świat oczami... dziecka
jak w tytule :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z reguły nie piszę wstępów, bo nie czuję takiej potrzeby. Każdy powinien czytać opowiadania po swojemu, zamiast niepotrzebnej reklamy, tłumaczenia, czy próby wpłynięcia na czytelnika. A jednak tym razem skusiłam się i wstęp taki napisałam. W tym wstępie właśnie chciałam tylko nadmienić, że to opowiadanie nie ma nic wspólnego z badaniami naukowymi i zapewnić, że nie zajrzałam do głowy żadnej „małej istotki” dla potwierdzenia mojej tezy – bo i tezy żadnej nie wysnuwam. Poza tym chciałam zaznaczyć, że opisany tu przypadek nie ma prawie nic wspólnego ze mną poza dwoma czy trzema maleńkimi faktami, których JA oczywiście nie pamiętam, a jednak o których słyszałam, że miały miejsce. To tyle. Przepraszam za długie i monotonne przedłużanie i życzę miłego czytania.
Pewnego pięknego chyba niezbyt słonecznego dnia przyszła sobie na świat mała istotka. Małe płaczące, odcięta od pępowiny dziecko całymi dniami dawało w kość swoim rodzicom odkąd tylko raczyło zobaczyć światło dzienne. Dziecko to było doprawdy nieznośnie. Dzień płacze - noc płacze. Dni robocze- płacze, święta - także - z wyjątkiem sylwestra, które przespało calusieńkie. Z trudem zapamiętywała wszystko co dzieje się wokół. Przyglądała się wszystkim tym ludziom, którzy ją oglądali i czasem dla zabicia nudy ssała kciuka, innym razem spała i tylko w wyjątkowych sytuacjach próbowała coś w swoim mało twórczym życiu zmienić. Dziecko to nazywane było w różnoraki sposób. Dziecko, maleństwo, kochanie. Nie zliczona liczba zaimków spadała na nie niczym gradobicie. Pewnego pięknego dnia jednak ludzie , którzy ją widzieli opamiętali się i zaczęli na nią reagować wszyscy jednakowo na razie i okazało się, że nazywa się Marysia. Często próbując zgłębić jaki jest wielki otaczający ją świat, dochodziła do wniosku, że jest on niesłychanie interesujący. Szczególnie podobała jej się wielka kula nad jej posłaniem - która ewidentnie była częścią owego wielkiego świata. Kula ta była doprawdy niezwykła. Mała całymi dniami potrafiła siedzieć i rozmyślać, co też sprawia, że owa wielka kula - bo kula ta była wielka - wydaje z siebie dziwne brzęczenie gdy się ją dotknie. Jeszcze bardziej ciekawiło ją to, że kiedy ktoś podchodził do owej kuli zawsze ją dotykał i kula reagowała wtedy bujaniem się i brzęczeniem. Pewnego dnia dziecko zrozumiało, że ci wszyscy ludzie, którzy do niej przychodzą też są niesłychanie zaciekawieni ideą owej kuli, na którą wołali w różnoraki sposób, zapewne zastanawiając się jaka jest jej prawdziwa nazwa. Tak więc czasem mówili zabawka, czasem brzękałka, a najciekawsze, że najczęściej używali określenia grzechotka. Czy to określenie było najbliżej prawdy? Po kilku następnych tygodniach dziecko bardzo zaciekawiło inne zjawisko, które także było częścią świata. Tamto było dużo większe i dużo zabawniejsze, bo i miękkie, więc często tuliła je do siebie chcąc sprawdzić jak zachowa się owo stworzenie. Stworzenie milczało i tylko kiedy nacisnęła łapkę wydawało dźwięk, który jej przypominał jakiś bełkot. Mimo, że nie rozumiała co owe COŚ do niej mówi, łaskocząc ją swoimi włoskami, to jednak bełkot bardzo przypadł jej do gustu i naciskała nóżkę tak często jak tylko miś - bo tak go nazywali dorośli - był w pobliżu. Zabawni są ci dorośli - pomyślało pewnego dnia dziecko przyglądając się jak zwykle kobiecie, która się nad nią pochylała. - Tak dużo mówią. Tyle mają określeń na różne rzeczy, że sami chyba dokładnie nie wiedzą jak to coś się nazywa. Bo jeśli coś nazywa się jednocześnie zabawka, miś, maskotka, Tadeusz i gagatek, to chyba znaczy, że to tak naprawdę nie nazywa się wcale. Poza tym, jak to duże futerkowe może nazywać się zabawka, skoro kulka, która tego zupełnie nie przypomina też się tak nazywa? Czyli jak to w końcu jest? Nie wiadomo. Pewnego dnia dziewczynka leżąc sobie w swym łóżeczku i obserwując zachowania mamy i taty - bo zdaje się, że tak o sobie mówili… (Chociaż mówili także Halina i Piotrek, więc znowu rodzi się zagadka jak to jest naprawdę...). No, ale w każdym razie tata - uznajemy, że tak się nazywa, bo to najprostsze określenie - stanął naprzeciw niej i zaczął nadymać usta jak bania. I nadymał te usta i nadymał i zezował i zezował przy tym, a ona... Zrobiła wtedy coś dziwnego. Sama do końca nie wiedziała co. Usta ułożyły się w dziwny sposób i ząbki wyszły na wierzch, a kolanka ugięły się i zrobiło jej się bardzo milutko. Tata w tym momencie zrobił cos jeszcze dziwniejszego - o ile to w ogóle możliwe - bo wziął ją na ręce i zaczął całować, całować i całować... Aż cała mokra się zrobiła. Doprawdy dziwaczni są ci dorośli. Zachowują się jak dzieci. Co niby jest takiego niezwykłego w tym co zrobiła istotka? Uśmiechnęła się. Wielkie mi co? Dawno już to potrafiła. Nie wiedziała tylko, że rodzice zareagują w ten sposób. Bo jak mogła by się domyślić? Nie zna ich prawie... Są tak od niej różni. A właściwie to skąd wzięli się Ci rodzice? Być może byli zawsze. Są duzi i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Korena
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…