Wróć do katalogu

Szturm Na Westerplatte

Pierwsze opowiadanie z serii Wrzesień, 39. Westerplatte zostaje zaatakowane przez okręt Niemców - Schleswig-Holstein. 250 Polaków broni się przed 4000 Niemcami. Obrona trwa 7 dni

Dzik13opublikowano 16 sierpnia 201619 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Szturm Na Westerplatte"

Major Henryk Sucharski palił papierosa. Był dowódcą garnizonu żołnierzy polskich w twierdzy Wisłoujście na Westerplatte, gdańskim półwyspie. Twierdza miała duże znaczenie strategiczne, była duża i trudna do zdobycia. A major był odpowiednim człowiekiem, na stanowisku jej dowódcy. Wysoki, szczupły brunet wzbudzał szacunek wśród swoich żołnierzy. Miał 41 lat, podczas I wojny światowej walczył w armii Austro-Węgier, czyli po stronie państw centralnych. W 1918 ukończył Rezerwową Szkołę Oficerską w Opatowie i został wcielony do 32 pułku strzelców we Włoszech, gdzie walczył do 1919 roku, kiedy wrócił do Polski. Wysłano go na front czeski, gdzie awansował na kaprala. Kapral Sucharski brał udział w wojnie Polsko-Bolszewickiej, podczas której został podporucznikiem. Dowodził dzielnie w zwycięskiej bitwie pod Połonicą-Bogdanówką, za którą w 1922 roku otrzymał order Virtuti Militari, Krzyż Walecznych i awans na porucznika. Służył w krakowskim garnizonie, jako zawodowy oficer, a w 1928 został awansowany na kapitana. Był oficerem 35 pułku piechoty w Brześcu, a w 1938 przeniesiono go na Westerplatte, gdzie został dowódcą garnizonu. Awansował na majora. Teraz ten szlachetny dowódca był bardzo zdenerwowany. Coś tu nie grało. Do Gdańska kilka dni temu przybił niemiecki okręt Schleswig-Holstein. Nie wiedzieć czemu, przez jakiś czas stał w Gdańskim porcie, a teraz zaczął płynąć ku Westerplatte. Major nie ufał Niemcom i spodziewał się po nich wszystkiego. Miał pod komendą około dwustu pięćdziesięciu żołnierzy, a Szwabów na pokładzie okrętu było więcej niż tysiąc. Na pewno, może nawet 3-4 tysiące. Nie wiedział tego dokładnie, ponieważ musieli siedzieć pod pokładem. Martwiło go to. Gdyby Niemcy zaatakowaliby placówkę nie mieliby wiele szans. Co, jeśli chcą przejąć Gdańsk – miasto, które uważali za swoje powiększając swój teren Prusów? Kazał żołnierzom być czujnymi, wprowadził stan najwyższej gotowości w twierdzy. Jedna trzecia żołnierzy stała na pozycjach, reszta poszła spać. I słusznie robił, wprowadzając ten stan. ...

Komandor Gustav Kleikamp stał na pokładzie Schleswiga-Holsteina z lornetką. Uśmiechał się z triumfem. Na okręcie znajdowało się czterech tysięcy żołnierzy, których zadaniem było zdobycie twierdzy Wisłoujście na rozkaz Hitlera. Komandor, absolutnie pewny zwycięstwa, co chwilę wydawał rozkazy. Wątpił, aby Polacy długo się opierali. Prędzej czy później się poddadzą. Teraz pewnie robią w gacie, przerażeni wielkością zbliżającego się do nich okrętu. Ten za chwilę dopłynie do brzegu i żołnierze opuszczą pokład. Następnie wycofa się dalej, aby mieć lepsze pole do strzałów. Godzina ataku została już ustalona przez Fuhrera – była to 4:45. Żołnierze byli przygotowani, cieszyli się iż już nadszedł ten czas. Początkowo terminem szturmu miał być 26 sierpnia, lecz Hitler zmienił go na 1 września. I dziś był właśnie 1 września. ...

Major Sucharski należał do ludzi spokojnych, lecz teraz był coraz bardziej zdenerwowany. Kazał wartownikom ogłośić alarm i pobudzić wszystkich żołnierzy. Schleswig-Holstein przybił do brzegu i zaczęli wychodzić z niego Niemcy. Dobrze uzbrojeni, wyszkoleni żołnierze. Wychodzili długo, bardzo długo. Major przeraził się z początku widząc ich liczbę. Okręt zaczął odpływać, zapewne niedługo miał zacząć się ostrzał. Polacy przygotowywali karabiny i uzbrojenie, granaty i działa. Sucharski był już pewien, że Niemcy zamierzają przejąć bazę. Przygotował swój karabin i poszedł do pomieszczenia, z którego nadawano raporty do Warszawy. Zestresowany usiadł na krześle. Panie majorze! - zaniepokoił się jeden z nadających. - Co się stało? Dużo się stało! - krzyknął Sucharski. - Zaatakowano Polskę! Niemcy planują przejąć cały nasz kraj, a kto wie co później! Może rozpoczęli ofensywę na całą Europę! Panie majorze, przecież Anglia i Francja nam pomoże! Nie pamięta pan o Trakcie Wersalskim? Pamiętam – mruknął głucho major. - Może i nam pomogą. Ale zginie wielu ludzi. Nie byliśmy przygotowani na atak. W Wehrmachcie służy ponad 3 i pół miliona żołnierzy, tak mówią. Kończmy ten temat i zajmijmy się przygotowywaniem obrony. Za chwilę ten przeklęty okręt rozpocznie ostrzał. Nawet nie wzywają nas do poddania się! Chcą nas pokonać dla rekreacji! Ale tanio skóry nie oddamy, oj nie! Pokażemy, co to znaczy bić Szwabów! To mówiąc wstał i wyszedł z pokoju.

...

Kleikamp uśmiechnął się i spojrzał na zegarek. Była 4:45. Czas na ostrzał. Rozkazał strzelać. Z dział Holsteina zaczęły lecieć potężne pociski. Ważyły one aż 330 kg. Rozwaliły część muru twierdzy. Latały przez dłuższy czas, komandor zabraniał przerywać ostrzału. Pon chwili zniszczeniu uległa stara brama portowa, zawaliła się. A Kleikamp się śmiał. Nie zamierzał jeszcze wzywać Polaków do poddania się, chciał pokazać im co potrafi Holstein. Okręt pancerny zaliczał się do najlepszych w flocie. Dlatego Hitler kazał wysłać go na Westerplatte. Potężne działa łatwo rozwalały mury twierdzy. 4.000 Niemców już szykowało się do marszu na twierdzę. Nadawano im rozkazy ze statku. Dowódca właśnie kazał atakować. A Kleikamp znów się zaśmiał, po czym zapalił fajkę.

... Niemcy szli w stronę twierdzy. Zdenerwowany major Sucharski kazał ostrzeliwać ich żołnierzom. Schleswig-Holstein rozwalił trochę starego muru z bramą portową. Przekazał już do Warszawy komunikat: Pancernik "Schleswig-Holstein" rozpoczął o godz. 4:45 ostrzeliwanie Westerplatte z wszystkich dział. Bombardowanie trwa ! Niemcy doszli już do twierdzy. Podzielili się na kilka grup i zaczęli strzelanie. Rzucali też granaty w mur twierdzy, ale nic nie zdziałali. Polacy strzelali do nich ciągle, skutecznie. Rannych padało wielu Szwabów, lecz oni też nie dali za wygraną. Schleswig-Holstein nie przestawał strzelać w mury. Większość Niemców ruszyło na placówkę "Prom", gdzie natychmiast pobiegli Polacy. Hitlerowcy stawiali karabiny maszynowe, które strzelały same za siebie seriami. Zginęło dwóch polskich żołnierzy. Po jakimś czasie kilka granatów zniszczyło karabiny, zabijając przy tym kilku Niemców. Ci zaczęli się powoli wycofywać. Polacy nieźle dawali im w kość. Minęło dopiero półtorej godziny od ataku, a już prawie 80 Niemców padło lub zostało rannych. Niestety, posiadali dużo sanitariuszy, którzy bandażowali postrzelonych. Lecz Holstein nie przerywał ostrzału, jednak nie zdziałał na razie zbyt wiele. Komandor Kleikamp był zdenerwowany. Myślał że pójdzie im łatwiej zdobyć twierdzę. A nie. Major Sucharski za to uśmiechał się lekko. Przynajmniej pierwszy atak został odparty. Podszedł do niego młody kapitan Franciszek Dąbrowski – trzydziestoparoletni blondyn z miłymi oczami. Panie majorze, nikt z naszych nie zginął! - krzyknął. - Jedynie czterech jest postrzelonych, a jeden ciężko ranny. Dostał niemieckim granatem. Niemców zginęło o wiele więcej, ponad trzydziesty, a z pięćdziesięciu jest rannych! Świetne wieście przynosisz, kapitanie – skinął głową Sucharski. - Ale oni ponowią atak jeszcze dzisiaj. I prawdopodobnie zdobędą "Prom". Musimy się nieźle przygotować. Holstein wciąż strzela. Niedługo chyba skończy się jego amunicja? Nie wiemy – odparł Dąbrowski. - Prawdopodobnie Niemcy świetnie się wyposażyli. Ostrzał może trwać jeszcze długo. Stare mury są już prawie doszczętnie zniszczone, zburzono też komendę policji. Dobrze, że policjanci są w twierdzy... Niestety, ale nie są. Zginęli. Cholera! - zaklął major. - Przygotujcie się na odparcie kolejnego ataku. Niedługo Warszawa przyśle pomoc. Nie poddajemy się! Walczymy do końca! Dobrze pan mówi, majorze – powiedział Dąbrowski. - Kto wie, może damy radę... Na razie nie możemy myśleć o przygranej! - wyprężył się dumnie Sucharski. - Niemcy jeszcze nic nam nie zrobili, nie psujmy sobie morali. Panie Dąbrowski, niech pan weźmie kilkunastu żołnierzy i pójdzie do "Promu". Dlaczego mamy iść do "Promu"? - zdziwił się kapitan. Sprawdźcie zniszczenia. I postrzelajcie na popłoch. Uważajcie, żeby nie trafił was Schleswig. To nie jest mądry pomysł, majorze! Nie możemy narażać żołnierzy. Co, jeżeli ten cholerny okręt nas trafi? Wtedy będziecie mieli prze....ne! - zaklął major i spojrzał ponuro na żołnierza. - Wykonać! Ależ, majorze! Jak ktoś zginie... Nie zginie! - warknął Sucharski. - Chodź, zdasz mi później raport! Kapitan smutno przytaknął, po czym odszedł. Wziął dziesięciu żołnierzy i poszli do "Promu". Przez lornetkę zobaczył ich komandor Kleikamp. Strzelajcie do tych psów! - krzyknął po niemiecku. - Pożałują, że tam poszli. Niemcy uśmiechnęli się drwiąco i zaczęli kierować działa na "Prom". Kapitan zobaczył w porę, co się święci i nakazał odwrót. W ostatniej chwili. Schleswig-Holstein zaczął strzelać w kierunku "Promu". Jasna cholera! - denerwował się major, kiedy kapitan zdał mu raport. - Holstein rozwali "Prom". Nagle podbiegł do niego jakiś żołnierz. Niemcy atakują! - wrzasnął. - Idą od plaży! Cholera jasna! - tym razem zdenerwował się Dąbrowski. Niech pójdzie tam grupa żołnierzy z moździerzami! - zakomenderował ostro Sucharski. - Dowodzić będzie porucznik Pająk! Wykonać! Po chwili grupa żołnierzy przygotowała moździerze. Porucznik Pająk – młody żołnierz ze sprytnymi, małymi oczkami kazał żołnierzom otworzyć ogień. Na plażę zaczęli wdzierać się Niemcy. Wybuchy z moździerzów były naprawdę potężne, więc rozproszyli się i pędzili przed siebie. Ostrzeliwali się z karabinów. Trafili kilku Polaków, którzy padli, ale natychmiast zastąpili ich nowi. Porucznik Pająk był doświadczonym oficerem, też obsługiwał moździerz. Najwięcej zdziałał on ze wszystkich. Już wydawało…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych