Strzała Artemidy
Kolejne dzieje Damnavi'ego Exsulis'a. Niestety to tylko rozbudowany szkic. Zbyt wiele mnie kosztuje, aby to dokończyć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozłożyste konary wysokich drzew przesłoniły mroczne niebo. Światło błyskawic momentami przedzierające się przez kopuły lasu, szybko umierało w gęstych zaroślach. Okrwawione ptaki zmagające się z porywistym wiatrem, próbowały utrzymać się w powietrzu. Usychające topole uginały się w stronę traktu niczym „servus” kłaniający się w pas przed majestatem „dominus”. Cisza... Tylko chwilami dosłyszalny był szum opadających liści, które szybko tonęły w gnijącej trawie. Jedynie szelest... gwałtem przerwany krzykiem konającego anioła.
*
Minęło setki lat od wydarzeń, w których Damnavi poznał Afrodytę. Niebianin owy okres swego istnienia stracił na poznawaniu ogromu pustelni, jaką stworzyła dla niego bogini. Nie zaznał tu krzywdy ani strachu. Jedynymi istotami, które zapewniały mu towarzystwo były zwierzęta oraz sama Afrodyta, która sporadycznie ukazywała swe oblicze przed odmienioną „Kuną”. Bogini miłości zawsze skryta i niedostępna. Jej majestat emanował w powietrzu niesamowitą siłą za każdym razem, gdy stąpała po zielonej, soczystej trawie. Wielokrotnie przysiadając na skale przy małym, błękitnym wodospadzie można było zaznać jej pięknego śpiewu i uroczego uśmiechu. Życie pośród rozległych łąk, które okalały wysokie szczyty zaśnieżonych gór trwało beztrosko. Niczym eden, lecz nic nie trwa wiecznie, a za każde szczęście w końcu ktoś wyciągnie dłoń oczekując zapłaty. Tym razem okazała się to kostucha...
*
Dzień nie zapowiadał się inaczej od pozostałych. Słońce wysoko górowało, rozświetlając każdy skwer eremu. Damnavi jak zwykle siedząc, obserwował z oddali białe, skrzydlate wierzchowce pasące się nad strumieniem. Ich chrapie zanurzały się w źródlanej wodzie strumienia. Niedaleko szumiał mały, kaskadowy wodospad przy którym unosiła się srebrzysta mgiełka. Ptaki wesoło przyśpiewały, a świerszcze głęboko zakopane w soczystej trawie przygrywały do zwierzęcego chórku. - Jesteś... – Damnavi szybko odwrócił głowę za siebie słysząc bezbarwne słowo. Stał przed nim wysoki osobnik. Jego twarz skrywał czarny kaptur, a reszta ciała topiła się w fioletowych, powłóczystych szatach. Końce kościstych palców wystawały z jego lewego rękawa ozdobionego białą, wyszytą czaszką. W prawej dzierżył coś na wzór wiosła, lecz na uchwycie normalnie wykończonym rzemieniem widniała wyrzeźbiona głowa człowieka z spazmatyczną miną i szeroko otwartymi oczami. - Z kim mam przyjemność? – Niebianin zapytał z obojętnością w głosie odwracając przy tym ponownie wzrok na pegazy przy strumieniu. Wiele bóstw przybywało do pustelni Afrodyty, więc anioła zbytnio nie dziwiła i ta wizyta zakapturzonego. - Charon – skwitował krótko również odwracając wzrok na skrzydlate konie – Jak mniemam jesteś Damnavi Exsulis. – Raczej stwierdził niż zapytał. - Z jaką sprawą przychodzisz zakłócając tak bezczelnie mój wypoczynek? - Rzeczowy i gruboskórny – westchnął – tak jak opisywał Hades. - Hades? Już nie na banicji? Miałem nadzieję, że zostanie wygnany na ciut dłużej – zripostował z grymasem na twarzy. - Władca zaświatów został oczyszczony z postawionych mu zarzutów. Zresztą nie z tym tu przybyłem. Jest problem. - Oczyszczony?! – Tym razem niebianin uniósł głos wstając z ziemi i odwracając wzrok w stronę Charona. - Hades był niewinny. - Niewinny ponieważ wyrżnął do cna moją wioskę?! A może dlatego, że zamienił mnie w potwora?! – Jego głos zmarkotniał, aż w końcu się uspokoił – Nie... Gdyby do takiej zbrodni przyłożyłby ktoś inny rękę to by trafił na szafot, ale władcy zaświatów zawsze się upiecze. - Nie sądź innych byś sam nie był sądzony... - Chcesz powiedzieć, że trzeba wybaczać? - Nie – rzekł i zamilkł - Nie, i? – Damnavi ciągnął dalej. - Po prostu. Nie. To już zależy od ciebie czy zapomnisz komuś winy czy rzucisz jego ciało lwom na pożarcie. Nastała, krótka cisza. Charon jak i niebianin stali samotni na środku łąki. Pegazy dawno już opuściły wodopój i pobiegły w dzikim galopie kierując się w stronę zaśnieżonych szczytów. - Duży ten problem o którym wcześniej wspominałeś? – Jako pierwszy ponowił rozmowę anioł. - Bardzo duży. - Nadal konkretny i rzeczowy – zakpił z toku wypowiedzi Charona – opowiadaj bo widzę, że nie lubisz tracić czasu na rozmowy. - Artemida zbuntowała się przeciwko światu – zignorował niegrzeczne docinki Damnavi’ego. - I? – Ponaglał niebianin. - I zaczęła zabijać wszystko co stanie na jej drodze. - Jaka moja w tym wina? - Żadna. Hades chce byś pomógł. Nikt nie może się nawet do niej zbliżyć, a co dopiero powstrzymać. - Hades... – Na twarzy Damnavi’ego wymalował się grymas sztucznego zamyślenia - Powiadasz, że mam ją zabić? - To już zależy od ciebie. Bogowie chcą byś rozwiązał problem. - A jeżeli odmówię? - Uznała za cel zabić wszystko co żyje. W końcu dotrze i tutaj. - Rozumiem... Boga nie tknie, dlaczego więc nikt nie może się tym zająć? - Artemida posiada swój łuk. Jej strzały są w stanie zabić nawet stwórcę. My wiekuiści nie pałamy się walką. Nie mamy większych szans w bezpośrednim starciu. Damnavi odwrócił się. Spojrzał w niebo, potem na pobliski las. Wiedział, że nie dano mu wyboru. Musi podjąć się zadania. - Prowadź... – Po chwili skwitował ze spuszczoną głową.
*
Ulice w pełni wyludnione pamiętały niedawne, traumatyczne wydarzenia jakie się tu odbyły. Bruk kamienistej uliczki przybrał barwę jasnej czerwieni. Na ścianach starych domostw pozostały jeszcze niestarte ślady krwi. Ratusz w centrum miasta wydawał się nietknięty. Na jego elewacji nie można było dostrzec nawet zmazy śmierci. Damnavi podbiegł pod pręgierz stojący zaraz przed schodami prowadzącymi do miejskiego gmachu i uważnie przyjrzał się okolicy. Cały rynek przedstawiał pobojowisko po rzeźnickiej bitwie. Na kamiennych płytach wokoło leżało wiele ciał mężczyzn, kobiet jak i nawet dzieci. Żadne z nich nie ruszało się. Przypominały kukły, którym obcięto sznurki i porzucono jak niepotrzebny przedmiot. Zza ścian ratusza nagle dobiegł krzyk kobiety po którym nastąpił dźwięk wybijanej szyby. Z nieba poleciały kawałki szkła utwierdzone przed momentem do okna budynku, w parze z ciałem człowieka. Kobieta nie ruszała się. Miała złamany kark. Była martwa. Damnavi rozłożył czarne skrzydła i wzniósł się w powietrze. Podleciał do framugi z którego wypadła kobieta. Stanąwszy na parapecie oparł stopy mocno o ramy. Spojrzał do środka. We wnętrzu sali królował mrok jednak jego wyostrzony wzrok dostrzegł w głębi ruch i czerwone smugi światła. W momencie gdy chciał wskoczyć do środka nad jego głową przeleciała złota strzała, która musnęła jego długie włosy. Zachwiał się i tracąc równowagę spadł na płyty rynku, które zresztą połamał pod naporem ciężaru. Po chwili zamroczenia otworzył oczy. Stała przed nim młoda, wysoka i szczupła kobieta. Jej rozwiane, długie włosy delikatnie oplatały szyję oraz dekolt. Miała na sobie tylko białą tunikę bez żadnych dodatkowych osłon w formie pancerza. W prawej dłoni trzymała długi, srebrny łuk mieniący się jaskrawym światłem. - Niebianin? – Zapytała z niekryjącym zdziwieniem na twarzy – Tutaj? - Jak mniemam Artemida? – Damnavi zripostował pytaniem bez większego zwlekania. - Dobrze mniemasz – na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Po chwili podniosła łuk, napięła cięciwę i wycelowała w leżącego na ziemi anioła. Złota strzała sama pojawiła się w rowkach broni. Na jej lotkach wyrosły czerwone wstęgi, powiewające burzliwie na wietrze. Damnavi uskoczył w bok gdy kobieta wypuściła cięciwę spod palców lewej ręki. Pocisk z głuchym brzdęknięciem rozbił na drobne kawałeczki połamane płyty chodnika, poczym wyparował w powietrzu. - Czekaj! – Zaskoczony niebianin krzyknął wstając na równe nogi – Chcę tylko porozmawiać! - A ja chcę cię tylko zabić – odrzekła z cynizmem w głosie po czym szybko wycelowała ponownie łuk w anioła. Damnavi uniknął kolejnego pocisku. Nie chciał walczyć ale musiał zacząć się bronić. Rozłożył skrzydła i wzniósł się w powietrze lecz nie na długo. Kolejna złota strzała, tym razem celniej wymierzona trafiła w lewe skrzydło anioła. Damnavi spadł na równe nogi rozsypując wokoło setki czarnych piór zabarwionych odcieniem czerwieni. - Nie prowokuj mniej – rzekł przez zaciśnięte zęby. Słowa jednak nie dotarły do Artemidy, która znowu napinała cięciwę. Niebianin tym razem nie czekał. Uskoczył w bok po czym przelatując nisko nad ziemią staranował kobietę. Bogini padła plecami na ziemię. Damnavi stanąwszy nad leżącą wyciągnął rękę, aby pomóc jej wstać, ta jednak spojrzała z brakiem zrozumienia w oczach i zignorowała jego gest. Wstała sama. - Proszę cię tylko o jedno – zaczął anioł – Trochę wyrozumiałości. Nie chcę cię skrzywdzić. - Wielu tak mówiło – rzekła bezbarwnym głosem – każdy kłamał. - Czemu zabijasz? – Zignorował jej słowa – Co ci ludzie Tobie zrobili? - Powiedziałam już, że cię nie wysłucham więc zamilcz, albo ja zrobię to za Ciebie. - Uważasz, że te martwe osoby nie miały prawa żyć – anioł nie posłuchał, kontynuował dalej – każda z nich miała duszę, serce, a Ty... – Nagle przerwał uskakując w bok gdy Artemida ponownie wypuściła cięciwę łuku. W końcu dotarło do Damnavi’ego, że jego starania nie mają sensu. Zaatakował. Skoczył na swojego oponenta i ponownie powalił na ziemie uderzając otwartą dłonią w klatkę piersiową. Artemida szybko wstała i zbierając łuk z ziemi od koziołkowała w bok. Kobieta znowu napięła broń lecz nie strzeliła. Czekała na ruch przeciwnika. Ten oczywiście sprowokowany odsłonił się. Strzała ugodziła anioła w lewe kolano. Przykucnął chwytając się za ranę. Kolejna strzała przebiła drugą nogę. Niebianin padł na klęczki. Artemida wycelowała po raz trzeci jednak tym razem grot…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil zabok
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…