Supermsza
Dziwne wykręcone, fantastyczne opowiadanie ze zwrotami akcyjki niepozbawione dawki czarnego humoru Mam nadzieję, że moralizatorstwonie wyłazi i nie kole w oczy
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Supermsza
- Beee, ja kce anihilatol-pacyfikatol 3000! – płakał Jaś tupiąc w wyłożoną płytkami podłogę supermarketu.. - Przestańże wyć, Jasiu. – szepnęła mu w ucho zrozpaczona mama kładąc ręce na jego ramionach. A Jasiek wył i wył. - Nie mamy już czasu! – spróbowała z innej beczki jego mama nosząca piękne imię Zuza. Jasiek jednak znał sposoby mamy. Lewą ręką uczepił się stalowego regału, prawą sukienki mamusi i ryczał. W przerwach między wybuchami płaczu wytupywał rytm prawą nogą. - Mama brzydka! Fe! Be! – krzywił się Jaś. - Masz już przecież tyle pistoletów, że mógłbyś czynem zbrojnym przejąć piaskownicę. – próbowała zażartować mama uśmiechając się z zaciśniętymi zębami do patrzących z dezaprobatą przechodniów. - Ale ten ma wbudowany glanatnik i ma plawdziwy celownik laselowy! – zaczął zachwalać Jaś wnosząc błagalnie oczka. - Dobra! Który to? – zapytała mama z dziwnym błyskiem w oku. W momencie kiedy głupiutki Jasiu wskazał prawą rączką narzędzie wyimaginowanej zagłady Zuzanna chwyciła go i uciekła z części z zabawkami pchając wózek czubkiem buta. Stara to była metoda i przetestowana przez wiele jej koleżanek, które tysiące razy zapewniały o jej stuprocentowej skuteczności. Gnała więc Zuzanna między regałami klucząc i dokonując cudów sprawności. Kopała wózek czubkiem adidasów czy innych trampek, które miała na nogach, a blaszak skarżył się cichym brzękiem. Klienci supermarketu już przedtem zwrócili uwagę na mącącego powszechny spokój ubranego w czerwoną bluzkę i dżinsowe spodnie rozwrzeszczanego pięciolatka. Nie reagowali jednak wyniośle ignorując heretyków. Przechadzali się za to godnie z uniesionymi wysoko brodami. Pchali przed sobą wózki elegancko, jednym paluszkiem, z gracją wchodząc w zakręty między półkami. Czasami zatrzymywali się patrząc na jakiś produkt, podnosili go z namaszczeniem. Chwytali, jeżeli tylko było można, tylko palcem wskazującym i kciukiem oraz podnosili w górę, nad głowę, jakby chcieli go obejrzeć pod światło. Często szli parami, a nawet w trójkę czy czwórkę, nierzadko z dziećmi, które zdawały się również wyczuwać niesamowity nastrój miejsca. Te grupki ludzi bardzo niechętnie spoglądały na wrzeszczącego Jasia i jego mamę, chociaż dzieci zdawały się rozumieć rówieśnika. W tej chwili jednak nie mogli zlekceważyć młodej kobiety w szarym płaszczu i czapce „bejsbolówce” biegnącej na złamanie karku piszczącej butami na zakrętach. Zuzanna z niekonwencjonalnie pchanym wózkiem i drącym się w niebogłosy dzieckiem na rękach powodowała nie lada sensację, oburzenie, a nawet zgorszenie starszych kobiet z narysowanymi brwiami. Biegła. (o zgrozo!) Co gorsza dzieciak wrzeszczał (co dało się jednak zaakceptować). Ale tak poniewierany wózek, pobrzękujący lękliwie żelaznymi prętami, popychany kopnięciami (to już herezja!) skierował na Zuzannę tak piorunujące spojrzenia klientów supermarketu, że kobieta spłynęła rumieńcem i zatrzymała się. A Jasiu wył i wył. - Przestań! – syknęła Zuzanna stawiając Jaśka na podłodze. – Kupię to dziadostwo, już kupię. - Mamusię kocham! Baldzo! – zapewnił malec zapominając o świeżych łzach na policzku. - Zaraz, tylko gdzie było to świństwo. Gdzie ten dział dla dzieci... – szepnęła przykładając wskazujący palec do ust i rozglądając się na wszystkie strony. Niestety nigdzie nie było żywej duszy. Nawet żeby się spytać o drogę. - U lala. Ojojoj! – rzekł ktoś za plecami Zuzy. Odwróciła się i ujrzała jegomościa w czarnym płaszczu i obcisłym, czarnym dopasowanym kostiumie (Zuza uznała, że to lajkra). Mężczyzna ten miał czerwoną tłustą twarz, a uśmiech zajmował mu pół twarzy. Jego strój dopełniały ogon z trójkątną bordową końcówką oraz cylinder. - Po co martwić tym piękną główkę. – zaczął basem stojąc przy tym zabawnie na jednej nodze. Drugą kończynę odchylił w tył. Szukał czegoś jedną ręką za plecami. - Co proszę...? Pan namawia do degustacji kiełbasek? – zapytała z głupia frant Zuza dostrzegając obok niego jakiś wózek z napisem: „Mniam, mniam”. Zboczeniec jakiś, pomyślała, paskudnie obślizgły typ. - Pani mnie obraża! – zasmucił się mężczyzna, a jego uśmiech zajmował już tylko ćwierć lica. – Ja jestem Belzebub i nie zajmuję się jakimiś kiełbaskami (tu skrzywił się z niesmakiem wystawiając zielony język), ani fe-pierozkami. Powiem pani w tajemnicy, że oni do tego dodają kotów i kolorują na czerwono. Ble! - Pan żartuje... – Zuza podniosła rękę do ust przypominając sobie, że kiełbasek zdążyła do tej pory zdążyła zjeść pięć. - A ten strój to ja muszę nosić! – zaczął zmieniając temat. Belzebub drapiąc się powyżej pępka. -Wie pani... Szefostwo. – wskazał wymownie palcem w sufit i zarechotał głośno puszczając do Zuzy oczko, a Jasia ku jego niezmiernemu niezadowoleniu targając za policzek.. - To może w takim razie... – odparła z namysłem kobieta. - Pan wskaże drogę do działu sprzedaży zabawek. – poprosiła. - Nigdy... – chuchnął szeptem Zuzannie Belzebub w twarz. Poczuła ostry zapach siarki. –Nigdy – tu złagodniał trochę poprawiając na głowie zsunięty w wyniku gwałtownego ruchu cylinder. - Pan jest bardzo niemiły! – oburzyła się Zuzanna szukając po omacku za sobą koszyka. – Ja złożę skargę. - Nie nie, źle pani zrozumiała! Nigdy nie powiem bo, ja prze pani mam tutaj ze sobą wszystkie zabawki, które chciałby mieć Jasio. – odparł trochę przykrzywiając głowę i schował drugą rękę za plecy. - Pacyflikatol? – z nadzieją bąknął Jaś. - Tak! – wykrzyknął z uniesieniem Belzebub i wyciągnął zza pleców metrowej długości karabin – zabawkę w przezroczystym opakowaniu. Zaprezentował go na wyprostowanych rękach, nie przestając gadać. – On jest piękny, wspaniały, pachnący spalonym mięsem, a do tego anihilator-pacyfikator za pół ceny. Promocja! Dorzucam jeszcze trzy granaty fosforowe. Proszę brać, brać, brać. – wrzeszczał Belzebub szczerząc zęby i tańcząc na palcach jak baletnica przed Zuzanną i Jasiem. - A to ile wynosi? – podniosła brwi z zainteresowaniem Zuzanna, a uczepiony błagalnie jej sukienki Jaś kwiknął z zadowolenia. - Pięćdziesiąt trzy złote, ale... – zawiesił głos oddając efektowną serię brwiami. –Ale! – wykrzyknął podnosząc palec wskazujący jakby chciał wiedzieć, z której strony zawieje wiatr. – Dopłacając jeszcze marną dychę dostanie pani szminkę Chanel niumero sęk, jedyny w swoim rodzaju zraszacz do paprotek i pół metra gumowego węża do ogrodu. -Cudo! – zakrzyknął jeszcze raz machając z ukontentowania ogonem aż furczało. Zuzanna przypatrzyła się ciągle tańczącemu sprzedawcy uważniej. Wydał jej się nieszczęśliwy. Pomyślała: „Biedny człowiek, wysługują się nim i każą się tak ośmieszać. Wygląda jak upudrowany kretyn.” - Halo, halo? – zapytał Belzebub, który nagle przestał tańczyć i spochmurniał. – To dobijamy targu, czy nie? – Tu plasnął ogonem o posadzkę jak niezadowolony kot. - A jak ten ogon działa? – zapytał Jaś tracąc zainteresowanie pacyfikatorem i śledząc wężowe ruchy ogona Belzebuba.. - Wygląda jak żywy. – potwierdziła jego mama. - Bo jest żywy jako ja. Pięćdziesiąt złotych, zaokrąglę. – uśmiechnął się pokrywając uśmiechem dwie trzecie twarzy próbując jednocześnie opanować swój niesforny ogonek. - A pan jest plawdziwym diabłem? - Oczywiście synku. Najprawdziwszym diablikiem supermarketowym. – pogłaskał Jasia po główce. - Mam przecież ogonek jak się patrzy oraz różki (tu uchylił cylindra) i śmierdzi mi z pyska siarą. Czego więcej chcieć? – rozłożył ręce wkładając pudełko z zabawką pod pachę. – Mów mi Bobi. - Dobrze Bobi... wtrąciła się Zuza. Biorę ten pacyfikator dla świętego spokoju. - Ajaj po co takie słowa! – zgarbił się nagle Belzebub. – Po co? Jakie czartostwo gotowe zaraz wyjść... –rozejrzał się niespokojnie. - Boże... Sprzeda pan to czy nie? - Tak! – powiedział Bobi krzywiąc się jakby połknął cytrynę. - Przepraszam państwa! – odezwał się nagle czyjś wyniosły przeraźliwie czysty głos. Belzebub, Zuza i Jaś jak jeden mąż zwrócili swe lica w stronę wózka z napisem „Mniam mniam”, na którym siedział jasnowłosy mężczyzna w stroju anioła z całym rynsztunkiem. Miał na sobie biały habit, na ramionach skrzydła, a do pasa przymocowany bogato zdobiony miecz. Mówiąc wymachiwał nogami jak mały chłopiec. - Ta transakcja jest nieważna! – dokończył anioł. – Ten pan – wskazał na Belzebuba – nie ma legitymacji... - Jak to nie? – zaczął się macać po piersiach i nogach Bobi. O Mam! – wyciągnął wymiętolony papierek ze swoja gębą i kilkoma danymi osobowymi. – Ale co ty się mi tu wtrącasz? To moi klienci, prawda? – szczerząc znowu kły zwrócił się do Zuzy, która lekko zaskoczona pokiwała tylko głową. Anioł nic na to nie odpowiadając zgrabnie zeskoczył z wózka i przy samotnym dźwięku brzęczącego u boku miecza podszedł do Bobiego. Zbliżył twarz do pyska Belzebuba, który ruszył niespokojnie nozdrzami. Odór siarki rozległ się wokół. - To więc pięćdziesiąt złotych? – mruknęła Zuza wyczuwając napięcie. – Niech pan da tą zabawkę, granatów i węża nie trzeba... – dodała grzebiąc w torebce szukając pieniędzy. - Ten produkt jest wadliwy – rzekł anioł nie przestając patrzeć w ślepia Belzebubowi, któremu uśmiech zajmował tylko jedną piątą twarzy ( rzecz rzadko spotykana) i wysunął mu spod pachy anihilator. - Co? Gdzie? Kiedy? –obruszył się diablik supermarketowy. - Proszę spojrzeć! – zakrzyknął anioł. –Pacyfikator nie ma spustu! Ma źle wykalibrowaną muchę i blababla jest wogóle fe! (widocznie nie znalazł lepszych argumentów inteligent od siedmiu boleści) - I nie ma granatnika! – dodał zawiedziony Jasio. - Jak to? Wszystko było przeciaż okay, ale wszystko da się naprawić. – zapewnił Bobi. –Zaraz skoczę po nowy. Będzie super. – posłał aniołowi nienawistne spojrzenie. - Nie kcę już! – szepnął Jasio. –Kcę do domu. - Cos ty białasie narobił ! – wrzasnął Belzebub pstrykając palcami. Nastał bezruch absolutny. Jedzącym wówczas klopsiki utkwiły one w przełyku. Zuzanna zamarła z otwartą buzią z językiem przy przednich zębach i całym aparatem mowy gotowym do wypowiedzenia litery „z”, a Jaś zawisł w powietrzu.(właśnie z nudów postanowił sobie podskoczyć) - Czarnuchu śmierdzący! Znowuś lukę zrobił, a Mulder i Scully zauważą, że nie ma siedmiu minut! – syknął anioł. - Zawrzyj pychola. Nie twoja sprawa. Jestem profesjonalistą. Zatrzymuję wszystko. – Bobi zaczął sobie polerować paznokcie o lajkrę na brzuchu. - Mniejsza. Słuchaj! Koniec, skończyła się już laba. Odtąd będę neutralizował twoje kwasy i zamęty, na twoja wzburzoną wodę olej wyleję. - Aha. Tego właśnie chciałem się dowiedzieć. Twojej paskudnej białej, wypolerowanej gęby nie widziałem już z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luketos
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…