Szara strefa
O wojnie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ludzie sami sobie ważą piwo. Wymyślili wojnę, nie wiadomo nawet po co. Dla oczyszczenia atmosfery? Segregacji społeczeństwa? Teraz wszyscy mają być po odpowiedniej stronie barykady, będąc przy okazji jednostkami silnymi, bo tylko takie są w stanie przetrwać ten czas niepokoju. Brak wolności wyboru. W ogóle całkowity brak jakiejkolwiek wolności. Kto się wychyli przed szereg zostanie skrócony o głowę. Nie ochroni go siła jednostki. Chyba, że potrafi za sobą pociągnąć tłumy, ale takich typów też należałoby gnoić w zarodku. Jednostki gotowe umrzeć za swoją chorą ideę są zdecydowanie gorsze niż szaraki bez zdania. O wiele bardziej niebezpieczne. Ich nie da się tak łatwo zmanipulować, a szybko można im ulec. I co ci ludzie zwojowali? Otóż stworzyli kolejne nowe miasto, w którym przyszło im żyć. Miasto ziało teraz widokiem zburzonych domów, stert gruzów, gdzieniegdzie kup złomu. Skupiło się praktycznie w jednym punkcie. Jeden mały punkcik tętnił życiem w morzu gruzów. Im dalej od niego, tym mniej oznak życia było, a granicę cudownego miasta wyznaczał betonowy mur. Ludzie przestraszeni własnym wytworem – wojną, postanowili się od niej odciąć. Na cóż im to? Liczy się to, że dali jej życie, a ona jako przykładna córka wyszła z domu i żyje swoim życiem, łaskawie omijając swój rodzinny dom – miasto murem otoczone. Miejscami przy stertach złomu zobaczyć można było głodne szczury wojny. Dzieci rewolucji od czasu do czasu postanawiały uciekać od odpowiedzialności za spłodzonego potwora. Nie same tępe narzędzia w tych górach złomu znajdowały. Czasem tylko rdza im przeszkadzała. W końcu ma taki wstrętny smak. Przyszła już taka pora roku, że po prostu woda wisiała w powietrzu. Nie było jej jeszcze tyle, by spłynąć na głowy głupich stworzeń, karmiących wojnę. Kiedyś większość tutejszych mieszkańców była pacyfistami. Zgodnie twierdzili, że wojna tylko szkodzi, nie jest żadnym wyjściem z sytuacji. Wystarczyła jedna kropla trucizny, której deszcz z nieba nie może wypłukać. Jeden człowiek wojowniczo nastawiony do świata. Z czasem ostała się jedynie garstka pacyfistów. Życie wręczyło im karabiny i odebrało wolność wyboru. Bierna postawa na nic się nie zdała. Stali się pierwszymi ofiarami. Jedna z takich pacyfistek właśnie wyszła z domu. Nie zachowywała należytej ostrożności, jaką nakazywałyby obecne czasy i zaistniała sytuacja polityczna. Nawet się nie rozejrzała, czy na ulicy panuje spokój, a może to tylko cisza przed burzą. Postawiła kołnierz kurtki i wepchnęła pięści głęboko do kieszeni. Szła zamaszystym krokiem z wysoko podniesioną głową. Wyglądało jakby nie zależało jej na takim życiu. Ruszyła w niewielką przestrzeń między nisko wiszącymi chmurami a znękaną ziemią, patrząc z pogardą na otaczający ją świat i miętosząc go w zębach. Chwilami zbierało ją na gorzki śmiech, to znów powietrze pachnące śmiercią przyprawiało ją o mdłości.. Można patrzeć i śmiać się, ale lepiej nie dotykać takiego życia. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc lepiej sobie siedzieć gdzieś z boku i pociągać za sznurki niż być marionetką na środku sceny. W mieście kursował już tylko jeden autobus. Woził typów spod ciemnej gwiazdy z tzw. centrum w okolice muru. Ponieważ spory obszar był jednym wielkim gruzowiskiem, musiał nieźle manewrować, żeby znaleźć jakąś drogę. Po co ludziom były te wycieczki pod mur? Ano, był to pewnego rodzaju akt desperacji. W okolicach muru można było liczyć na spotkanie ze śmiercią twarzą w twarz. Dla ludzi pozbawionych nadziei i pełnych narastającej frustracji było to wybawienie. Pacyfistka zatrzymała się na przystanku. Gęsta sina sieć kropelek wisiała w powietrzu. Włosy pacyfistki skręciły się w kędziory pod wpływem wilgoci. Loki zaczęły wpychać się na oczy. Zazwyczaj ją to denerwowało, ale teraz nie to jej było w głowie. Była gotowa zdeptać każdą istotę, która stanie jej na drodze. Nie patrzyła pod nogi, to już miała we krwi. Oczy, zwężające się do ciasnych szparek, utkwiła gdzieś przed sobą. Nie patrzyła na nic konkretnego, po prostu na przestrzeń na wprost, widząc las zamiast drzew. Tęczówki ciemniały pod wpływem ciężkich myśli. Tatuś zostawił na stole nabity karabin. Wiele tygodni wcześniej uczył ją jak posługiwać się bronią. Zazwyczaj miała problemy z celowaniem, gdyż było to dla niej duże przeżycie. No i to uderzenie w obojczyk. Tatuś nigdy nie był specjalnie wylewny. Żył jakoś tak z boku, w swoim świecie. Z bronią w ręku poczuła się nareszcie zauważona przez niego. Nie było to dla niej narzędzie zbrodni. Przecież tylko się bawiła. Sprawiała tym sobie radość, tatusiowi zresztą też, gdy widział, że córka nawet całkiem znośnie sobie radzi. Tatuś nigdy nie mówił wprost o zabijaniu. Tamtego dnia położył broń na stole i wyszedł z domu. Powiedział, że idzie na wojnę. Jeszcze wtedy nie rozumiała, że widziała go po raz ostatni. Kazał jej pamiętać o dziedzictwie. Wojna – to słowo utkwiło jej w pamięci. Na przystanek podjechał autobus. Nie należał do dużych. Był trochę jakby sklepany do najmniejszego możliwego rozmiaru. Wsiadła tylnymi drzwiami. Wionęło chłodem. W środku było kilku ludzi, ale panowała nieziemska cisza. Po prostu tak jakby ktoś wyłączył dźwięk. Nawet silnik pracował cicho jak mysz siedząca pod miotłą. Przekroczyła nogi bardzo wysokiego mężczyzny, który zajął miejsce na siedzeniu twarzą do przejścia i podążyła do najbliższego wolnego fotela. Spojrzał na nią, tak jakby to ona była przyczyną jego bezdennego nieszczęścia, a przecież najprawdopodobniej nigdy wcześniej się nie spotkali. W czasie wojny każdy człowiek jest gotowy obarczać winą za rzeczywistość swojego bliźniego. Ale po cholerę? Każdy sam sobie potrafi zgotować piekło. Pacyfistka zmrużyła oczy, rzuciła mu wzgardliwe, pełne chłodu spojrzenie i zatopiła się w swoim kołnierzu. Patrzyła przez okno na szary krajobraz. Od wielu dni ciężkie deszczowe chmury wisiały nad miastem. W akcie łaski nie załatwiały swoich potrzeb na mieszkańców. Przez to wszystko było jeszcze bardziej ponuro. Świat przedstawiony jedynie w milionie odcieni szarości. Bez wyodrębnionej czerni i bieli. Nawet brąz błota mieszał się z szarą, mało pociągającą rzeczywistością. Omiotła półprzytomnym wzrokiem pasażerów. Wszyscy wyglądali jak cienie. Zastygli w jakichś nienaturalnych pozach, przyczajeni, przestraszeni. To nie była jej pierwsza wycieczka pod mur. Autobus krążył na tyle długo, że zdesperowani, acz przestraszeni i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil isobel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…