Wróć do katalogu

Stara kamienica

Zosia ma dość cichego, wygodnego i samotnego życia. Przyzwyczajeń,które powoli stają się jej trumną. Wersja druga poprawiona.

Marzanna6, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Kiedy kobiety otwierają drzwi do swego życia (…) najczęściej odkrywają, że same godziły się na zabijanie najważniejszych marzeń, dążeń i nadziei. Odkrywają martwe myśli, uczucia i pragnienia, które niegdyś były tak pełne wdzięku i obiecujące, a teraz upłynęła z nich życiodajna krew.” Clarissa Pinkola Estes: Biegnąca z wilkami.

Stanęłam przed kamienicą. Podniosłam głowę i zadziwiłam się jakbym widziała ją po raz pierwszy. Stare, mocno zakurzone mury, rzeźbione gzymsy i ogromne drewniane drzwi olśniły mnie jak nigdy wcześniej. Stałam wpatrzona jak podekscytowana turystka.

Ciężkie drzwi otworzyłam siłą własnych mięśni. Wnętrze klatki było ciemne i wąskie. Zatrzymałam się na krzywej podłodze, zaraz przy wejściu. Zagłębionej w tym miejscu, jakby udeptanej przez ludzi stawiających tu przez lata swoje stopy. Spojrzałam na popękane płytki i zachwyciłam się skrawkami niegdyś z pewnością przepięknej posadzki. Rozglądając się na boki dostrzegałam w brudnych i odrapanych ścianach fragmenty ich dawnej świetności. Weszłam na trzeszczące drewniane schody. Oparłam rękę na poręczy i zauważyłam, że jest błyszcząca. Świeciła się od milionów dotknięć ludzi wspinających się po schodach. Na pewno poręcz pamiętała jeszcze dłoń dziadka i babci a potem mojej mamy. Pewnie pamiętała też moją dłoń oraz Wojtka, który wracając po pracy dotykał jej pędząc zakochany, aby uściskać swoją żonę.

Otworzyłam drzwi mieszkania dużym, ciężkim kluczem, który bez problemu znalazłam z torebce. W środku panował zaduch, typowy dla pomieszczeń pozbawionych codziennej obecności żywych ludzi. Otworzyłam okno w największym pokoju wpuszczając mroźne powietrze. Wyjrzałam i bezmyślnie patrzyłam na spacerujących po staromiejskim deptaku ludzi. Trwałam w miłym dla mnie stanie nieistnienia. Jednak po jakimś czasie poczułam jak zimno porusza każdym moim mięśniem. Chciałam nadal stać nieruchomo, ale ciało kierowane wewnętrznym przymusem drżało, aby uniknąć samozagłady. Przymknęłam okno i instynktownie rozcierając zmarznięte dłonie przeszłam się po mieszkaniu zaglądając do każdego z pomieszczeń. W zasadzie wyglądało jak wtedy, gdy jeszcze tętniło życiem. W szafie wciąż wisiały babcine płaszcze, w kuchni były stare garnki i przypalona patelnia, we wszystkich pokojach, zostały stare meble.

Mieszkaliśmy tu razem przez siedem szczęśliwych lat. To tu został poczęty a potem przywieziony ze szpitala nasz mały Maciuś. To tu spędził pierwsze lata i uczył się tego, co najważniejsze. Potem wyprowadziliśmy się do naszego nowoczesnego i wygodnego świata za otwieraną pilotem bramę. Do miejsca gdzie wszystko jest jasne, przestronne i nie posiada żadnej przeszłości. Wyprowadzając się zostawiliśmy prawie wszystko: meble, sprzęty, naczynia kuchenne, także część książek, rzeczy osobistych a nawet ubrań i zabawek Maćka. Do nowego mieszkania kupiliśmy wszystko nowe. Projektował je znany architekt wnętrz. Każdy detal i element był precyzyjnie przemyślany, aby pasował do całości. Moje porcelanowe aniołki, szklane wazoniki, drewniane szkatułki zostały i nadal tkwiły na półkach. Teraz zakurzone i smutne. W kacie leżały smętnie dziecięce zabawki Maćka.

Nigdy nie polubiłam nowego mieszkania. Ciągle jest mi tam zimno, nawet latem, może, dlatego większość czasu spędzam wegetując na kanapie pod kocem. Nie ma tam nic do zrobienia, obiady właściwie gotują się same dzięki nowoczesnym sprzętom. Sprzątanie jest tak banalnie proste, że nie zajmuje wiele czasu. Zresztą i tak raz w tygodniu przychodzi pani, która robi większe porządki.

Kiedyś było inaczej. Wojtek po powrocie z pracy pomagał mi w opiece nad Maćkiem i różnych domowych pracach. Razem sprzątaliśmy, gotowaliśmy, wieszaliśmy pranie a po wspólnej pracy siadaliśmy na starej kanapie i zmęczeni opieraliśmy głowy o siebie nawzajem, aby zaraz całować swoje słone od potu policzki, szyję i usta. Któregoś dnia Wojtek obiecał mi, że kiedyś nie będę musiała tego wszystkiego robić i dotrzymał słowa. Gdy pani Ala zaczęła wykonywać swoje obowiązki początkowe bardzo przeszkadzał mi fakt, że obca osoba plącze się po mieszkaniu i dotyka naszych osobistych rzeczy, ale ostatecznie przyzwyczaiłam się i przestałam zwracać na to uwagę. Czasami, wśród znajomych i koleżanek, tak mimochodem wspominam o pani Ali, która robiła wczoraj to lub tamto. Chwalę się czyś, co nawet nie daje mi radości. Wyjątkowa próżność – pomyślałam o sobie z niesmakiem.

Po śmierci babci, która po dwóch latach od naszej wyprowadzki po…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych