Tajemnice mundialu 2006
Oto co naprawdę zdarzyło się w czerwcu 2006 r. Panowie i Panie trzymajcie się mocno, wyjawiam wam tajemnicę :) Panie nie bójcie się, piłka nożna jest tylko tłem tego opowiadania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tajemnice Mundialu 2006
Sybir, oficjalnie znany jako Radosław Bujak lat dwadzieścia, oraz Ganjo, czyli Paweł Sabik lat również dwadzieścia siedzieli z roześmianymi twarzami na fotelach z wyskubaną imitacją skóry w typowym dużym pokoju mieszkania M-5. Przed nimi stał stolik z trzema pustymi puszkami piwa oraz zmiętym opakowaniem po bekonowych chipsach. Ich twarze wyrażała szaleńcza radość i dziki szał. Z telewizora dobiegał tak samo podekscytowany jak twarze Sybira i Ganjo głos komentatora.
„Wspaniały mecz! Co za postawa! Paweł Janas doskonale rozpracował przeciwników. Niektórzy narzekali, mówili, że niepotrzebnie się odcina, po co te zamknięte treningi, że to nie służy. Paweł Janas nie odpowiadał. Odpowiedział dziś i w jakim stylu, wystawiając fenomenalnego Irka Jelenia, po którego podaniach strzelamy dwa gole i mamy proszę państwa trzy punkty w pierwszym meczu mistrzostw świata z Ekwadorem. Polacy pokazali klasę już na samym początku!. Halo Warszawa!”
-O Kurwa- krzyknął Ganjo i była to pierwsza wypowiedź po właśnie zakończonym meczu. -A ty się baranie z Rasiaka śmiałeś! Kurwa dwie bramki, po podaniach Jelenia. z Jelenia też się z resztą śmiałeś. "Po co Jeleń, po co Jeleń, niech Frankowski jedzie" to masz kurwa! zwycięstwo! Ha Ha, jeeeest! Polska białoczerwoni, Polska białoczerwoni!- krzyczał Sybir charakterystycznie unosząc obie ręce do góry w geście triumfu. -Gdybym tylko mógł cofnąć czas człowieku, to postawiłbym stówę na Polskę! -Człowieku gdybyśmy cofnęli czas to postawilibyśmy całą pieprzoną kasę jaką dałoby się od kogokolwiek pożyczyć i zarobilibyśmy tyle, że do końca życia klepałbyś laski na Tahiti po tyłkach- odpowiedział szybko Sybir.
Tego samego dnia Sybir i Ganjo upili się i zasnęli w fotelach oglądając w kablówce kanał Fashion Tv, oceniając dosadnie walory modelek prezentujących najnowsze kolekcje ubrań i myśląc o następnych spotkaniach Mistrzostw Świata. I nic, w zasadzie nic nie byłoby warte wspomnienia tych dwóch osób gdyby nie pewien fakt, który miał wydarzyć się nazajutrz, a raczej tego samego dnia.
Ganjo obudził się i ze zdziwieniem stwierdził, że jest u siebie a nie u Sybira. "Możliwe, że załączył mi się autopilot i nie pamiętam tego jak wróciłem do domu" pomyślał i przeciągnął się leniwie uśmiechając pod nosem, przypominając sobie wczorajszą wygraną reprezentacji. Po pięciu minutach błogiego porannego wylegiwania wstał i podszedł do komputera, żeby sprawdzić w internecie reakcje świata na porażkę Polaków. To co się wydarzyło chwilę potem można opisać na różne sposoby, najwłaściwszym jednak zdaniem jakie można tu wykorzystać jest niewątpliwe zdanie następujące, składające się z czterech słów: Ganjo - doznał - olbrzymiego - szoku. „Dziś wielki mecz” krzyczał nagłówek sportowej rubryki portalu onet.pl."Co jest kurwa?" pomyślał ganjo i nerwowo zaczął sprawdzać inne strony, ale wszędzie było to samo: „Gramy o wszystko”, „Wygrajcie dla nas”, „Teraz albo nigdy” czy też „Dziś Polska gra z Ekwadorem”. Ganjo wytrzeszczonymi oczami spojrzał na kalendarz, zerknął na datownik w komputerze, a na koniec pobiegł do pokoju ojca, którego nie było, a przecież powinien spać pijany jak po każdym meczu, tym bardziej, że dziś miał mieć wolne. To ostatnie przekonało go dokumentnie o tym co właśnie się stało. Zrozumiał, że życzenie które rzucił wczoraj stało się faktem. Rozdygotany pobiegł do telefonu i wykręcił numer swojego kumpla. -Sybir jesteś? Słuchaj nie pytaj o nic, tylko to zrób. Pamiętasz jak miałeś wziąć kredyt na samochód? Dobrze, że go nie wziąłeś. Weź wszystkie papiery potrzebne do kredytu i przychodź do mnie.
Matka Sybira, Jadwiga Bujak postanowiła tego dnia ugotować swojemu synowi jego ulubione kotlety jajeczne, jednak powstał problem. Sybir wybiegający gorączkowo z domu z plikiem papierów ściśniętym w dłoni strącił przypadkiem okulary swojej matki na podłogę. Pani Jadwiga miała poważną wadę wzroku i zgubienie okularów nie było żartem. Nie mogła przecież wyjść do sklepu niczego nie widząc. Po drodze trzeba przejść przez ulicę i trzeba wiedzieć czy jest zielone światło czy czerwone. Na poszukiwania Jadwiga Bujak straciła dwadzieścia minut, po czym w pośpiechu zabierając siatkę na zakupy wybiegła do znajdującego się kilometr dalej sklepu spożywczego. Jej opóźnienie dla niektórych miało swoje minusy, ale dla niektórych miało też plusy. Kierujący dwunastoletnim, wielokrotnie remontowanym Ikarusem warszawskich linii miejskich Henryk Zawada, nie zauważył na światłach powolnie przemieszczającej się tęgiej kobiety, która gdyby nie opóźnienie spowodowane poszukiwaniem okularów niewątpliwie by tam była. Dzięki temu nadrobił parę minut, ponieważ mógł ruszyć od razu po zmianie świateł na zielone i uniknąć czerwonej fali. Dla niektórych jak już zostało powiedziane w tym akapicie miało to swoje plusy, bo autobus był punktualnie na przystanku,dla niektórych jednak miało minusy...
-Dlaczego zawsze ja!? - Asia ze wściekłością uderzyła podrabianą torebką Diora w słupek przystanka autobusowego. W oddali mogła jeszcze zauważyć odjeżdżający żółty autobus i rozpoznać liczbę 186. Wydawało jej się, że zdąży. Ba! Była pewna, że zdąży, przecież ten autobus zawsze się spóźniał. Zawsze! To dlaczego dziś do jasnej cholery się nie spóźnił! To nie był szczęśliwy dzień dla Asi. Nie chodziło o to, że nie udało jej się zaliczyć ostatniego egzaminu sesji, ani też o to, że będzie musiała teraz czekać pół godziny na kolejny autobus. To nie byłby problem. Problem polegał na tym, że chłopak Asi, dwudziestopięcioletni Rafał, czekał w tym momencie w jakimś Koreańskim mieście na telefon od niej. Umówili się na konkretną godzinę i Asia strasznie chciała z nim porozmawiać, nie mieli kontaktu od tygodnia. Martwiła się o niego. Zagryzając dolną wargę Asia uderzyła jeszcze raz torebką w nieszczęsny słupek. „Takie rzeczy po prostu zawsze mi się trafiają!”
Jeżeli ktoś kiedykolwiek był w Korei, to wie jak potworne potrafią być azjatyckie upały. Powietrze po prostu stoi w miejscu, a temperatura robi swoje – człowiek czuje się jak w garnku. Takich atrakcji da się jednak uniknąć jeśli ma się odpowiednią ilość gotówki - wynajmuje się wtedy pokój w klimatyzowanym hotelu. Rafał nie miał odpowiedniej ilości gotówki. Szczerze mówiąc gotówki nie miał już prawie wcale. Do Korei przyjechał miesiąc temu w szczytnym celu przedostania się w pobliże granicy z Koreą Północną i napisania oszałamiającego reportażu. Rafał miał bogatego ojca, właściciela pięciu tartaków w województwie warmińsko-mazurskim. Był jednak w takim okresie swojego życia w którym prowadzenie tartaków wydawało się być zajęciem dla idioty. Nie przeszkadzało to oczywiście "pożyczać"pieniędzy od swojego ojca i wydawać je na szczytne
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil tombek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…