Wróć do katalogu

Syn Lucyfera rozdział drugi

Nataniel kończy osiemnaście lat, a od dnia urodzin w jego życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy...

Zuzanka, opublikowano , 27 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

2. Otworzyłam szeroko oczy. Nie mogłam uwierzyć, że wczorajszy dzień się wydarzył. A może jednak to wszystko mi się śniło? Wstałam i poszłam do łazienki, sprawdzić czy są ubrania mamy Nataniela. Spojrzałam na kosz. Tak, są! Czyli wczoraj to wszystko prawda. I w tej chwili przypomniałam sobie, że zostawiłam moje mokre ubrania w łazience Nataniela. Idiotko!!! Gdzie ty masz głowę – huczał mi do ucha ten sam głosik co wczoraj. A ja się mu sprzeciwiłam. Stop, do jasnej cholery!! To moje życie! Ogarnęłam się trochę, założyłam te same inne spodnie niż wczoraj( tamte były u Nataniela)biały top i czarne bolerko i wyszłam z łazienki. O cholera, jaki bałagan mam w pokoju – muszę trochę to wszystko poukładać, bo w końcu tutaj będzie dzisiaj siedział mój Idealny Ideał. Po posprzątaniu mojego pokoju zeszłam na dół. Oczywiście w kuchni siedziała moja matka i robiła śniadanie. Spojrzała się w moją stronę, a jej mina miała wyrażać słowo Przepraszam. Ale wiedziałam, że to ja musiałam zacząć. - Przepraszam za wczoraj – mam nadzieję, że zabrzmiało to szczerze. – Nie wiem co we mnie wstąpiło… Spojrzała na mnie ze łzami w oczach, myśląc, że mnie to może bardziej wzruszy, ale ja znałam jej triki. - Nigdy bym się nie spodziewała, że usłyszę to z twoich ust – gdy to mówiła z jej oczu poleciała łza. No, co miałam zrobić, żeby nie płakała. Zraniłam ją. - Luizo nie płacz – zdobyłam się tylko na tyle. - Przemyślałam sobie to i owo po wczorajszym. Pora się ustatkować. Miałaś rację z tym, że jestem dziwką. Puszczam się z każdym facetem na pierwszej randce… Taa… Hej dziewczyno, nie oddawaj się na pierwszej randce… Ktoś tak śpiewał… - Dlatego faceci mnie rzucają, bo wiedzą, że jestem łatwa. Muszę sobie znaleźć kogoś na stałe, a tobie ojca… Ojca to ja mam, więc mi nie musisz szukać jego zastępcy… - Jeszcze raz cię przepraszam. Postaram się więcej tak nie postąpić – sratatata, na pewno tak zrobię. – Ja już muszę iść. - Przecież nic nie zjadałaś. - Zjem w szkole. To pa – wychodząc znowu jej nie pocałowałam. Kiedy dojechałam do szkoły na parkingu stał już granatowy Ford, ale nie widziałam właściciela. Szkoda. Ale właśnie wysiadł z samochodu i zauważył mnie. Uśmiechnęłam się do niego, a on zaczął iść w moją stronę. Gdy wysiadłam z samochodu stanął przede mną. - Pomyślałem sobie, że może byś miała ochotę pójść ze mną na hiszpański? O widzę, że on też nie zapomniał o wczorajszym. - Oczywiście. – I ruszyliśmy w kierunki drzwi wejściowych, a drogę do nich przebiliśmy w ciszy. Gdy przechodziliśmy przez najbardziej zatłoczony korytarz, wszyscy się za nami oglądali, a przede wszystkim dziewczyny, większość z nich widziały w Natanielu swoją miłość, a mnie zabijały wzrokiem. Nataniel zauważywszy moją minę uśmiechnął się szeroko w moją stronę, jakby chciał zmniejszyć dystans dzielący nas. W końcu, żeby nie zaprzepaścić ostatniej minuty wspólnego „spaceru” zaczęłam rozmowę. - A gdzie to podziewa się ten „Demon Seksu”? Spojrzeliśmy się na siebie i zaczęliśmy się śmiać głośno, aż ludzie się za nami oglądali na korytarzu. - Zapewne już w klasie – odparł wesoło Nataniel. No i oczywiście miał racje kiedy weszliśmy do klasy śmiejąc się ciągle wszyscy się na nas spojrzeli i owy Demon też. Kiedy Nataniel siadał, a ja przechodziłam obok niego szepnął mi do ucha Do zobaczenia w stołówce, aż zakołowało mi się w głowie. *** Dzisiaj wyglądała o wiele lepiej niż wczoraj wieczorem. Chwała Bogu. I ucieszyła się na mój widok. Nie spodobało jej się gdy zauważyła miny dziewcząt kiedy przechodziliśmy przez korytarz. Co te dziewczyny we mnie widzą? Gdy usiadłem obok Joe’ego akurat zdążyłem przekazać wiadomość. Późnej odwróciłem się w stronę Joe’ego. - Jak tam prezent, podobał się? – Zaczął pierwszy Wielki. - Stella go widziała. A szczególnie spodobała jej się dedykacja – odpowiedziałem. - Ale jak to? Przecież…? – i tu się spojrzał podejrzliwie – korzystałeś z nią z niej? - Ja pierdole, człowieku skąd ty takie pomysły bierzesz? Ona taka nie jest. - A jaka jest? Poznałeś ją? Dobrze? – i przy ostatnim słowie zachichotał. Nigdy o Stelli nie myślałem w pojęciu dziewica, czy też nie. Ale ogólnie mało mnie to obchodzi. - Ja do twoich dziwek się nie wtrącam, więc daj mi spokój. Już powiedziałem ona taka nie jest. I więcej na ten temat z tobą nie rozmawiam, zrozumiano? - Dobrze, dobrze. Tylko się nie denerwuj. - Demon Seksu… - splunąłem pod nosem. – Pierdolony… Hiszpański minął bardzo szybko i dziwne jest to, że coś zrozumiałem. Niezwykłe!! Nie wierzę. Ale mimo wszystko nie odzywałem się w ogólne, żeby to moje nagłe olśnienie nie trysnęło. Tak jak hiszpański tak i inne lekcje do długiej przerwy szybko minęło. Pewnie dlatego, że nie mogłem doczekać się lunchu z moją Czekoladowowłosą Pięknością. Więc prędko pobiegłem na stołówkę, żeby zając ten sam stolik co wczoraj. Kiedy wszedłem do stołówki najpierw zacząłem jej szukać. Tak, widzę ją. Siedzi przy tym samym stoliku co wczoraj. Niewiele myśląc od razu tam poszedłem. Gdy dotarłem do stolika zauważyłem na stole dwa talerze. Co ona…? - To dla ciebie – powiedziała. – Pomyślałam, że masz ochotę na zapiekankę wegetariańską… Uśmiechnęła się delikatnie i podsunęła talerz w moją stronę. - Ale jak nie chcesz to mogę odnieść – dokończyła. Nigdy nie jadłem nic wegetariańskiego, ale w końcu musi być kiedyś ten pierwszy raz… - Nie, no co ty. Zjem. – Usiadłem i zacząłem jeść, a razem ze mną Stella. Nie, najgorsze – pomyślałem, kiedy przeżułem pierwszy kęs. - I jak? – Zapytała zmieszana Stella. - Bardzo dobre – spojrzałem się w jej stronę, w jej brązowoczekoladowe oczy. Aż mi dech zaparło. Po wczorajszym smutku nie było prawie nic widać, bardzo dobrze. Nie zniósłbym więcej tego. - Miałam taką nadzieję – odetchnęła. Po chwili ciszy zapytałem. - A jak z mamą? Ona spojrzała się na mnie i westchnęła. - Przeprosiłam ją, a ona gadała, że musi się zmienić. Same takie… Nie miałam ochoty jej słuchać. - To dobrze, że między wami się wyjaśniło… A jak jest między nami, do cholery?! - Chciałam ci jeszcze raz podziękować za wczoraj. Bardzo mi pomogłeś. Tak, wczorajszy dzień był świetny, też ci dziękuje. - Nie ma za co. Może mi się kiedyś odwdzięczysz? - Bardzo bym chciała – szepnęła tak cicho, że myślała, że jej nie usłyszę. Spojrzała w moją stronę zaczerwieniona – Głupoty dzisiaj gadam – powiedziała cieniutkim głosem. - Wcale nie – i złapałem ją za rękę i spojrzałem jej głęboko w oczy. – Ty… I w tym momencie przerwał nam Joe, a Stella puściła moją rękę. Ja go naprawdę zabiję, nie lepiej będzie go wykastrować, to go będzie bardziej boleć. - To dzisiaj u mnie o siedemnastej? – Zapytała się o te lekcje, o który szczerze mówiąc zapomniałem. - Tak oczywiście. Punkt siedemnasta. Pomachała mi i odeszła w kierunku drzwi, a ja spojrzałem w stronę Joe’ego. - Stary, ty to masz wyczucie – zagadałem wkurzony. - A co przeszkodziłem wam w czymś? – Spytał z miną niewiniątka. – Ano w końcu umówiliście się na siedemnastą… I to u niej w domu… - Daj spokój. Dzisiaj zaczynamy te korki z hiszpańskiego. - A… Teraz to się nazywają korki… Puściłem tą uwagę mimo uszu i wyszedłem nie czekając na niego ze stołówki. *** Siedemnasta zbliżała się nieubłagalnie. Już niedługo spotkam się z moim Idealnym Ideałem. Tak. Właśnie słyszę koła na podjeździe, przyjechał. Pobiegłam do pokoju jeszcze raz sprawdzić czy mam porządek, a on w tym samym czasie zadzwonił do drzwi. Zbiegłam z piorunującym tempem. - Hej! – Zawołał uśmiechając się szeroko. – Mam nadzieję, że się nie spóźniłem. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na zegarek. Była rzeczywiście równa siedemnasta. - Jesteś punktualnie. Przecież jesteś ideałem. - A, zapomniałbym. Zostawiłaś to u mnie w łazience – podał mi moje rzeczy. - Aaa, dzięki. Gapa ze mnie i tyle.– Uśmiechnęłam się głupio. – Invitar. Poszliśmy do mojego pokoju. Usiedliśmy przy stoliku. Nie wiedziałam co miałam powiedzieć. - Może zaczniemy od podstaw? – Bąknęłam. - Tak, oczywiście. Wzięłam jakąś książkę. Myślałam o jakimś ćwiczeniu. - Qué tal? – z zamyślenie wyrwał mnie głos Nataniela. Czy on powiedział coś po hiszpańsku?! - Co ty powiedziałeś?! – Spojrzałam się na niego podejrzliwie. - Qué tal – powtórzył. Przecież on nic nie umiał powiedzieć. - Umiesz coś powiedzieć więcej? - No sé – Nie wiem. - Dzień dobry? Do widzenia? - Buenos dias, Adios… . Dónde mañana vamos? – Gdzie jutro idziemy? On gada po hiszpańsku i nawet sobie z tego sprawy nie zdaje!!! - El cine? – Kino? - La pelcícula de miedo, El romance o la comedia? – Horror, romans lub komedia? On naprawdę mówi po hiszpańsku, nie wierzę!! - Czy ty wiesz, że mówisz po hiszpańsku?! *** - Czy ty wiesz, że mówisz po hiszpańsku?! – Zapytała mnie zdziwiona Stella. - Qué?! – Co?! Co ona?! Przecież ja mówiłem… po… Nawet sobie z tego sprawy nie zdawałem, że mówię po hiszpańsku. Czułem się po prostu jakby to był mój język ojczysty. - Cały czas zasuwasz, bez żadnego zająknięcia… Przecież to nie możliwe! Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. - Może się uderzyłem w głowę? - Albo jesteś chory… - Trouble psychique? – choroba psychiczna? - Umiesz francuski? - Non? – Nie. Co to jest do jasnej cholery?! Nigdy nie uczyłem się żadnego obcego języka , oprócz hiszpańskiego, a tu nagle zaczynam mówić… - Tobie chyba nie są potrzebne korki – stwierdziła nadal zaszokowana Stella. – Ty umiesz wszystko. - Ale jak to możliwe?! Przecież ja nigdy nie mogłem zapamiętać drobnego słówka, a teraz… Superbe – świetnie. – A więc jutro idziemy do kina? Powiedziawszy to uśmiechnąłem się szeroko, a wraz ze mną Stella. - Si – Tak. Osiemnasta. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a moją głowę przeszył ból, sto razy gorszy niż ten wczoraj rano. Nie wiem co się stało później, ale na pewno krzyczałem, w końcu zemdlałem. Przynajmniej nie czułem tego cholernego bólu. Kiedy się ocknąłem, leżałem na łóżku Stelli, a ona siedziała obok mnie i trzymała mnie za rękę. Gdy zobaczyła, że otworzyłem oczy szybko puściła rękę. - Czemu zabrałaś rękę? – Zażartowałem (choć miałem nadzieję, że zabrzmiało to na poważnie) i uśmiechnąłem się krzywo. - Tak się strasznie bałam. Nie wiedziałam co się stało. Śmieliśmy się, a potem zacząłeś tak strasznie krzyczeć i zemdlałeś. – Patrzyła się wprost w moje oczy ciągle ze strachem. Bała się o mnie… Martwi się… Trzymała mnie za rękę.… - Ile czasu byłem nie przytomny? – Zapytałem z głupiej ciekawości, wtedy to była pewnie minuta. - Jakieś trzy godziny… Co?! Jakieś trzy godziny?! Co się ze mną dzieje do jasnej cholery. - Jesteś pewna?! - Tak, a dokładniej trzy godziny i jakieś dwadzieścia minut… Coś nie tak? Źle się czujesz? - Nie, już jest dobrze. Ale wcześniej… - Już ci się to wcześniej zdarzyło? Głupio się tak dziewczynie przyznawać, że od bólu głowy mdlejesz, no ale... - Wczoraj rano, ale nie tak długo. - Powinieneś pójść do lekarza, to nie jest normalne. Naprawdę się o ciebie martwię. Rumieniec oblał twarz mojej Czekoladowowłosej Piękności, a usta ułożyły się w nerwowy uśmiech. Tak chciałbym ich spróbować. Już zbliżam swoją głowę do niej. Jeszcze tylko kilka centymetrów dzieli nasze usta od siebie… Już prawie się stykają… Milimetry… I wtedy ktoś wchodzi do pokoju. Jasna cholera!!! - Stello… O przepraszam – matka Stelli zobaczyła mnie półleżącego na łóżku swojej córki, a obok mnie córkę nachylającą się nade mną. Nie dało się uśmiechnąć. Stella odwróciła się do niej. - Tak ma… Luizo? - Yyy… Już nic. – i wyszła z pokoju, a my roześmialiśmy się. Przez chwile siedzieliśmy cicho. Nie powróciliśmy do tego co zaczęliśmy. Niestety!!! - Będę się już zbierać. Długo już siedzę. Nie chcę przeszkadzać – rzekłem. - Nie, ty mi nie przeszkadzasz, wręcz odwrotnie – spojrzała się na mnie poważnym wyrazem twarzy. – Naprawdę. A co ja ci mam powiedzieć Stello?! Że szaleje za tobą? Może to w końcu usłyszysz… - Dzięki – nie wiedziałem co mam dalej powiedzieć. – Naprawdę muszę już iść. - No dobra, jak tak bardzo chcesz. – Uśmiechnęła się. Gdy zeszliśmy na dół do drzwi zawołałem do Luizy. - Buona notte – Dobranoc. - Do widzenia – odpowiedziała, a Stella zaczęła się śmiać. - O co chodzi? – Zapytałem nieco zdezorientowany. - Dobranoc… Aaa, teraz zrozumiałem. Powiedziałem z rozpędu po włosku. Bywa… - Au plaisir – Do zobaczenia. O nie, to nie ten język. - Hasta mañana – Do jutra. Znowu… - Do jutra – powiedziała za mnie Stella i pocałowała w policzek. - Do jutra – powtórzyłem. – Na razie. Wsiadłem w samochód i pojechałem do domu z myślami o mojej Czekoladowowłosej Piękności. *** Prawie mnie pocałował, gdyby tylko nie moja mama. Cholera!!!! Najcudowniejszy wieczór w moim życiu. Tylko ten Nataniel!!! Mam nadzieję, że nic mu nie będzie, że ten ból i zemdlenie to nic takiego. Weszła w końcu do domu i poszłam do kuchni i zobaczyłam na stole stała pusta butelka po winie. O nie, znowu się upiła. Muszę ją znaleźć. Oczywiste nie było to trudne. Luiza leżała na podłodze w salonie przed telewizorem. Gdy mnie zobaczyła zaczęła się śmiać jak alkoholiczka. - Kto to był? – Zapytała się z wyrzutem, gdy opanowała śmiech. - Kolega? – Spojrzała się na mnie podejrzliwie. Nie, nie kolega do jasnej cholery tylko Idealny Ideał, którego przez ciebie nie pocałowałam!!! - Tak, kolega – skłamałam. – A co? - Leżał na twoim łóżku, a ty obok niego i się całowaliście... Właśnie przez ciebie się nie pocałowaliśmy!!!! - Nie całowaliśmy się… - Gdybym nie weszła, nie wiadomo jak by się to skończyło – gadała bzdury. Gdybyś nie weszła to pewnie byśmy się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych