Sufi
Jak się ogarnąć po stracie najbliższej osoby? Jak się ogarnąć w trudnej rzeczywistości i we własnych uczuciach? Bohaterka próbuje.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wygrzebałam się z łóżka. Kawa, bułka i do pracy… Jedno spojrzenie w kalendarz i stęknięcie. Tak, wiedziałam od dawna o tym dniu, jak każdego roku. Jednak obowiązkowe stawianie się na uroczystościach jest dla mnie katorgą. Mój niepoprawny nacjonalizm jakoś nie lubi celebrować cierpienia i chociaż wygraliśmy, to wszystko wiąże się z moją osobistą tragedią. Puknęłam się palcami w czoło. Jest w porządku, jest w porządku, o szesnastej masz psychologa, to ci minie. Dzwonek u drzwi wyrwał mnie z ponurych myśli. Niepewnym krokiem otworzyłam wejście. Skrzywiłam się chyba, bo Rumi uśmiechnął się smutno. Podał prezentową paczkę i wszedł do wnętrza. – Nie spóźnimy się? – Zapytał spokojnie. – Nie wiem. – Odburknęłam. {i}Siostra nie byłaby zadowolona{/i}, stwierdziłam. Gwałtownym ruchem porwałam eleganckie obcasy. – Na pewno tak chcesz iść? – Dociekał. – Przecież jesteś w piżamie chyba? Westchnęłam ciężko. Dżinsy i sweter w czerwone kropki nie nadawały się na uroczystości. Zwiesiłam głowę. – Może jakoś się wywiniesz. – Powiedział i wyjął komórkę. – Co powiedzieć? Na grypę trzeba skierowania… – Nic nie mów – warknęłam. – Zdrowa czy chora, muszę tam iść. Nie zgrywaj, dobrze wiesz, co mi jest. Wstałam i podeszłam do szafy, wyjęłam jakąś białą bluzkę. – Nie musisz chyba tego wszystkiego aż tak celebrować – zauważył – raczej dobrze jest się pogodzić… – Bo ty nie masz wcale depresji! – Wybuchnęłam i patrzyłam na niego gniewnie, jakbym chciała go zabić. – Wcale nie bierzesz leków uspokajających i nie chodzisz na terapię! Wcale! Załamał ręce. Rozpłakałam się. Zawahał się. Potrząsnęłam głową i wlazłam do łazienki. – Dziękuję. – Powiedziałam, gdy stanęłam naprzeciw wysokiego mężczyzny o wschodnich rysach twarzy z długimi, czarnymi włosami. Miał na sobie elegancki garnitur. Błękitnymi oczyma patrzył na mój skromny ubiór. Założyłam kolczyki i naszyjnik, które od niego dostałam. Przystojny jest, stwierdziłam cierpko i ruszyłam w stronę butów. Wpakowałam w nie stopy i zadarłam głowę do góry. Zamknęłam oczy. Dopiero stuk drzwi przywrócił do rzeczywistości. – Czekaj – warknęłam i zwinęłam torebkę. Parę minut później szliśmy chodnikiem w stronę Łazienek. Mój wzrok niechcący natknął się na plakat ogłaszający dzisiejsze ceremonie. Przystanęłam jak wryta, nie mogłam oderwać wzroku od medalu Virtuti Militari. – Nie mogę – stęknęłam. – Przykro mi. – Nawet nie podszedł do mnie. – Ja nie mam już czasu, a dzisiaj jest mój dzień. – Twój… Przypomniałam sobie. Obywatelstwo polskie! Zacisnęłam pięści. {i}Bądź odważna, ona chciałaby zobaczyć tę uroczystość, bądź jej oczami… Bądź… {/i} W parku ustawiono mównicę, tłum ludzi już stał i czekał na oficjalne rozpoczęcie imprezy. Przedarliśmy się przez nich i znaleźliśmy w kordonie żołnierzy, uroczyście ubranych. Coś błąkało mi się po głowie, jakbym o czymś zapomniała… Kuchenki nie używałam przed wyjściem, więc to nie to. PIIISK, rozległo się darcie mikrofonu ze sceny. – Dzień dobry – usłyszałam nieznajomy, męski głos. – Bardzo miło mi powitać rodaków na uroczystościach Pamięci Pojednania. Przed nami cały dzień! Za chwilę prezydent Rzeczypospolitej Polskiej przejmie ode mnie stery i wygłosi orędzie do narodu, a potem zacznie odznaczać ludzi i nadawać obywatelstwo. Jęknęłam. Zapowiadały się długie godziny spędzone na niczym. {i}A mogłam spędzić w domu, udać chorobę, coś… Rumi miał rację…{/i} Rumi nie wyglądał na zniechęconego. Bawił się palcami co prawda, ale to raczej tik nerwowy. Czekał swojej chwili. – Szanowni państwo! – Odezwał się prezydent. – Wszyscy wiemy, dlaczego tu jesteśmy. Przypomnę dla formalności i dla naszych dzieci, że Pamięć Pojednania to dzień, w którym pokój został zawarty. Przez Grupę Wyszehradzką i podmioty z nią walczące… Skomplikowana pieśń zwycięstwa niech rozwinie się na kartach podręczników historii, a ja, szanowni państwo, chciałbym już przejść do nadawania odznaczeń… Ziewnęłam. – Choć zginęło wiele wspaniałych osób, niezwykłych żołnierzy i cywilów – kontynuowała głowa państwa – chciałbym dziś ograniczyć się do nadania tym, którzy szczególnie na to zasłużyli… Dalsza paplanina zlała mi się totalnie. Dopiero Rumi szturchnął mnie i wskazał na podest. Wszyscy wlepiali we mnie spojrzenia… czego chcieli? Mężczyzna wprowadził mnie na mównicę i szybko zniknął, jakby nigdy go nie było. Zaskoczona, spoglądałam na rzesze ludzi z polskimi flagami, z flagami Grupy Wyszehradzkiej, na prezydenta. Ten cierpko się uśmiechał i trzymał w dłoniach piękny, złoty medal… Virtuti Militari. Nieprzytomnie stwierdziłam, że to dla mnie. Ale ja niczego nie dokonałam, stwierdziłam gorzko. – W imieniu zmarłej odznaczenie odbierze jej siostra. – Raczył wyjaśnić Michał Wieczorewski. Olśniło mnie nagle, to było to, co mi się błąkało po mózgu, ale nie dawało się uchwycić. Przełknęłam głośno ślinę, pozwoliłam sobie założyć odznaczenie i dostałam do dłoni mikrofon. Skonsternowana patrzyłam w zaciekawione twarze. Machnęłam ramionami i wydusiłam: – Dziękuję… Malwina… jestem z niej dumna. Zeszłam z mównicy, trzymając się za serce. – Wszystko w porządku? – Rzucił ktoś. – Ta. – Burknęłam. Trzęsłam się jakoś, zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Rumiego. Uśmiechał się z lekka głupio. – Masz – wcisnęłam mu do dłoni krążek – podotykaj sobie, ale mi go… – Tylko nie płacz! – Mruknął i przytulił mnie do siebie. Zarumieniłam się, skamieniała. {i}Co to ma być?! Niech ten muslim odpieprzy ode mnie swoje brudne łapska!{/i} Nie zadziałało. W jego ramionach czułam się lepiej. Bezpieczniej. Zresztą… – Przepraszam. – Mruknęłam i odsunęłam się od niego. – Nie było tego. Medalik na piersi parzył. Raczej duchowo, niż fizycznie. Spojrzałam na mównicę, został przywołany Rumi Bey. {i}Chciałaby zobaczyć tę chwilę…{/i} – … nadaję obywatelstwo Rzeczypospolitej Polskiej Rumiemu Bey… – mówił prezydent. A ten nowy obywatel polski? – Dziękuję wszystkim – mówił spokojnie, jakby nie przemawiał przed tymi wszystkimi oczyma. – Dziękuję Allahowi, że tu stoję i dziękuję Malwinie za to samo. Przymknęłam oczy. Zatkałam uszy. Nie chcę słuchać o siostrze! Nie chcę słuchać o Allahu! Nie chcę tu być! Ogarnęłam widok przed siebie, ale tłum z tej i tamtej strony był niezmierzony, uciec chyba było niemożliwym. Męski głos docierał do mnie jakby z innej przestrzeni: – Gdyby nie Malwina… nie byłoby mnie tu, być może byłbym już w grobie. Żałuję, że jej tu nie ma, ale jedyne, co możemy zrobić, to pamiętać o niej. Była dzielnym żołnierzem i swoją postawą zaświadczyła, że każdy, czy to chrześcijanin, buddysta czy muzułmanin jest człowiekiem. Ja… czuję się Polakiem, chcę być Polakiem i z dumą współtworzyć życie i historię tego kraju, tak wspaniałe. Dziękuję też moim braciom w wierze, Tatarom, którzy mnie na początku drogi tu wsparli. Dziękuję wszystkim… Allah akbar! Warknęłam, choć widownia zaklaskała. Ostatnie słowa brzmiały w mojej głowie, jak nieprzyjemny sygnał do ataku. – Nie musiałeś tak kończyć. – Burknęłam. – Przecież Allah akbar to grzecznościowy zwrot – zdziwił się. – No dobra, rozumiem. Masz jakieś życzenia? – Chcę wrócić. Czułam się jak jedna wielka katastrofa. W połowie drogi przystanęłam i spojrzałam na niego z nieco większą przytomnością: – Dlaczego mnie odprowadzasz? – Obiecałem jej, że się tobą zaopiekuję. – Nie przeszkadzam? – Przecież za chwilę wrócę… A ja już po najważniejszej chwili w moim życiu. Pokazałam mu plecy. Spojrzałam na niego. Stał i wgapiał się we mnie… – Coś chcesz mi powiedzieć? – Mruknęłam. – To nie jest łatwe dla mnie. – Stwierdził. – Ale ja nie zapominam o lekach, jak ty. Wiesz… też wiem, że mnie nienawidzisz. Rozumiem cię, wszyscy widzieliśmy to samo… – Odejdź. – Warknęłam i ruszyłam przed siebie, ale jego głos chodził za mną: – Tej ostatniej nocy Malwina mi powiedziała, że jesteś niepoprawnym narodowcem i wszystkich muslimów byś powystrzelała… ale powiedziała też, że może ci zaufać, bo skoro mnie kochała, nie skrzywdzisz mnie… – Przestań! – W oczach miałam łzy. Machałam rękoma z zaciśniętymi dłońmi. – Czy ty musisz gadać takie farmazony?! – Chcę ci tylko powiedzieć, że cię kochała. I chciała, żebym się tobą w razie czego zajął. Może… nie robię tego właściwie, może powinienem dopilnować leków… – Odwal się! Odwal! Pobiegłam do siebie. Nie wiem, czy mnie rozumiał… a może bardziej rozumiał moją zwichrowaną psychikę, niż ja.
* * *
Usiadłam w fotelu w zielonym salonie. Zakryłam twarz dłonią. Rami Bey miał rację. Powinnam brać lekarstwa, powinnam dbać o siebie, powinnam się ogarnąć… od zakończenia Masakry Europy, jak ją prywatnie nazywałam, minęły dwa lata… a ja jeszcze nie wybrnęłam z tego cholerstwa. Trzęsącymi się dłońmi nalałam do szklanki wody i popiłam ją parę tabletek… Niby miały dać rezultaty, ale co z tego? Co z tego, skoro nie mogę włączyć telewizora, by pooglądać seriale z Malwiną? Pudło włączyłam. Powtarzali?, nie emitowali wywiad z Beyem. Na żywo. Chciałam przełączyć, ściszyć, cokolwiek, ale zamiast tego zasłyszałam się w jego głosie, bardzo ładnie brzmiącym. Mógłby śpiewać… może robiłby karierę muzyczną, gdyby nie wojna. – Jestem zdania, że nie powinniśmy spoczywać na laurach – mówił. – ISIS się skończyło, ale zawsze na miejsce pokonanych, przychodzą kolejne. – Czy uważa pan, że ma to związek z islamem? Poprawność polityczna w mediach skończyła się. Przynajmniej w pewnym stopniu… już nikt nie wmawiał ludziom, że nie ma złych, są tylko sami dobrzy. Wszyscy znali sytuację, nie można było oszukiwać. – Przyznam, że to trudne pytanie – odparł, uśmiechając się. – Ale moim zdaniem winą za to wszystko należy obarczyć nie tyle, co samą wiarę w Alllaha, co po prostu kraje. USA, Turcja i Arabia Saudyjska bardzo aktywnie wspierały terroryzm. Im się po prostu nie opłacało tworzyć wspólnego dialogu między naszymi doktrynami… A ja walczyłem z wahabbitami, to nie są przyjaciele. Ich szariat jest bardzo staroświeckim i niebezpiecznym prawem. – Pan jest z szyitów? – Nie, skądże znowu. Trochę… dziwnie się czuję, bo wie pani, moja sekta… umówmy się, że odłamy wzajemnie nazywają siebie sektami, nikt tu nie ukrywa prawdy. – Miałam wrażenie, jakby się śmiał. Ale uroczo, jakoś nieśmiało. – A moja… nie jest jakoś bardzo lubiana, raczej jest uznawana za herezję… jestem sufim. Sufizm. – Co pan uważa o kobietach i asymilacji? – Długo jeszcze ten wywiad? Przepraszam, ale na takie pytania mogę odpowiedzieć kiedy indziej. – Odchrząknął. – Ale wracając do tematu, uważam, że kobiety powinny być tak samo traktowane, jak mężczyźni. A asymilacja jest ważna. To dzięki niej można się rozwijać w miejscu, do którego się zdecydowało przynależeć. – Ostatnie pytanie… skąd się wzięła pana miłość do Polski? Bo, jak rozumiem, był pan Niemcem tureckiego pochodzenia? – Tak, ale miłość do Polski… zakochałem się w Polce. Teraz… odkrywam, że żyła w cudownym kraju, kraju, który miał odwagę i czelność zadziałać w swej obronie i to niejednokrotnie. Jako… świeży obywatel tego państwa, mogę powiedzieć, że jestem dumny z mojego kraju. {i}Pieprzy trzy po trzy{/i}, uznałam. I przełączyłam, ale tam leciał skrót z dzisiejszej imprezy, jak na złość pokazywali Beya. – Kurwa – jęknęłam. Wszystkie sklepy pozamykane. Położyłam się na łóżku. I nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Miała długie, ciemne włosy. I brązowe oczy. Ubrana w beżową sukienkę i w białe korale uśmiechała się do mnie. – Podoba ci się, prawda? – Zapytała słodko. Stanęło mi serce. Cofnęłam się. – Co? Proszę? – Wykrztusiłam. – Nie obawiaj się, widzę wszystko, opiekuję się wami, jestem z was dumna. Cieszę się, że znajdujesz szczęście… – Przestań! – Krzyknęłam. – Nienawidzę go! Nienawidzę ich! Obudziłam się zdyszana. Koszmar nie z tej ziemi… ja i on… nie, nigdy. Nigdy nie będę… Zerwałam się na równe nogi, telewizja dalej grała głupoty z ceremonii, nie przespałam dłuższego czasu. Napiłam się wody i padło pytanie. {i}Co dalej?{/i} Spojrzałam w zegarek i westchnęłam ciężko. Nie było wyboru. Trzeba do psychologa.
* * *
– Pani z Jednostki Obrony Granic Z-5? – Zapytała blondynka w niebieskim stroju. Usiadła naprzeciw mnie. Byłyśmy w małym gabinecie, z jednym stolikiem i paroma krzesełkami. I regałem pełnym papierów. – Tak… Patrycja Walasiewicz. Dopiero po paru godzinach od wstania wzięłam leki. A potem miałam koszmar. {i}I po co ja to powiedziałam? Teraz pewnie będę musiała jej opowiadać… zmyślić coś? Ale nie… nie jestem tak dobra, jak Malwina.{/i} Podrapałam się po głowie. – Denerwuje się pani? – Usłyszałam. W jej zielonych oczach widać ciekawość. – Ma pani ochotę opowiedzieć? – Śniła mi się siostra… ona była piękna i powiedziała, że kocham go… powiedziała, że Bey mi się podoba! W pomieszczeniu zapadła cisza. Po dłuższej chwili terapeutka odchrząknęła: – I co było dalej? – Obudziłam się. – Burknęłam. – Hmm – mruknęła, jakby próbując hamować śmiech. – I rozumiem, że to panią wystraszyło? Dlaczego? – Nienawidzę! Nienawidzę go! Nienawidzę tych śmieci, nie rozumie pani?! Po tym wszystkim, co się stało?! – Spokojnie, spokojnie – pomachała dłońmi – przecież nie wszyscy muzułmanie są źli… – Niech pani nie bredzi! – Wybuchnęłam nie na żarty. – Oni nienawidzą życia, pogardzają nim! To są ludzie?! Pieprzeni! – Ja wiem, co się stało. – Oświadczyła w końcu. – Wiem, kim pani jest, kim pani siostra jest i kim jest Bey. Ale ma pani jakieś dowody, że Bey jest złym człowiekiem? – Nie! Ale jest muzułmaninem! Islam to islam i nikt mi nie wmówi, że jest dobry! Zna pani wersety Koranu, które mówią, że jeśli kobieta nie chce seksu, to facet może ją do niego zmusić?! To ma być w porządku, tak?! – Czyli dla pani wszyscy muzułmanie to śmieci, włącznie z polskimi Tatarami, którzy mieszkają na naszych ziemiach od setek lat i razem z nami walczyli w Ostatniej Wojnie? – Proszę pani! Myślałam, że poprawność polityczna się skończyła! Ale…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aleandra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…