Tabula Rasa
"Dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i głupota ludzka. Co do tej pierwszej istnieją jeszcze wątpliwości." - A. Einstein
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Czy to jest Bóg? - Mam nadzieję, że nie. - Więc co to, kurwa, jest!? Szatan!? - Nie pocieszaj się, Jack.
Tajne Laboratorium Medyczne PARC New York, NY, USA 21.12.2012 6:00 A.M.
Oko.
Ludzkie oko, zawieszone na niczym, w samym środku idealnie krągłej, szklanej kuli. Z zewnątrz przezroczystej, od środka lustrzanej, spryskanej nanomilimetrową warstwą chromu. Osobliwy przykład zwierciadła wklęsłego, skupiającego promienie światła w jednym punkcie, dokładnie w centrum sfery. Pomijając terminy naukowe - lustro fenickie takie, jak na policji. Z zewnątrz widzimy zwyczajnie, od wewnątrz diametralnie inaczej - nieopisane dziwactwo. Taki projekt, to czysta teoria. W matematyce proste, w optyce - żadnych problemów... "Mózg musiałby zareagować poprawnie." - Profesor Kitzling miał stuprocentową pewność. Ale co mógł zrobić, kiedy w żaden sposób nie udawało się utrzymać połączenia pomiędzy wyciągniętym okiem, a resztą organizmu pacjenta?
Próbował falowo, elektromagnetycznie, radiowo, cyfrowo... Bez powodzenia. "Może za kilka lat" - pocieszał się w myślach. Lecz kilku lat nie miał. Kwestia dotacji na projekt wisiała na włosku.
W ogromnej, położonej czterdzieści metrów pod ziemią, hali, krzątało się kilku pracowników laboratorium. Wszyscy odkażeni, łysi , w maskach na twarzach. Każdy z nich doskonale wiedział, co do niego należy. Na samym środku pomieszczenia znajdowała się dziwna konstrukcja: Dwie szklane półkule o wysokości nieco ponad 3.14 metra - ustawione wnętrzami do siebie, na ruchomych platformach.
Pomiędzy nimi wisiała kobieta. Za oba nadgarstki przymocowana do ścian, za pomocą przezroczystych, polimerowych linek. Te akurat powstały przy współpracy PARC z NASA. Kiedy Kitzling zwracał się do Agencji Badań Kosmosu z pomysłem na te linki, widział całość w ciemnych barwach. Tymczasem decyzja i rządowa subwencja, w wysokości okrągłych dwudziestu milionów dolarów, zaskoczyła go nie mało. "Na cholerę NASA `żyłki na ryby`?" - myślał wtedy.
Po sześciu miesiącach otrzymano pierwsze nitki. Okazały się niesłychanie wytrzymałe - dokładnie według zamysłu i obliczeń. "Czy NASA będzie nimi trzymać satelity, jak na smyczach? Hm, pewnie dałyby radę." - myślał, uśmiechając się sam do siebie. Dla niego niezwykła wytrzymałość mocowań nie była jednak najważniejsza. Ważniejsza była ich przezroczystość. Były niemal niewidoczne, w każdych warunkach.
*
Młodzi naukowcy poprawiali właśnie pozycjonowanie i naprężenie. Na głowie kobiety wyświetlała się siatka dwucalowych kwadratów, którą narzucały cztery lampy czerwonych laserów umieszczonych w ścianach. Cztery inne, punktowe lasery, miały trafiać prosto między oczy, na środek potylicy i w skronie. Miały, bo w tym momencie do precyzji było daleko.
- Daj jeden koma trzy cala w lewo - Wychodziły komendy. - Nie, nie, stop! - Za dużo? - Podciągnij minimalnie głowę do góry.
Głowa znajdowała się w specjalnie odlanej z tych samych, kosmicznych polimerów, masce. Wycięto w niej otwory na usta, oczy, oraz całe wieczko, na ogoloną czaszkę. Cztery "nitki", siedem centymetrów nad głową, łączyły się w jedną. Po niej biegły, aż do sufitu, dwie cienkie wiązki przewodów z szesnastu gumowych czujników, przymocowanych w różnych miejscach czaszki. Te właśnie martwiły Kitzlinga najbardziej. O tyle, o ile całość, na tle lustra była prawie niewidoczna, bo młodą kobietę wcześniej wychudzono do czterdziestu kilogramów, starannie wygolono, łącznie z rzęsami i brwiami, odcięto uszy i całą głowę pomalowano specjalnie przygotowaną substancją ciekłego niklu, to te przeklęte czujniki i przyssawki były nadal widoczne! Ciągle też widoczna była neonowa lampa, umieszczona na jej plecach. Ta była jednak niezbędna. "Trudno. Co ma być, to będzie." - Gładził się po brodzie stary Niemiec.
Wreszcie skończyli. Kobieta-widmo przestała się kołysać. Ręce na boki, złączone nogi w dół, głowa do góry, punkt między oczami. - Można zaczynać. - poinformował młody naukowiec przez system głośnomówiący i wraz ze swoimi ludźmi opuścił halę.
W centrum sterowania , urządzonym tuż za ścianą, znajdowały się jedynie dwie osoby - szef projektu, profesor Kitzling, oraz jego młodszy asystent - doktor Jack Gates. Stary chodził nerwowo od ściany do drzwi, a młody, siedział wygodnie przed pulpitem z tysiącem przycisków, pokręteł, ekranów... i świecił przykładem naukowego, stoickiego spokoju.
- Profesorze... - grzecznie ponaglił Jack. - Tak, tak... już, już. - wymamrotał stary i zbliżył się do swojego stanowiska. Wreszcie usiadł z grymasem jakby na fotel elektryczny. Trzy metry przed pulpitem, na całej szerokości pokoju i od podłogi do sufitu, rozbłysnął ekran z logo projektu na samym środku. Kitzling jakby wzdrygnął, a może tak się tylko Jack`owi wydawało. Olbrzymi symbol zniknął już po trzech sekundach, a cały wyświetlacz podzielił się na osiem mniejszych prostokątów.
"Project EVE TR6 started at 6:06 A.M." - wystukał Jack i wcisnął [enter].
System rozpoczął analizę symetrii. Każdy z ośmiu prostokątów rozciągał się po kolei do "full screen", i na siatce "wymalowanej" na ciele komputer wykrywał elementy ułożone niesymetrycznie. Kolejno ukazywały się zrzuty obiektu z kamer z góry, od dołu, z boków i od tyłu. Każdy obraz wyświetlał się tylko na chwilę, na ułamki sekund, jakie skaner potrzebował, by cienką, czerwoną linią lasera smagnąć pacjentkę.
- Uff - odetchnął Jack, kiedy wreszcie wyświetlił się wynik.
"Symmetry: 99,27 %, Risk: 0,73 % OK."
- Niezła babka. Wszystko na miejscu - dodał z lubieżnym uśmieszkiem, spoglądając kątem oka na starego.
Na ekranie mieli naturalnej wielkości, stu siedemdziesięciu dwu centymetrową "srebrną figurkę", która jeszcze trzy miesiące temu była powabną dwudziestodwulatką. EVE TR6 - Sara, to szósta z kolei. Zawsze kiedy patrzeli na zawieszone kobiety, miewali dziwne skojarzenia religijno-erotyczne. Jack z przewagą erotycznych, Kitzling przeciwnie. Wydawać by się mogło, że kolejne próby ich ostudzą, doprowadzą do ładu i że staną się profesjonalni, jak cały system, a jednak działo się inaczej.
*
Ona.
Sara White - więźniarka Terra Haute w Indianie, skazana na karę śmierci za podwójne morderstwo z premedytacją. To ona została wybranką. Minęły właśnie okrągłe sto osiemdziesiąt dni od czasu, kiedy dwóch pracowników rządowych odwiedziło ją w więzieniu. Elegancka para - pani z FBI, oraz Jack Gates PARC - emanujący miłością, uśmiechnięci niczym Świadkowie Jehowy, za których z resztą na samym początku Sara ich wzięła. Podobnie, jak głosiciele Boga wyciągnęli oni, z teczek, bajkowe prospekty, lecz nie "Strażnicy", a PARC`a, nieco mniej kolorowe protokoły sądowe i zupełnie mroczny nakaz egzekucji. Miała wybór: współpracę, zaszczyt poświęcenia się nauce i pewną szansę na życie lub... pewną śmierć na krześle elektrycznym. Wersja krótsza: podpisuj albo giń.
Ogłoszono jej te prawdy i nie spodziewano się protestu, a problem jednak zaistniał. Ona po prostu nie chciała żyć!
"Chcecie ze mnie zrobić królika doświadczalnego?!... Wypierdalać świry!..." - i tak dalej... I pierwsza wizyta zakończyła się klęską. Zostawili na stole dokumenty i wyszli.
W sumie nie wiadomo dlaczego Jack uparł się tak bardzo właśnie na nią. We więzieniach USA na wykonanie kary śmierci zawsze oczekuje przecież ponad trzy tysiące skazanych. Fakt, że była młoda i silna, fakt - zdrowa i symetryczna, a pomimo tego profesor Kitzling nie rozumiał uporu i determinacji swojego asystenta. "Czuję, że z nią się uda, profesorze. To naukowa intuicja." - tłumaczył młody.
Z taką myślą udał się do Terra Haute z re-wizytą w przeddzień egzekucji. I znowu porażka, chociaż... już nie tak głośna i dobitna, jak wcześniej.
*
Ostatnia próba.
Wszedł do celi zaraz po (podstawionym) księdzu. Podpisała.
I jeszcze tego wieczora, zamiast znaleźć się w czarnej skrzynce - dwa metry pod ziemią, znalazła się w białym pokoju - czterdzieści metrów pod ziemią. Zamiast w Piekle - w piekle.
*
Do rozpoczęcia procedury potrzebny był jeszcze jeden, ostatni test - pomiar niewidzialności. By go przeprowadzić trzeba było uruchomić pompowanie i skanery i... czekać. Wykonano natychmiast, a wynik wyskoczył po chwili:
"Unvisibility test: 91.2 %, Risk: 8.8 %, Continue(enter) Cancel(esc)?"
- Kurwa! - wściekł się Jack. - Mówiłem, że trzeba obciąć piersi! - I palce. - dodał po chwili.
O obcinaniu czegokolwiek Sara nie dowiedziała się z umowy, choć gdyby była bystra, to na samym dole, dojrzałaby przypisy małym druczkiem. Dotyczyły one możliwości…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil valdens77
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…