ubranego w elegancko skrojony podrabiany granatowy smoking. Miałem nadzieje pozwiedzać tamtejsze zamki, których lochy do dziś strzegą nieodgadnione tajemnice, oraz spróbować niezwykłych kulinarnych specjałów. W poniedziałek około 12:00 wpakowałem się do starego modelu czarnego mercedesa i szczęśliwy ruszyłem na wyprawę życia. Wyprawę, która stanowiła kolejny rozdział mej ziemskiej egzystencji, podróż od której postanowiłem wszystko zacząć i wszystko zmienić. Samochód miałem zostawić u znajomego z Czarnego Dworu. Otworzyłem szyby włączyłem radio i ruszyłem. Przed sobą miałem jakieś 45 km. jazdy. Wiatr gwizdał radośnie w mych uszach. Mknąłem jak błyskawica pomiędzy cudownymi zielonymi lasami, błękitnymi stawami i malowniczymi łąkami. Pamiętam, że co jakiś czas mijałem małe wioski, na które nie zwracałem zbyt szczególnej uwagi, mknąc niczym gepard po dzikiej Afryce w świetle południowego słońca. W jednej z takich podupadłych dziur pomyślałem sobie, …”dość już tego radia, czas na coś mocniejszego”…. Uśmiechnąłem się wtedy do siebie i prawą ręką sięgnąłem po kasetę leżącą w schowku . Dosłownie na sekundę spuściłem wzrok, lecz chwila ta wystarczyła… Usłyszałem głośny huk i jakaś niewidzialna siła spróbowała wyrwać mi kierownicę z rąk. Oszołomiony zatrzymałem się i spojrzałem za siebie. Na drodze kilkadziesiąt metrów dalej, leżała jakaś postać. Nie wiem czy żyła czy nie, nie obchodziło mnie to. Przed oczami stanęły mi wszystkie okropności… policja, sąd. To wszystko zdarzyło się akurat wtedy gdy planowałem wszystko zaczynać od nowa. Wydawało mi się, że drogę powoli zalewała krew. Tego było za wiele. Wcisnąłem pedał gazu i pomknąłem przed siebie. Jechałem z walącym sercem i łzami w oczach, „co ja zrobiłem…”, powtarzałem ,”co ja zrobiłem…” Nigdy nie sądziłem, że ucieknę z miejsca wypadku. Nigdy nie sądziłem, że do niego dojdzie. Ręce trzęsły mi się jak po wypiciu kilku litrów kawy. Ślina stała się kwaśna i bardzo nieprzyjemna w smaku. Samochód porzuciłem w Czarno-dworskim lesie. Był to duży obszar, mało uczęszczany i miałem nadzieje, że do czasu aż wrócę… jeśli wrócę,… będzie tu bezpieczny. Obejrzałem auto dokładnie. Silnie wgniecenia uniemożliwiały oddanie go znajomemu. Nigdy nie uwolniłbym się od jego pytań dotyczących szczegółów kraksy. Poza tym ta krew… Było jej bardzo dużo na masce i jeszcze więcej na podwoziu. Do dworca doszedłem na piechotę, targając walizkę jak żelazną kulę u nogi. Była godzina 16:00 gdy w końcu spocząłem na peronie lekko uspokojony i posilony miejskim jedzeniem. Miałem nadzieje a właściwie byłem przekonany, że osoba którą potrąciłem zostanie uratowana. Lecz nie było możliwości sprawdzenia tego…. Mimo moich przemyśleń i gdybań wiedziałem, że tu nie wrócę. Nic mnie nie wiązało z tym miejscem oprócz tego przykrego incydentu. Potraktowałem to jako szansę. Zawsze marzyłem aby zamieszkać gdzie indziej, a teraz ta możliwość wpadła pod sam parszywy nos. Mam sporo oszczędności. Przez tydzień pomieszkam w hotelu potem poszukam pracy i zostanę w Birtz. zostawiając to całe bagno tutaj. Swoją drogą gdyby nie ten wypadek zwlekał bym z tą decyzja jeszcze parę ładnych miesięcy i znając moje szczęście wylądował bym w jakimś Afrykańskim państewku. Uśmiechnąłem się delikatnie i z ulgą powitałem nadjeżdżający pociąg. Stalowy Rumak. Był bardzo eleganckim i luksusowym środkiem transportu. Cieszyłem się, że nie musiałem płacić za bilet z własnego portfela. Gdyby tak było na rozrywki w Britz nie zostało by mi prawie nic. Uśmiechnięty szukałem odpowiedniego przedziału o numerze 14A. W końcu znalazłem, wygodny, pusty i komfortowy . Marzenie… ciepłe miękkie obicia masowały zmęczone ciało. Durze czyste okna z łatwością otwierały się i zamykały. Klimatyzacja i doskonałe oświetlenie, dopełniały me pozytywne wrażenie o Rumaku. Pociąg odjechał, początkowo poruszał się wolno potem jednak nabrał prędkości i sunął przed siebie niczym strzała wystrzelona z łuku refleksyjnego. Robiło się ciemno i zmęczenie zarówno psychiczne jak i fizyczne dało o sobie znać.
*****
Musiałem się zdrzemnąć gdyż otworzywszy oczy za oknami panował nieprzenikniony mrok. Nawet księżyc, który powinien być teraz bardzo dobrze widoczny zniknął gdzieś pod warstwą czarnego nieba. Monotonne stukanie kół było bardzo przyjemne wpadałem w rodzaj transu, w którym ciało stawało się lżejsze i czystsze. Niestety z tej swoistej czynności wyrwał mnie dźwięk przesuwanych drzwi przedziału. W powstającej szparze pojawiła się piękna młoda kobieta. Jej czarne włosy delikatnie opadały na ramiona. Szyję zakrywał czarny golf. Dżinsowe spodnie gładko leżały na chudych jak patyki długich nogach. - Przepraszam czy można…?- Zapytała cicho, zduszonym głosem Miałem wrażenie, że wypowiadała te słowa przez niewidzialną poduszkę - Tak oczywiście.- odpowiedziałem- a dokąd pani jedzie, jeśli wolno spytać… - Tam gdzie pan- opowiedziała sucho dziewczyna. -Też na wczasy? To cudownie… widzi pani ja wygrałem tę podróż rozwiązując jakąś krzyżówkę i… - Nie niestety ja nic nigdy nie wygrałam.- przerwała nieznajoma. Kobieta usiadła i pustymi czarnymi oczyma wpatrywała się w szybę bez słowa. - Rozumiem- nie jest pani w nastroju do rozmowy…przepraszam - Nikt nie jest, w takim momencie - szepnęła szorstko, a jej oczy zalśniły Nie bardzo rozumiejąc sens tych słów spojrzałem znowu na rozsuwane drzwi, w których pojawił się wysoki ubrany w ekskluzywny garnitur mężczyzna. Wyglądał jak pomnik. Mocno ciosana twarz nie wyrażała emocji. Głębokie oczy wyglądały jakby były zamglone. W zdziwieniu patrzyłem jak siada obok mnie, wyjmuje gazetę i ignorując nas najbardziej jak tylko można zagłębia się w lekturze. - Dzień dobry- powiedziałem Zimne spojrzenie człowieka zamknęło mi usta na dalsze kilkanaście minut. Postanowiłem ignorować tego gbura i zająć się rozmową z piękną nieznajomą - Jak pani ma na imię? -To już chyba bez znaczenia … ale niech panu będzie jestem Dolores. -Miło mi ja jestem Teodor. -Znałam kiedyś jednego Teodora- powiedziała z uśmiechem dziewczyna. -Tak i co się stało? Zapytałem kokieteryjnie. -Zabiłam śmiecia- Rzuciła Dolores Szorstkość z jaka to powiedziała wmurowała mnie w fotel. Nagle jej bladą twarz rozjaśnił promienny uśmiech i wtedy zrozumiałem, że to tylko żart. - Prawie pani uwierzyłem- powiedziałem i rozejrzałem się po przedziale. - Widzi pan jestem znakomitą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil goth
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…