Wróć do katalogu

Szacun

O napisach na papierosach i innych problemach kultury

Comporecordeyrosopublikowano 17 stycznia 201718 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

To na prawdę cholerna sprawa, te napisy na papierosach. Sprzedaje się towar, nota bene kiedyś reklamowany jako zdrowy, często przez sportowców, aktorów... By robić z kupujących - spora część populacji, po prostu durniów, którzy dodatkowo mogą się pochorować przez nachalną sugestię, która bije ich w oczy z opakowania. Z podstawowej wiedzy przyrodniczej i zwykłej intuicji w kwestii zdrowia, wiemy, że każda zażywana substancja może zaszkodzić, jeśli tylko zażyć ją w nadmiarze, a w przypadku niektórych substancji ich niedobór powoduje szkody na zdrowiu. Tak więc należałoby podobnymi napisami oklejać wódkę, kotlety, kawę, cukierki.... jeśliby rzeczywiście chodziło o zdrowie klienta. Na butelkach wódki proponuję zdjęcia deliryków w ostatniej fazie, na kotletach zdjęcia zniszczonej wątroby żarłoka, na cukierkach trupa jakiegoś cukrzyka...

Tu jednak bardziej niż o zdrowie, chodzi o urabianie klienta, aby był dobrym elementem materiału zasobów ludzkich - czyli lekko głupim, a przede wszystkim spolegliwym na regulacje kreatywne i reklamę. Reklamę, która szkodzi na najważniejszy aspekt ludzkiego zdrowia - na umysł i psychikę. Reklamy przerywają wątki filmów, wiadomości, a nawet relacji międzyludzkich w mirze domowym. Wręcz przyzwyczajają nas do przerywania wątków, z których składa się praca naszych umysłów. A których prawidłowy rytm, dynamika i wyrazistość wręcz odpowiada za stan zdrowia psychicznego.

Oczywiście świat w którym żyjemy, dzięki politykom, większym złodziejom, totalnym idiotom i ich organizacjom... jest popierniczony, ale dlaczego dodatkowo jeszcze prosto w oczy i uszy mamy mieć wbijane najczęściej popierniczone reklamy.

Może sympatyczni parlamentarzyści UE powinni zastanowić się, czy nie ustanowić obowiązku naklejania na reklamy ostrzeżenia, że oglądanie reklam może zaszkodzić na zdrowie umysłowe - wraz z fotografią chorego umysłowo w kaftanie bezpieczeństwa. Bo przecież nawet nie trzeba zbyt wielu badań naukowych, aby stwierdzić, że reklama, zwłaszcza wbijana w głowę klienta, gdy ten zapatrzy się i skoncentruje na ciekawym filmie, w nagłej przerwie na reklamę, działa na nerwy. To działanie jest systematyczne, a my mamy być do niego przyzwyczajeni i wchłaniać i wchłaniać, aż nasza podświadomość zapragnie reklamowanego towaru. O to przecież w reklamie chodzi.

Pamiętam, że w latach 70' i 80' dyskutowano o szkodliwości reklamy i były poważne badania naukowe na ten temat, których wyniki były jednoznaczne. A przecież wtedy reklamy multimedialne były jeszcze stosunkowo subtelne i z mocy ogólnego przyzwyczajenia do kultury powszechnego komunikatu nie bywały nachalne. I z założenia oszczędzały tak ważną dla człowieka podświadomość. Oczywiście dziki wolny rynek zapomniał o tym w globalnym przyśpieszeniu wyścigu szczurów i upowszechniło się przyzwolenie na masowe pranie mózgów klientów, jak gdyby nigdy nic. Nie spotykam poważnej dyskusji na ten temat, a jeśli nawet to w aurze niepewności co do zdrowia umysłowego dyskutantów. Reklamowe przerwy stały się normą, i to normą, która jest główną "pracownicą" nurtu spłycania życia klienta dla potrzeb coraz bardziej żarłocznych wolnorynkowych paszcz biznesu.

Od lat już jeśli oglądam telewizję, to z pilotem w ręku, by unikać przerwy na reklamę. Często gubię przez to oglądany film, szarpię się z kanałami, aby uniknąć wtykania byle czego do głowy. Oczywiście przegrywam - odchodzę od telewizora wkurzony, a te kilka wiadomości ważnych i łączących mnie ze światem, kilka fragmentów filmów, czasem jeszcze artystycznie ambitnych, nie jest w stanie pocieszyć mej duszy... Myślę, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, że wielu ludzi ma podobne na ten temat wrażenia i przemyślenia. Panuje jednak w tym temacie zaczarowana bezsilność i zniechęcone machnięcie ręką. No bo co można z tym zrobić. Może kupić paczkę papierosów z obrazkiem spalonego płuca lub umierającego palacza i trochę pozabijać się paleniem papierosów.

Kupuję tytoń i szybko przesypuję do pudełka bez napisów ostrzegawczych, może nie zdurnieję. Wiem, że palenie tytoniu było zalecane przez starodawnych egipskich medyków na wypadek zakażenia dróg oddechowych, jako środek bakteriobójczy - chyba słusznie. Moja mama ś. p. mówiła; Możesz palić, ale pal pięć papierosów dziennie a nie 40. Ona rzeczywiście tak paliła przez wiele lat, a potem w ogóle rzuciła palenie. A więc moja mama mówiła o umiarze!!! Ale czy koncerny reklamowe mogłyby w ogóle rozmawiać o umiarze. Czy poparłyby polityków rozmawiających o umiarze, czy intelektualiści rozmawiający o umiarze dostaliby granty?... Nie, intelektualistom płaci się za omijanie niewygodnych tematów. Niewygodne tematy muszą poruszać wariaci.

Umiar, rytm, wolna wyobraźnia, to czynniki uruchamiające człowieczeństwo w człowieku, łącznie z oporem intelektualnym i indywiduum. Tym czasem robi się wiele w kierunku przyduszenia człowieczeństwa w człowieku. Inspiruje się wręcz nieumiarkowanie i chimeryczny pośpiech, czasem mylony z profesjonalizmem, a wyobraźnię siekają przerwy na reklamę i panicznie oświetlona laserowymi migawami marność. Jeśli głębia intelektualna, to odległa od życia, ideałów, kultu dobrej pamięci, a przypisana do bezpiecznie oddalonych od wolności, kręgów przekupionych pieniądzem i wygodnym myśleniem. To gorzka prawda - Pracują nad nami struktury wolnorynkowe, postrzegając nas coraz bardziej strukturalnie. Może to scheda po komunizmie kształtującym świadomość mas, tylko teraz nie o masy pracujące chodzi, a o materiał zasobów ludzkich. Brzmi to szczerze - materiał zasobów ludzkich - do wyczerpania, jak wyczerpuje się zasoby mineralne. A więc struktury wolnorynkowe nie oszukują nas...

Wiedząc, że i technologia i logistyka i stosunki społeczne i polityczne, a nawet reklama podlegają rozwojowi i związanymi z rozwojem przemianom, możemy mieć nadzieją, że samo się wyrobi poszanowanie do mózgu klienta (i człowieka! jednocześnie). Ale w przypadku wolnego rynku, to chyba dopiero wtedy gdy zaczną się opłacać wolni, wyindywidualizowani, posiadający dobrą pamięć i rozeznanie w rzeczywistości ludzie. Niestety jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że to samo się wyrobi. O to trzeba będzie powalczyć i to długofalowo, świadomie i konsekwentnie. Wolny rynek sam w sobie prędzej zrobi z nas durniów, niż odpuści zyski na naiwności i głupocie. Może ta walka polegać na modlitwie do Boga, ale i ta lepiej żeby była związana z rozumem i dobrą wolą, które wyistaczają się z intelektualnej przytomności. O intelektualną przytomność trzeba walczyć codziennie, głównie za pomocą oporu umysłowego wobec strumienia wciskanych iluzji i kłamstw. W tej walce najważniejsze jest abyśmy nie byli pojedynczymi kaczkami do odstrzelenia, ale raczej gremialnym ruchem - porozumieniem. Może więc czas stawić opór obyczajom multimedialnym pakowania w nas bez ograniczeń reklam, gdyż od czegoś należy zacząć. Może udałoby się w internecie skrzyknąć inicjatywę obywatelską w kwestii ograniczenia prania mózgu reklamami. Oczywiście dodawanie do reklam multimedialnych nalepki z ostrzeżeniem o szkodliwości oglądania reklam ze zdjęciem wariata, tylko pogłębiłoby efekt zdurnienia, tak jak to czynią napisy na papierosach, więc może nie o to chodzi.

W czasach cyfrowych można z łatwością wyznaczyć dzień, lub godziny w których nie wolno nadawać reklam. Mogłaby być to np. niedziela, w Izraelu sobota. A kilka godzin największej oglądalności wśród dzieci objęte zakazem wciskania reklam, mogłoby wystarczająco regenerować powszechny nastrój zdrowia umysłowego. Tu pozwolę sobie przedstawić mój tekst zamieszczony i wydany kilka lat temu w zbiorze "Futurystyka", przynależnym do tworzonego przeze mnie internetowego kabaretu, p. t. "Niedziela wolna od reklamy". Co prawda pisane i wydawane to było w tonie kabaretowym, ale coraz pewniej dochodzę do wniosku, że po prostu może nie być innego wyjścia. Zwłaszcza, że mylnym jest wrażenie, że sami dyscyplinując się i nawet skutecznie izolując od oglądania reklam, jesteśmy wolni od problemu wtykania do podświadomości byle czego, w imię interesu na podnoszeniu sprzedaży. W pewnym sensie jesteśmy chmurą mózgów, nikt dokładnie nie wie jak związanych ze sobą tą podświadomością. Być może po prostu musimy zadbać o szacun, aby tak ogólnie nie zdurnieć i nie zagrozić naszemu bezpieczeństwu globalnemu, jakby od środka – od podświadomości...

----------------------------

*Niedziela Wolna Od Reklamy *

Pamiętam z socjalistycznych podręczników do historii, jak wiele uwagi poświęcała ta nauka wówczas, walce o ośmiogodzinny dzień pracy. Która to walka, w jakie bezeceństwa byłaby nie zamieszana, zmieniła poziom…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych