Wróć do katalogu

Świeże pieczywo część 1

kobieta właśnie zdała sobie sprawę z tego, że straciła wszystko co było dla niej ważne. Przypadkiem spotyka człowieka, który wie więcej niż powinien.

SzeptCiszy, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jeszcze raz zerkam przez ramię. Słońce ospale pnie się ku górze, wyłaniając swe pierwsze promienie ponad najdalsze drzewa. Przeszywa na wskroś dotąd szarawe niebo, nadając mu ciepłe barwy; jego jasność zdaje się mnie gonić. Przyspieszam kroku – podążam cieniem. Czuję się bezpieczna, przecież nie chcę by mnie zdemaskowano. Moje myśli, problemy, słowa i krętactwa niech nie wyjdą na światło dzienne.

Spoglądam na ratuszowy zegar, który wskazuje piątą dwadzieścia. Jestem tu całkiem sama – czuję, że lepiej mi się oddycha, kiedy nikt nie zabiera mojego powietrza. Podnoszę głowę najwyżej jak potrafię i w tym momencie wyczuwam kropelki wody na twarzy. Kocham poranną mgłę, ona potrafi przenieść człowieka z codzienności do snów, do najpiękniejszej bajki, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Połykając powietrze stąpam wciąż do przodu, nie zawracając sobie głowy nieprzyzwoitą porą i brakiem celu podróży. Kilka metrów przede mną, tuż za zakrętem dostrzegam sklep z zabawkami. Podchodzę do niego ze łzami w oczach. Tak bardzo chciałabym być dzieckiem, istotą kochaną i kochającą tak po prostu, bezwarunkowo. Postanawiam zostać znów małą dziewczynką, choć na kilka godzin. Całemu światu wytknąć wszystko, co mi leży na sercu – tego właśnie chcę. Pozostaje tylko jeden problem – jako dorosła kobieta muszę ponosić odpowiedzialność swoich decyzji, nie mogę tak po prostu narazić się ludziom.

Słońce wyłania się zza zakrętu, lada chwila mnie dopadnie. Ogromne chmury wyjątkowo szybko przemieszczają się wprost nad moją głowę. Potrzebna jest mi szybka decyzja, przemyślane życie nie jest moim priorytetem. Jest jedno miejsce, w którym przebywając mogę udzielić jasnej odpowiedzi. Kiedy jeszcze żyła moja mama, zawsze chodziłyśmy do takiego całodobowego baru. Wtedy dostawałam podwójną porcję lodów, a ona kupowała sobie małe piwo, lub sok pomarańczowy. Jako licealista też byłam stałą bywalczynią tego miejsca – wpadałam często, a szczególnie po lekcjach, by zrelaksować się po kilku godzinach wpajania wiedzy. Ten wiecznie zadymiony ciasny lokal, w którym zawsze roznosił się smród papierosów rzeczywiście był moim azylem. Był, ponieważ nie było mnie tam już dobrych parę lat. Może to pięć, może dziesięć – to chyba nie ma najmniejszego znaczenia.

Bar „Buk” nie był daleko. Przyspieszyłam trochę z nieuzasadnionym uśmiechem na ustach. Z kieszeni wyciągnęłam telefon i włączyłam swoją ulubioną piosenkę dawnych czasów. Podśpiewując zbliżałam się do celu. Nie było już tak ciemno, rozjaśniało się z zawrotną prędkością. Przeraziło mnie to, że nigdy nie zdołałam tego zauważyć. Przemiana nocy w dzień jest tak ważna, a ja po prostu nie zwracałam na nie uwagi. Widziałam już bar, jednak był inny, niż zdołałam go zapamiętać – stary i zdewastowany, jakby nikt tam nie zaglądał od kilkunastu lat. Podeszłam bliżej i ujrzałam ściany nie tyle popisane sprayem, co długopisami i mazakami. Wyznania miłości, wulgaryzmy, krótkie rymowanki i podpisy – to one pokrywały cały budynek. Zamknięte. Moje dzieciństwo w jednej chwili pokruszyło się tak, jakby nigdy wcale nie istniało. Uczucie pustki ogarnęło mnie całą. Usiadłam na krawężniku zastanawiając się co dalej.

***

- Kochasz mnie jeszcze? Pamiętasz w ogóle co to jest miłość? Kojarzysz nasze obietnice i wspólne plany, Agnieszka?! – Otworzył swoją szafę z taką złością, że nieomal się przewróciła. Wyrzucił z niej wszystkie swoje ubrania. Jednym ruchem pozbył się swoich swetrów jak dotąd nienagannie złożonych w komodzie stojącej z drugiej strony pokoju.

- Odpowiedz: kochasz?! To tak trudne pytanie do cholery? Odpowiedz! – Stałam zgarbiona w przejściu. Jeszcze nigdy się go tak nie bałam; mimo że już wiele kłótni mieliśmy za sobą, nigdy nie okazał się tak agresywny. Starałam się wydusić z siebie jakiekolwiek słowo, ale nie potrafiłam tego zrobić. Nawet na mnie nie patrzył, stałam się obcą osobą tak z minuty na minutę? A więc to właśnie jest miłość, o której marzą tysiące nastolatek? To jest to do czego dążą ludzie na całym świecie? To jest tym źródłem wszelkiego szczęścia, które sprawia, że życie staje się kolorowe? Pozbawiono mnie złudzeń. Oparłam się o ścianę czując silne zawroty głowy. Bardzo powoli przykucnęłam i tak skulona obserwowałam kolejne posunięcia Piotrka.

- Jesteś idiotką, wiesz? Po co ja w ogóle z tobą jestem?! – krzyczał coraz głośniej, co chwila jeszcze przeklinając pod nosem. Wreszcie odwrócił się w moją stronę, a gdy zobaczył, że płaczę zamilknął. Przez tą chwilę myślałam, że przytuli mnie i powie, że już wszystko dobrze. Niepotrzebnie się łudziłam, jego twarz, która przez sekundę zdawała się nie okazywać złości, a raczej zdziwienie znów stała się groźna. Trzema wielkimi…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych