Tajemnica lasu
Dziwna historia pewnego leśniczego, który pewnego dnia pracy...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wychodzący z banku mężczyzna zbiegł szybko po schodach budynku i ruszył żwawym krokiem przez zatłoczoną ulicę . Mężczyzna miał na imię Owen i był w szczególnie dobrym humorze. Od paru lat praktykował zawód leśniczego. Ktoś powiedziałby że to nie jest zbyt dobrze opłacalny zawód, lecz Owen nie przejmował się tym ,nie interesowały go pieniądze , lubił to robić. Lubił tę pracę aż do pewnego dziwnego wydarzenia które nigdy nie powinno się zdarzyć… * To wydarzyło się tydzień temu. Niebo zasnuły szare chmury i telewizyjna prognoza pięknej pogody nie sprawdziła się. Wiatr wzmógł się czesząc drzewa i szarpiąc ich liście które zerwane latały po okolicy ,czyli zapowiadał się kolejny paskudny dzień. Owen ze względu na pracę mieszkał na skraju lasu. Nie lubił miasta , cholernych korków i innych rzeczy związanych z monumentalnością i przepychem, więc po śmierci żony wybudował nowy dom na odludziu gdzie wiódł spokojne i skromne życie. Tego ranka Owen obudził się nieco wcześniej niż zwykle wstał i usiadł na skraju łóżka rozmyślając co ma tego ranka zrobić w lesie. –Tak jak by tego było dużo. –pomyślał na głos wstawiając z łóżka i udając się do łazienki. Był tęgim mężczyzną w średnim wieku o niebieskich oczach i krótko przystrzyżonych jasnych włosach .Codzienne życie Owena obracało się na spaniu, jedzeniu , doglądaniu zwierząt, strzeżeniu lasu i strzelaniu do zwierząt –co czynił rzadko –w tych rejonach było ich nienaturalnie mało ,co jakiś widywał stadka sarn czy dzikich świń ale było to dość dawno, teraz fauna jakby wymarła, co równie dobrze mogło być złudzeniem. Kiedy Owen zjadł marne śniadanie składające się z jajecznicy i bekonu, ubrał się w swój lekko podarty ciemnozielony strój. Wyciągnął z szafki strzelbę dwururkę i przewieszając ją przez ramię wyszedł z domku zatrzaskując za sobą drzwi. Nie wliczając szumu wiatru, na zewnątrz panowała zupełna cisza. Mężczyzna ruszył powolnym krokiem w stronę lasu. Szedł przez małą polanę wdychając rześkie przedburzowe powietrze. –Zanosi się na deszcz– mruknął do siebie. Zamierzał szybko sprawdzić pasieki dla sarn i wrócić do domu. W tych rejonach burze są naprawdę potężne, pioruny walą gdzie popadnie zwęglając pobliskie samotne drzewa. W każdym razie lepiej być w domu kiedy zaczyna się ulewa– nie ma co ryzykować. Tydzień temu Owen znalazł sarnę ,po części spaloną przez piorun, jeszcze żyła ale męczyła się strasznie , pomóc jej mógł jedynie strzałem z dwururki. Od tamtego zdarzenia zaczął uważać -lufa strzelby jest metalowa więc mogła przyciągnąć do siebie piorun. Mężczyzna dotarł na skraj lasu przystał na chwile, po czym zanurzył się w jego liściastej zieleni. Ogarnęła go tajemnicza cisza. W lesie panował mrok. Przedzierał się przez chaszcze brnąc coraz szybciej aż las zaczął się przerzedzać i drzewa stały w coraz większych odległościach od siebie, jednak nadał wokół było pełno dzikich pnączy i kujących krzaków. Przyspieszył kroku zahaczając o wystający konar sosny. Tego dnia las budził w nim jakieś dziwne uczucia, nie potrafił tego nazwać , ale przypominało to jakieś odosobnienie…. i ta cisza. Wzdrygnął się kiedy noga razem z gumowym butem ugrzęzła mu w błocie. –Cholera– przeklął i zaczął wyszarpywać nogę z czarnej mazi. Robiąc to noga wysunęła się z buta a on stracił równowagę i upadł w kałużę obryzgując się mętną wodą. Zacisnął zęby. Usiłując wstać, podparł się o drzewo i nagle usłyszał śmiech. Nie taki normalny ludzki ,ale dziki ,szyderczy, przeplatany wyciem jakby las się z niego śmiał. Owen zamarł i przywarł plecami do drzewa zapominając o strzelbie, która ucisnęła go w plecy. Poczuł strach i przerażenie –uczucia tak mu obce a jednocześnie bliskie. Zamierzał uciec ,wynieść się z tego przeklętego miejsca, lecz jakaś część jego mózgu odpowiedzialna za logiczne myślenie wmawiała że się przesłyszał i głupieje na tym odludziu , jeszcze inna że to las naśmiewał się z niego– z marnego człowieczka szamocącego się w sidłach. Owen zatrzymał tok myśli który narzucał jego mózg, inaczej zwariowałby. –Wydawało mi się…–zaśmiał się nerwowo i sięgnął po tkwiący w błocie but starając się zapomnieć o tym co usłyszał. Wciągnął zapaprany gumiak na nogę, otrzepał się z liści, które zaplątały mu się w ubranie i ruszył niepewnie dalej. –Nic nie słyszałem, to moja wyobraźnia –powtarzał tępo w myślach. Kiedy dotarł do pasiek dla sarn ,był już głęboko w środku lasu. Tutaj wydawało mu się szczególnie cicho ,ciszej niż wcześniej. Owen nigdy nie czuł się tak dziwnie chociaż przychodził tu codziennie, coś było nie tak … Gdzieś w oddali uderzył piorun, jakby popędzał go do wyjścia z lasu. Owen podszedł do drewnianej konstrukcji przypominającej pasiekę. Kosze z sianem były pełne –tak jak je napełnił dwa dni temu. ¬– Nic dziwnego… las pustoszeje ¬–pomyślał i spojrzał na zegarek .Zbliżało się południe. Mężczyzna poczuł chłód, wiatr powiał mu w plecy tam gdzie jego zielona kurtka byłą mokra. Po plecach przeszedł mu dreszcz. Odwrócił się i ruszył z powrotem w kierunku polany.– –-–Dość tego, zbliża się burza.– powiedział nerwowo. Nie zamierzał ryzykować poparzenia przez piorun albo przygniecenia przez drzewo, tutaj najbliższy szpital znajdował się czterdzieści trzy kilometry na północ. Owen myślał kiedyś o podróży do miasta, musiał zaopatrzyć się w naboje do strzelby, produkty spożywcze i inne przedmioty codziennego użytku. Chociaż nie lubił miast i zatłoczonych ulic to wyjazd byłby dla niego wskazany, musiał z kimś porozmawiać, z kimkolwiek. Jego córka, Jane, wyjechała za granicę do Europy, nie miał przyjaciół, kogokolwiek kto mógł by go odwiedzić. Drewniany domek na polanie przed lasem, był dla niego swego rodzajem izolacją od świata. Owszem, mógłby zamieszkać w mieście –miał dosyć duże oszczędności przeznaczone na studia dla Jane, ale nie dałby rady. Jego psychika nie zniosła by tego napływu wspomnień ,których razem z żoną Alice miał tak wiele, wspomnień radosnych ale i smutnych. Od tamtego momentu wiele rozmyślał o śmierci swojej żony, która sześć lat temu została zamordowana. Mógłby dopaść tego sukinsyna i przestrzelić mu łeb, lecz wierząc słowom policji , uciekł i pewnie zaszył się gdzieś planując kolejne morderstwa . Z resztą, doszedł do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Josh_Twain
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…