TAM GDZIE ANIOLY MOGA PLAKAC I
Świat marzeń....hm...tak to był jej świat,to on żył w jej małym sercu i budził się nocą.Koleżanka często mówiła że ma przestać żyć marzeniami i zacząć żyć teraźniejszością
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Ami wstawaj!- głos kobiety dobiegał z dołu. „Już, już...„- pomyślała. Nie chciało jej się wstać ale musiała iść do szkoły taki był jej zresztą obowiązek. Przeciągnęła się niezgrabnie w łóżku, potem wstała i zaczęła się ubierać w mundurek szkolny, gdy znowu usłyszała... - Ami, bo nie zdążysz na autobus, co ty tam robisz!? - Idę już, nie gniewaj się mamo, ja nigdy nie mogę wstać na czas.- to nie była prawda zawsze tak mówiła by nie denerwować mamy. W szkole jak zawsze się nudziła na lekcjach i wcale nie miała zamiaru zostać na nich wszystkich ,po sześciu poszła do miasta mimo że miała jeszcze dwa WF. Jest normalną uczennicą 3 klasy średniej, lubiąca lody, dyskoteki spotkania z kolegami i koleżankami. Przynajmniej tak sobie wmawiała. Lecz tak naprawdę zawsze marzyła o innym świecie o potężnych smokach, elfach, koboldach, nimfach. Mama zawsze mówiła, że jest dziecinna i ma żyć teraźniejszością. Gniewała się wtedy i trzaskała drzwiami...czy naprawdę już nie można nawet pomarzyć? Świat marzeń....hm....tak to był jej świat, to on żył w jej małym sercu i budził się nocą. Koleżanka często mówiła że ma przestać żyć marzeniami i zacząć żyć teraźniejszością tak jak jej mama. Lecz nie potrafiła , nie chciała. Dobrze jej tam, ma wielu przyjaciół i ludzi którzy są dla niej mili... - Ami, Ami!! Poczekaj, ty znowu taka zamyślona, ja bym tak nie mógł, mi by czacha pękła, ha ,ha!!- chłopak przeczesał dłonią swe ciemne włosy i stanął obok dziewczyny. - Jeżeli to tylko mi chciałeś powiedzieć to cześć ...- odpowiedziała i przymknęła na moment oczy. - Jesteś mało rozmowna, co ?- odburknął. - Sorry, muszę już lecieć...- nie miała czasu a on jeszcze truje. - Facet z wuefu pytał się o ciebie, powiedziałem, że jesteś zwolniona. - odpowiedział z uśmiechem Neo. - Dzięki ,ale to nie było potrzebne..- mimo, że tak mile postąpił nie czuła dla niego ani szacunku, ani wdzięczności. - Przyjdziesz jutro do szkoły Ami? - zawołał gdy oddaliła się od niego kawałek. - Nie wiem ...Neo dziękuję i przepraszam....- nie widziała potrzeby, ale chciała mu podziękować - Nie szkodzi - odpowiedział zaskoczony - Pa! - Pa -odpowiedział i pobiegł w swoją stronę Czy ja zawsze muszę ranić a potem przepraszać? Jak mi się nie chce żyć...co ja tu robię...to jest takie nudne...takie...- pomyślała wchodząc do domu. - Mamo wróciłam!- krzyknęła jak zawsze i rzucając teczkę w kąt, usiadła na schodku by ściągnąć buty. - A, Amy jak w szkole? - odpowiedziała zmartwiona mama - A wszystko ok.- odpowiedziała jej nie patrząc jej się w twarz, nie miała ochoty...czy to dziwne z jej strony?. - Co jest na obiad?- szybko zmieniła temat. - Ruskie pierogi, takie jakie lubisz.- odpowiedziała ściągając fartuch i wieszając na wieszaku udała się do ubikacji. - Um, jak ładnie pachnie.- w domu czuła się dobrze, jej schronienie przed światem. Obiad był jak zawsze przepyszny. Nalała sobie jeszcze kompotu i udała się do pokoju. - Idę się trochę położyć .. - W porządku - mama Ami wiedziała, że coś wkrótce się wydarzy i wiodąc za córką oczyma, szukała jakby odpowiedzi na dręczące ją pytania. - Mama jest taka kochana a ja, a ja ją okłamuje, gdyby tylko był tata, on by na pewno wiedział co zrobić i co ... powinnam chyba stąd uciec nie chcę już nikogo ranić, po co, na co? Najlepiej będzie jak napisze jej list na pewno nie zrozumie gdy bym jej zaczęła tłumaczyć. Albo, po co, i na co, żeby się martwiła i.... ona z listem czy bez i tak zrobi swoje..- schowała znowu papier do jednej z szuflad. - Nie. Muszę iść, wiem może to dziwne, ale nie mogę tu zostać..- szybkim ruchem wyciągnęła torbę z pod łóżka i po spakowaniu najważniejszych rzeczy wyrzuciła ją przez okno . - „Żegnajcie, mamo, bracie, on by mnie zrozumiał ale to na nic, nikt mnie, mojej duszy, czy uczuć, nie zrozumie...”- pomyślała - Mamo wychodzę, do koleżanki, po zeszyt, nie wiem kiedy wrócę, pa! - tak, to jej jedyna szansa, teraz albo nigdy! Narzuciła na siebie mój ulubiony płaszczyk, zamiast lakierek ubrała kozaczki, włosy spięła w koński ogon teraz opadały jej do pasa, jak zwykle za długa grzywka zsunęła się na oczy...ale nie szkodzi. - Ami, nie wracaj tak późno, jak ostatnio! - odpowiedziała jej mama mimo, że wiedziała, że tak szybko nie wróci. - Dobrze, będę pamiętała, pa! - krzyknęła, zanim zamknęła za sobą drzwi. Szybko jeszcze szybciej, już nikt i nic jej nie znajdzie, jakie to piękne uczcie, być wolnym, mamo....przebacz, ja naprawdę musiałam tak zrobić...- ale dlaczego.... - Zastanowiła się tak, nie patrząc przed siebie, nie zwróciła też uwagi na nieznajomego ubranego w czarny płaszcz, z naciągniętym kapturem na twarz. - A ty moja pani gdzie się wybierasz? - zapytał oschle stojąc na środku ścieżki w parku. - To ty znowu, zostawcie mnie w spokoju, czemu ja, ja nie chcę, ja chcę być tutaj, nie w innym świecie, słyszysz! - sama nie wiedziała czemu tak powiedziała, może bo się przeraziła...hm... przecież chciała....wcale nie bała się być gdzie indziej, ale sam fakt że stoi przed nią ta przerażająca postać...ze snów? - Moja pani, przecież sami wiemy, że twoje miejsce nie jest tu, tylko w Tarze .- bąknął - Ale ja ,ja, ja ... - wiedziała, że przed nim nie ucieknie, już tyle razy próbowała a jednak zawsze ją znalazł.... - A gdzie ta Tara jest ?- nie chcąc wypowiedziała te słowa. - Pani... - I nie nazywaj mnie pani, jestem Ami! - odburknęła cofając się z lekka. - Jestem tu po to, by pokazać ci prawdziwy świat, ten tu jest nierealny to jest sen.-odpowiedział spokojnie nieznany, ściągając kaptur. Jego czarne oczy przypatrywały się dziewczynie, a kruczoczarne pocieniowane włosy opadały mu swobodnie na czoło. „A! O Boże! Przecież to elf! Ale elfy są delikatne, a on jest tak potężny i dobrze zbudowany że wręcz wydawać się mogło że nie jest realny, a może ja śnię...” - Jak, to sen?- „Co on bredził, co za sen?” - pomyślała. - Tak, to twój sen, lecz czas nadszedł abyś się obudziła....- rzekł i powoli zaczął znikać . - A co teraz, na początku mi truje, że to sen a potem znika, co za koleś.. - „Może to i lepiej, przynajmniej wiem na czym stoję....wiem?” Jest tak chłodno, kolorowe liście kasztana już dawno opadły lecz słoneczne ciepło jeszcze nie całkiem znikło za chmurami. - Posiedzę sobie jeszcze trochę a potem musze się gdzieś ukryć...- dziewczyna siedziała na ławeczce z zamkniętymi oczyma jakby chciała w taki sposób popatrzeć w niebo. Gdy otworzyła powoli oczy, zerwała się na równe nogi. - Czemu tu jest tak nagle ciemno, co się stało, mamo, gdzie jesteś?!- „co ja zrobiłam...czemu tylko uciekłam...”- szlochała - Lilii, obudź się, już czas ...- te słowa powiedziała przepiękna kobieta okryta jedwabną suknią, a jej srebrne włosy tańczyły na wietrze. - O, patrzcie co za szczęście wreszcie się obudziła nasza panienka!- krzyczeli jacyś ludzie wokoło niej. - Gdzie ja jestem?- mrużyła oczy od jasnego światła.- Co, kim wy jesteście...elfy, gobliny, nimfy czym wy jesteście?!- siedziała na łóżku w jedwabnej koszuli na ramiączkach okryta futrem niedźwiedzia białego.- Co to, nie, nie.- jęknęła bezradnie.- Ja na pewno zaraz się obudzę i ...-chwyciła się za głowę, nie rozumiała jak to możliwe...nie wierzyła tak naprawdę... - Ja chcę do domu!!!- krzyczała - Uspokój się Lilii moja córeczko spałaś 17 lat, twój czas nadszedł abyś...-mówiła elfka Etain bogini i wróżka żona Eochaida, boga Midera . - Witaj, ponownie pani.. - powiedział sucho jakby od niechcenia nieznajomy który teraz stał w kącie i patrzył na nią spod jego czarnego kaptura. - Coś ty zemną zrobił, stałam się..... - poczuła że jej uszy i ja sama stała się elfem.- Stałam się elfem, popatrz na mnie, to już nie jestem ja, to nie moje ciało, nie ja...- rozpaczała lecz w głębi duszy czyż tego nie pragnęła? - Ligolas, zabierz moją córkę do swojej komnaty potrzebuje teraz spokoju.- podnosząc głowę mówiła do niego Etain - Ale ja nie...- skrzywił się na samą myśl że będzie musiał z nią gdziekolwiek iść i jej pomagać. - To był rozkaz nie prośba!- po czym wstała i podeszła do niego.- Od dzisiaj ty odpowiadasz za moją córkę, słyszysz....jesteś odpowiedzialny za jej życie, i biada ci jeżeli coś się jej stanie...- wyszła powoli z pokoju razem z dwoma krasnoludami. - Dobrze, pani....- Odparł zaciskając zęby, po czym odwrócił wzrok w jej stronę - To twoje prawdziwe oblicze, a teraz wstawaj i nie becz...- odparł, poczym chwycił ją delikatnie lecz zdecydowanie za rękę i opuścili salę. Po dobrej chwili szarpania się i w końcu milczenia ,powoli odparła. - Nawet nie wiem, jak masz na imię... - burknęła nie patrząc na niego. - Jesteś odważna, nikt zemną nie rozmawia, czemu i ty nie możesz po prostu milczeć.- powiedział nie odwracając się. - Ligolas- odparł po chwili, gdyż przypomniał mu się rozkaz jego pani.-Miło mi cię poznać pani.- dodał pośpiesznie. - Mi również, ale nie mów do mnie pani....- odpowiedziała podciągając za długą jak na siebie koszulę nocną. Po chwili niepokojącego trochę milczenia. - Czy ja, czy ja jestem teraz w Tarze ?- zapytała niepewnie Westchnął po czym odparł zwalniając kroku. - Tak... i w twoim domu... - Ja śnię, to nie jest prawda, ja śnię .....- szlochała ze strachu. Starała się pojąć to wszystko lecz nie potrafiła. - Przestań, to jest teraz twoje życie, twój świat, rozumiesz?!- wrzasnął lecz po chwili znowu się opanował i spojrzał na nią spod grzywki. - Muszę tu zostać, prawda?- spuściła głowę i po krótkim namyśle nagle burknęła do niego.- Ale mimo, że nie czułam się dobrze w nasz ... tamtym świecie, to jednak teraz zanim tęsknię..... obojętnie co bym teraz zrobiła, czy powiedziała, to nie mam wyjścia i muszę tu zostać , prawda? -„Ale ja nie mam takiej ochoty...”- pomyślała - Lilii...- zacisnął powieki- Ja ci pomogę i nie pozwolę żeby ci się coś stało, lecz ty też musisz coś zrobić- ...- odparł w zamyśleniu. - A mianowicie ? -odpowiedziała - Musisz mi, nam zaufać. - mówiąc to widział przerażenie na twarzy dziewczyny, i mimo, że ona starała się nie pokazywać swej rozpaczy, że nie dawała rady, że nie rozumie, że się boi i nie chce tu być, mimo że kiedyś tego tak pragnęła teraz się strasznie tego świata bała. Na samą myśl że jest przerażona, prawie niewidoczny uśmiech pojawił się na jego twarzy. - Potrzebuję trochę czasu....- spojrzała na niego i lekko się uśmiechnęła nie chciała żeby czuł się winny, postanowiła stać się taka jak w jej snach przynajmniej tam była sobą a tu? - Nikt nie będzie ciebie do czegoś zmuszał...- zrozumiał, że nawet taka dziewczyna mimo, że z charakteru wydawała by się twarda i nie czuła, w samym środku była bardzo krucha i delikatna. To go przerażało że ktoś może go polubić, zawsze był sam i to było dla niego najlepsze rozwiązanie, nikomu na nim zależało, przyzwyczaił się do samotności a teraz ta dziewczyna. - Wybacz ale jestem zmęczona... - mruknęła. - Zaraz będziemy na miejscu - odparł trochę zmęczony tą rozmową. - Ten wasz zamek czy tam grota jest ogromna, wygląda jak środek drzewa...- mówiła, starając dodać sobie otuchy. - Lilii to jest nasz dom i faktycznie, to środek drzewa, jesteś w nim bezpieczna, jutro nauczy cię Kiara władać mocą elfów i sztuką walki. - „może jak nauczy się swoją mocą władać zrozumie po co tu jest.”- pomyślał - Kto to jest Kiara? - rzekła pełna obawy - Lilii....- westchnął- Kiara to moja siostra, a co zazdrosna? - Co?! Ty chyba żartujesz?!- syknęła próbując się wyrwać, z jego dłoni swoją. - Dobra ,dobra przecież żartowałem.- uśmiechnął się pod nosem jakby z żalem ale nie popuścił uchwytu. - Jesteśmy, odpocznij i idź od razu spać, ja mam pokuj zaraz obok więc jakbyś coś potrzebowała to jestem do usług, jutro ciężki dzień dla ciebie...”i dla mnie”- pomyślał - A jutro, to jaki jest dzień?- zapytała podchodząc do drzwi. - Jesteś niesamowita- mruknął opierając się o ścianę obok świecznika. Teraz gdy stanął w świetle widać było jego przerażająco piękną postać, był bardzo ładny, lecz jego uroda różniła się bardzo od pozostałych elfów. Bardzo rzadko się uśmiechał a gdy to robił to starał się odwracać tak by tego nikt nie widział. Ligolas był osobą zamkniętą, mało mówił i często trzeba było wymuszać by coś powiedział. Mimo jego czarnych oczu które się czasami stawały złote ona go polubiła, sama nie wiedziała dlaczego i jak można polubić taką osobę, wydawało jej się, że z nim będzie mogła o wszystkim porozmawiać i że otrzyma od niego szczerą odpowiedz. - Jutro jest dokładnie 28.06.2321r.- odparł powoli - Co?- nie mogła zrozumieć, taka wielka różnica czasu, więc tamten świat był naprawdę tylko snem... - Ja nie żartuje.. - przymknął oczy - W tamtym świecie był 6.04.2002r.- zastanawiała się przez chwile A gdy on milczał, i żadna odpowiedz nie nadchodziła, dziewczynie zakręciły się łzy w oczach, czuła się taka samotna, pragnęła mieć kogoś z kim mogła by porozmawiać, lecz nie miała takiej osoby. - Wiesz co, ja lepiej już pójdę spać. - odparła nie patrząc na niego. - No chyba tak będzie najlepiej... Popatrzył na nią niepewnie widział jej łzy w oczach które starała dyskretnie obetrzeć, i zaraz po tym dodał. - Dobranoc - Dobranoc Po tych słowach zamknęła się w wielkiej komnacie, słyszała jeszcze jego szybkie kroki a potem sam wszedł widocznie do swojej komnaty. Jej komnata była piękna, pod ścianą stało wielkie łoże ozdobione płatkami róż, naprzeciwko drzwi były piękne dwa witraże jednorożców i kwiatów służące jako szyby okien. Pod sufitem wisiał lampion. Szafy w starodawnym stylu dodawały pokojowi jeszcze większego uroku. - Co za dzień.... - pomyślała obcierając łzy - Chociaż jeżeli takie miało być- moje życie od początku to ja nie mogę narzekać, już nie będę płakać, już nigdy, będę silna, nikt mnie nie pokona, nikt mnie nie zrani... - stała tak chwilę pod drzwiami poczym podeszła do jednej z trzech szaf. - Dobra co my tu mamy, co za pokój, lustro, gdzie jest lustro?- w kącie stało okryte białym płótnem, nie wąchając się zbytnio długo zsunęła tkaninę na ziemię. - Nie, nie to jest niemożliwe.....stałam się naprawdę elfem.....jestem elfem - była wysoką, smukłą, z ładnymi zwisającymi po kolana włosami o kolorze wiśniowym tylko gdzieniegdzie były pasemka czerwone, czarne i blond. - Jestem ładna... ciekawe co Ligolas o mnie myśli? - uśmiechnęła się pod nosem. - „Mocy która we mnie tkwisz pozwól mi poznać tę moc i to co we mnie tkwi.” To nie ## - „Mocy co owinęłaś mnie, dziękuję ci i błagam prowadź mnie, pomóż mi pokonać- dobro czy zło ważne by rodzinie mej nie stało się nic.” - „No ale teraz muszę iść spać” - pomyślała po czym podbiegając do szaf wyciągnęła czystą sukienkę nocną, i po umyciu i przebraniu wsunęła się pod kołdrę. Na drugi dzień
- Wstawaj, już ósma .- wrzeszczał zdenerwowany zza zamkniętych drzwi Ligolas - Już, już, za moment wychodzę....- „a jednak nie całkiem tamte życie było tylko snem.”- pomyślała z uśmiechem - Wszyscy już dawno wstali, musisz się pośpieszyć, twoja mama cię prosi do siebie. - To czemu mnie nikt wcześniej nie obudził, to nie moja wina!- żaliła się trochę gdyż nie umiała założyć prostej lecz bardzo ładnej błękitno srebrnej sukni z odkrytymi ramionami. - No wreszcie, nie mam czasu, muszę jechać do Tiveden do jednego z miast ludzi.- powiedział gdy wyszła trochę zaspana z pokoju, on zaś tak jak wczoraj był ubrany w swoją piękną zbroję. - Dziękuje ci, że mnie obudziłeś, ale czemu tak wcześnie wstajecie?- przetarła niezgrabnie oczy. - Każdy tutaj ma swoje zadanie, ty też będziesz je kiedyś miała Lilianno- wskazał ręką w stronę długiego korytarza, gdzie szło czterech gwardzistów którzy na widok jej i Ligolasa nisko się ukłonili i udali się dalej. - Kim oni byli?- wodziła za nimi wzrokiem - To gwardziści, oni są zresztą tak jak i ja odpowiedzialni za obronę tego zamku i tak jak na przykład ja mam czuwać nad twoim bezpieczeństwem. - Aha.- odparła, udając się za nim. - Jesteś na pewno głodna, chodź do pokoju stołowego trochę później pójdziesz do twej mamy. - odparł tak chłodno że aż ciarki po jej plecach przeszły. - Wczoraj nic nie jadłam, ale nie umieram jeszcze z głodu, ale chętnie coś przekąszę. - odparła trochę zirytowana. - Dobra ,chodź na śniadanie...- „muszę poprosić mą królową by kogoś innego dała na moje miejsce, ja się nie nadaję jako niańka, przecież ona wie że kocham samotność a teraz każe mi pilnować jej córkę, to jest chore, ja nie potrzebuję kuli u nogi” - Poczekaj nie idź tak szybko, nie nadążam... - pobiegła zanim gdyż przyspieszył kroku. - A co jest tak a propos na śniadanie Ligolas?- zapytała poprawiając ręką włosy. - Jagody, jarzyny, owoce, chleb, marmolada i wiele, wiele innych pyszności, a co?- zapytał wpatrując się w dziewczynę nie radzącą sobie z butami na obcasach i z falbankami sukni. Gdy usiedli do stołu i zaczęli jeść, dziewczyna nieoczekiwanie zapytała: - Więc co dziś robimy?- odparła. Do komnaty po wielkim ukłonie wszedł krasnolud, podszedł do Ligolasa i powiedział mu coś na ucho, gdy odszedł, zapytała: - Coś się stało....chodzi o moich rodziców.- zapytała - Co? Twoi rodzice? - wyrwała go z zamyśleń- Ach tak....em...Musieli wyjechać, za rok wrócą... wyjechali wczoraj jak spałaś nie wiedziałem o ich planach, gdybym wiedział to bym cię obudził ale z tego co się teraz dowiedziałem to ona nie chciała się żegnać z tobą, wolała to zrobić po kryjomu tak by nikt nie cierpiał, chciała byś odpoczęła i niczym się nie martwiła. - Za rok? Chyba nie będę tęsknić, ale mam jakieś dziwne uczucie.- odparła, popijając kawałek chleba herbatą. - Po prostu się przestawiasz, już powoli przyzwyczajasz się do tego życia. Gdy tak siedzieli i kończyli śniadanie zauważyła jego obojętny wzrok. Patrzył ukradkiem na nią, starał się swoje zmieszanie ukryć, nie wiedział co o tej dziewczynie ma sądzić traktował ją z jak największą rezerwą. Ona zaś nie patrzyła na niego zbyt często, lecz wiedziała że on się na nią patrzy i to dosyć często. - Dziękuję...- wstała i składając na siebie naczynia, zabrała je i chciała wyjść . - Nie musisz tego robić, od tego mamy służące a poza tym jesteś córką... - Ach cicho bądź...ja po prostu nie pozwolę by ktoś musiał po mnie sprzątać, a poza tym ręce mi nie odpadną- odparła i udała się do kuchni pozostawiając go za sobą. Po umyciu naczyń, i pozamiataniu kuchni, udała się do ogrodu. Szła powoli ścieżkami zachwycona przyrodą .Kwiaty rosnące w ogrodzie lśniły kolorami i radowały serce patrzące na nie osoby. Wyszła z ogrodu i udała się w stronę małego dębowego i brzozowego lasku. Zobaczyła na jednym z starych dębów starą huśtawkę, nie zastanawiała się długo podbiegła do niej i sprawdzając czy jeszcze jest dobra usiadła po chwili i zaczęła się huśtać. - Jak ja dawno się nie huśtałam....- szepnęła w zamyśleniu gdy unosiła się wyżej a wiatr bawił się jej włosami. Po dobrych dwudziestu minutach usłyszała jakieś głosy i nawoływania. - Lilianno! Lilianno! Odezwij się na miłość boską!- dobiegały jakieś obce męskie głosy. - Tutaj jestem! Na huśtawce! - krzyknęła niepewnie i patrzyła w zbliżające się w jej stronę sylwetki dwóch mężczyzn. - A panna Lilianna co tutaj sami robi?!- zapytali nieznajomi, podchodząc do niej. - Ja... ja poszłam do ogrodu i potem zobaczyłam ten lasek w dolinie i tak jakoś....a potem ta huśtawka...przepraszam. - pochyliła się nisko. - Ha, Ha! Niech panienka nie przeprasza, i absolutnie się nie kłania tak nie wypada takiej panience, to my powinniśmy się kłaniać...- odparł szybko jeden - Panienka nie powinna chodzić sama tak daleko, nie jesteśmy na naszych terenach ,żyjemy na ludzkich ziemiach pełnych demonów, i przerażających istot... a panienka taka ładna że aż strach...- dodał drugi. „Oni mają takie samą zbroję jak Ligolas, oni na pewno są jego przyjaciele...chyba nie muszę się ich obawiać. Jejku czemu oni są wszyscy tacy przystojni...”- pomyślała - Aj, przestań, jaka zaś ładna, wy też jesteście strasznie przystojni...Ups...- „cholewcia że ja też tyle gadać muszę.”- jej twarz zrobiła się czerwona. - Dziękujemy, to bardzo miłe..- „jaka ona słodka, istny skarb na ziemi.”- pomyślał jeden - Hm... nie ma za co, ale z kim mam przyjemność?- zapytała siadając znowu na huśtawkę. - Ach, no tak panienka nas nie zna. Ja jestem Taranis a ten obok dryblas to Bran. - Masz coś do mnie!?- zapytał na żarty wyciągając przed siebie pięści. - Tak mam! Ha, ha!- odwrócił się w jego stronę i tak samo uczynił jak Bran - Tak?! No to chodź!- uśmiechał się pod nosem skacząc w miejscu jak fachowy bokser. - Ej! Co wy macie zamiar robić, chyba nie chcecie się bić?- stanęła jak wryta gdy oni się do siebie zaczęli zbliżać.- „co ja mam robić?”- pomyślała , stając między nimi. - Przepraszamy, nie chcieliśmy panienki przestraszyć- zaczerwienił się Taranis i ukłonił nisko jak i Bran. - Ha, ha! Nie przestraszyliście mnie, ale więcej tak nie róbcie... aha mówcie mi Lilii, nie lubię tej „panienki” - Zgoda, ale tylko jak będziemy sami z panienką, nie możemy mówić do panienki po imieniu.- krzyknęli chórem - Idziemy z powrotem? - zapytała gdyż się zachmurzyło, nie bała się bo była z nimi ale sam fakt że cały prawie dzień spędziła na dworze, i że Ligolasowi nic nie powiedziała niepokoiło ją. - Tak, oczywiście Ligolas też już się pewnie martwi....mieliśmy wrócić od razu jak panie..., jak ciebie znajdziemy a myśmy się tak rozgadali i... - A tam takie gadanie... Ligolas nie musi się martwić przecież jestem z wami...- uśmiechnęła się do nich jak najserdeczniej jak umiała. - Ligolas byłby zły gdyby to usłyszał...twoja mama, kazała mu na ciebie uważać...on za ciebie odpowiada...musisz mu mówić gdzie idziesz. - Wiem, już nie będę nigdzie szła sama. Po tych słowach ruszyli w drogę powrotną. Jeszcze nigdy się tak nie śmiała, aż się popłakała ze śmiechu a jej nowi koledzy trzymali się ze śmiechu za brzuchy. Gdy doszli do zamku, Bran kazał jej iść się przebrać w skromniejszy i bardziej do walki strój gdyż trzeba będzie walczyć i się gimnastykować. Pobiegła szybko do mojej komnaty wymijając zgrabnie wszystkich tam poddanych. Z szaf powyrzucała wszystkie ciuchy jakie miała, w końcu w kącie ujrzała ładnie poskładany skórzany czarny komplet wyciągnęła go od razu i zaczęła przymierzać. Wcisnęła się w obcisłą górę bez rękawów lecz na ramiączkach z średnim dekoltem, na ramiona założyła stabilne ochraniacze. Góra stroju sznurowana była od tyłu, męczyła się trochę nad tym ale potem leżała jak ulał. Dość obcisła sukienka do kolan, z dość dużymi rozcięciami po bokach. Włosy związała w koński ogon, a na nogi założyła kozaczki sięgające jej prawie pod kolana. Na nadgarstki założyła bransoletki a na szyje łańcuszek z małym prawie okrągłym kryształem, należącym do kompletu. Na plecy nałożyła szybko ciemno niebieską pelerynę z kapturem i wybiegła z komnaty. Gdy zbiegała ze schodów zobaczyła Taranisa z Ligolasem którzy o czymś dyskutowali. Zatrzymała się na środku halu i patrzyła się na dwóch mężczyzn. Gdy ją zobaczyli zeszli na dół, zorientowała się że jej opiekun nie był chętny do rozmów i obawiała się krytyki z jego strony. - Lilianno, możemy iść- uśmiechnął się do niej Taranis Ligolas zmierzył ją od góry do doły i przeklinając pod nosem wyszedł z zamku, po chwili i oni tak samo uczynili. - Co tak długo? A jaka ładna....zbroja... - podrapał się po czole Bran stojący przed zamkiem. - Co nie? Też mi się podoba- uśmiechnęła się gdyż zawsze chciała mieć takie wyposażenie. - Ale nam nie chodziło...nie podziwialiśmy tylko stroju....Lilii- uśmiechnął się i ruszył w stronę kamiennej drogi przechodzącej przez las. - Nie strój? Ale co...- „O Boże moje kształty? To nie możliwe!”- fala krwi uderzyła jej do mózgu. - A wy głupi jesteście! Jak tak można mówić!?- podbiegła do nich spłoszona, lecz gdy zobaczyła że się bawią jej zakłopotaniem jak w najlepsze, to była rada że ich ,poznała. Szli szybkim krokiem, gdyż już się robiło późno. Kiara okazała się sympatyczną w średnim wieku nimfą. Ubrana była w podobny do jej nowych towarzyszy stroju a raczej zbroi. Kiara bardzo wiele umiała, poruszała się niczym wiatr ona zaś tak niezgrabnie że chłopcy mieli taki ubaw że musieli wyjść z sali. Po czterech godzinach podziękowała i udała się do Brana jedzącego jabłko i do jego przyjaciela siedzącego na ziemi obok kufla z piwem. Podeszła do nich i odparła:. - Możemy iść już do domu? Zaraz padnę z nóg, wszystko mnie boli a na dodatek chce tylko spać... Oni powoli wstali, i sczesywali dłonią z siebie resztki jedzenia. - Już idziemy, nie wiedzieliśmy że będzie cię tak długo męczyć... - No tak, ale teraz już musimy iść...gobliny na pewno się już czają w lasach.- dodał Taranis - Gobliny? - zapytała, była przerażona na samą myśl że coś może się czaić w lesie a potem się na kogoś rzucić. - Tak, ale nie bój się, z nami jesteś bezpieczna.- odparł Bran gdy wychodzili z małego zamku położonego w lesie. Powoli ruszyli w stronę domu. Bała się strasznie, kurczowo trzymała się peleryny Brana, wydawało jej się że to rozumie, uśmiechał się tylko ciepło, gdy na odgłosy dobiegające z lasu odreagowywała cichym jękiem i mocniej przyciskała się do jego silnego ramienia. Gdy wyszli na rozwidlenie przystanęła i pochyliła się opierając ręce o kolana. - Stójcie, ja już nie mogę... naprawdę, mam skurcze w nogach i plecy mnie strasznie bolą... - Chodź...- usłyszała, a gdy spojrzała na Taranisa zrozumiała co miał na myśli mówiąc te słowo, chciał ją wziąć na barana, odwrócił się do niej plecami i lekko pochylił do przodu. Stanęła niepewnie i zastanawiała się czy powinna. - Lilii, no skacz, nie martw się, nie zarwiesz mnie.- śmiał się sam do siebie Na te słowa wskoczyła mu na plecy, rękami owinęła jego silne i męskie ramiona, a potem przytuliła głowę do jego ciepłych pleców, czuła jego ciepłe ręce trzymające jej uda, wydawało jej się nawet że zadrżał jak się do niego przytuliła ale może sobie to ubzdurała?. Na jego plecach było jej strasznie dobrze, i nawet nie wiedziała kiedy zasnęła, obudziła się dopiero gdy ją ostrożnie Ligolas ściągał z cieplutkich pleców Taranisa, chłopcy pożegnali się i odeszli. Ligolas uniósł ją i niosąc na rękach wchodził powoli po schodach. Gdy nieoczekiwanie przytulił ją do siebie, jęknęła gdyż na plecach miała wielkiego siniaka, rozluźnił natychmiast swoje objęcia. - Gdzie ja jestem... -udawała że wyrwał ją ze snu. - Jesteś w domu i zaraz w łóżku....boli cię coś?” Dobrze ci tak, gdybysz poszła zemną to ja bym dopilnował by ci nic nie było a tak?!”- zapytał oschle - Trochę bolą mnie plecy, spadłam z kozła, a potem były te ćwiczenia, ale to nic..- „jejku jaki on jest silny, ała, moje plecy...” - Ligolas mogę już zejść?- próbowała się wyrwać, ale nie dała rady gdyż on ją mocno trzymał. - Zaraz jesteśmy na miejscu...- bąknął pod nosem - Ale mnie plecy bolą, ja chcę zejść!- biła go pięścią po piersi, ból rozrywał jej ciało, czy on tego nie pojmuje? W pewnym momencie parę łez spłynęło po jej policzku. Tak bardzo ją wszystko bolało, już nie mogła leżeć w jego objęciach. - Przepraszam....- postawił ją delikatnie na nogi. - Ja...ja bym chętnie poleżała sobie jeszcze w twoich ramionach, ale tak strasznie mnie plecy bolą... że musiał mnie Taranis nieść, chyba sama nie dałabym rady... Ligolas milczał, nie mógł nic powiedzieć, był wstrząśnięty, że taka ładna wysoko urodzona elfka chciała czuć jego bliskość, a na dodatek chciała leżeć w jego objęciach, teraz przysłuchiwał się jej cichutkim pojękiwaniom. Chwyciła się jego ramienia i powoli szła za nim. On już nie odważył się jej objąć, bał się ponownie zrobić jej krzywdę. - Boli cię mocno? Jeszcze dziesięć kroków i już jesteś w łóżku.- odparł trochę łagodniej - Nie... nie boli, tylko trochę.- zacisnęła ręce na jego ramieniu tak ją kręgosłup bolał że myślała że zaraz się połamie. Ligolas otworzył szybkim ruchem drzwi od jej pokoju i ułożył dziewczynę powoli na łóżku. Leżała na plecach i nie umiała się ruszyć, Ligolas patrzył na nią bezradnie nie wiedział co ma zrobić. Nigdy nie miał do czynienia z kobietami, nigdy go nie interesowały, pociągały go tylko ciemne moce i niebezpieczne wyprawy, teraz jednak chciał jej pomóc ale nie wiedział jak się opiekować kobietą. - Ligolas..- odparła cicho zamykając oczy- Nalałbyś mi do wanny ciepłej wody... może mi po kąpieli przejdzie... Stał trochę zdezorientowany przy jej łóżku, lecz już po chwili poszedł do jednej ze służących, po dobrej chwili przyszedł znowu tłumacząc że służące się tym zajmą. Usiadł niepewnie na rogu mojego łóżka i ostrożnie pochylił się koło niej. - Mogę zobaczyć twoje plecy?- odparł wzdychając tak jakby ktoś go do tego zmuszał - Ale ja nie mam siły się odwrócić... Delikatnie odwrócił ją na brzuch, kiwnęła głową gdy popatrzył się na nią pytająco by rozwiązać strój zbroi. Niepewnie zaczął odwiązywać naciągnięte paski stroju, gdy sznurki były już wszystkie odwiązane ,na dziewczyny plecach zobaczył wielkiego fioletowo niebieskiego siniaka. - Jak ty upadłaś?! Przecież taki siniak... jak ty to zrobiłaś? - Nie krzycz...walczyłyśmy trochę a potem spadłam z kozła na coś twardego... przedtem nie bolało tak mocno ale teraz.. Milczał chwilę, poczuła jak rozchylał coraz bardziej jej strój, chyba by sprawdzić jak wielki siniak naprawdę jest, sięgał od barków po biodra. - Panie Ligolasie.. my z ciepłą wodą...- rozległ się po pokoju głos służącej stojącej za drzwiami. - Tak, proszę wejść- odparł pochylając się nadal nad dziewczyną. Służące zaczęły krzątać się po pokoju, na środek położyły drewnianą wannę a do niej zaczęły wlewać ciepłą wodę. Gdy wanienka była pełna, przeprosiły i wyszły z pokoju zostawiając ich samych. Przerażenie w jego oczach rosło, rozglądał się bezradnie po pokoju a ona musiała się uśmiechnąć mimo że plecy ją strasznie bolały. Lecz on nie miał się z czego śmiać, był zły ma siebie i ma nią, parsknął złośliwie gdy zobaczył uśmiech na jej twarzy. - Pomóż mi wstać, chciałabym się przebrać..- dodała pośpiesznie Delikatnie podniósł ją tak by usiadła. Gdy zaczęła rozbierać górną część swojego stroju, on…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LILLITH
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…