Stokrotka
Pierwsza część. Nie radzę sugerować się tytułem - raczej nie dla dzieci.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Jesteś pewna, ze chcesz to zrobić? – ponownie zapytał Michał. Agnieszka spojrzała na niego groźnie i pokręciła znacząco głowa. Jej usta zwęziły się lekko. - Pytasz mnie już chyba pięćdziesiąty raz. Mówiłam Ci że tak! – wybitnie podniosła głos przy ostatnim słowie manifestując całkowite przekonanie co do swojej decyzji. Michał spojrzał jej w oczy. Był bardzo niespokojny, Martwił się o Agnieszkę, choć on też mógł mieć problemy przez to co chcieli zrobić. Chyba niepotrzebnie mówił jej o swoich planach. - Masz teraz polski? – starał się aby jego głos nie zdradzał zdenerwowania. - Tak. Powiedziałam, ze źle się czuję i idę do pielęgniarki. Biegli szybko przed siebie. Nie mieli zbyt dużo czasu do stracenia. Michał wyszedł sobie spokojnie z klasy korzystając z nieobecności nauczyciela od PO. Jeżeli chłopak będzie miał szczęście, to wróci przed jego powrotem, ale jeśli nie, wyląduje u dyrektorki na dywaniku. Raczej nie ukryje wtedy swojej winy. - Agnieszka – wybąkał niepewnie – dlaczego chcesz to zrobić? Nie zwolniła biegu. - A Ty? – uśmiechnęła się sarkastycznie. - No, ja robię to dlatego, ze jestem nienormalny – odkaszlnął – a Ty? tylko zniszczysz sobie reputację. Dziewczyna przyłożyła dłoń do ust by zdławić śmiech. Na korytarzu nie było nikogo i panowała kompletna cisza. Michał modlił się aby nie spotkali żadnego nauczyciela. - Robię to z ciekawości. Z resztą nie chcę, żeby wszyscy uważali mnie za układną panienkę. To mnie wnerwia. Michał był zaskoczony jej odpowiedzią. Zawsze myślał, ze Agnieszka bardzo pracuje nad swoją pozycją w szkole i klasie. Postanowił jednak nie ciągnąć dalej tego tematu. Jeżeli chce zrobić to co on, nie mógł jej jego zabronić. Minęli wszystkie klasy i stanęli przed drzwiami damskiej ubikacji. Aga wbiegła tam bez zastanowienia, Michał sekundę się zawahał, ale w końcu też przekroczył próg tej dziewczęcej twierdzy. Od razu zdziwiła go panująca wszędzie czystość. W męskich kiblach zawsze unosił się zapach potu, moczu i papierosów. Najczęściej sedesy były pełne papieru lub petów a ściany przypominały sen pijanego graficiarza. Tu było inaczej. Nad zlewem wisiało nawet lusterko które w toalecie płci przeciwnej wytrwało by góra 2 godziny. Michał stał oszołomiony „egzotyką’ tego miejsca. - Michał! – krzyknęła Agnieszka – Nie mamy czasu! Chłopak jakby powrócił do z dalekiej podróży. Przez chwilę przetwarzał słowa koleżanki patrząc na nią tępym wzrokiem. Po chwili sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej lśniącą metalicznym blaskiem żyletkę. Podniósł wzrok. Otworzył usta aby cos powiedzieć. - Jeżeli jeszcze raz mnie spytasz czy jestem pewna to dostaniesz w gębę! – rzekła grożąc mu palcem. Faktycznie, chciał o to zapytać i na sekundę wybił się z kontekstu. Otrzeźwiło go wzmagające się podniecenie. Położył metal na dłoni. - Kto pierwszy? – jego głos był już pełen strachu Agnieszka patrzyła na żyletkę. Jej ciemne włosy opadały swobodnie na twarz gdy sięgała po ostrze. Obracała go w palach. - Mam pomysł. Ja przetnę Ci, a Ty mi dobra? – odrzuciła włosy do tyłu. Jej oczy ukazały, ze przerażenie jej nie ominęło. Michał zgodził się. Wyprostował prawą dłoń i wysunął ją w kierunku Agnieszki. Czekał na pierwsze ciecie. O dziwo dziewczyna tylko położyła żyletkę na jego dłoni. - Ty zaczynaj – wymruczała cichutko. Nie było już czasu. Michał silnie chwycił lewą dłoń Agnieszki i jednym ruchem rozciął jej skórę na wewnętrznej stronie. Trysnęło mnóstwo krwi która rozlała się po każdym wgłębieniu dziewczęcej skóry. Już po chwila zaczęła kąpać na podłogę. Chłopak poczuł szum w głowie, był dziwnie szczęśliwy i zafascynowany. Wlepiał wzrok w rozlewającą się czerwień. Aga tylko jęknęła. W jej oczach pojawiły się łzy. Michał udawał, ze go to nie obchodzi, ale w głębi serca rozumiał, że nie powinien był jej w to wciągać. Było już za późno. Teraz ona chwyciła kawałek metalu. Nie ukrywała niepewności. Przyłożyła żyletkę do skóry Michała, ale nie zrobiła ciecia. Michał nie zamierzał czekać. Przesunął dłonią po metalu. Stało się coś strasznego. Agnieszka osunęła się na kolana. Chłopak był pewny, że zasłabła od widoku krwi. Uklęknął przy niej, uważając by nie pobrudzić ubrania krwią. - Co się... Nie dokończył. Agnieszka pokazała swoje dłonie. Obie były przecięte. A przecież nie mogła się skaleczyć przy cięciu skóry chłopka! Michał zorientował się, ze jego także bolą obie ręce. Spojrzał na dłonie. Krwawiły i były zranione od kciuka po przegub. Nie poczuł początkowo bólu, gdyż zagłuszyło go podniecenie. Nie mógł zrozumieć tej sytuacji. Jedynym wytłumaczeniem była możliwość, ze skaleczyli się przy cięciu drugiej osoby ale... to było po prostu nierealne. Michał był pewien, że nic takiego się nie stało. - Michał, dlaczego ja tak krwawię – po policzku płynęły jej łzy. – przecież ja... to znaczy Ty... Boże! Chłopak odkrył w sobie bardzo ważna cechę. Potrafił zachować trzeźwość umysłu, nawet w najbardziej stresujących sytuacjach. Spojrzał na zegarek. Jego tarcza była lekko poplamiona krwią, ale dokładnie można było zobaczyć, ze wskazówki pokazują godzinę 10:32. Za trzy minuty był dzwonek. Musieli wrócić w tym czasie do klasy. Michał pomógł Agnieszce wstać. - Nie wiem co się stało, ale nie możemy teraz nad tym myśleć. Musimy wracać do klas. - Ale jak ja się tak pokaże – Cicho szlochała i wskazała na swoją jasnozieloną bluzkę z licznymi, ciemnoczerwonymi plamkami. – ona się dowie! Z reszta piekielnie bolą mnie ręce. Jej dłonie wyglądały fatalnie. Były mocniej rozcięte niż Michała, szczególnie lewa. Dokładnie widoczne stały się podskórne struktury ciała. - Zabiorę Cię do domu – powiedział Michał, zdziwiony szybkością swojego myślenia. - A szkoła? - Pieprzyć to... Agnieszka uśmiechnęła się przez łzy. Michał odwzajemnił ten uśmiech, choć bez przekonania. Jego serce wręcz zmroził strach. Trzymał dziewczynę pod rękę, pozwalając by się o niego oparła. Rękaw miał cały zakrwawiony. Na szczęście, anormalność sytuacji pozwoliła zapomnieć mu o własnym bólu. Gdy wychodzili z ubikacji Agnieszka na chwile się zatrzymała. - Jeżeli już to zrobiliśmy, nie można tego zmarnować! Uderzyła otwartą dłonią w białą ścianę zostawiając na niej krwawy ślad rodem z horrorów. Jej twarz ozdobił wyraz bezgranicznego tryumfu. Michał też nie mógł odmówić sobie tej przyjemności. Obok śladu Agnieszki pojawił się drugi, trochę większy. Wyglądały jak dwa czerwone anioły rozpościerające skrzydła.
*** Jeszcze tego samego wieczora, gdy oboje leżeli już w łóżkach z obwiniętymi bandażami dłońmi, wyznali sobie miłość. Nie musieli używać słów. Tylko pomyśleli i posłali sobie wyimaginowane pocałunki. Nazajutrz było dla nich oczywiste, ze są parą.
***
Czasami szczęście przynoszą rzeczy bardzo błahe. Dzieciom, sprawia ogromną radość nawet najtańsza zabawka z pobliskiego kiosku. W późniejszym okresie życia już nie bawią nas laleczki czy samochodziki, ale także potrafimy cieszyć się każdym uśmiechem losu, nawet tym najdrobniejszym. A jak to jest z miłością? Czy zawsze cieszy gdy przychodzi? Wielu osobom wydaje się, ze tak. Jednak są przypadki kiedy miłość nie może sobie znaleźć w człowieku miejsca. Każdy z nas musi otworzyć się na uczucia. A co wtedy gdy ktoś się ich boi? Zamyka się, uważa, ze tak będzie lepiej. Czy ma rację? W niektórych przypadkach niestety tak. Wiem, że trudno to zrozumieć. W końcu względnie każdy może pozwolić sobie na kochanie kogoś, nie zawsze ze wzajemnością, ale jednostronną miłością może darzyć. Niestety, niektóre ludzkie tragedie, są zbyt straszne by przyćmiła je nawet miłość. Agnieszka od początku tego zrodzonego w myślach związku była jakby oschła. Wydawała się trzymać na dystans wszystkich i wszystko. Co prawda przed Michałem otworzyła się bardziej, ale chłopak czuł nadal, ze zna ją tylko w niewielkim procencie. Podczas wielu rozmów Agnieszka robiła wrażenie nieobecnej. Jej myśli ewidentnie krążyły gdzieś w kompletnie innej strefie. Rozmawiała normalnie, śmiała się, żartowała... ale była obca. Jej grymas przypominający uśmiech wyglądał szczerze, ale znikał równie szybko jak się pojawiał. Ogólnie Michał i Agnieszka spędzali ze sobą dużo czasu, jednakże ich życie towarzyskie było raczej nudne. Nie robili praktycznie nic poza wspólnymi spacerami i rozmowami. No tak, Mońki nie były raczej miejscem pełnym rozrywek, ale jak ktoś dobrze poszukał mógł znaleźć kilka ciekawych miejsc. Michał kilka razy próbował wybrać się z Agnieszką gdzieś, gdzie byłoby trochę więcej ludzi. Ona zawsze odmawiała. Nie lubiła tłumów, to było oczywiste. W tym jednak było coś więcej. Aga bała się innych. Często wzdrygała się na dźwięk niektórych słów, wyraźnie zachowywała się nieswojo w towarzystwie mężczyzn. W klasie też nie była lubiana. Rozmawiała z niewieloma osobami, a jeżeli już to najczęściej z dziewczętami. Praktycznie zawsze siedziała w końcie i przeglądała jakieś książki. Nie można było powiedzieć, że się uczyła. Michał to czuł. Ona myślała o czym innym. Targały nią silne emocje, nawet w chwilach pozornie spokojnych. Chłopak nie potrafił zrozumieć co siedziało tak głęboko w jej umyśle, ale był pewien, ze nie było to nic przyjemnego. Kiedyś próbował z nią o tym porozmawiać. Nie przyniosło to żadnego skutku. Ona dawała tylko wymijające, zagadkowe odpowiedzi. W zasadzie po tej konwersacji narodziło się więcej pytań. Jako, że Michał był praktycznie jednym przedstawicielem płci przeciwnej z którym Agnieszka rozmawiała, ich związek był znany na forum szkoły. De facto Agnieszka też stanowiła jedyną dziewczynę z którą Michał zamieniał więcej słów niż kulturalne „cześć”. Jak się można domyślić oboje stanowili powód do kpin. Przypominali wszystkim parę dziwaków, zamkniętych w swoim świecie. Jednak tej dwójce to nie przeszkadzało. Oboje byli przyzwyczajeni do docinek i powszechnego niezrozumienia. Kochali się (na pewno?) to było najważniejsze. Michał samodzielnie chciał znaleźć powód dla którego Agnieszka tak nieszczerze okazywała swoje uczucia. Mimo iż rozpatrzył praktycznie wszystkie możliwe kłopoty szesnastoletniej dziewczyny, lecz w tunelu nie pojawił się nawet pojedynczy blask światła. Aga nie miała kłopotów z nauką, oceny miała co najmniej poprawne. Inni uczniowie nie dokuczali jej z powodu wyglądu i zachowania, przynajmniej nie wprost. Uważali ją za inną, ale chyba mieli do niej jakiś szacunek. Przynajmniej większość. Była u niej w klasie dwójka chłopców (Michał nie pamiętał nawet ich imion), którzy solidnie się do niej przyczepili, jednak nie możnaby przyjąć tego za powód powszechnej i niekończącej się melancholii w jej sercu. Poza tym ona sama zdecydował się na życie pustelniczki i mówiła, że było jej z tym dobrze. To, ze ich miłość stanowiła powód do plotek, mogło być jakimś powodem do zmartwień, ale Agnieszka sama to wytłumaczyła. - Nie obchodzi mnie co mówią inni. To ich sprawy, a my mamy swoje życie... (Dlaczego nie powiedziała, ze mnie kocha?) Jej sytuacja rodzinna też nie wyglądała źle. Ojciec pracował jako kierowca w firmie transportowej a matka była pielęgniarką. Oboje nie zarabiali kroci, ale mogli zapewnić córce godziwe życie. Byli poza tym bardzo miłymi ludźmi. Michał spotkał się z nimi raz i nie było to męczące przeżycie. Jednak Agnieszka wydawała się być psychicznie wyczerpaną i przerażoną tą sytuacją Przez cały wieczór spędzony wspólnie z jej rodzicami wybąkała dosłownie tylko kilka zdań. Jej matka powiedziała chłopcu na osobności, ze Agnieszka zawsze była skryta i niechętna ludziom. Wyraziła tez swoje zadowolenie, ze córka nareszcie znalazła sobie kogoś kogo naprawdę kocha. Czy naprawdę kochała? Michałowi było z tego powodu wstyd, ale nie potrafił tak do końca uwierzyć w tą miłość. Sam kochał ją bardzo, ale nie był pewny czy ona czuła to samo. Bał się powiedzieć o swoich wątpliwościach. Czekał na lepszy moment. Ten nigdy nie nadszedł, bo wszystko się wyjaśniło. Niezwykle brutalnie, ale jednak. I z końcem tego jednego problemu narodził się drugi o wiele większy od poprzedniego.
Wieczór skrzył się nudą. Wszyscy byli bardzo zmęczeni panującym upałem. Nawet dwaj bracia Michała – Konrad i Szymon – zwykle hałaśliwi i nieznośni leniwie przesiadywali przed telewizorem. Rodziców nie było w domu oboje pracowali do późna. Jako ze był piątek Michał mógł zapomnieć o lekcjach. Już kilka godzin poświecił na czytanie o nowych modelach aparatów fotograficznych których ceny wyrażane były w pięciocyfrowych liczbach. Pomarzyć dobra rzecz. Ciągle tez, jak to człowiek zakochany, rozmyślał o Agnieszce. Dzisiaj widział się z nią tylko kilka razy. Spytał co z jej dłońmi (niedawno zdjęła opatrunki) i próbował wyciągnąć ją gdzieś po południu. Nie mogła, tak jak prawie zawsze. Michał przyzwyczaił się do takiej sytuacji. Wydawało mu się normalne, że Agnieszka z nim nie pogada. Co prawda jej głosu potrzebował jak narkoman heroiny, ale rozumiał jej charakter. Nie próbował na niego wpłynąć. W końcu, koło godziny 24:34 wstał od komputera. Przetarł zmęczone oczy i spojrzał przez okno. Lekkie światło księżyca wpadało leniwie do pokoju. Dziwnie, żaden insekt nie kwapił się, żeby wfrunąć do środka. „Może upał usmażył te wszystkie piekielne owady?” – pomyślał Michał. Zawsze bał się wszystkiego co było małe, latało i głośno brzęczało. Lęk ten odkrył u siebie już we wczesnym dzieciństwie gdy pierwszy raz użądliła go pszczoła. Wrzeszczał wtedy jak oszalały, rzucał się, wyglądał jakby nie ukąsił go zwykły owad tylko Żarłacz Biały. Co ciekawsze, ten strach kończył się na pająkach. Michał lubił te zwierzęta i ciekawiło go ich życie. Miał nawet kiedyś w słoiku małego krzyżaka, ale zwiał mu już po kilku dniach. Chłopak oparł się o parapet i spojrzał na okryty ciemnością nocy świat. Było bardzo cicho. Jedynie świerszcze niestrudzenie grały swój koncert. Tylko w niektórych mieszkaniach paliło się jeszcze światło. Osiedle spało głęboko. Michał nie zamierzał być w tej materii inny. Kleiły mu się powieki i czuł, ze musi odespać miniony tydzień. Ostatni raz rzucił okiem na ciemność i odwrócił się z zamiarem udania się do łazienki. Złapał się za głowę. Potężny ból przebił jego czaszkę jak wiertarka. Ledwo powstrzymał się od krzyku. Czuł jakby jego mózg właśnie wybuchł. Osunął się na kolana dłońmi wciąż ściskając obolałą czaszkę. Jego twarz okazywała wielkie cierpienie. Powoli otworzył oczy. Świat zdawał się falować. Wszystkie sprzęty tańczyły wokół niego jak filmowi Indianie przy płonącym ognisku. Kolorowe plamki przysłaniały obraz. Zasyczał cicho. Nagle ból uderzył ponownie. Tym razem poniżej żołądka. Michał zgiął się i uderzył głową o miękki dywan. Jego ręce ściskały napęczniały żołądek. Czuł jakby jego naczynka krwionośne popękały pod ciśnieniem krwi, a cały zaległy w nich płyn rozlewał się wewnątrz ciała. Tyle, ze ta ciecz stanowiła raczej kwas solny niż krew. Jego jądra także pulsowały tępym bólem. Był to ból, który znają tylko mężczyźni, którzy choć raz dostali kopniaka w swoje…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil SthiefH
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…