Wróć do katalogu

Symacja (3)

Grupa biologów (biotyków) jest odpowiedzialna za transformację rodzaju ludzkiego w istoty idealne pod względem własności fizycznych.

MorgoScition, opublikowano , 37 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Martwa mitologia

Co z tego, że samodzielna społeczność suborów powinna charakteryzować się wzajemną współpracą i dopasowaniem ideowym. Jeden cel nie określił wyraźnego środka zdobywczego. Hegemon Ariad przewodniczył zgrupowaniu tylko teoretycznie. Nie znosił chaosu, który zastąpił jego miejsce. Suborowie wariowali z braku właściwej metody przybliżającej do wybudzenia nieznanych Arkanolii umiejętności. Zacieniona strona ludzkiej świadomości wyniosła Pierwotnych poza zwierzęce prawa bez rozwoju inteligentnych posunięć. Badacze dawnych śladów dysponowali w większości domysłami niż fizycznymi dowodami. Ariad pilnował przed niezrównoważonymi członkami kawałki skał, które poddano obróbce termicznej i chemicznej. Prymitywny lud nie był w stanie ogniem i naturalnymi wydzielinami stworzyć nowych materiałów. Jako najważniejsza głowa tej jednostki społecznej musiał pod gorszą presją ogłosić wkrótce jakiś przełom, mentalny lub materialny. Introksyny wyprzedzały popularnością resztę możliwości i jak do tej pory żaden konsument nie pochwalił się niczym odkrywczym. Ludzie posiadający wielkie maszyny do przekopywania ziemi żądali za usługi wysokiej ilości punktów. Hegemon z własnego zajęcia nigdy w życiu nie uzbiera potrzebnej sumy. Sensowna wydawała mu się kradzież symbiotyków z jednego źródła i sprzedaż po obniżce od powszecjnej stawki. Aby pomysł miał jakieś prawo bytu, wybrał wiernych mu suborów i przedstawił ogólny zarys działalności. Za pomocą taktyki oszustwa i ataku na biotyków przewożących zapasy substancji do gabinetów albo i napadu na nieostrożnych swatystów Ariad liczył na spełnienie płatniczej potrzeby. Tak rozpoczęło się polowanie. Powodzenie w przedsięwzięciu nie mogło pominąć okresu obserwacji. W ubraniach niewyróżniających się Arkanolijczyków Ariad i zespół obeszli krańce dzielnic średnio zaawansowanych plantatorów. Napotkanie sprzyjającej okazji należało wykorzystać od razu, inaczej starania poszłyby na marne. W tym samym czasie na żer wyruszyły inne grupy suborów, polujące na szmuglerów z introksynami. Parked tracił swobodę poruszania się po swoim terytorium. Złość narastała także po stronie oczekujących na przemycone symbiotyki. Przez ciągłe patrole ze strony zwolenników Pierwotnych ilośc ludzi takich jak Parked zmalała prawie do zera. W dzień, kiedy hegemon obrał własną taktykę, mieszkańcy w pobliżu Strefy SYM postanowili rozpędzić bezczelnych złodziejów. Uzbrojeni w pałki wyszli na ulice mając nadzieję, że suborowie wystraszą się pokazu siły. Zapomnieli, że desperacja popycha człowieka do popełniania brutalnych czynów. Ukrytym świadkiem zajścia był nie tylko Parked. W prowizorycznych stacjach znajdowało się kilku szmuglerów, których pomocnik Lafraela zauważył w drodze do osiedla. Stamtąd przyglądano się zamieszaniu, na razie niedostrzeżonemu z dalszych części miasta. Suborowie utworzyli zwarty szyk przeciwko przygotowanym do uderzenia oponentom. Niezrzeszonym wydawało się, że zabezpieczenie pałkami ochroni ich przed ciosami. Już w pierwszych chwilach starcia przekonali się, że suborowie znają się na walce wręcz. Ćwiczenia wystosowane na co dzień przez hegemona przydały się do wszczęcia przemocy. Mieszkańcy osiedla padali na ziemię, a klasa uduchowiona kierowała się powoli do atuariów, gdzie przetrzymywano introksyny. Obrońcy substancji nie zostali dotkliwie pobici, podnosili się na nogi i w dalszym ciągu próbowali powstrzymać usiłowanie przywłaszczenia ich własności. Również w interesie Parkeda leżało zachowanie introksyn na starych pozycjach. To on ponosł największe straty w handlu wymiennym, ale jego udział w pomocy współpracownikom nic by nie zmienił. Szmuglerzy nie stanowili bojowników na dobrym poziomie. Nie wiedział kogo ewentualnie wytypowałby do rozgromienia napaści. Jak dotąd nigdy nie dochodziło do masowych agresji. Rodziny pozostawione w atuariach były zagrożone bezpośrednim narażeniem się na uderzenie. Albo dobrowolnie oddadzą suborom pochodne symbiotyków, albo spróbują powalczyć. Dwuosobowe rodziny nie potrafiły przeciwstawić się sprawcom, Uduchowieni wynosili uzbierane dla szmuglerów introksyny i uciekali z nimi drugim końcem dzielnicy do swojego rejonu. Co działo się w Strefie SYM, Ariad nie dostał od podopiecznych ostrzeżenia w tej sprawie. Nieświadomy bałaganu i rychłych konsekwencji wybryku, sam stworzył podobną sytuację. Laboratoria plantacyjne budowano za siedzibami mieszkalnymi swatystów. Często maskowano je dla większej dyskrecji drzewami, aby sąsiedzi nie wypatrzyli czegokolwiek, co wiązało się z otrzymywaniem ważnej substancji. Dzięki temu hegemon otrzymał ochronę przeciwko świadkom. Początkujący plantatorzy nie brali pod uwagę buntu ze strony mniej znaczących klas. Naiwny właściciel symbiotyków w prosty sposób trafił w pułapkę suborów. Ariad zabrał mu klocek magnetyczny i otworzył nim wejście do sali chemicznej. Gotowe ampułki z modyfikatorami dawały już pewną podstawę punktów. Ariad nie przywłaszczył wszystkich zapasów. Sumienie nie pozwalało mu odebrać wszystkiego nawet swatyście. Nim mężczyzna ocknął się po ataku, złodzieje znajdowali się daleko od miejsca rabunku. Alarm po zajściu w laboratorium zbiegł się w czasie z wielką pogonią suborów zaopatrzonych w introksyny. Tłum ludzi przeniósł się na bardziej zagęszczone strefy Arkanolii zwracając n siebie uwagę wielu osób. Nikt nie pofatygował się z włączeniem w konflikt. Mieszkańcy dzielnicy SYM darowali sobie gonitwę w centrum miasta. Zmęczeni, na głos skarżyli się do eteru na wytworzone nieszczęście. Przechodnie zwyczajnie nie wiedzieli jak powinni zareagować – być obojętnym wobec chuligaństwa, czy zorganizować służbę porządkową. Widocznie decyzję oddano do podjęcia swatystom. Parked wyszedł z kryjówki i ocenił gdzie suborowie zrobili najmniej szkód. Pojawiał się w tych atuariach, w których mógł dokonać wymiany. Mimo szerokiego rozmachu kradzieży udało mu się pozyskać szukane związki, a części pokrzywdzonych wydał rekompensatę bez konieczności zwrotu. Należało od nowa zainwestować w dzielnicę i wymyślić przeciwwagę wobec przyszłych napaści ze strony duchowej warstwy. Ratunek widział jedynie w Lafraelu. Udał się do niego od razu po zakończeniu handlu. Ulica swatystów także przestała spokojnie funkcjonować. Dopóki nie wszedł do pokoju znajomego był przekonany, że zamieszanie dotyczy bitki z suborami. Symbiotyczni Arkanolijczcy komentowali z przejęciem wydarzenie, które z reguły nie powinno wywrzeć na nich takiego wrażenia. Lafrael wyjaśnił drugi incydent z kradzieżą u plantatora, dziwnie pasujący do świeżo ułożonej teorii. - Facet twierdzi, że zauważył kilku normalnych ludzi stojących koło jego posesji. To ich wini za przeprowadzenie napadu. Plotki o odcięciu desperatów od nielegalnych symbiotyków połączyły obie sceny. Obrabowani sami zrobili to samo, ale już przeciwko górnemu źródłu tych chemikaliów – opowiedział szmuglerowi podsłyszane wiadomości. - Poszkodowany nie wyjawił, czy wykona jakieś posunięcia w sprawie wykroczenia? - zawód Parkeda stawał się coraz bardziej zagrożony. - Wrzeszczy ze złości i wygraża się bandziorom. Co zamierza w ramach zemsty, nie wiadomo. I tak jest bezradny, jedynie może uchronić się przed podobnymi wypadkami. - Nadchodzą zmiany w Arkanolii. Jeśli ktoś odważył się uderzyć na swatystę, niedługo pojawi się więcej takich śmiałków. - A wszystko przez pragnienie opanowania idealnej kreacji. Modyfikując się do stopnia niezniszczalności ciała w ludziach obudziła się zazdrość. W końcu klasa Kelaya przestanie być czczona i nastąpi gwałtowne niezadowolenie. Właśnie wypuściłem „niechcący” informację do jego konkurencji o powikłaniach zdrowotnych Namad – Lafrael gestami okazywał radość z wyrządzanych bratu szkód. - Nienawidzisz go tylko dlatego, że jest symbiotyczny? - Nie tylko. Plantację założył nasz ojciec, kiedy uzbierał punkty za wykupienie ziemi z rosnącymi na niej symbianami. Nauki uzyskiwania z nich ostatecznego związku zdobył prawie na kolanach od znajomego swatysty. Długo nie nacieszył się swoim nowym dobytkiem, bo starość zaatakowała go od wewnątrz. Kelay zastępował go w produkcji symbiotyków, chociaż od zawsze marzył o pracy biotyka. Wtedy zdradził mnie jako brat. Bez mojej zgody postanowił poświęcić mnie dla ojca, aby przedłużyć jego życie. Symbiotyki mogły jedynie przyspieszyć zgon, więc lepsze rozwiązanie stanowiły przeszczepy organów. Obudziłem się w samą porę na stole zabiegowym. Do dzisiaj nie wiem jak Kelay wykonał tak skomplikowane przedsięwzięcie. Ojciec zmarł kilka dni po nieudanej operacji. Dla upustu złości podpaliłem plantację, niestety symbiotyki znajdowały się w atuarium brata. Pierwszą kolejkę zaaplikował dla siebie, żebym nie był zdolny do uszkodzenia jego ciała. - Dlaczego wybrał dobro ojca ponad ciebie? - Parkeda zszokowały relacje Lafraela. - Dwóch plantatorów oznaczało podwojenie zysków. Ja sprzeciwiałem się takiemu doskonaleniu, nie miał ze mnie żadnego pożytku. - I po tych przejściach mieszkasz prawie obok niego? Gdyby mnie potraktowałby tak brat, uciekłbym w ostatni kąt przed nim. - Wolę zostać bliżej plantacji i z łatwej pozycji atakować jego symbiotyki. Pokażę ci co obmyślił Natenial. Lafrael poprowadził szmuglera do pomieszczenia z amatorkim laboratorium. Parked przychodził tu często w celu zbadania składu introksyn, aby nie zażyć przypadkowo trucizny z rąk niedostosowanych do wymaganych warunków klientów. Na przyrządach Lafrael znał się tak sam dobrze jak on. Gospodarz wskazał na szybkę z próbką. - Struktura symbiotyków zaczyna się psuć. Nie są to duże i znaczące wady, ale jakość upada. Natenial rzeczywiście potrafi dobrać odpowiednie rośliny do naszej odtrutki – Lafrael pokazał palcem, aby Parked przyjrzał się bliżej substancji. Cząsteczki tworu plantatorów zostały skażone małymi zielonymi plamkami. Jak do tej pory nie wydano do obiegu niczego silniejszego od przetworzonych symbian. - Warto sprawdzić ich działanie na ludziach. Nawet malutkie odchylenia od prawidłowości dają poważne skutki – zauważył Parked. - Znasz kogoś, kto zgodzi się świadomie zaryzykować zdrowiem? - Po co świadomie... . Twoi ludzie na pewno przyjmą bez pytania wszelkie ilości towaru. Idealność pozbawiła ich rozsądku. - Co dokładnie chcesz otrzymać z przekształcenia symbiotyków? - Parked wystraszył się bezwzględności Lafraela. - Najlepsze rozwiązanie to wybicie wszystkich plantatorów i zniszczenie receptury tworzenia tego świństwa. Teraz zleży mi na neutralizacji właściwości, po dotarciu do skutecznego składu testowanej cieczy użyję jej w najcięższej formie – brt Kelaya zbyt mocno zatracał się w swoich ponurych planach. Szmugler wolał nie przyczyniać się do cudzej śmierci, ale wyłączność swatystów na obieg introksyn stanowiła rzecz, która przeszkadzała mu w egzystencji. - Miejmy nadzieję, że wreszcie uda wam się osiągnąć cel – powiedział niezbyt przekonująco. - Nie wiem tylko jak zachowa się społeczeństwo. Nagłe odcięcie go od materiłu kreacyjnego wywróci podstawę funkcjonowania. Wszyscy staną się równi i zwyczajni, taki stan wbrew logice grozi niepokojem. - Poczucie wyjątkowości samoistnie kształtuje hierarchię i jedni kontrolują drugich? - To też. Dzisiaj Arkanolia posiada sens tworzenia. Dzieki mnie utraci wspólny element dla każdego człowieka, główną ideę. Ludzie pozbawieni możliwości kultu głupieją. Lafrael otrzymał sygnał, że przed wejściem do atuarium czeka na niego gość. Szybko wyszedł z doświadczalnego pomieszczenia, a drzwi zamaskował zasłoną. Parked przeszedł do najmniej używanej części budynku unikając w ten sposób styczności z przypadkowym wizytatorem. Okazała się nim być Faar. Napięcie wywołane po niespodziewanych odwiedzinach zniknęło. Lafrael uznał kobietę za nieszkodliwą dla jego działalności. Kiedy otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, wyprzedził ją i przywołał ręką do środka atuarium. Rozmowy na zewnątrz były ryzykowne ze względu na swatystów. - Chciałam się tylko dowiedzieć co u Namad. Nie pomyślałam o bezpośrednim zapytaniu o to, a jestem ciekawa jej stanu zdrowia – wyjaśniła nieco zawstydzona. - Parked, nie musisz się chować. Widziałem się z nią wczoraj rano. Uzgodniliśmy nasz interes i wróciła do siebie. Wygladała na zadowoloną, wspominała o nowej pracy – Lafrael przypomniał sobie szczegóły ze spotkania. - Powinna dbać o siebie. Praca w jej przypadku stoi na drugim miejscu, sam czytałeś notatki biotyka. Parked ukłonił się Faar w progu i usiadł z powrotem obok kolegi. - Przed chwilą opowiadałem mojemu pomocnikowi o Kelayu. Nie dałem Namad dobrej oferty w sprawie zadośćuczynienia, ale przynajmniej brat usłyszy, że nie jest tak bezpieczny jak dawniej – Lafrael przewidział, że i do tego nawiąże kobieta. - Może twoje ataki na symbiotyki spowodowały komplikacje u tej Arkanolijki? - wypalił bez zastanowienia Parked. - Na razie jedynie skutecznie mu je podkradam – odparł zmieszany wzrokiem Faar. - Nie w nikam w wasze relacje rodzinne. Czuję się trochę odpowiedzialna za Namad, bo sama pogubiła się między presją otoczenia a własnym dobrem. Za szybko ufa nieznajomym ludziom, na przykład tobie. Akurat ty jej nie oszukałeś, bo chodziło ci o coś innego niż materialny zysk. Następni przyjaciele mogą być fałszywi. Chory człowiek zrobi wszystko dla odzyskania zdrowia. - Zgadzam się z tobą – przytaknął Lafrael. - Ja też nie interesuję się twoim życiem osobistym, ale myślałem, że obie znacie się od lat. Tymczasem opiekujesz się bez wzajemności obcą kobietą. Nic z tej pomocy nie ptrzymasz, narażasz się nawet na problemy. - Jeśli miałeś na myśli moją rodzinę, to jej nie mam. Jestem jeszcze za młoda – dodała usprawiedliwiająco. - Nie brakuje u nas zatwardziałych samotników – Lafrael zażartował z Parkeda. - Hej, łatwo jest wytykać innych i milczeć o sobie – odgryzł się. - Mieszkacie razem ze sobą? - spytała Faar. Mężczyźni roześmiali się na głos. Nie byli aż tak osamotnieni, aby skazywać się na wspólne atuarium. - Muszę jeszcze odwiedzić kolejne miejsce, zostawię was obowiązkom – Faar podniosła się do wyjścia. - Odprowadź ją i wyjśnij czym się zajmujemy, żeby w razie kłopotów nie spadły na nas pierwszych podejrzenia – Lafrael zwrócił się do Parkeda. Pomocnik posłuchał się polecenia. Już w otwartych drzwiach dochodziły do nich głośne debaty swatystów. Prawie wszyscy powychodzili na ulicę i wspólnie się naradzali. Atak na plantatora dopiero nabierał emocji. - Zamierzałam iść do biotyka... - powiedziała Faar. - Tutaj? Lepiej nie kręcić się w tej dzielnicy. Z powodu afery wywołanej przez niesymbiotycznych ludzi powinnismy jak najszybciej stąd odejść – Parked obawiał się przesadnego podejścia swatystów do zabezpieczeń przed takimi jak on. Faar nie rozeznawała się w aktualnej sytuacji, ale skorzystała z rady mężczyzny. Tłum rozgorączkowanych zmodyfikowanych osób nie wyglądał przyjaźnie. Na odchodzących nie skupili wzroku, lecz za atuariuum Lafraela w oknach pojawiały się głowy, które ich obserwowały. Parked najpierw zajął się nowinami z otoczenia, potem przystąpił do omówienia działalności brata Kelaya. Gdy Lafrael został sam, wrócił do laboratorium w celu uporządkowania odczynników i próbek. Jeszcze raz spojrzał na fragment, który pokazywał Parkedowi. Najpierw uznał, że przyrząd samodzielnie się przestawił. Pomimo ponownego nastawienia obraz przedstawiał to samo – cząsteczki symbiotyków pozbyły się zielonych plamek. Zdolność do regeneracji wcale się nie uszkodziła. Lafrael krzyknął ze złości. Środek dał prowizoryczny efekt, który okazał się za słaby na własności zwalczanej substancji. Wysiłki nie przybliżyły mężczyzny do odkrycia ostatecznego związku. Próbkę pozostawił w przyrządzie na wypadek kolejnych reakcji.

Obojętność na bezczelność szaraków, jak nazywał Kelay Arkanolijczyków bez symbiotyków w organizmie, zagrażała także jego spokojowi i tak zakłócanemu przez Lafraela. Przewidywał, że nikt nie ułożył korzystnej taktyki w przeciwstawieniu się kradzieżom. Sam nie posiadał bardzo wysokiej pozycji, więc nie potrafił oszacować ile osób zgodzi się na jego propozycję. Podejście na skraj grupki plantatorów nie zostało zauważone. Żeby doszło do przerwania wzajemnych narzekań, musiał użyć całego potencjału swojego gardła. - Nie mam dowodów na własną hipotezę, jednak jest wielce prawdopodobne, iż za napaścią stoi mój brat Lafrael – ogłosił. Mieszkańcy dzielnicy otrzymali poszlakę do znalezienia motywu kradzieży symbiotyków. - Od dawna podkrada mi zapasy, ale nie upubliczniałem sprawy ze względu na rodzinny status. Nie wykluczam, że swoją niechęć do plantatorów Lafrael przeniósł dalej. To już nie mój problem, ale nasz. - Co jest powodem tej antysympatii? - słuchacze zainteresowali się opinią Kelaya. - Ojciec wybrał mnie na dziedzica zamiast niego. Teraz się mści, zamiast postarać się o wejście na zakres usług. Żerowanie na cudzej prcy stało się dobrze punktowane. Proponuję mieć go na uwadze, gdyby doszło do kolejnego incydentu. Kelay rozsiał pogłoskę, która trafiła do szerokiego grona wystraszonych ludzi. Nawet niewielkie insynuacje mogły urosnąć w efekcie wybujałej wyobraźni. Swatyści traktowali własne ciało jak świętość. Próby jego uszkodzenia działały intensywnie na ich odczucia. - Może pójdziesz do brata i zapytasz go, czy ma coś wspólnego z napadem? - zaproponowano. - Myślicie, że mi się przyzna? Nie wiem z jakimi kolegami się przyjaźni, ale stawiam raczej na zorganizowaną grupę. Sam nie zaszedłby tak daleko – chciał, żeby Lafraela postrzegano jako niebezpieczną personę. Plantatorzy dokończyli za Kelaya układanie historii spiskowych. Jego wkład, minimlny, miał doprowadzić do zrobienia z brata winowajcy wobec rzeczy, z którymi nie musiał być połączony. Skoro Lafrael zdobywał się na różne sposoby oczerniania jego imienia, spokojne znoszenie nieprzyjemności tylko mu szkodziło. Pokazał wszystkim atuarium krewnego i odszedł. Nikt nie śpieszył się z zatrzymaniem go i dalszym wypytywaniem o charakterystykę podsuniętego oprawcy. Rezygnacja z modyfikacji Lafraela dzisiaj utrudniała mu życie jak nigdy wcześniej. Wyeliminowanie szaraka nie wpisywało się w moralność swatysty. Kelay brudną robotę zostawiał innym.

Po udanym ataku hegemon wrócił do posiadłości, aby do wieczora aczekać na drugą fazę planu, czyli wymianę symbiotyków na punkty. Wizja lokalna wyłoniła najlepszych kandydatów na dyskretną transakcję, gdzie przemytnicy często się wśród nich nie ujawniali. Tamtejsi ludzie z ostatnich części Arkanolii, sąsiadujących z lasami i pustymi ziemiami, posiadali te same potrzeby co osadnicy z rozwiniętych stref. Suborowie

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych