Szara rzeczywistość
No cóż, to coś starego, ale i z taką myślą końcową kiedyś się borykałem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był chłodny, mokry, wiosenny dzień. W szarym pokoju zaniedbanej kamienicy, gdzie każdy żyje na własną rękę, zaszyty w swoim mini świecie mieszkał człowiek – biedny człowiek. Przez niedomknięte okno powoli, niczym lepki potok nienawiści wdzierał się deszcz. Człowiek leżący na łóżku wolnym ruchem ręki sięgnął po papierosy. Trzask zapalniczki odbił się echem niczym grzmot po górskich kotlinach. Adam – bo tak brzmiało jego imię – był zamyślony. Błądził po krainie sennych widziadeł. Był nieobecny w realnym świecie. Przebywał w krainie chorego umysłu. Widział istoty podążające ku niemu z rozpostartymi ramionami w geście serdecznego powitania. Czuł narastającą radość z tego, że tu przynajmniej witają go serdecznie z miłosnym wyznaniem na ustach. Zapalony papieros tlił się w jego dłoni. Zaciągnął się i już był w domu pięknej, wysokiej blondynki, która z radością otoczyła go uczuciem, którego nie znał, z którym się dotąd nie spotkał. Lepki zapach wspaniałych perfum przyciągnął pozazmysłowe skojarzenia odległych krajobrazów, zielonych łąk i lasów, zapach kwiatów rozpościerających swe wilgotne listki na dopiero co zroszonej glebie przez niebiańskich emisariuszy szczęścia. Gestem ręki dziewczyna poprosiła go do tańca w tak muzyki rejestrowanej przez podświadomość. Powolne ruchy ciała – objęcia – pocałunki – wszystko to jak na zwolnionym filmie. Atmosfera uniesienia i patosu roztoczyła swe piękno, omamiła umysł niczym najlepszy narkotyk. I tak to jest – osuwasz się na ziemie i przestajesz myśleć – śnisz. Ciało owinięte w jedwabne płótno, w porannej rosie umyte włosy, lśnisz jak posąg, starożytne dzieło wielkich mistrzów. Ów żywy kolor opadającego horyzontu stopiony z przejmującą barwą rajskiego świata. Słońce, niby ręka malarza kreśli odległe perspektywy gwiezdnych szlaków. Życie, krótka chwila nicości galaktycznej. Życie, krótka chwila, ciepła chwila, w której jak na scenie rozgrywają się mało ważne dla ogólnej koncepcji bytu sceny. Człowiek – mała istota w nieograniczonej przestrzeni, niezauważalny pyłek, planeta oddalona o miliony lat świetlnych od słońca.
Cały czas próbuje coś zrobić, coś co by mogło zwrócić na niego uwagę. Lecz dla ogólnej koncepcji bytu jako nieograniczonej czasowo przestrzeni jego starania, jego życie i on jako istota – istnieje w tak znikomym procencie, że powinien nie istnieć wogóle. Myśl – czym właściwie jest myśl? Przywiązana do ziemskiego bytu, przypisana danej jednostce jest czymś co jest ulotne, bliżej niezprecyzowane. Człowiek myśli o kształtach, o kolorach, lecz one rozmywają się w umyśle. Dźwięk też jest myślą – ulotni się i pozostanie po nim tylko wspomnienie, tak jak po dziewczynie, która jeszcze przed chwilą była tu – blisko – i nagle rozpłynęła się we mgle, a uczucie radosnej sielanki przerodziło się w stan obłędu. Pod naporem rozlicznych myśli siła tworzenia tak potrzebna do egzystencji zmieniła się w siłę niszczenia. Obraz ludzi na podobieństwo stwórcy znikł pod wpływem bezkrytycznego patrzenia w przyszłość. Manipulacja wolą spotęgowała narastający obraz zniszczenia. Mechaniczne ręce w lodowatym uścisku dokonały transakcji koniecznych do przetrwania. Bezskuteczne wołanie o pomoc spowodowało zachwianie stałej koegzystencji. Dłoń nie czuje już przyjaznego gestu, a ciało domaga się samozadowolenia. Potworny ból – tysiące serc rozdartych na pół. Obrazy malowane ręką szaleńca niczym szkiełka w kalejdoskopie zaczynają tworzyć zrozumianą całość. Wizje wariata mieszają się z rzeczywistością. Dźwięk kościelnego dzwonu rozbija umysły wiernych. Długi kondukt pogrzebowy maszeruje przez ulicę starego miasta, osnutego pajęczyną czasu. Twarze ludzi w oknach – stare i zniszczone z grymasem zadowolenia – że to nie oni są pierwsi, że ktoś ich uprzedził. Czarny samochód a w środku trumna ze zwłokami człowieka pozbawionego własnego spojrzenia na świat i życie. Czasy w których toczy się egzystencja nazwana przez mądrych tego świata życiem to sterta błędnych imitacji szczęścia, nieograniczona bryła bytu. Człowiek – a może nędzny robak – w otchłani miejskich uliczek szuka swego miejsca. Płacz przeszywa opętany umysł, ból potęguje agresję – niczym zraniony lew – goni za swą ofiarą w mrocznych labiryntach betonowych ulic. Po tym co zaszło nikt nie jest w stanie pokusić się o radosny uśmiech, o życzliwe spojrzenie.
Człowiek w pokoju wstał z łóżka ciężko dysząc - ruch sprawia mu kłopot - miażdżący ból w kolanach – pozostałość po przebytym koszmarze w tropikalnej dżungli - podszedł do okna. Za szybą ludzkie postacie owiane mgłą codziennej rzeczywistości płynący w bezgraniczną otchłań. Człowiek stojący przy oknie dopiero co śnił o miłości i rozkoszy – lecz w podświadomości zakodowany był silniejszy niż sobie wyobrażał koszmar od którego nie maiał już ucieczki. Myśli błądziły w otchłani nieprzeniknionej pustki i samotności. Nie chciał powracać do wydarzeń w których brał udział, nie chciał ponownie przeżywać koszmaru tamtych dni. Chciał odnaleźć swoją rzeczywistość, chciał przezwyciężyć strach i samotność, chciał żyć – normalnie żyć – lecz sen niczym mara pojawiał się ponownie. Drzewa jak maszty wielkich anten, sterczące w górę wśród kamiennych budynków metropolii XX wieku. Mali ludzie – jak zaprogramowane roboty – bez uczuć i radości – krzątający się wokół swych codziennych spraw nie reagujący na zewnętrzne bodźce. W porannej gazecie znów można przeczytać o gwałtach, napadach i morderstwach – bo tylko tym żyją w zapomnianym przez Boga świecie. Adam sięga po szklankę z piwem. Chce za wszelką cenę wyjść z tego koszmaru, lecz coś nieuchwytnego mocno przyciąga wizje obłąkanego umysłu. Pośrodku wielkiej kamiennej pustyni stoi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Duke
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…