Strumyk
Pewna dziewczyna niespodziewanie przenosi się w czasie. Okazuje się, że znajduje się w okresie II wojny światowej. Gdy docierają do nich wojska, jako jedyna w domu, w którym się "zatrzymała" jest świadoma sytuacji i to od niej zależy jak po
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Kooooora! Przedzierałam się przez wysokie trawy i krzewy, których ostre krawędzie gałęzi rozdzierały mi skórę na rękach aż do krwi. Błądziłam po lesie już od dobrych paru godzin, gdy po krótkiej zabawie z psem, dobiegł mnie głośny huk. Wstrząsnął ziemią i spowodował chwilowe zachwianie, żeby uświadomić sobie czy nikomu nic nie jest. Kury rozproszyły się, a konie w stajni zaczęły nerwowo wierzgać, co chwile prychając. Jedynie mój pies, czerwono - biały seter irlandzki pogonił w stronę lasu skąd dobiegł hałas. Nie miałam wyjścia. Nigdy nie pozwoliłabym, żeby coś jej się stało. Zwierzęta są dla mnie jak rodzina i jeżeli one potrzebują pomocy, nie będę się wahała. Bez sekundy zastanowienia ruszyłam w pogoni za Korą wołając ją, ale w końcu straciłam ją z oczu, a słońce powoli zaczynało zachodzić. Z oddali słyszałam szum strumyka i przypomniałam sobie, że od kilku godzin nie miałam nic w ustach. Brzuch zaczął się domagać jedzenia, a zaschnięte gardło boleśnie piekło. Zmuszona przez głód dotarłam do wody, przy której kucnęłam i nabrałam wody. Ledwo dotknęłam wargami błyszczącej cieczy, gdy świat dookoła ucichł, a wszystko zaczęło dookoła mnie krążyć. Nie wiedziałam co się dzieje i zaczynałam się bać, gdy nie ustępowało. Na początku myślałam, że mdleję, ale to nie trwa tak długo. Gdybym miała naprawdę tu paść, to stałoby się to już dawno. Sekundy się dłużyły, a ja usilnie próbowałam wstać. Nagle ciszę rozproszyły przerażający pisk i zrobiło się ciemno...
Obudziłam się w ciepłym łóżku, otulona grubym kocem. Na ścianach odbijające się płomienie z kominka, wykonywały trudne akrobacje w swoim niepowtarzalnym tańcu. Naprzeciwko mnie stał ogromny stolik, przy którym głośne towarzystwo trójki dzieci próbowało rozruszać dorosłą kobietę, nieprzytomnie patrzącą przez okno. Twarz jej pokryta licznymi sińcami i ranami, raz bladła, raz różowiła się intensywnie. Błękitne oczy pokryte były łzami, spływającymi powolutku po policzku. Jak na ręce widać było jej ból. Znosiła ogromne męki, nieudolnie starając ukryć to przed dziećmi, które w tej chwili zrezygnowane usiadły na podłodze i zaczęły się bawić lalkami. Dwoje chłopców i dziewczynka. Chłopcy byli bliźniakami, w przeciwieństwie do matki z czarnymi włosami, natomiast dziewczynka uderzająco przypominała, tę zamkniętą w sobie kobietę, tylko w weselszej wersji. Przewierciłam się, by znaleźć wygodniejsze podparcie dla ręki, o którą się oparłam i trzy pary oczu skierowały się w moją stronę. Już po chwili stały koło łóżka dwoje ciekawych dzieci płci męskiej, po których dotarła chudziutka siostra, lekko zasapana. - Patrzcie jaka ona jest dziwna. - powiedział wyższy z chłopców, a drugi szturchnął mnie palcem w ramię, widocznie sprawdzając czy nie jestem tylko jakąś szmacianą lalką. - Bardzo. Ciekawe skąd ma takie rzeczy... - wtrącił właściciel owego palca. - … pewnie ukradła... - ... ale skąd... - … nie wiem, ale na pewno od kogoś bogatego... - A teraz się ukrywa! - wykrzyknęli chórkiem, a z ciasnej szparki pomiędzy nimi ukazała się dziewczynka odpychająca ich na bok, swoimi delikatnymi rączkami. - Odsuńcie się! - krzyknęła oburzona. - Dlacego tak bzytko mówicie, kiedy ona nie wie zapewne, gdzie jest. Zachowujecie się baldzo niegzecnie i mamusia nie bylaby zadowolona, gdyby była świadoma cegokolwiek. Idzcie lepiej po drzewo na ognisko, bo się kończy. - Mądrala się znalazła. Dlaczego mamy jej ufać? To że mama znalazła ją kilka dni temu z ciętymi ranami, w lesie przy strumyku to nie znaczy, że jest dobra. Równie dobrze mogli ją złapać i pobić. - Musiała mieć szczęście, że jej nie zabili. - potwierdził te słowa bliźniak i skrzywił się zazdrośnie. - Nasz ojc... - Zamknij się! - powstrzymał go brat i szybko spojrzał na siostrę, która mogła mieć jakieś cztery lata, a chłopcy osiem. Zadowolony stwierdził, że dziewczynka zauroczona, ogląda mnie, pozwalając sobie zbliżyć swoją twarzyczkę do moich włosów, by je powąchać. Zachowywali się dziwnie i mówili dziwne rzeczy. Kto tak się teraz zachowuje i o co chodzi z tym złapaniem... i ojcem... pewnie przez to ich matka była daleko od rzeczywistość. Musiałam chwili by przemyśleć całą wizytę i przerażona zerwałam się. - Gdzie ja jestem?! - krzyknęłam, szybko wstając na podłodze. Dziewczynka pisnęła szczęśliwa i podskoczyła, obracając się. - Powiedziala cos! Powiedziala! - Kasiu, uspokój się i idź nastawić wody. Jest w wiaderku obok zlewu. - Kim jesteście?! Czego chcecie? - znowu krzyknęłam i przeszłam dookoła pokoju, w którym znajdowały się wszystkie rzeczy. Jedno pomieszczenie spełniało funkcje kilku innych. Była to zarazem kuchnia, łazienka, sypialnia i salon. Cztery w jednym. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo muszą być biedni. Chłopcy nosili powyciągane swetry i za długie spodnie, a Kasia i jej mama sukienki, na które nałożone było grube bolerko, zasłaniające gołe ramiona. - Mieszkamy w Jarosławiu. Ja jestem Paweł Dorecki, a mój brat Janusz. Ta mała bestyjka to Kasia, nasza siostra, a kobieta, która siedzi przy stole to nasza matka. - Długo już tak ma? - szepnęłam cicho w stronę chłopców, odsuwając ich w najdalszy kąt pokoju, żebyśmy mogli spokojnie porozmawiać. - Odkąd dostała list... o ojcu... - zasmucił się Janusz, a w kącikach jego oczu zobaczyłam łzę. - No wiesz. Jest wojna... i ludzie giną... - odezwał się Paweł delikatnie zażenowany, że musi to tłumaczyć. - Wojna. - zamyśliłam się przez chwilę. Jaka znowu wojna! W Jarosławiu nie było przecież żadnej wojny! - No wojna! - krzyknął rozzłoszczony Paweł, że musi tłumaczyć to jak dziecku. - Już nawet Kasia szybciej zrozumiała o co chodzi. - Przepraszam. Nie o to chodzi. Tylko, że... tu nie było żadnej wojny. - Jak nie było?! Jak to nie było! Już przez kilka miesięcy błądzimy po miastach, szukając schronienia, a ty zachowujesz się jakby cie tu nigdy nie było. - Który to rok? - 1940. - 16 kwietnia. - wtrącił Janusz. - O mój Boże. - sapnęłam przerażona. Jeżeli te dzieci mówią prawdę to cofnęłam się w czasie. Jestem w okresie II wojny światowej, która tak naprawdę dopiero się zaczęła. Jak to w ogóle możliwe. Cofanie się w czasie jest niemożliwe. Tak myślałam... - Co z tobą? - zirytował się Paweł i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sylwia1456
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…