[StarCraft] PLANETA-PUŁAPKA: Sojusz
Zdradzeni Marines. Zwodzeni Templariusze. Zabójcze Zergi. Stale aktualizowana powieść wraz z ilustracjami znajduje się pod adresem: http://www.inkaustus.pl/showthread.php?tid=603
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Pełna, 4-rozdziałowa wersja z poprawioną interpunkcją, formatowaniem tekstu i ilustracjami znajduje się na stronie:
http://www.inkaustus.pl/showthread.php?tid=603
Niestety na Opowiadania.pl nie ma możliwości wstawiania obrazów i znaczników html, dlatego zaniechałem aktualizowania tu powieści. Na Inkaustusie o wiele lepiej się czyta, zapraszam.
1.
Wojskowa placówka Assam One znajdowała się na Gurkh Alpha – urodzajnej, porośniętej puszczami i gdzieniegdzie poprzecinanej pasmami gór planecie obfitej w bardzo zróżnicowaną faunę i florę. Jednak dla Terran Gurkh Alpha była warta zagospodarowania tylko z jednego powodu: liczne złoża minerałów i skupiska gejzerów znajdujące się na jej powierzchni były podstawą terrańskiego przemysłu zbrojeniowego. Po wydobyciu za pomocą SCV były transportowane wraz z surowcami z wielu podobnych planet do fabryk, w których po obróbce i zaawansowanym procesie produkcji powstawały nowe i lśniące czołgi, lekkie myśliwce, potężne krążowniki oraz używane przez piechotę egzoszkielety uzbrojone w karabiny szturmowe lub miotacze ognia. Wszystko to było konieczne do osiągnięcia najważniejszego celu który po zagładzie Mar Sary i Chau Sary połączył wysiłki ludzkości: przetrwać i zdobyć dominację w całej przestrzeni kosmicznej. Gdyby zabrakło minerałów do produkcji uzbrojenia i vespene gazu będącego paliwem dla całej floty potężna armia Terrańskiego Dominium walcząca na wielu frontach wkrótce ległaby w gruzach. Od czasu rozpoczęcia wyniszczającej wojny która wstrząsnęła całą galaktyką – wojny między ludźmi, Zergami i Protossami – fabryki zbrojeniowe musiały pracować bez chwili wytchnienia by dostarczyć na wszystkie pola walki ogromną ilość uzbrojenia i amunicji. W laboratoriach wojskowych ulepszano broń i pancerze, projektowano najwyższej technologii machiny wojenne mające unicestwić wściekłe hordy Zergów i podstępnych Protossów. Ludzkość skoncentrowała się na pokonaniu najeźdźców, całe społeczeństwo podjęło ogromny wysiłek aby wspierać armię – jedyną instytucję która dawała szanse na zniszczenie obcych w obrębie galaktyki. Takie placówki wydobywcze jak Assam One były więc bezcenne. Assam One była niewielkim zgrupowaniem budynków znajdującym się na szczycie wzgórza które znakomicie nadawało się do obrony. Dostęp do bazy z trzech stron uniemożliwiały pionowe urwiska po których wspinaczka byłaby absolutnie niemożliwa. Jedyną drogę do placówki stanowiło południowe zbocze chronione bunkrem obok którego czuwała automatyczna wyrzutnia rakiet przeciwlotniczych. Na szczycie jedynymi budynkami były baraki, centrum dowodzenia i magazyny zaopatrzenia. W skład załogi stacjonującej w tej placówce wchodziło tylko trzydziestu żołnierzy którzy na co dzień zajmowali się wydobywaniem surowców za pomocą SCV. Dowódcą był sierżant McDean – energiczny, mocno zbudowany mężczyzna w wieku około czterdziestu lat który na pierwszy rzut oka wydawał się zgorzkniały i zniechęcony do życia, jednak wszyscy żołnierze będący pod jego dowództwem poznali go już na tyle że nie dziwili się jego emocjom – wiedzieli że kilka lat temu jego przełożeni odebrali mu sens życia. Mimo wszystko trzymał się lepiej niż można się było spodziewać. Nazywali go „facetem z jajami” lub „twardym skurczybykiem”. McDean opuścił swoją kwaterę w barakach i wyszedł na zewnątrz. Zbliżał się zachód słońca a sierżant lubił ten widok. Tylko przez te kilka minut w ciągu dnia krajobraz Gurkh Alpha zmieniał się tak że przypominał sierżantowi planetę na której spędził całe dzieciństwo, a raczej całe życie od urodzenia do momentu gdy wstąpił do wojska. Ale co to za życie...dopiero na polu bitwy dojrzał na tyle by uświadomić sobie własną wartość, dopiero w armii stał się prawdziwym mężczyzną. Ocknął się z przemyśleń i spojrzał na południe – kilkanaście SCV załadowanych minerałami zmierzało z cichym szumem w kierunku centrum dowodzenia aby zostawić tam urobek i wrócić do miejsca wydobycia. Była to najbardziej monotonna praca jaką znał. Zaciągnął się papierosem obserwując idącego w jego kierunku szeregowca który pełnił dyżur w centrum dowodzenia przy terminalu komunikacyjnym. - Sir, Blyne zgłaszał się przez radio. Mówił że za pięć minut będzie – zameldował szeregowy. Dowódca wykrzywił twarz w grymasie obrzydzenia. Blyne również był sierżantem lecz dla McDeana był przede wszystkim „parszywą mendą” która korzystała z każdej okazji by nękać i wyzywać żołnierzy jego placówki. Kpiący, głupi uśmieszek ukazujący krzywe zęby był wizytówką tego znienawidzonego przez wszystkich szydercy i krętacza. - Zrób trochę miejsca na w centrum dowodzenia – powiedział McDean - przyda się sala operacyjna na wypadek gdyby ta szuja była dziś za mocna w gębie. Szeregowy uśmiechnął się salutując. „Znów szykuje się mordobicie” - pomyślał ucieszony wracając na dyżur. Najbardziej atrakcyjnym widokiem jaki mogli zobaczyć żołnierze z Assam One był widok mocno poturbowanego Blyne'a leżącego na ziemi z rozkwaszonym nosem i podbitym okiem. Okazje ujrzenia takiej sytuacji zdarzały się dość często i były bez wątpienia najlepszą rozrywką załogi. A wszystko to dzięki sierżantowi McDeanowi który nie znosił gdy ktoś go obrażał lub prowokował jego żołnierzy. Patrząc na zachód sierżant utkwił wzrok gdzieś w pustce poza horyzontem, daleko poza zasięgiem oczu. „Gdzieś tam daleko wciąż walczą...a ja nie mogę się stąd wyrwać” - pomyślał czując dobrze znane uczucie ucisku w gardle – fizycznego bólu wywołanego wściekłością i desperacją. Widok zachodu słońca zniknął mu z oczu przesłoniony obrazami które często go nawiedzały – wspomnieniami dawnych, lepszych czasów w których się liczył, w których mógł walczyć...czyli robić to, w czym był naprawdę dobry. W przeszłości uczestniczył w wielu bitwach wyróżniając się odwagą i świetnym zmysłem taktycznym, za czasów Konfederacji Terrańskiej brał udział między innymi w penetracji Instalacji Jacobsa pod dowództwem Jima Raynora. Gdy Konfederacja upadła McDean wraz z dziesiątkami tysięcy żołnierzy został przejęty przez wojska Arcturusa Mengska i wcielony do armii nowo powstałego Dominium. Bez wątpienia był dobrym żołnierzem, jednak w czasie nieudanej inwazji na Char został oddelegowany na tyły. Był to dla niego okropny cios gdyż chciał walczyć dalej lecz jego przełożonym nie podobał się sposób w jaki dowodził – brawurowe akcje garstki żołnierzy pod jego komendą uznano za „zbyt ryzykowne” mimo sukcesów które odnosił w walce. Jednak prawdziwym powodem odesłania go z frontu była zazdrość żołnierzy wyższych rangą o to że przewyższał ich zdolnościami przywódczymi...był „za dobry”. Jego porywczy charakter wykorzystano przeciwko niemu – prowokowany przez oficerów wygarnął pewnemu pułkownikowi co o nim myślał, wskutek czego został oskarżony o niesubordynację i wysłany do pilnowania placówki gdzieś w zakątku galaktyki. Baza wydobywcza na Gurkh Alpha była jego znienawidzonym więzieniem w którym przybywało mu lat...lat przez które jego potencjał marnował się. Żywił się nadzieją że kiedyś wróci na front i znów będzie walczyć a przy okazji w jakiś sposób zemści się na dawnych przełożonych. Z letargu obudził go szum nadlatującego promu do przewozu surowców. Niechętnie otwarł oczy myśląc o Blyne'ie. Silniki promu zawyły przenikliwie i wzniosły w powietrze tumany kurzu gdy pilot włączył większy ciąg silników by miękko wylądować. Po chwili właz z tyłu promu otwarł się i pierwszą rzeczą którą zobaczył McDean był obrzydliwy uśmiech Blyne'a. Automatycznie zacisnął pięści. - Siema dziadek! Co ciekawego na służbie? Słyszałem że wciąż pierdzisz w wyro i branzlujesz się w barakach – pilot zaśmiał się perfidnie – to prawda? - Ty... - wycedził McDean zmierzając w stronę Blyne'a. Kipiał wściekłością. Żołnierze w SCV widząc co się szykuje przerwali pracę i z odległości 30 metrów usatysfakcjonowani obserwowali jak bardzo przeraził się pilot widząc gwałtowniejszą niż zwykle reakcję McDeana. - Szef dziś chyba nie w humorze – powiedział z zadowoleniem jeden z obserwujących ich szeregowych – stawiam skrzynkę browara że rozwali mu nos, wargę i podbije prawe oko. Żołnierze zaczęli zakładać się między sobą obserwując jednocześnie scenę dziejącą się przy promie. Blyne stchórzył i szybko wślizgnął się do środka swojej latającej kupy żelastwa. Położył rękę na przycisku zamykającym właz znów czując się bezkarnie. - Spróbuj wejść przez zamykający się właz – szyderczy śmiech pilota wypełnił wnętrze maszyny. - Nie muszę – mruknął McDean – po co mam wchodzić do twojego obsr***** latającego burdelu jeżeli mogę go od razu rozp******** wyrzutnią rakiet? Sierżant odwrócił się od drzwi i ruszył w kierunku wyrzutni przeciwlotniczej. Blyne wychylił się przez właz i obserwował go. Sądził że McDean nie jest na tyle świrnięty żeby faktycznie nakierować na prom system przeciwlotniczy lecz po chwili zaczął wątpić. Zadrżał ze strachu. McDean po chwili zmienił zdanie i skręcił w stronę baraków. Pilot wybuchł śmiechem, nie był to jednak śmiech szydercy lecz spanikowanego człowieka który musiał opanować przerażenie. McDean odwrócił się, spojrzał na Blyne'a z pogardą i pokazał mu środkowy palec - nie miał mu nic więcej do zakomunikowania. Następnie odszedł w stronę baraków. - Na co czekacie cieniasy?! Ładować mi te minerały, ale już! Coś nie pasuje?! Wiecie co to znaczy zadrzeć ze mną?! - znów mocny w gębie Blyne zaczął się mścić na podwładnych McDeana którzy przed chwilą zakładali się o to jak będzie wyglądać pilot po spotkaniu z ich dowódcą. Jak na razie nikt nie wygrał – nikt nie postawił złamanego grosza na to że Blyne odleci z Assam One bez żadnego siniaka. Kapral Wintage tak samo jak pozostali żołnierze sterował maszyną wydobywczo-inżynieryjną typu SCV. Blyne przydzielił mu najgorsze zajęcie: odbierać surowce od pozostałych SCV przy włazie i pakować je do promu. „Cholera, czemu akurat mi się to przytrafiło?” - pomyślał zirytowany.. Wielka i niezwrotna maszyna ledwo mieściła się w ładowni więc Wintage musiał wciąż mieć oczy dookoła głowy i niezwykle uważać, a co najgorsze - znosić obecność stukniętego sierżanta. Blyne nie dość że co chwilę wchodził kapralowi w drogę to jeszcze przeszkadzał mu w pracy nieprzerwanie obrzucając go epitetami. Wintage nie mógł nic na to poradzić, dodawała mu otuchy jedynie wyobrażona wizja ogromnego wiertła SCV zagłębiającego się w wredną paszczę sierżanta. Był jednak wystarczająco rozsądny by traktować to wyłącznie jako głupią myśl – nie miał zamiaru spędzić najbliższych kilkunastu lat w jakiejś kompanii karnej. - No i czego się opieprzasz?! Ruszaj dupę do roboty wredny robolu! - Tak jest, sir! - odpowiedział Wintage nie dając się sprowokować. Wciąż wykonywał swoją pracę najszybciej jak potrafił gdyż wiedział że im szybciej załaduje prom tym krócej będzie musiał znosić tę szuję. Blyne rozdrażnił się widząc że Wintage nie reaguje na jego wiązanki. Odruch kazał mu uprzykrzyć pracę kapralowi. Jedna ze ścian ładowni była całkowicie zastawiona beczułkami vespen gazu. Sierżant pociągnął jedną z nich powodując reakcję łańcuchową – z głośnym łomotem liczne beczułki porozjeżdżały się po całej podłodze promu. - Co ty do cholery wyprawiasz cioto?! Widzisz co zrobiłeś? - z pozornie wściekłej twarzy Blyne'a emanowało zadowolenie z „żartu” którego urządził kapralowi - Sprzątaj to ty bezmózgi fiu*** bo... Blyne nie dokończył. Kolana się pod nim ugięły i runął nieprzytomny na podłogę. Było to spowodowane mocnym ciosem w kark - McDean po poprzednim starciu z pilotem specjalnie poszedł do baraków ponieważ czekał aż Blyne zacznie wyżywać się na żołnierzach zapominając o grożącym mu niebezpieczeństwie. Tak też się stało a sierżant wykorzystał okazję: zakradł się pod prom i wszedł niepostrzeżenie włazem awaryjnym. Gdy zobaczył jak Blyne wyżywa się na Wintage'u jego wściekłość osiągnęła zenit. Chwycił pilota za kołnierz i wytargał z promu. Załoga placówki widząc co się szykuje przerwała pracę – wszyscy patrzyli teraz na McDeana. - Ej, Wintage! - zawołał sierżant w kierunku promu – to ten skur**** zrobił syf w swojej ładowni więc on to będzie sprzątać – następnie zwrócił się do wszystkich – Załoga! Koniec roboty na dzisiaj. - Tak jest, sir! - odpowiedzieli niezmiernie zadowoleni żołnierze lecz żaden z nich nie poszedł do baraków tak jak zwykle. Wszyscy czekali na to co McDean zrobi z Blyne'm. Dowódca uśmiechnął się widząc reakcję załogi. Czuł się sędzią w procesie pilota. - Chodź tu Wintage – powiedział do kaprala – to na tobie się dzisiaj wyżywał, nie? - Tak jest. - Masz prawo wymierzyć mu karę. Wintage zastanowił się chwilę. Uśmiechnął się szeroko, splunął na nieprzytomnego pilota i zwrócił się do szeregowych: - Znajdźcie mi szybko jakieś gówno Rhynadona, Blyne będzie miał niespodziankę w kokpicie. Wszyscy z entuzjazmem przyjęli jego osąd. Nikt nie wygrał zakładu lecz zrobienie takiego numeru Blyne'owi było o wiele lepsze nawet od skrzynki piwa.
* * *
Gdy Blyne się ocknął zaczął od razu coś podejrzewać – wszyscy żołnierze włącznie z McDeanem obserwowali go śmiejąc się do rozpuku. Zmieszał się nie rozumiejąc czym było spowodowane ich zachowanie, wszedł do swojego promu aby sprawdzić czy nic nie zginęło. Wręcz przeciwnie – w kokpicie i na fotelu pilota było porozrzucane ze dwadzieścia kilo kału Rhynadona. - Zaj**** was! - krzyczał z wściekłością stojąc chwilę później przy włazie. - Masz prezent na podróż powrotną ty drobny chujku – zawołał do niego McDean – a teraz spier*****! Żołnierze tarzali się ze śmiechu. Takie upokorzenie nigdy jeszcze nie spotkało Blyne'a który wiedział że zostanie wyśmiany bez względu na to co powie. Nie mając wyboru zamknął właz i zaczął rozgrzewać silniki przed startem. Perspektywa długiego lotu w niewyobrażalnie cuchnącym kokpicie oraz upokorzenie przez McDeana sprawiły że zaczął kipieć nienawiścią. Blyne odlatywał, widowisko się skończyło. Załoga Assam One zajęła się swoimi sprawami. Nagle żołnierzy idących do baraków zaalarmował metaliczny dźwięk dochodzący z kierunku centrum dowodzenia który przebił się przez szum silników promu - Blyne odlatując zahaczył burtą swojej maszyny o antenę łączności dalekiego zasięgu która złamała się jak zapałka. - Cholera! - zaklął wściekły McDean – sprawdźcie czy da się coś poskładać z tej anteny. Przez tego sukinkota jesteśmy bez łączności! - Jest doszczętnie zniszczona, sir. Straciliśmy kontakt ze światem – zameldował po chwili jeden z żołnierzy. - Jak Blyne jutro nie przyleci z nową anteną to osobiście powieszę go za jaja – wycedził wściekły sierżant. - Sir! Proszę spojrzeć! - zawołał Wintage wskazując w kierunku promu. Chociaż było już po zachodzie słońca, na tle pomarańczowego nieba wyraźnie było widać maszynę Blyne'a. Znajdowała się w odległości około 5 kilometrów od Assam One. Działo się z nią coś dziwnego: niebieska łuna otaczała prom pulsującym światłem. Po paru sekundach potężna eksplozja paliwa lotniczego i porozrzucanych po podłodze ładowni beczułek vespenu rozerwała kadłub promu w palące się strzępy które zaczęły spadać na ziemię znacząc niebo smugami czarnego dymu. Zaskoczeni członkowie załogi Assam One zaniemówili.
* * *
- Nie mam pojęcia co go załatwiło ale może to załatwić również nas. McDean odezwał się pierwszy po chwili niesamowitej ciszy. W czasie kilkunastu sekund przeanalizował w myślach całą zaistniałą sytuację. Kiwnął na kaprala Goodwina. - Po wschodzie słońca pójdziemy przeszukać okolice wraku. Na razie ustaw ośmiu na warcie. Reszta spać! Nie chcę iść rano na akcję z niewyspanymi ludźmi – zwrócił się do reszty żołnierzy. Goodwin wyznaczył siedmiu ludzi i poszedł z nimi do składu broni gdy pozostali żołnierze zgodnie z rozkazem kładli się spać w barakach. Sierżant i wartownicy założyli kombinezony CMC-300 i wzięli ze sobą Gaussy C-14. Każdy z nich zapełnił ładownice uranowymi pociskami U238 – amunicją najbardziej efektywną przeciwko słabo opancerzonym celom. Po kilku minutach ośmiu w pełni wyposażonych żołnierzy wyszło ze składu broni, Goodwin z trzema wszedł do stalowo tytanowego bunkra a pozostali czterej zaczęli wypatrywać ewentualnego zagrożenia ze szczytu wzgórza. W Assam One wkrótce zapadł zmrok.
2.
W środku nocy echo długiej serii z C-14 odbijając się od ścian budynków Assam One postawiło całą załogę na nogi. Pierwszy z baraku wybiegł dowódca – McDean wyrwany z łóżka miał na sobie tylko krótkie spodnie i podkoszulkę. Nie było czasu na zastanawianie się kto do kogo strzela. Przetarł oczy i w ciemności pobiegł niemalże po omacku w stronę fortyfikacji. Nagle południowy otwór strzelniczy bunkra oświetliły błyski Gaussa wypluwającego następną serię U238. McDean kątem oka zauważył że wyrwani ze snu żołnierze ubrani podobnie do niego zbiegli się w składzie broni i szykowali się do walki – na zakładanie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Marine_91
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…