Sześć dni
Opowiadanie o tym, że świat nie jest taki jak nam się wydaje.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dzień drugi
– Marysiu musimy porozmawiać. – Ksiądz Łukasz chwycił dziewczynę na rękę i zmusił ją do pozostania w miejscu.
– Ale co ksiądz chce ode mnie? Nie chodzę już do szkoły, a dzieci nie mam – odpowiedziała, zaskoczona zachowaniem księdza.
– Marysiu posłuchaj uważnie. Ten twój nowy chłopak nie jest dla ciebie.
– Co nie dla mnie, a niby dla kogo? – krzyknęła. – Janek jest najlepszy na świecie.
Ksiądz patrzył na Marysię, a przed oczami wciąż miał dziewczynkę z piegami oraz pięknymi długimi blond warkoczami. Ona wciąż była taka niewinna. Musiała go wysłuchać!
– Marysiu dziecko kochane. Posłuchaj mnie i daj sobie spokój z Jankiem. Jest tyle innych fajnych chłopaków, ty zaś wyrosłaś na piękną kobietę. Możesz mieć tysiące lepszych od niego. Zrób to dla siebie i go zostaw.
Maria patrzyła swoimi pięknymi zielonymi oczami i nie wiedziała, jak ma się zachować. Najchętniej powiedziałaby "spadaj" i poszła dalej. Ale to był jej proboszcz. Każdej niedzieli pojawiała się wraz z rodzicami na mszy i nie mogła po prostu go spławić. Po prostu nie mogła.
– Proszę księdza, ja nie mam czasu. Obiecałam mamie, że zrobię zakupy. Naprawdę mi przykro. Muszę iść – skłamała i czym prędzej uciekła.
– Marysiu przyjdź do kościoła, to porozmawiamy. Pamiętaj dla ciebie zawsze znajdę czas – zawołał za szybko oddalającą się dziewczyną.
Dzień trzeci
Maria stała przed lustrem i zastanawiała się, czy wygląda wystarczająco dobrze. Miała na sobie czerwoną sukienkę podkreślającą jej kształtne piersi i odsłaniającą zbyt wiele. Ale czy na pewno? Wciąż wspominała namiętny pocałunek Janka i to uczucie niepewności i pożądania. Wstydziła się swoich doznań, jednocześnie pragnęła, by na jednym pocałunku się nie skończyło. Sukienka miała zachęcić Janka do bardziej śmiałych kroków. A ona pierwszy raz w życiu była przygotowana na oddanie się mężczyźnie. Odsłonięte ramiona oraz nogi miały ułatwić fizyczny kontakt między nią a chłopakiem. Przyglądała się w lustrze i malowała usta, by sprawiały wrażenie większych, niż są w rzeczywistości. Chciała go uwieść i miała nadzieję, że on ją pragnie.
Dzwonek wyrwał ją ze świata marzeń. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a w nich stał wielki bukiet czerwonych róż.
– Witam cię piękna. – Zza kwiatów wyłoniła się głowa Janka, na której gościł łobuzerski uśmiech. – To jak, idziemy na kawę?
Patrzył tymi swoimi czarnymi jak węgiel oczami, niemal ją pożerając. Najchętniej zostałby z nią w domu. Wiedział jednak, że nie może się śpieszyć.
Maria patrzyła zachwycona na chłopaka. Wysoki, czarny szatyn, ubrany w dżinsy i adidasy prezentował się naprawdę wspaniale. A ten jego uśmiech. Zniewoliłby dosłownie każdą. A on wybrał właśnie ją.
– Cześć. Możemy iść – powiedziała, powstrzymując drżenie głosu.
– A kwiaty bierzemy ze sobą? – zaśmiał się i puścił oczko.
– Tak oczywiście. – Marysia delikatnie się zarumieniła. – Już je biorę.
Janek klęknął przed nią, wyciągnął bukiet róż i powiedział.
– Dla mojej królewny.
Dziewczyna zaśmiała się i wzięła róże. Chwilę później wychodzili, trzymając się za ręce. Mimo iż w czasie spaceru zamieniła z chłopakiem zaledwie kilka słów, czas nie dłużył się. Chciałaby wciąż trzymać Janka za rękę i patrzyć na niego. A później dotykać. Miała nadzieję na coś więcej. Chciała, by na kawie się nie skończyło. By przyjął jej zaproszenie do domu. A najlepiej by wyszło naturalnie i odprowadził ją do mieszkania, nie wychodząc już z niego. Tymczasem doszli do kawiarni i usiedli przy stoliku.
– To jakiej kawy się napijesz? – Janek uśmiechnął się do Marysi, oczekując na odpowiedź.
– Marysiu mówiłem, byś się z nim nie zadawała.
Zaskoczona Marysia patrzyła na księdza, nie wiedząc co się dzieje. Skąd się wziął? Co on sobie myśli!
– To moja sprawa z kim się spotykam. Niech ksiądz da mi spokój! – krzyknęła i wybiegła z kawiarni.
Tak pięknie zapowiadający się wieczór został zniszczony przez tego durnego klechę. Jak on mógł?! Marysia uciekła pozostawiając zarówno chłopaka, jak i księdza. Ten zaś podszedł do Janka i szepnął mu coś do ucha. A on tylko zaśmiał się i odszedł.
Dzień czwarty
Maria stała przed lustrem i zastanawiała się, czy wygląda wystarczająco dobrze. Wczorajszy dzień nie skończył się najlepiej. Bała się, czy nie zniechęci to Janka do dalszych spotkań. Jego sms-y świadczyły o tym, iż wciąż chce z nią być. Ale czy na pewno? Przyglądała się w lustrze i naprawdę była zadowolona. Czarna sukienka, kupiona po pracy, wyglądała na niej rewelacyjnie. Zawsze krytyczna względem siebie, dzisiaj była zachwycona. A jeżeli ona jest zachwycona, to on także powinien być.
Dzwonek do drzwi wyrwał ją ze świata marzeń. Podeszła do drzwi i otworzyła je, a w nich stał wielki bukiet czerwonych róż. Powtórka dnia wczorajszego, który tym razem miał się zakończyć inaczej.
– Witam cię piękna. – Zza kwiatów wyłoniła się głowa Janka, na której gościł szczery uśmiech. – To jak, nie idziemy na kawę?
– Nie, zapraszam do siebie – zaśmiała się i zarumieniła.
Wzięła od Janka bukiet i włożyła go do wazonu. Dzisiaj chciała, aby to był jej pierwszy raz.
– Dziękuję za piękne kwiaty. A za nie należy się pocałunek. – Podeszła do niego i zaczęła go namiętnie całować.
On oddawał pocałunki, a jego ręce błądziły po jej ciele. Najpierw nieśmiało dotykał jej rąk, szyi, uszu, by chwilę później poprzez materiał dotykać piersi. Nie miała stanika, a to oznaczało, iż naprawdę go pragnie i nic nie będzie w stanie ich powstrzymać.
Delikatnie zsunął jej sukienkę i zaczął pieścić jej piersi. Ona zaś zdjęła jego koszulkę i operowała przy pasku. Czas zatrzymał się, a oni tańczyli w przestrzeni, delektując się cielesnością. Marysia płynęła w wielości doznań, jakich nie poznała nigdy wcześniej. Utrata dziewictwa była magią, której się nie spodziewała. Była na nim i kołysała się rytmicznie, patrząc w jego czarne oczy. Czuła zniewalającą moc seksu, który więził ją w rozkoszy i nie chciał uwolnić. Unosiła się i opadała, patrząc na ukochanego. Mimowolnie podniosła wzrok na okno i nagle wszystko się skończyło.
Za oknem stał ksiądz i patrzył na nią. Dziewczynę zmroziło. Chwyciła pościel i zakryła się nią.
–Niech ksiądz zostawi mnie w spokoju! – krzyknęła, wciąż patrząc w kierunku okna.
Zaskoczony Janek spojrzał w okno i również go ujrzał. Krzyczącego księdza.
– Zostaw ją w spokoju! Zboczeniec!
– Wezwę policję! – odkrzyknął Janek i wykręcił numer sto dwanaście.
Ksiądz szybko oddalił się, pozostawiając dwojga kochanków. Czar dnia minął bezpowrotnie, a romantyzm pozostał niewyraźnym wspomnieniem. Teraz czekała ich rozmowa z policją.
Dzień piąty
Maria stała przed lustrem i zauważyła zmianę w wyglądzie. Wydawało się jej, że promieniuje czymś nieuchwytnym, dodającym kobiecości. Podobała jej się ta przemiana. Wczorajszy dzień nie skończył się najlepiej, ale i tak był najlepszy na świecie. Zrobiła to po raz pierwszy i było wspaniale. Nie sprawdziły się krakania koleżanek, że pierwszy raz boli i nie jest tak dobrze, jak być powinno. Mówiły, że trzeba to przeżyć i tyle. A jej pierwszy raz był najwspanialszy na świecie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kemilk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…