Wróć do katalogu

SuperHistoria

Zabawna historia, w której wątki autentyczne mieszają się z fikcyjnymi - troje Superludzi,napalona starsza pani i niesforne zwierzątko...a wszystko to na tle zasnieżonego Krakowa...

Andie, opublikowano , 24 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Trójkątna superhistoria …czyli o trojgu Superludzi w Supermieście w warunkach niezbyt super odśnieżonych chodników

Miejsce: krakowski dworzec kolejowy Czas: najwyższy

W przyćmionym świetle dworcowej latarni czas zdawał się płynąć nieprzyzwoicie powoli. Dzień dogasał już szarym dymem w popielniczce listopadowego wieczoru. Wskazówki leniwego zegarka zamarły na swoich kluczowych pozycjach – ta krótsza tuż za godziną szóstą; ta dłuższa i cieńsza niewiele powyżej. Czas stał w miejscu zupełnie beznadziejnie. Stuknęła opuszkami zziębniętych palców zaparowaną szybkę – spóźniali się. Niecierpliwym ruchem sięgnęła po telefon spoczywający na dnie ciepłej kieszeni płaszcza. Czekanie to zdecydowanie jedna z niewielu rzeczy, z którymi Superdziewczyna radzić sobie nie potrafi. Tuż obok liczenia całek i otwierania słoików. Na szczęście od tego właśnie ma Superchłopaków .I to nie byle jakich- nie jakiśtam pierwszych lepszych ze spisu w książce telefonicznej, o nie! To Superchłopaki z PW ! Niepowtarzalne wyjątki w świecie zimnych i okrutnych mężczyzn, dzieła spod dłuta Fidiasza, bogowie sześciu strun. Tak…. Superdziewczyna uśmiechnęła się do tej myśli.

Ze słuchawek jej odtwarzacza mp3 popłynęły dźwięki „Ding dong song” Gunthera. „Uuuu…you touch my tralala…” – zanuciła razem z nim. Do Gunthera Superchłopakom trochę brakuje – przede wszystkim tak seksownie spoconego podbródka i pociągającej szczeciny czarnych wąsów, lecz cóż… wszystkiego mieć nie można – pomyślała – I tak ich lubię, Superchłopaków. Nawet bez świecącego się podbródka. Choć takie wąsy mogliby sobie zapuścić… mmm… my ding ding dong…

Zatopiona w głębokiej głębi piosenki oczekiwała na przybycie swoich kolegów i wtedy, nagle, jej superwyczulony zmysł słuchu wychwycił gdzieś w tle pojedyncze dźwięki gitary. Coraz mocniej i intensywniej, coraz żywiej i śmielej zaczęły łączyć się w melodie, które dobrze znała. W jednej sekundzie z czarnego płótna nieskończoności kolejowych szyn wyłonił się pociąg. I to jaki! Zza otwartych okien na zewnątrz wylatywała wprost na tory kaskada różnorakich staników, a rozhisteryzowane piski ich właścicielek osiągały krytyczny poziom decybeli. To musieli być oni – Superchłopaki. Nikt inny. Superdziewczyna w pośpiechu poprawiła burzę włosów, które ostatnio zaczęły podkręcać się jej jeszcze śmielej, wciągnęła bardzo głęboko powietrze i ścisnęła mocniej w talii pasek płaszcza. Nareszcie.

Najpierw z pociągu wysiadła chmara podekscytowanych fanek. Była to, można śmiało powiedzieć, próbka reprezentatywna płci pięknej – kobiety różnych ras, budowy ciała, koloru włosów, wieku ( aby uniknąć ewentualnych pomówień przyjmijmy, że każda z nich ukończyła 18 rok życia),o różnej sprawności umysłowej i stopniu poczytalności. Łączyła je tylko jedna rzecz – fascynacja Superchłopakami i kunsztem ich gry na gitarze. Kiedy już groupies rozwiały się na cztery strony świata, każda zostawiwszy im na pamiątkę część swojej garderoby z wygrawerowanym numerem telefonu, zza drzwi wyłoniła się jeszcze kulawa babcia, która postawiwszy stabilnie stopy na kamiennej posadzce dworca, wyciągnęła w górę swoją laskę i patrząc w niebo krzyknęła : „Boże! Dzięki Ci za Superchłopaków!!!” I w tej sekundzie ziemia zatrzęsła się pod nogami, po czym zaciemniony peron rozbłysnął łuną oślepiającego światła. Superdziewczyna zasłoniła dłonią twarz - blask był zbyt silny, aby móc patrzeć w jego kierunku szeroko otwartymi oczami. Gdzieś z daleka usłyszała podekscytowane głosy przechodniów:

-To ptak!

-To samolot!!

-Nie! To… Superchłopaki!!!

Wreszcie nastąpił moment, który zdarzyć się powinien już dawno temu. Przepowiadali go swojego czasu pradawni myśliciele, wyczytały go z gwiazd starożytne plemiona, wzmianki o nim pojawiły się na malowidłach w jaskiniach pierwszych ludzi, mówił o tym wczorajszy numer „Faktu” – spotkanie trojga Superludzi. Młodych, pięknych, o niebanalnej osobowości. I oto wszyscy w mieście poczuli, że zdarzyła się rzecz niespotykana – trzy niezależne odcinki złączyły się w trójkąt równoboczny - figurę idealną.

Podbiegli do siebie i przywitali ciepłymi uściskami. (W tym momencie Superdziewczyna zawisła na liście ludzi najbardziej znienawidzonych, sporządzanej dorocznie przez zazdrosne kobiety na całym świecie). Superdziewczyna poczuła, jak po jej zmarzniętym policzku spływa ciepła łza. Prześlizgnęła się łagodnie po linii podbródka, po czym opadła ciężko na miękki szal, wchłaniając się w jego błękitne włókna na wieki wieków. Spojrzała zeszklonymi oczami na swoich kolegów i zdławionym głosem słodko szepnęła:

-Znowu żarliście cebulę???!!

Miejsce: przejście pod dworcem Czas: właściwy

Z Superchłopakami istniał jeden zasadniczy problem. ( Z mężczyznami zawsze musi istnieć jakiś problem) Ten był natury językowej. Było ich dwóch, zatem na hasło: „Superchłopaku” odwracali się obaj jak jeden mąż. Kiedyś wpadli na genialny plan – obaj w tej samej chwili ( bo tak naprawdę są oni do siebie niezmiernie podobni; dopełniają się nawzajem jak nastrojowa muzyka i lampka czerwonego wina; jak 2KC i woda do popicia tabletek następnego poranka). Otóż, zdecydowali, że dla odróżnienia się do zwrotu „Superchłopak” dodadzą pierwsze litery swoich imion. Nie przewidzieli jednego – mianowicie faktu, że ich imiona zaczynają się akurat na tę samą literę alfabetu. Innym razem wpadli na pomysł, że dorzucą nazwę uczelni, na której studiują. Rozwiązanie to funkcjonowało znakomicie do momentu, gdy ktoś krzyknął : „Superchłopaku z PW!” i znów obejrzeli się obaj. W chwili obecnej główkują więc jakby tu wprowadzić lekkie jednakże dobitne rozróżnienie swoich imion, a w międzyczasie przyjęto robocze aczkolwiek niezwykle oryginalne określenia: „Jeden Superchłopak” i „Drugi Superchłopak”.

Szli tak, przejściem podziemnym, ramię w ramię; pierś w pierś, równym tempem, zmierzając ku upatrzonej oazie krakowskiej knajpki, myśl o której rysowała się ciepłą kreską na płótnie zaśnieżonego miasta.

- Wieczór obrał dziś niebagatelny wyraz, moja droga. – odezwał się Jeden Superchłopak

- Zaiste, Superchłopaku. – odparła Superdziewczyna

- Otóż to. Jakżem kontent, że dane mi jest stąpać po tej ziemi wybranej. – dorzucił Drugi Superchłopak

Wtem, w jednej sekundzie, owa niezwykle górnolotna rozmowa została brutalnie przerwana. Ktoś z tyłu szarpnął Jednego Superchłopaka za rękaw i cała nasza wesoła kompanija zatrzymała się ciekawa faktu, kto też przerywa im sielankę wspólnie spędzanej chwili. Starsza babci - ta sama, która jako ostatnia wysiadała z pociągu, stała trzymając Superchłopaka za rękę i głośno przy tym sapiąc. Musiała biec za nimi dłuższą chwilę, gdyż ledwo łapała oddech. Kiedy doszła już do siebie, trójka naszych bohaterów zauważyła, że w lewej dłoni kobieta ta wymachuje płatem materiału dość poważnych rozmiarów.

- Superchłopaki!! Yupi!!! Złapałam Was!!! – uśmiechnęła się, pokazując fioletową szminkę na nie do końca swoich już zębach – Bo ja zapomniałam Wam rzucić…mój stanik!!!

Wypowiedziawszy te słowa zakręciła zalotnie biodrami wspomagając się przy tym drewnianą laską, po czym zakreśliła biustonoszem okrąg w powietrzu i rzuciła go w kierunku chłopaków. Wylądował na głowie Drugiego Superchłopaka. Wyrazu jego twarzy w tym momencie niestety nikt nie jest w stanie opisać, gdyż została ona zakryta całkowicie miseczką. Jedną miseczką.

- Najsjeksowniejszy jaki mam – rzuciła babcia puszczając oko w kierunku Jednego Superchłopaka. Drugi Superchłopak w tym czasie usilnie próbował wyplątać się z duszących go sideł stanika.

-A może dorzucić Wam jeszcze halkę?? – spytała podwijając filuternie wełnianą spódnicę

-Hmmm…. dawaj, mała – zamruczali zgodnie Superchłopaki

- Eeee… właściwie to myślę, że stanik w zupełności wystarczy, proszę pani. Proszę ich już tak nie rozpieszczać – Superdziewczyna pociągnęła Superchłopaków dalej, w kierunku wyjścia z przejścia podziemnego -Rozpuści mi pani chłopaków i co ja potem z nimi pocznę?

- A to może w takim razie reformy?? Zbieracie reformy??? Dla Superchłopaków wszystko!!!- babcia nie dawała za wygraną. Podciągnęła spódnicę do kolan i wystawiła nagą łydkę.

Odwrócili się raz jeszcze, lecz w tym momencie Superdziewczyna twardo oznajmiła, że jeśli zabiorą biednej babci jej majtasy, to będą musieli wziąć na siebie całą winę za zapalenie nerek, które niechybnie ją dopadnie.

- Suuuuperchłopaaaaaaki!!! – krzyknęła za nimi ostatni raz staruszka – Suuuuperchłopaaaaki!!! Kom bak, ju priti bojz!!! ( bo babcia co nieco znała język inglisz – od przeszło 40 lat oglądała namiętnie każdy odcinek „Mody na sukces”)

-Ech….co za zwierzaki…- szepnęła do siebie, kuśtykając powoli ku wyjściu – Gdybym tylko była parę lat młodsza, pokazałabym im to i owo… Sjeksi bojz, czy jak to się mówi w dzisiejszych czasach… chodzący skjeksapil. Prawie jak ten młody ksiądz u nas w parafii. Moje serce… – sięgnęła po tabletki na obniżenie ciśnienia, bo podekscytowane serce waliło jej w klatce piersiowej nieubłaganie.

Miejsce: pub na Starym Mieście Czas: późny

W pubie na Starym Mieście Superchłopaki czuli się niezwykle swobodnie. Kochali Kraków miłością odwzajemnioną. Specjalnie na ich przybycie we wszystkich budkach powymieniano zeszłotygodniowe obwarzanki na świeże, w knajpach na czas ich pobytu zaprzestano rozcieńczania piwa wodą, szczęśliwi Krakowianie obiecali przez ten weekend najpierw grzecznie wypuszczać wysiadających z autobusu, zanim sami do niego wsiądą nawet dla popisu wpuszczono samochody na tory tramwajowe! Tak… Kraków zdecydowanie czuł miętę do Superchłopaków i nie próbował nawet kryć się z zamiarem przeciągnięcia ich na swoją stronę. Od kiedy bowiem stolicą zwykło się nazywać Warszawę, ma z nią poważnie na pieńku.

Wieczór ów dla obu Superchłopaków był magiczny. Można by snuć nawet nieśmiałe przypuszczenie, że pozostanie on w ich pamięci do końca życia. Natłok trudnych do okiełznania emocji; chwile uniesień, które przybliżały do nieba; nienasycona fascynacja; szał naćpanych motylków w brzuchu; naprzemian momenty cichych wzruszeń i eksplozje wulkanu euforii – te właśnie uczucia targały nimi, kiedy siedzieli na piwie z Superdziewczyną. A wszystko to za sprawką meczu Polska – Belgia, który był akuratnie transmitowany.

- Wow… wygraliśmy- Drugi Superchłopak długo nie mógł wyjść z podziwu… - Ten mecz był nawet lepszy niż rzucanie śnieżkami do drzew…

- Dokładnie – potwierdził Jeden Superchłopak – nawet lepszy niż rzucanie śnieżkami do znaków drogowych…

-Yhm… prawie tak świetny jak rzucanie śnieżkami do latarni!

- A Ty co o tym myślisz, Superdziewczyno?

- Niesamowite… wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad stylem naszej gry… jakie podania, jakie bramki, jacy przystojni piłkarze… daliśmy z siebie dosłownie wszystko! Piękna gra zespołowa, naprawdę przyjemnie było patrzeć na nasz zespół!!!…wytłumaczcie mi tylko, drodzy chłopcy, jedno – którzy to właściwie byli nasi???

Miejsce: jedna z krakowskich knajp Czas: pora, o której grzeczne dziewczynki i grzeczni chłopcy już dawną śpią

Czy można winić siłę wiatru za unoszące się w powietrzu ziarenka piasku, które z impetem wdzierają się pod powieki? Czy karać morskie fale za rozmywanie śladów samotnych stóp na brzegu rozgrzanej plaży? Taka już natura tych zjawisk, z nią walczyć się nie da. Superdziewczyna wiedziała to dobrze i dlatego ze stoickim spokojem przyjmowała fakt, iż z powodu jej znajomych współczynnik feminizacji w knajpie, w której siedzieli wynosił blisko 95%. Obok dwóch Superchłopaków, stuprocentowych, nierozcieńczonych facetów w facetach, płeć męską reprezentował jeszcze siwy szatniarz- rockman, którego lata młodości przypadły pół wieku temu oraz uroczy ABS rozmiaru XXL, stojący przy schodach. Ten ostatni wyraźnie spłoszył się, kiedy wchodzili. W oka mgnieniu jego policzki zapłonęły dziewczęcym rumieńcem i, gdy przechodzili obok, szepnął nieśmiało:

-Pójdziesz ze mną raz w tan na parkiet?...

Zdezorientowana Superdziewczyna poczęła rozpaczliwie szukać kulturalnej wymówki, która w grzeczny sposób wybawiłaby ją z opresji tańca z napakowanym bramkarzem.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych