Wróć do katalogu

Świerszcz

Pierwsze popełnione przeze mnie opowiadanie kryminalne. Ku mojemu nieopisanemu zaskoczeniu zajęło III miejsce w IV Konkursie Literackim O Złotą Stalówkę Prezydenta Miasta Piekary Śląskie. Wymyślanie nazw oraz imion nigdy nie było moją mocną stroną.

kubusinski, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Obudził mnie ten wiercący dziury w mózgu, nieustępliwy i przerażający dźwięk budzika. Sądzę, że budzik jest jedną z najstraszniejszych rzeczy wymyślonych przez człowieka, a wierzcie mi - wiele strasznych rzeczy w życiu widziałem. Po uciszeniu wyjącej maszyny, opadłem bez sił z powrotem na łóżko. Kiedy złapałem już oddech, ponownie podniosłem z łoża moje doczesne szczątki i wyruszyłem, aby rozpocząć kolejny dzień mojego życia. Spoglądając w lustro ze zdziwieniem stwierdziłem, że wyglądam dokładnie tak samo jak wczoraj! Ba! Przedwczoraj również prawie identycznie! Jakież to niesamowite od lat oglądać w odbiciu swoją nieuporządkowaną czuprynę czarnych włosów, parę swych oczu. Nos również był zdecydowanie mój. Robiłem to, co robiłem również prawie każdego ranka przedtem - jadłem śniadanie, goliłem się, myłem zęby. Ubrałem się. Zadzwonił mój telefon. To szef. Miałem pojechać od razu na miejsce zbrodni. Zapowiadał się kolejny dzień, taki jak dziesiątki, setki poprzednich. Ale - jakżeby inaczej - myliłem się, a ironii dopełniał fakt, że jeszcze o tym nie wiedziałem.

Podjechawszy niedaleko miejsca odgrodzonego żółtą taśmą, wysiadłem z samochodu. Mijając policjanta, mimowolnie pokazałem swoją legitymację, tak na wszelki wypadek, gdyby facet po pięciu latach pracy ze mną zapomniał, kim jestem i jak wyglądam. Sam nie wiem, co sprawiło, że zostałem detektywem. Zwyczajnie potrafiłem obserwować, dochodzić do trafnych wniosków. Często widziałem to, co innym umykało. - Czołem - powiedziałem szefowi. Poczciwy z niego chłop. - Łukaszu - nie wiem czemu nie lubię, kiedy akurat on używa mojego imienia - jak widzisz po prawej - mamy tu zwłoki i jak widzisz po lewej, mamy tu również gości. Fakt. Obok mojego szefa stało dwóch ludzi, których widziałem w swym życiu po raz pierwszy. Pierwszy z nich miał na sobie sztruksowy płaszcz, zwykłe dżinsy i zamszowe buty. Około czterdziestki. Worki pod oczami sugerowały że mało sypia, żółte paznokcie krzyknęły w moim kierunku, że ich właściciel jest aktywnym palaczem, a brak obrączki powiedział mi, że nie jest żonaty. Najprawdopodobniej pracoholik. Jednak mimo to sprawiał wrażenie zadbanego. Drugi ubrany był niemal identycznie, jednak prawie o głowę niższy od pierwszego. Również nieżonaty. Od razu widać, że trzy-czwarte swojego roboczego czasu spędzali w biurze. - Dzień dobry! Wiele o panu słyszeliśmy, panie Groszewski! - Doprawdy? Niby dlaczego? - Myślę, że dobrze pan wie, panie Groszewski! Dziwny facet. Ten drugi tak samo. Przedstawili mi się, po chwili jednak zapomniałem, jakie nazwiska podali. Zresztą to nieistotne, bo od razu było widać, że kłamali. Czekałem na moment, kiedy założą czarne okulary i pstrykną mi w oczy czymś, dzięki czemu zapomnę, dlaczego tu jestem i jaki prezent dostałem na piąte urodziny. - Możemy pana prosić o chwilę na osobności? Mogli. - Widzi pan, przestępstwo, jakie tu popełniono, ma związek z czymś większym. - Niech zgadnę- próbujecie ratować świat? - Coś w tym stylu. Spojrzałem na zwłoki. Mężczyzna, na oko koło trzydziestki. I po raz kolejny - ciemny płaszcz. Jednak oprócz rany postrzałowej w samym środku klatki piersiowej, w oczy rzuciły mi się zadrapania na lewej ręce ofiary. Mężczyzna trzymał coś ważnego. Coś ważnego dla zabójcy. - Czy ofiara to ktoś z waszych? - Co ma pan na myśli? - Myślę, że dobrze wiecie, panowie- rzuciłem z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Przez krótki ułamek sekundy widziałem na ich twarzy zaskoczenie, po chwili znakomicie ukryte, dzięki latom treningów i szkoleń. Jednak ta sekunda ich zdemaskowała. Nie spodziewali się, że zgadnę, iż pochodzą z kontrwywiadu. - Słuchajcie ludzie - dodałem po chwili - nie wiem, co tu do cholery się dzieje. Wiem za to, że kilka metrów ode mnie leży trup, a wam zależy na tym, żeby ustalić, kto go wykończył. Jednak nie mówicie mi wszystkiego, co utrudnia mi robotę. Powiecie mi, co jest grane? Zamieniam się w słuch. - Niech pan posłucha, panie Groszewski - powiedział jeden z tajniaków- widzę, że jest pan jeszcze bystrzejszy, niż słyszeliśmy, jednak dla pana wiadomości- to, co się tu dzieje, czy raczej stało - spojrzał wymownie na zwłoki - to nie było zwykłe morderstwo, więc proszę nie bagatelizować sprawy. Czy chce pan jeszcze się przyjrzeć zwłokom, czy może pan już jechać z nami? Mimo że mama nauczyła mnie, aby nie wsiadać do samochodu z nieznajomymi ludźmi, pojechałem z nimi. Na szczęście nie znajdowałem się w bagażniku z zakneblowanymi ustami, więc miałem przeczucie, że wszystko będzie w najlepszym porządku.

Jechaliśmy szarym mercedesem. Niezła bryka. Silnik mruczał cicho, gdy przejeżdżaliśmy wąskimi uliczkami. A kanapa... Cóż to była za kanapa! Była wygodniejsza niż ta, na której nieraz spałem, będąc w domu. Mógłbym mieszkać w tym samochodzie. Jedyne, czego tam nie było, to wysuwanego barku z szampanem czy wyrzutni rakiet przeciwlotniczych, choć co do tego drugiego, to pewności nie miałem. Jeden z płaszczaków zaczął w końcu wprowadzać mnie w sprawę. - Widzi pan... sprawa jest większej wagi, niż się panu być może wydaje. Do naszej siedziby został jeszcze spory kawałek drogi, więc zaznajomię pana z faktami, lecz najpierw niech mi pan powie co stwierdził pan podczas oględzin ofiary. Jeśli chce pan, żebyśmy wszystko panu powiedzieli, najpierw pan powie wszystko nam. - Dobrze więc. Ofiara została trafiona w środek serca. Szybka śmierć. Precyzyjnie wymierzony pocisk. Najprawdopodobniej kaliber 9mm, sądząc po ranie wlotowej. Robota fachowca. Jestem tego pewien. Strzał został oddany z niedalekiej odległości, najwyżej 3 metry. Ofiara spodziewała się śmierci, na jej twarzy nie było widać zaskoczenia. Wasz człowiek trzymał w ręku coś, na czym zależało zabójcy- być może walizkę z bombą atomową, lub czymś w tym waszym „tajniackim” stylu. - Nie, nie, panie Groszewski- tego typu rzeczy są bezpieczne. - Moment... Czy wy sugerujecie mi, że... - Proszę pana- Słusznie pan zgadł - nasz człowiek miał przy sobie walizkę. Znajdowały się w niej niezwykle ważne dokumenty. Niech pan doceni to, co panu teraz powiem, inaczej może się to źle dla pana skończyć. - Czyli nie mam wyboru? - Jasne, że ma pan wybór. Tylko po prostu jeden z nich jest słuszny, a drugi... może się źle dla pana skończyć. - Rozumiem... - Nie wątpię. W walizce znajdowały się dokumenty i plany dotyczące prototypu nowej broni. Broń prawie perfekcyjna. Symfonia śmierci, cud przemysłu zbrojeniowego. Idealny, wielofunkcyjny karabin szturmowy. Co najważniejsze - broń miała powstać w Polsce! Wyobraża pan sobie, co to oznacza? - Że żołnierze na całym świecie biegaliby z pukawkami z napisem „Made in Poland”? Udał, że nie usłyszał. - To oznacza kontrakty, produkcję na wielką skalę, przełom na światowym rynku broni, panie Groszewski, a przede wszystkim to, że nasz kraj w końcu pokazałby pazur! W końcu pokazalibyśmy, że jesteśmy w stanie stworzyć coś nowego, zupełnie nowego, nieopierającego się na konstrukcji ponad siedemdziesięcioletniego AK-47! - A czym wyróżnia się ten wasz karabin? - Prostotą, niezawodnością, nowoczesnością połączoną z siłą rażenia. Prosty i brutalny karabin o nazwie prototypowej „Świerszcz”. - No. Słyszałem, że pracujecie też nad serią ciężkich czołgów „Motyl”? Choć nie - widzę w tym sens! Arabskich terrorystów trafi szlag przy samych próbach wymówienia tej nazwy. Genialne! Chyba nie załapał. Rany. Gdzie podziało się ich poczucie humoru? - Może się pan śmiać, lecz w tym momencie członek niewiadomego nam wywiadu dąży do dostarczenia planów broni swym przełożonym. - Rozumiem... Czego konkretnie ode mnie chcecie? - Musi pan przyjrzeć się motywom potencjalnych państw. Musi pan rozgryźć, czyj wywiad stoi za morderstwem naszego kolegi i za wykradnięciem naszych dokumentów. Na szali stoi honor i kto wie, czy nie przyszłość naszego kraju.

Centrala znajdowała się w niepozornej kamienicy. Niesamowite, jak ci ludzie ukryli tam superkomputer, wraz z personelem i garścią łysych ochroniarzy wyższych ode mnie o głowę. Kiedy rozsiadłem się na zaskakująco komfortowym taborecie, miałem przed sobą kilka różnych ekranów, biurko, na nim klawiaturę, myszkę i biały kubek z kawą, jak przypuszczam po brązowym kolorze cieczy. - Ma pan tu wszystko, czego pan może potrzebować. Wie pan co ma robić. Jakieś pytania? -Tak. Czy na tym sprzęcie poszedłby „Battlefield”? Niesamowite, jak jemu cały czas udaje zachować się powagę. Czyżbym miał tak kiepskie poczucie humoru? Nie odpowiadajcie. - A tak poważnie - gdzie będę spać? - Żartuje pan? Oczekujemy, że rozwiąże pan sprawę do końca dnia. Była druga po południu.

Miałem do dyspozycji komputer, na którym znajdowały się wszystkie dane związane z tą sprawą, zdjęcia z miejsca zbrodni w jakości takiej, że aparat odpowiedzialny za nie, musiał wyglądać jak mobilna wyrzutnia rakiet balistycznych. Oprócz komputera miałem też zwykłe papierowe akta i ten głupi taboret. Po dwóch godzinach pracy zacząłem się zastanawiać, czy może na miejscu zbrodni nie zostały jakieś ślady DNA, odciski palców, cokolwiek. Jednak zanim podzieliłem się moimi przypuszczeniami z „płaszczakami”, doszedłem do wniosku, że chodzi tu przecież o…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych