stary człowiek na plaży
///
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Do wyłomu Luis. Do wyłomu. Głos ledwo przedarł się przez zgiełk bitewny, delikatnie wcisnął się pod hełm szczelnie okrywający jego głowę, i z trudem wpłynął do ucha. Tak, tam pójdzie. Wskazał swoim ludziom, a raczej szkieletom z oczyma żądnymi rabunku, z których serc już dawno uszło uniesienie, jakie wypełniało je na początku wyprawy, kierunek ataku. Strzały odbijały się to od tarczy, to od pancerza. Czuł się w nim jak nieśmiertelny. Mimo to łucznicy wroga cały czas próbowali znaleźć szczelinę w skorupie. - Chrystus jest z nami- słyszał, potykając się o ciała martwych i konających towarzyszy. Minął wyłom, w którym trwała walka, i ruszył ku ulicom. Jego miecz ściął głowę pierwszego saracena, jaki próbował go zaatakować. Wrogowie nadbiegali ze wszystkich stron. Uznali samotnego rycerza, którego towarzysze rozpierzchli się po mieście, za łatwy łup. Stał samotnie na środku ulicy. Jego tarcza odbijała cięcia szabli, a miecz to zanurzał się sztychem w ludzkich wnętrznościach, to cięciem przepoławiał ludzkie ciało. Ręka ćwiczona od dzieciństwa, nie wykonywała zbędnych ruchów. Żołnierz biegnący ku niemu był ogromny. Ruch topora zdruzgotał tarczę i pozbawił go osłony. Nie był jednak bezbronny. Trzymany w drugiej dłoni miecz wraził w jego krocze i chwytając również drugą ręką przedłużył ruchem ku górze, aż do momentu, kiedy koniec klingi po rozcięciu brzucha i klatki piersiowej zatrzymał się w ustach. Strzępy tarczy były już bezużyteczne. Odrzucił je. W lewą rękę uchwycił buzdygan i wyszarpując go zza pasa, zdzielił nim w głowę chłopca próbującego przebiec obok. Fragment czerepu odleciał pchany przez eksplodującą mieszankę krwi i tkanek. Już nie było więcej muzułmańskich rycerzy, tylko kobiety próbowały się skryć przed jego wzrokiem. Pierwszą napotkaną przeszył ostrzem sztyletu. Z drugiej zdarł chustę zakrywającą twarz, była piękna. Złapał ją mocno za włosy i wciągnął do domu, którego drzwi otworzył kopnięciem. W środku nie było nikogo. Gospodarze, albo uciekli, albo zginęli, pozostawiając całkiem porządnie wyposażone wnętrze. Rzucił ją na łóżko i odkręcił zawór w zbroi. Potem boleśnie rozchylił jej nogi i włożył przyrodzenie w krocze. Nie próbowała się nawet bronić, jednak na jej twarzy nie było śladu przyjemności. Nie przeszkadzało mu to. Po tylu miesiącach przymusowego celibatu, mogła nawet nie być młoda i ładna. Pragnął tylko kobiety, a ona była wręcz anielskiej urody. Szczytowanie przyszło szybko. Chwile przed nim, obrócił ją na brzuch, a w raz z pierwszymi falami napływającego ciepła wyciągnął sztylet i podciął jej gardło. Śmiertelne konwulsje zwiększyły jego rozkosz. - Jerozolima zdobyta. Głosy zza okien stawały się coraz głośniejsze. Puścił zwłoki. Spadły spokojnie na łoże, na którym przed chwilą leżała żywa dziewczyna. Podszedł do zwierciadła. Zdjął hełm i rękawice. Zobaczył misę z wodą i mydłem. Przemył twarz i spojrzał w zwierciadło. Zobaczył siebie w lustrze. Wydał się sobie bardzo przystojny w czarnym mundurze. Z uśmiechem założył czapkę z trupią główką i wyszedł z pokoju. - Rolf. Do nogi. Pies czekający przed drzwiami, jakby na to czekał. Podszedł i czekał, aż jego pan przyczepi smycz do obroży. - Idziemy na spacer. Za wrotami baraku skręcili w prawo i skierowali się w kierunku ogrodzonego drutem kolczastym terenu. Na płocie pod napięciem wisiało kilka zwłok. - Brak im ducha Wilhelmie- powiedział mężczyzna w podobnym mundurze, który pojawił się obok. - Nie Karl, nie masz rację. Oni próbują oszukiwać Rzeszę i mieć dzień wolny. Jutro muszę zagonić do pracy w krematorium. Zaczęli się śmiać dziko. Minęli razem bramę i skierowali się w kierunku baraku 27. - Kapo- wrzasnął. Więzień wybiegł ściągając pospiesznie czapkę. - Numer. Odsłonił przedramię i recytował. - Ein hundert sieben und vierzig, sieben hundert acht und neunzig. - Znowu jakieś świnie nie pozwalają mi spać- Uderzył go pałką po głowie. Pies gryzł jego nogę- Apel. Wybiegli i ustawili się w równych
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nihil
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…