Wróć do katalogu

Strażnik dusz

Opowiadanie to jest o rozwijającej się przyjaźni między zwykłą dziewczynką, a niezwykłym chłopcem strzegącego tajemniczego miejsca.

AkaiAme, opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Przyjemny szum szeleszczącego lasu rozniósł się pośród wiecznej zmarzliny. Samotny chłopiec siedział w półcieniu największego z drzew, a jego głowa sennie opadała na ramię. Mamrotał coś niewyraźnie pod nosem, zatem podeszłam do niego bliżej pewnym krokiem, zasiadając przy jego boku. Z uwagą przyjrzałam się jego śpiącej twarzy. Alabastrowa skóra podkreślała aksamitną czerń czarnych włosów splecionych w kucyk. Czerwone wargi wypowiadały nieznane mi słowa, które brzmiały niczym tajemnicze zaklęcia.

- Hej! - krzyknęłam z zamiarem przebudzenia tajemniczego osobnika. Poskutkowało. Chłopak zerwał się niczym oparzony rozglądając wokoło. Zaśmiałam się radośnie, ocierając łzy z kącików oczu. Jego reakcja była wręcz przekomiczna, a jego mina wyglądała jakby nigdy nie widział człowieka.

- Hę?! Co ja...co ty tu robisz? I kim jesteś? - zapytał już nieco poważniej. Chłopiec wydawał się moim rówieśnikiem, chociaż był niższy i mizerniejszy ode mnie. Powstałam podając mu dłoń, którą uściśnie tylko raz w swoim długim żywocie.

- Jestem Asari, poszukiwaczka przygód. - odpowiedziałam lekkomyślnie, jak na jedenastolatkę przystało. Ciągle przypatrywał się mojej osobie z chłodnym spojrzeniem z domieszką podejrzliwości oraz wrogości. Czując się nieswojo schowałam dłoń za siebie. - To miejsce to legenda mojego plemienia. Mamy zakaz wchodzenia tutaj, ale moja ciekawość była silniejsza.

- Nie bez przyczyny wstęp tutaj jest wzbroniony. To święte miejsce. - syknął z przekąsem, mrużąc wściekle oczy. Wzdrygnęłam się z przestrachem, wykonując krok do tyłu. Miałam zamiar w ostateczności uciec. - Wiesz czemu ono jest święte?

- Bo jest domem duchów? - spytałam zaniepokojona jego reakcją.

- Dokładnie. A ty nędzna człowieczyno splamiłaś je swoją obecnością! - niemalże wrzasnął, ale jego cieniutki głos wydobywający tak dojrzałe słowa brzmiał wręcz przekomicznie. Zakryłam usta dłonią próbując nie wybuchnąć śmiechem. Ściągnął poirytowany brwi, podpierając się o boki. - Co cię tak bawi?

- Nie nic. - uspokoiłam się dopiero po chwili. - Po prostu mówisz takie rzeczy, a sam jesteś człowiekiem. Na dodatek mógłbyś być moim kolegą! - uśmiechnęłam się próbując ujarzmić swój niepokój głęboko czający się w sercu. Przeczuwałam, że mimo swojego negatywnego nastawienia ten ciemnowłosy chłopiec o niesamowicie błękitnych oczach wcale nie jest zły.

- Faktycznie...To nie moja wina...Po prostu taki jestem. Ale nie zmieniaj tematu. - nadął policzki, najwidoczniej zdenerwowany moją dotkliwą uwagą. - Słyszałaś o ludziach, którzy odważają się...

- Różnie gadają na wiosce. Zamiana w ducha, lód lub kamień, wiecznie potępienie itp. Od wyboru do koloru. - wywróciłam oczami, a uśmiech nie schodził mi z twarzy tym samym przyprawiając o zmieszanie uczucia tajemniczego chłopca.

- Mimo tych ostrzeżeń weszłaś tutaj? - zdziwił się moją pozytywną energią.

- Mhm. - skinęłam energicznie głową. - Wiem, że takie piękne miejsce nazywane przez kogoś domem nie może być utrzymywane przez złe istoty. Ty również w głębi serca jesteś dobry. - chciałam dźgnąć go palcem w miejsce gdzie znajduje się serce, lecz odskoczył ode mnie cały czerwony na twarzy.

- Nigdy nie waż się mnie dotykać, ludzkie dziewczę! Nie masz pojęcia kim jestem!

- Racja. To niegrzeczne z twojej strony, że wrzeszczysz na mnie, a sam się nie przedstawiłeś. - bąknęłam, na co zakaszlał nerwowo.

- Nie mam imienia. Jestem strażnikiem tego miejsca.

- Słabo go pilnujesz, skoro nawet dziecko może tu się zakraść. - tym bardziej go zdenerwowałam, na co tupnął nogą.

- Głównie utrzymuje tutaj duchową równowagę, którą ty swoją obecnością, burzysz. - dostrzegł moje niezrozumienie malujące się na twarzy, na co głośno westchnął przecierając swoją twarz dłonią. - Powiem prościej...To miejsce to cmentarz. Dom dusz. Jeśli żywa istota do niego wkroczy, duszę zaczną wyrażać swoje zaniepokojenie. Jak ty byś się zachowała, gdyby ktoś obcy wszedł bez uprzedzenia do twojego domu? - zadał proste pytanie, wyczekując mojej odpowiedzi.

- Przywitałabym go, jeśli nie ma złych zamiarów! - odparłam bez chwili zawahania, na co zareagował niespodziewanym chichotem.

- Miałem do czynienia z wieloma ludźmi, lecz ty...Jesteś inna. Większość szukała ukrytych skarbów, czy złota, a ty? - zbliżyłam się bez żadnego strachu w jego kierunku, pewna jego czystych intencji.

- Już mówiłam na samym początku! Jestem poszukiwaczką przygód, więc szukam przygód! - i tak zaczęła się moja historia. Historia przyjaźni zwykłej dziewczynki i zwykłego Strażnika Dusz.

Miejsce w którym poznałam tajemniczego chłopca, mój lud nazywa Wiecznym Miejscem. Urodziłam się w plemieniu zamieszkującą ziemie okute przez tysiącletni lód. Królowała tu tylko jedna pora roku, wieczna zima. Nikt nie dochodził dlaczego tak się stało. Było i już. Legenda głosiła, iż niegdyś było to najprzyjemniejsze miejsce na ziemi zwaną Arkadią, które przez chciwość i egoizm ludzi zamienił się w lód. Była to kara zesłana przez Bogów. Istniało tylko jedno miejsce, które prawdopodobnie przypominało Arkadię z legend przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie. Jednakże ludzie nie tylko z mego plemienia, lecz również spoza niego, mieli restrykcyjny zakaz przekraczanie granic Wiecznego Miejsca ze względu na jego mieszkańców. Wierzyliśmy, iż jest to święte domostwo zmarłych. Również i tak twierdzili nasi szamani. Ludzie, którzy tam wchodzili nigdy nie wracali z niewiadomych przyczyn. Aczkolwiek nie ważne jakie wokoło panowały surowe warunki. Nie ważne jak bardzo chłód dawał się we znaki. Wieczne Miejsce było oazą harmonii, ciepła, życia i bogatej roślinności. Odkąd pamiętam intrygowało mnie ten usnuty w tajemniczości teren, lecz rodzice surowo mi wzbraniali nawet na niego spoglądać. Aż wreszcie wymknęłam się im wkraczając na zakazane terytorium.

Tam go poznałam. Chłopca tak niepozornego oraz wątłego, iż nie podejrzewałam jaką bardzo ważną rolę odgrywa w tym misternym miejscu. Był Strażnikiem Dusz, pilnował aby równowaga ich spokoju nie została zachwiana. Duchy nie ukazały swojej wrogości wobec mnie, więc stwierdził, że w ten sposób wyrażają aprobatę na moje sporadyczne wizyty. Napomkniętego Strażnika nazwałam Sem. Wiele mi opowiedział o Wiecznym Miejscu i jego mieszkańcach. O sobie również opowiadał, chociaż niewiele tego było. Sem odkąd pamiętał był tym kim jest do tej pory, a wewnętrzny głos podpowiada mu co ma robić. Nie musiał jeść, czy pić. Jego sen, był tak naprawdę medytacją podczas której integrował się z Wiecznym Miejscem.

Kiedyś podczas nauki wspinania na drzewa, osunęła mi się noga z gałęzi i spadłam. Sem próbował mnie chwycić, ale w ostatnim momencie się powstrzymał biernie przyglądając się jak boleśnie spotykam się z ziemią. Na szczęście nic mi się nie stało. Wstałam pobolewając oraz rozzłoszczona wydarłam się na przyjaciela.

- Czemu mnie nie uratowałeś?! - nie odpowiedział tylko wpatrywał się we mnie z niewytłumaczalnym smutkiem. Nie rozumiałam dlaczego bał się mnie dotknąć. A może się mnie brzydził?

Sem nie był otwartą emocjonalną księgą, lecz potrafił wyrażać podstawowe uczucia. Miejsce to również nie miał pojęcia kto stworzył oraz w jaki sposób, ale kto by do tego dochodził skoro jest takie piękne i urokliwe. Kolorowe kwiaty były porywane w rytm delikatnego wiaterka, okoliczna rzeka była się tak krystalicznie czysta, iż można było bez problemu dojrzeć dno. Gdzieniegdzie w powietrzu radośnie tańczyły lśniące białe kule, które okazały się pilnowanymi duszami.

- Co by się stało gdybym dotknęła takiej duszy? - zapytałam z ciekawością, próbując musnąć koniuszkiem palców fruwającej wokół mnie, duszy.

- Znikłaby, jak ja. Jeśli duszę dotknie osoba o czystym sercu, po prostu znika. Nie mam pojęcia dokąd. - zastygłam, a moja ręka wraz ze mną.

- Więc nie wiesz czy jej zniknięcie, jest dobre czy złe? - pokręcił z zaprzeczeniem głową, prostym machnięciem ręki odciągając białą, drobną, kulkę, ode mnie. - A jeśli dotknie was osoba o złych zamiarach?

- Jeśli o sercu splamionym złem, dusza staje się demonem nękającym świat ludzi. - posmutniałam, chwytając się za ramiona. Mimo, że to miejsce tętniło martwym życiem oraz było niesamowicie przyjemnie, nagle poczułam obcy dla mnie chłód. Z czasem ten świat również stał się i moim.

Sem pokazał mi wszelkie zakamarki Wiecznego Miejsca. Ja nauczyłam go prostych uroków młodzieńczej codzienności m.in.: wchodzenia po drzewach, pływania, podwórkowych gier, spędzania czasu z przyjacielem. Z biegiem dni, tygodni, miesięcy i lat dorastałam, dojrzewałam, a on pozostawał taki sam.

Zaintrygowana plemienną legendą zaczęłam szukać szczegółów. Główna szamanka opowiedziała mi historię o niezwykle utalentowanym chłopcu, który potrafił komunikować się z duchami i wykorzystywać ich moc. Z czasem ludzie z wioski chcieli więcej i więcej, aż wreszcie planowali wykorzystać chłopca do najazdów na nowe ziemie. On oczywiście się nie zgodził, wtedy zaczęto szantażować go torturami. Przywódcy plemienia przekroczyli granicę. Umierający chłopiec zesłał na wioskę klątwę i od tamtego momentu jest skuta wiecznym lodem. W tym samym momencie istnieje Wieczne Miejsce. Podobno zamieszkuje tam dusza udręczonego chłopca, który nie potrafi odejść w spokoju w zaświaty. Ponadto duchy innych zmarłych zaczęły zamieszkiwać tamte ziemie, podtrzymując wioskę przy życiu pośród wiecznej zmarzliny. Podobno gdzieś na ziemi świętej znajduje się ukryty skarb naszego plemienia, zabranego przez chłopca przed jego śmiercią. Dlatego tak wielu ludzi wkrada się do Wiecznego Miejsca, jednak nigdy nie wracają po przekroczeniu granicy.

Próbowałam kiedyś o tym porozmawiać z Semem, lecz ten tylko się rozgniewał i zarządzał abym nigdy o tym już więcej nie wspominała. Posłuchałam jego prośby.

Uwielbialiśmy razem spędzać czas, spacerować, rozmawiać, czytać książki. Okazało się, że tajemnicze słowa, które mamrotał przez półsen to był język duchów. Nauczył mnie go wraz ze sposobem kontaktowania się telepatycznie z zagubionymi duszami i leczenia ludzi z pomocą ich energii, który wykorzystywałam w swoim plemieniu stając się jedną z najlepszych szamanek.

- Żałuj, że nie możesz spróbować specjalnie przygotowanej ryby mojej mamy w zalewie octowej. - zaśmiałam się sarkastycznie pałaszując całe przytargane przeze mnie jedzenie. Siedzieliśmy na niezwykle zielonej trawie, którą zanim spotkałam Sema, widziałam tylko w encyklopediach oraz innych książkach.

- Jakoś nie żałuję. - sarknął oschle przysłuchując się muzyce wydobywającej się spod skrzypiec natury.

- Właśnie, Sem. Nie myślałeś aby wyjść na zewnątrz? Aby spotkać innych ludzi? Aby odejść? - jego kącik ust uniósł się delikatnie ku górze. Podparł się z tyłu rękoma, odchylając głowę do tyłu. Przyjemne promienie słonecznie okraszały jego młodziutką twarz. Obecnie młodszą od mojej.

- Nie. Kocham to miejsce, a ono kocha mnie. Jeśli odejdę...- zamilkł na moment z niepokojem obserwując leniwie sunące po błękitnym niebie, białe obłoki. Chmury odbijały się w głębi jego niebieskich oczu. - Ono umrze.

- Rozumiem... - zamyśliłam się, upijając łyk zdrowotnej wody zebranej w tutejszej rzecze. Usłyszałam za swoimi plecami dziwne szepty. - Sem. - uciszył mnie gestem dłoni zrywając się na równe nogi.

- Zostań tu. Zajmę się tym. - nigdy nie zwracał się do mnie po imieniu. Nigdy mnie nawet nie dotknął z zrozumiałych przyczyn. Miałam prawie piętnaście lat. Rodzice namawiali mnie do szukania…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych