Wróć do katalogu

StoneHill cz.1

po bardzo długiej nieobecności postanowiłem co dodać. To moje 1 opowiadanie jakie napisałem więc proszę o wyrozumiałość i komentarze że ym wiedział jakich błędów nie popełniać przy pisaniu kolejnych części. :-)

gandalf, opublikowano , 19 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pamiętam, że śniłem, nie wiem jednak o czym ani jak długo trwałem w świecie marzeń. Powoli, jeszcze będąc w stanie pół snu podniosłem się z łóżka, jednak woń stęchlizny unosząca się w małym pokoiku szybko przywróciła mnie do normalnego stanu świadomości. Strasznie zabolała mnie głowa, nie byłem pewny czy z powody tego nieznośnego zapachu unoszącego się po pokoju, czy z powodu wczorajszej imprezy. Chyba wtedy zbyt dużo wypiłem i urwał mi się film. Przypominam sobie jedynie to że tańczyłem... bardzo długo... potem wyszedłem z jakąś dziewczyną na taras, więcej nie mogę sobie przypomnieć... Podszedłem do okna, a mym oczom ukazał się jak każdego dnia widok lasu StoneHill, zwanego także martwym lasem z powodu drzew na których nigdy nie rosną liście., wydają się one być martwe i ponure przez wszystkie pory roku. Dla przejezdnego ten widok może się wydawać przerażający, ale dla mieszkańca StoneHill – miasteczka położonego w samym sercu owego lasu nie robi żadnego wrażenia. Ubrałem się w moje stare jeansy, czarną koszulkę i wyszedłem z mojego małego domku. Na ulicach było pusto ani jednej żywej duszy. Wydało mi się to dziwne, bo mimo iż StoneHill liczyło tylko 50 mieszkańców, to na ulicach zawsze coś się działo. To dzieci państwa Hinley bawiły się w policjantów i złodzieji, to pani Tarnebley zamęczała kwiaciarza Sama kolejną historią ze swojej młodości. Nie było słychać nawet pana Bins'a, który codziennie rano uraczał wszystkich swoim śpiewem spod prysznica. Ta cisza i pustka z jednej strony przerażała i napawała grozą, a z drugiej strony uspakajała i napawała spokojem, było to naprawdę dziwne uczucie. Żołądek zaczął się upominać o śniadanie, nie myśląc ani chwili dłużej ruszyłem w kierunku pubu Garrego, miałem nadzieję, że może tam wreszcie zobaczę jakąś żywą duszę. Przez okno nie było widać nikogo w środku, jednak drzwi były otwarte. Zacząłem się wtedy niepokoić, gdzie się podziali wszyscy mieszkańcy ??? Co się stało ??? Dlaczego w mieście nie ma ani jednej żywej duszy ??? Wszedłem do pubu mając nadzieję poznać odpowiedzi na moje pytania. Jakby na powitanie uderzył mnie zapach stęchlizny, taki sam jakim zalatywało się w moim pokoju. Ledwo zrobiłem parę kroków i potknąłem się o coś dużego. Powoli się podniosłem i odwróciłem głowę, byłem ciekaw o co „zahaczyłem”. Jeszcze tego wtedy nie wiedziałem, ale właśnie sprawdziło się powiedzenie „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”.

*** -Pięknie, pięknie mój drogi, oby tak dalej- rudowłosa kobieta zaśmiała się a jej głos poniosło echo rozchodząc się po lesie. W jej głosie można było wyczuć zadowolenie, przeplecione nutką ironii. -Jeśli będziesz tak dalej postępował to zakończymy sprawę StoneHill szybciej niż się spodziewałam. Jedyne co musisz dalej robić to iść dalej po mieście i odkrywać kolejne rozdziały tej historii... - znowu się zaśmiała, jeszcze głośniej, ale jej głos nie wydawał się już taki ludzki...

***

Całe ciało było blade i takie sztywne, nie trzeba było go dotykać by poczuć emanujący z niego chłód. Mój umysł bardzo powoli przetwarzał to co widziały oczy, zupełnie tak jakby do niego nie docierała prawda, albo przynajmniej nie chciał by fakt iż leży przed nim stary dobry Garry jest rzeczywistością a nie dziełem wybujałej wyobraźni. Jednak z każdą sekundą nadzieja, że to może jednak sen, albo jakieś inne wyimaginowane zjawisko zanikała bezpowrotnie. Nie byłem wstanie wypowiedzieć słowa, że o poruszeniu z miejsca nie wspomnę. Przestało się liczyć wszystko, nawet dziwny fakt „pustego” miasta. Jedyny punktem zaczepnym dla mych myśli był Garry – właściciel tutejszego pubu, stary przyjaciel, który zawsze zapisywał piwo na zeszyt. Jak małe dziecko dotknąłem jego twarzy chcąc sprawdzić czy to co widzę jest prawdą. Potem oślepiło mnie światło, ale tylko przez parę sekund, kiedy ustało zobaczyłem coś co mnie zdziwiło...

***

...Wszyscy tańczyli, nawet pan Bin's mimo swojego wieku, tańczył na parkiecie jak „młody bóg”. Garry po raz kolejny zapisywał dla Sam'a piwo na zeszyt .Zabawa była sielska i pewnie trwałaby do białego rana gdyby nie pewne wydarzenie które odmieniło na zawsze życie mieszkańców StoneHill. Do pubu wszedł właśnie kolejny gość, mimo iż nie było go widać z powodu słabego światła to Garry od razu go rozpoznał. Podszedł do nieznajomego i z uśmiechem na twarzy powiedział -Witaj stary! Długo cię u nas nie było, co się z tobą działo przez te ostatnie parę dni? - odpowiedziała mu cisza, z ust rozmówcy nie padło ani jedno słowo. -Stary co z tobą, coś nie tak ? - położył mu rękę na ramieniu i leciutko nim potrząsnął. Nim zdążył coś jeszcze powiedzieć przybysz szybko go chwycił za rękę i ścisnął. Po sali rozległ się krzyk i odgłos łamanej kości. Wszyscy nagle zapomnieli o tańcu i muzyce i podeszli bliżej chcąc zobaczyć co się dzieje. Złamana kość jednak nie wystarczyła dla „łamacza kości”, wziął on zamach i przebił klatkę piersiową Garrego wyrywając serce. Pierwszą reakcją był krzyk, parę osób zemdlało z powodu krwi wylewającej się z ciała martwego już właściciela pubu i różnych narządów które wyleciały z jego ciała z sercem włącznie. Ludzie zaczęli uciekać, jednak zabójca tylko się uśmiechnął i ruszył w stronę kolejnej ofiary, teraz jego oczy przybrały przerażający odcień szkarłatu, ale już nic więcej nie było widać, bo znowu pojawiło się światło zalewające całe pomieszczenie...

***

Światło ustało równie szybko jak się pojawiło, ale zdziwienie i przerażenie po tym co zobaczyłem nie zanikła tak szybko. Obraz wyrwanego serca cały czas przelatywał mi przed oczami, ale najgorsze były te oczy... nie udało mu się rozpoznać kim była ta osoba, ale ten szkarłat w oczach... to były oczy bestii a nie człowieka. Wziąłem się w garść, wstałem starając się nie myśleć o tym co widziałem, byłem pewny że jeśli będę się nad tym zbyt długo zastanawiał to popadnę w szaleństwo. Wybiegłem z baru i ruszyłem prosto przed siebie. Każdy szelest... każdy odgłos zdawał się być zapowiedzią czegoś co mogło zakończyć moje życie... zapowiedzią bestii która zabiła Garrego i pewnie też innych. Ci co nie zginęli tamtej nocy pewnie uciekli z miasta. Rozejrzałem się i stanąłem jak wryty, jakimś dziwnym trafem dobiegłem aż do cmentarza położonego niedaleko za miastem. Nie dość że tego dnia widziałem o wiele za dużo, to jeszcze trafiłem na cmentarz, granica między normalnym myśleniem a szaleństwem była coraz bliżej. Nie wytrzymałem napięcia i zemdlałem, to było dla mnie za dużo. Nie wiedziałem że wtym samym czasie ktoś właśnie przybył do StoneHill

***

Czarny samochód właśnie wjechał do miasta. Przez szybę można było dostrzec mężczyznę i dziewczynę. Obydwoje byli ubrani na czarno, niczym „men in black” w płaszczach. Chłopak był czarny i łysy w markowych okularach przeciwsłonecznych, kobieta była zaś zgrabną brunetką o krótkich włosach. Nagle pojazd się zatrzymał. -Dlaczego do jasnej cholery się zatrzymałeś ?! - krzyknęła brunetka, ale łysy powiedział spokojnie -Spójrz... - i wskazał palcem na tabliczkę z napisem „StoneHill” -Więc wkońcu dojechaliśmy.- na twarzy dziewczyny pojawił się szyderczy uśmiech. -Na to wygląda... Samochód zostawimy tutaj, weźmiemy tylko sprzęt i ruszamy dalej pieszo, im szybciej się uwiniemy tym lepiej. Rozumiemy się Daria ?? -Nie truj Roy, lepiej się zastanów czy ten gościu co nam opowiadał o tym miejscu nie był wariatem czy jakimś innym świrem, bo dla mnie wyglądał on na jakiegoś gościa co za dużo wypił.- w jej zielonych oczach można było zobaczyć wstręt na samo wspomnienie o pijaku którego spotkali parę dni temu. -Być może masz racje..., ale jeśli mówił prawdę.... zresztą jeśli nie sprawdzimy to się nigdy nie dowiemy. -Punkt dla ciebie. -W jego historii nie pokoi mnie jednak coś.... -Co ? -Kiedy opisywał tego gościa to wspomniał coś o szkarłatnych oczach... -I co z tego? -Nie jestem pewien ale ten potwór potrafił.... złamać kości bez choćby oznaki słabości... przebić ręką ciało człowieka.... bawić się nim... jak krwawą marionetką... -Chyba nie masz na myśli .... -Niestety... nie widzę innego wytłumaczenia... -Kurwa! My to mamy zawszone szczęście. - na twarzy Darii znów się pojawił szyderczy uśmiech. Obydwoje wyszli z samochodu i otworzyli bagażnik i zaczęli się szykować na to co mogło czekać na nich w mieście.

***

Słońce powoli chowało się za horyzontem, rudowłosa dziewczyna sama spokojnie przyglądała się temu pięknemu zjawisku. -Robi się coraz ciekawej... uważaj mój drogi, bo stracisz zmysły nim dojdziemy do końca tej historii. - zaśmiała się cicho, ale nagle przestała. Wyraz jej twarzy nagle zmienił się z beztroskiego na bardzo poważny. Wyczuła kogoś... dwie osoby... mężczyznę i kobietę. Czuła, że nie są oni zwykłymi ludźmi... zwykłym „mięsem”. Byli oni wytrenowani to wytępienia takich jak ona. -A więc mamy gości mój drogi... myślałam, że nikt więcej nie przeżył... pomyliłam się, ale mówi się trudno, wychodzi na to, że zabawa zaczyna się rozkręcać, lepiej pójdę osobiście się przyjrzeć naszym „gościom”. - kobieta pobiegła w stronę miasta. Nie było słychać jak biegnie... człowiek nie biegnie tak szybko i cicho...

***

Byłem w ciemnej jaskini, jedynym źródłem światła były nieliczne pochodnie porozstawiane w różnych miejscach. Szedłem w wzdłuż korytarza, po chwili doszedłem do kamiennych drzwi. Były na nich wyryte dziwne znaki, które jakimś cudem rozumiałem, napis głosił: „Istota z niezkalaną duszą nie ma wstępu do królestwa ciemności Wypaczone istnienie na zawsze złączy się z czystym mrokiem Wszystko co było zniknie, a zostanie tylko to co będzie.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych