Sztylet
Uważaj co i gdzie kupujesz...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sztylet upadł z głośnym brzękiem na podłogę. Korin przerażony popatrzył na swe zakrwawione ręce. Rozejrzał się niepewnie po pomieszczeniu. Znajdował się w przestronnym, ciemnym pokoju. Mrok rozjaśniał jedynie blask księżyca wpadający przez duże okno. Dostrzegł wiszące na ścianach obrazy, jednak z powodu braku światła nie był w stanie rozpoznać co przedstawiają. Stał tuż przy wielkim łożu, na którym leżały zwłoki mężczyzny. Jego twarz zastygła w grymasie strachu, a puste oczy odbijały srebrną poświatę. - Co ja zrobiłem? Dla… dlaczego? – zapytał, choć w pokoju nie było nikogo, kto mógłby odpowiedzieć na to pytanie. Nagle w jego głowie rozbłysnął jaskrawy płomień, pojawił się potworny ból. Chyba krzyczał, jednak nie był tego pewien. Potem zobaczył siebie. Szedł ulicą wielkiego miasta…
***
Upał był nie do zniesienia. Korin szedł jedną z głównych ulic stolicy. Zmierzał w kierunku rynku – dziś mieli zjechać kupcy z okolicy, by sprzedać swoje towary. Liczył, że uda mu się zdobyć coś ciekawego za ostatnio zarobione pieniądze. Potrzebował ekwipunku na kolejną wyprawę. Rozglądał się z zaciekawieniem po straganach jednocześnie rozmyślając nad tym co powinien kupić. Przede wszystkim buty. Te, które miał na sobie, ciągnęły ostatkiem sił. Choć może dałoby się je zreperować… Koniecznie jakąś ciepłą kurtę i wełniane koce. Wiatry w górach bywały mroźne. Przydałby się też porządny łuk, ale to już przekraczało jego możliwości finansowe. Prowiant – czekała go długa i męcząca droga, nie zawsze będzie możliwość upolowania czegoś na kolację. A więc suszone mięso, suchary, może kawałek wędzonej ryby… Z zamyślenia wyrwało go nagłe zamieszanie. Coś działo się w tłumie przed nim. Ktoś krzyknął. - Złodziej! Łapcie go! Tam ucieka! Ze zbitej ciżby wyrwał się drobny chłopak, na oko siedmioletni. Na jego twarzy malował się wyraz triumfu. Ktoś spróbował go chwycić, dzieciak uskoczył. Odwrócił się i pokazał niedoszłemu bohaterowi język. To był błąd. Powinien patrzeć gdzie biegnie. Wpadł prosto na Korina, odbił się i upadł na ziemię boleśnie obijając sobie tylną część ciała. Już po chwili przy złodzieju pojawiła się starsza, krępa kobieta. Złapała go za kark. - Tuś mi bratku… Już ja ci dam… Mnie okradać?! – dopiero po chwili zauważyła przyglądającego się całej sytuacji Korina. – Ach, dziękuję panu. Gdyby nie pan, ten mały gnojek uciekłby. - Ja przecież nic nie zrobiłem. To on na mnie wpadł. - A więc znalazł się pan w odpowiednim miejscu o właściwej porze. Widać bogowie tak chcieli. – spojrzała z odrazą na chłopaka. – A ty oddaj zaraz co nie twoje! Dzieciak skruszony podał jej jabłko. - No. A teraz poczekamy na strażników. Kilka batów powinno cię oduczyć kradzieży. - Straż? Z powodu jabłka? – na twarzy Korina malowało się zdziwienie. – Cała awantura z powodu jednego, nadgniłego jabłka? - Panie! Jakie nadgnite?! Piękne jabłuszko! Słodziutkie! Warte co najmniej trzech sztuk srebra! - Dam dwie. A ty puścisz chłopaka wolnego. Kobieta już otworzyła usta by wytargować coś więcej, jednak krótkie spojrzenie na twarz Korina powiedziało jej, że nie warto się kłócić. Udawała jeszcze chwilę, że się zastanawia nad propozycją, po czym powiedziała: - Zgoda. Choć ręczę ci panie, mogłabym wziąć więcej. - Interesy z panią to przyjemność – uśmiechnął się ironicznie, po czym podał chłopcu jabłko. – Trzymaj, mały. Niech ci będzie na zdrowie. Dzieciak popatrzył chwilę zdziwiony na swego wybawiciela. Wziął jabłko i uciekł szybko, jakby bał się, że Korin zmieni zdanie.
***
Tak… To się zaczęło tego dnia. Teraz już pamiętał. Jarmark, pięknie zdobiony sztylet na małym straganie… I ten dziwny kupiec… Od początku wydawał mu się podejrzany. Potem był głos… Jaki głos? Nie mógł sobie przypomnieć… Sztylet…
***
Błąkał się już jakiś czas po rynku, kiedy trafił na ten dziwny stragan. Nie był tak kolorowy jak pozostałe - mały, niepozorny. Stał z dala od reszty, w ciemnej wnęce. Miejsce to zapewniało cień i chłód, jednak zupełnie nie nadawało się do handlu. Nie można było też nigdzie dostrzec właściciela kramu, który by zachwalał swój towar i zachęcał do zakupów. Zaintrygowany Korin podszedł bliżej, by przyjrzeć się rzeczom rozłożonym na małym stole. Stragan był pełen różnego rodzaju żelastwa. Można było tam znaleźć gwoździe, młotki, podkowy, małe blaszki używane przez biedniejsze kobiety jak biżuterię, noże do rzucania, niewielkie, łatwe do ukrycia ostrza. Był też sztylet. Wyróżniał się spośród zgromadzonego na stole szmelcu. Piękna, rzeźbiona rękojeść niemal prosiła, by ją chwycić, klinga opatrzona tajemniczymi symbolami zdawała jaśnieć. Korin miał wrażenie, że otacza ją delikatne, błękitne światło. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w piękne ostrze. Wiedział, że nie stać go na taki wydatek, jednak nie mógł oderwać oczu. Nie do końca świadomy sięgnął ręką po sztylet. - Doskonały wybór, panie – dobiegł lekko skrzeczący głos z prawej strony. Korin otrząsnął się z otępienia i spojrzał w kierunku mówiącego człowieka. To musiał być właściciel straganu. Wyglądał całkiem zwyczajnie – niski, łysiejący, o błyszczących, ciemnych oczach. Zacierał nerwowo ręce licząc na zarobek, na twarz przywołał zawodowy przymilny uśmieszek. - To piękna broń… Niestety obawiam się, że nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek. - Ależ panie. Przecież nawet słowem nie wspomniałem jeszcze o pieniądzach. Chwyć ostrze, zważ, czy dobrze leży, jestem pewien, że będziesz zachwycony. Dopiero wtedy będziesz mógł ocenić czy warto kupić, czy nie. - Od razu widać, że to droga broń, a ja jestem tylko biednym podróżnikiem. - O pieniądzach porozmawiamy później, potargujemy się… Dogadamy się jakoś. Jeszcze raz spojrzał na piękną broń. Sztylet zdawał się go przyciągać. Powoli wyciągnął rękę, z namaszczeniem chwycił za rękojeść. Gdy tylko dotknął ostrza, poczuł dziwny, delikatny impuls. Faktycznie, broń leżała idealnie w jego dłoni. Na próbę ciął kilka razy wyimaginowanego przeciwnika, kończąc zawodowym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Suchy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…